Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balet. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 listopada 2010

Opera Narodowa Warszawa „Kopciuszek” Siergiej Prokofiew, Frederick Ashton

Balet odświętny



Georgio Madia
Fot. inode.at

Tysiąc lat temu byłem na „Królewnie Śnieżce” Bogdana Pawłowskiego w Teatrze Wielkim w Łodzi (tak, wtedy jeszcze Wielkim). Poszedłem tam w charakterze obstawy dla siostry. Panie w paczkach (czyli tych takich białych sukieneczkach), panowie w białych rajtuzach. Muzyka jakaś tam, treść znana. Siostra zwinęła się w fotelu i usnęła. Mnie powieka opadała nieustannie, ale musiałem trzymać fason. Choreografia była tak nudna, że chyba nawet tancerze przysypiali między kolejnymi pas. To doświadczenie bardzo mnie zniechęciło do baletu.


Mój stosunek do tego gatunku sztuki zmienił się po obejrzeniu „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego w choreografii Matthew Bourne’a. Śmiesznie, że video z tym spektaklem pokazał mi kochanek mojego kochanka, chyba się trochę do mnie mizdrząc. Potem rozpropagowałem ten spektakl wśród znajomych. Niektórzy byli nawet na nim w Londynie. Później obejrzałem nie mniej oszałamiającego „The Car Man” (czyt. Karmen) na podstawie Georgesa Bizeta.


Po paru latach, bo w tym przecież roku, w teatrze już nie tak wielkim, byłem z Jakisiem na „Kopciuszku” z muzyką Gioacchino Rossiniego w inscenizacji i choreografii Georgia Madii, NB. perfidnie przystojnego, zdjęcie powyżej. Pisałem o tym w notce „Perwersyjny kopciuszek” w marcu 2010. Och, wspominam to przedstawienie do dziś. Z czytelników bloga nikt się nie wybrał niestety, sądząc po braku komentarzy, i żałujcie.


Warszawa też chce mieć „Kopciuszka” u siebie, ale Siergieja Prokofiewa według baśni Charlesa Perraulta i z wiekową choreografią Sir Fredericka Ashtona. Korzystając z chodów Jakisia dostaliśmy miejsca na premierę w sobotę 27 listopada. Miejsce niezłe, bo blisko loży VIP-ów. W tej loży m.in. p(ierdolone)osły. Niestety w naszej loży nogi musiałem umiejętnie owinąć sobie wokół talii. Do tego za nami siedziały warszawskie purchawy z głowami ledwo wystającymi nad kupry, które narzekały, że im scenę zasłaniamy oraz mamusia z czteroletnią dziewczynką, którąż to dziecinę non-stop trzeba było uspokajać. Obok angielscy korporacyjni rednecks chyba pierwszy raz w takim przybytku.


Prokofiew jest ładny i udatnie przez dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego poprowadzony. Na scenie nudnawo. Jedynie postaci sióstr przyrodnich Kopciuszka, tańczone przez dwóch tancerzy, ożywiały scenę. Scenografia monumentalna i robiąca wrażenie, chociaż cukierkowa. Przedstawienie zdecydowanie dla tradycjonalistów.


Ciekawe, że w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie połowa tancerzy (naszych narodowych!) przyjechała zza wschodniej granicy.


Fikuśnie było wyskoczyć przed teatr na papierosa z Adamem Michnikiem.

piątek, 12 marca 2010

Perwersyjny Kopciuszek

Gejowski na "Trylogii" Klaty, a ja skromniutko na balecie "Kopciuszek" wyreżyserowanym przez Georgio Madię. Trochę było dziwnie, bo na widowni Teatru Wielkiego w Łodzi zasiadła publiczność w wieku mocno pedofilnym. W powietrzu niemal unosiła się woń wypełnionych pampersów. Wielbicielem baletu nie jestem i daleko mi do znawstwa tego tematu dlatego odsyłam do recenzji. Ale do wybrania się zachęcam.

Jest parę rzeczy, które recenzja pomija. Spektakl jest przeznaczony dla dzieci, ale dorośli widzowie znajdą w nim wiele dla siebie. Dziecięca bajka, ale pokazana z podobnym podejściem jak Shrek. Dzieci zobaczą jedno, a dorośli drugie dno.
Przede wszystkim przecudne jest trio macochy i jej córek grane przez... mężczyzn! Istne travesti show! Myślicie, że Kopciuszek to biedna, zahukana dziewczynka? Nie, nie, to wyrafinowana zołza całkiem zgrabnie manipulująca otoczeniem. Wróżka nie jest starszą, ciepłą panią, a raczej zakochaną w sobie lafiryndą, dosyć nieudolną magicznie i o temperamentnym charakterze. Książe? Nie odbiega od reszty. Jest narcyzem, co widać, słychać i czuć. Lecz jak się okazuje ma jedną słabość, jest fetyszystą. Lubi wąchać damskie buciki.

Do tego scenografia, choreografia, różne pomysły sceniczne, które zachwycają pomysłowością. Nie będę wam opisywał akcji, bo to trzeba zobaczyć. Fabułę przecież wszyscy znają, ale z powplatanych dowcipów uśmiałem się do łez, że aż makijaż mi się zmył.