Syndrom schizofrenicznej klawiatury
To jest blog, to piszę o różnych rzeczach.
Tydzień temu nieco zmulony robiłem różne rzeczy na kompie (Windows 7). Wszystko szło dobrze, aż znienacka okazało się, że kilka klawiszy nie działa jak powinno.
Klikam 'e' pojawia się 'ey', klikam 'y' pojawia się 'ey'. Inne niespodzianki to:
'p' - ';p'
'f' - 'bf'
'j' - 'jh'
'k' - 'mk'
'l' - '.l'
'x' - 'cx'
'c' - 'cx'
'b' - 'bf'
'm' - 'mk'
';' - ';p'
'.' - '.l'
Nie działały też strzałki, ani PgUp i PgDn. I coś tam jeszcze, ale już nie pamiętam.
Oczywiście przy tak działającej klawiaturze nie dawało się nic zrobić. Wyłączenie (z odłaczeniem kabla zasilającego i wyjęciem baterii) nic nie dało. Spontaniczny klawiaturowy balet trwał w raz wybranej choreografii.
Co robić, podłączyłem klawiaturę zewnętrzną. I niespodzianka, ta też nie działała prawidłowo. Przez moment korzystałem z klawiatury ekranowej, ale to nie jest rozwiązanie dla sprawnego człowieka.
Szczęśliwie po jakimś czasie sytuacja się ustabilizowała i klawiatura zewnętrzna zaczęła działać prawidłowo. Dobra moja pomyślałem sobie i działałem z laptopem na "dalszych" kolanach, a klawiaturą zewnętrzną na podołku. Możecie tylko sobie wyobrazić jak bardzo to było niewygodne.
Ale laptop kupiony w Media Markt ubezpieczony na 4 lata (Gwarancja Plus), to dzwonię do nich, niech coś zrobią. Pan z infolinii wysłuchał opowieści o przypadłości mojego laptopa, spisał sobie numer umowy i zapowiedział, że ubezpieczyciel się odezwie i umówi mnie z kurierem do odbioru sprzętu. Kurier przybędzie za dwa dni. A cała zabawa zakończy się w ciągu dwóch tygodni.
Ubezpieczycielem okazała się z pewnością znana wszystkim firma SPB Polska Serwis Ubezpieczeniowy. Firma francuska. W Warszawie z siedzibą przy ulicy nomen omen Dzikiej. Ponadto jakby ktoś chciał się z nimi procesować, to nie ma problemu, można się udać do Francji i sądzić tam według prawa francuskiego.
Ulica Dzika zadzwoniła do mnie z instrukcją. Mam wejść na ich stronę, wypełnić stosowny formularz, inny formularz wydrukować, wypełnić czytelnie i zeskanować. Całość przesłać pocztą elektroniczną na podany adres.
Nie, nie trzeba dodawać swojego zdjęcia, ani nawet prosić o wydanie opinii lokalnego proboszcza.
No ja jebię!
Odpuściłem, bo laptop był mi potrzebny, a przy propozycji takich korowodów, to zwątpiłem, czy odzyskam laptop w sensownym czasie, o ile w ogóle.
No i dalej szalałem na zasadzie laptop na "dalszych" kolanach, a zewnętrzna klawiatura na podołku.
Ponieważ korzystałem z touchpada laptopa, to czasem się myliłem i zamiast napisać coś na klawiaturze zewnętrznej, to zaczynałem pisać na klawiaturze laptopa - z niezmiennie chaotycznym rezultatem. Jednak dziś, myląc jak zwykle klawiatury, patrzę ci ja, a wszystko gra! Szok! To co się stało? Pytałem siebie retorycznie.
Ale dobra nasza, korzystam z tego powrotu do normalności. Tipsy śmigają mi po klawiaturze aż miło, literki układają się w słowa, te w zdania, owe w notki i komentarze. Aż chce się żyć.
Umęczon pisaniną postanowiłem się rozerwać. Wybór niewielki, to padło na sapera. Pierwsza przegrana, druga, trzecia, kolejna - żeby nie było, gram na maksymalnym obszarze - koniec, ile się można dołować. Wracam do pisania, a tu... 'ey' zamiast 'e', 'cx' zamiast 'c', itd. Ja pierdolę. Znowu się coś jebnęło?! Co???!!!!
Sięgnąłszy mocno już wypłowiałych neuronów, aktywnych jeszcze tydzień temu, zdałem sobie sprawę, że przed poprzednią awarią też zagrałem w sapera, tegoż samiusieńkiego. Aha, mam cię! Skoro schozofreniczność klawiatury wywołuje saper, to nie jest źle. Co więcej wychodzi, że sytuacja jest odwracalna.
Wyłączenie i właczenie nic nie dało. Wyłaczenie z pozbawieniem wszelkiego zasilania też nie.
Rozpocząłem więc nadaktywność klawiaturową badając każdy klawisz z osobna i z naukową precyzją analizując efekty przyciśnięcia.
Efekty przyszły szybko. Wystarczyło włączyć klawiaturę numeryczną i wyłączyć ją. Ta operacja zadziałała ozdrowieńczo.
Skoro już wiecie, co i jak, to ciekaw jestem, czy coś podobnego wam się zdarzyło. A moze tylko ja jestem taki specjalny w komplikowaniu sobie życia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urządzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urządzenia. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 lutego 2013
wtorek, 8 maja 2012
Wyszukiwarki z błędem
Jak bez ręki
Poniższe już nieaktualne: okazało się, że winny był router, choć powodów jego wadliwego działania nie rozumiem.
Czy zagląda tu ktoś na tyle mądry, by mi powiedzieć czemu zamiast strony googli wyskakuje mi strona błędu? Zarówno pod IE, jak i pod Operą. Co więcej inne wyszukiwarki (Yahoo, Bing) też nie działają. Czy ja mam jakiegoś wirusa?
To chodzi chyba o DNSy o ile dobrze kojarzę, ale nie wiem, jak to ugryźć. Co więcej czasem po włączeniu kompa przez jakiś czas google są dostępne, ale innym razem nie. Chodzi o providera? Wątpliwe, bo na drugim kompie problemu nie ma.
Mam ochotę tym plastikiem z ekranem i klawiaturą walnąć o podłogę. Akurat jak czegoś potrzeba, to nie działa.
Poniższe już nieaktualne: okazało się, że winny był router, choć powodów jego wadliwego działania nie rozumiem.
Czy zagląda tu ktoś na tyle mądry, by mi powiedzieć czemu zamiast strony googli wyskakuje mi strona błędu? Zarówno pod IE, jak i pod Operą. Co więcej inne wyszukiwarki (Yahoo, Bing) też nie działają. Czy ja mam jakiegoś wirusa?
To chodzi chyba o DNSy o ile dobrze kojarzę, ale nie wiem, jak to ugryźć. Co więcej czasem po włączeniu kompa przez jakiś czas google są dostępne, ale innym razem nie. Chodzi o providera? Wątpliwe, bo na drugim kompie problemu nie ma.
Mam ochotę tym plastikiem z ekranem i klawiaturą walnąć o podłogę. Akurat jak czegoś potrzeba, to nie działa.
sobota, 15 stycznia 2011
Odwilż, Matiz, getto
Matizem poza getto
Po uwerturze zimowej zostało mi na drzwiach wgniecenie i rysy na zderzaku. Samochód powędrował do blacharza, a ja przesiadłem się w czerwonego Matiza, jako samochodu zastępczego. To niewiarygodne, ale ta konserwa miała lepsze przyspieszenie od mojego auta. Możliwości parkowania tym samochodzikiem ujęły mnie. Niestety, jak to z samochodami zastępczymi bywa hamulce były w nim takie nie do końca. Jeździłem z żołądkiem w gardle. Szczęście, że moje kursowanie tym pojazdem przypadło na nadal trwającą odwilż.
A propos odwilży. Nie pamiętam stycznia z temperaturami sięgającymi 11 stopni na plusie. Owszem zdarzało się to w lutym, ale w styczniu!
Ponad tydzień temu wyskoczyłem na miasto z Krową Morską i Hiszpanem. Zjedliśmy smacznie w Presto, a potem zaprowadzili mnie do małego klubiku "Owoce i Warzywa" przy Traugutta. Owszem, nie można tam palić, ale atmosfera jest miła, wybór napojów i alkoholi spory, ceny umiarkowane, ludzie sympatyczni. Pogadaliśmy sobie o różnych sprawach mniej i bardziej ważnych, bez skrępowania w doborze tematów. Gejowski wspominał mi ostatnio, że poszedł do Narraganset z zamiarem zaszycia się w ciszy (ja bym tego ciszą nie nazwał) pubu. A tu niespodzianka, Narraganset pub jest zamknięty, gdy czynna jest dyskoteka. Szkoda, że nie ma o tym informacji na stronie klubu. Art Cafe ze względu na chorobę współwłaścicielki nadal jest nie do końca otwarte. Szkoda, bo ten lokal był fajną alternatywą.
Wniosek jest prosty, zacznijmy chodzić do innych klubów zamiast zamykania się w wątpliwej proweniencji gettach.
Jestem do niedzieli w Warszawie. Jutro będzie notka z wystawy Katarzyny Kozyry.
Po uwerturze zimowej zostało mi na drzwiach wgniecenie i rysy na zderzaku. Samochód powędrował do blacharza, a ja przesiadłem się w czerwonego Matiza, jako samochodu zastępczego. To niewiarygodne, ale ta konserwa miała lepsze przyspieszenie od mojego auta. Możliwości parkowania tym samochodzikiem ujęły mnie. Niestety, jak to z samochodami zastępczymi bywa hamulce były w nim takie nie do końca. Jeździłem z żołądkiem w gardle. Szczęście, że moje kursowanie tym pojazdem przypadło na nadal trwającą odwilż.
A propos odwilży. Nie pamiętam stycznia z temperaturami sięgającymi 11 stopni na plusie. Owszem zdarzało się to w lutym, ale w styczniu!
Ponad tydzień temu wyskoczyłem na miasto z Krową Morską i Hiszpanem. Zjedliśmy smacznie w Presto, a potem zaprowadzili mnie do małego klubiku "Owoce i Warzywa" przy Traugutta. Owszem, nie można tam palić, ale atmosfera jest miła, wybór napojów i alkoholi spory, ceny umiarkowane, ludzie sympatyczni. Pogadaliśmy sobie o różnych sprawach mniej i bardziej ważnych, bez skrępowania w doborze tematów. Gejowski wspominał mi ostatnio, że poszedł do Narraganset z zamiarem zaszycia się w ciszy (ja bym tego ciszą nie nazwał) pubu. A tu niespodzianka, Narraganset pub jest zamknięty, gdy czynna jest dyskoteka. Szkoda, że nie ma o tym informacji na stronie klubu. Art Cafe ze względu na chorobę współwłaścicielki nadal jest nie do końca otwarte. Szkoda, bo ten lokal był fajną alternatywą.
Wniosek jest prosty, zacznijmy chodzić do innych klubów zamiast zamykania się w wątpliwej proweniencji gettach.
Jestem do niedzieli w Warszawie. Jutro będzie notka z wystawy Katarzyny Kozyry.
środa, 15 grudnia 2010
Stluczka, ubezpieczenie, formularze
Nigdy nie wiesz gdzie i kiedy
W poniedziałek miałem przyjemność podróżować z Bydgoszczy do Łodzi. Zajęło mi to 5 godzin mozolnej jazdy zaśnieżonymi w wielu miejscach drogami. Udawało mi się czasem jechać z oszałamiającą prędkością 50 km/h. Jazda była monotonna, nużąca i dojechałem wyczerpany.
We wtorek wieczorem jechałem przez miasto Hanny Zdanowskiej, co chce stu dni, ale nikt nie wie, na co. Ulice białe, niektórzy szaleńcy popierdalają, zajeżdżają mi drogę, bo ja nie odważam się na więcej niż 30 km/h.
Tak, byłem asekurancki. Może zanadto. Ale tego dnia po południu, na parkingu Tesco inny samochód z zablokowanymi kołami stoczył się wprost na lewe, tylne drzwi mojego Toytoya. Straty nie są duże, ale moja konserwa do jeżdżenia urody przez to nie zyskała. Miałem oczywiście odpowiednie formularze (Raand zaakceptował), wszystko zostało spisane, a zajęło to prawie godzinę. Poradziłem sprawcom, żeby napuścili ubezpieczyciela na Tesco, bo pod śniegiem było 2 cm najczystszego lodu. Zero soli, czy piasku.
Winni, choć, obiektywnie przyznaję, nie ze swojej winy, przepraszali mnie i życzyli wesołych świąt, zapewne tych najbliższych, pseudobozionarodzeniowych, bo Joshua urodził się przecież około 6 stycznia.
A w kolejnej notce o "Eliksirze miłości" w Opera Nova w Bydgoszczy.
W poniedziałek miałem przyjemność podróżować z Bydgoszczy do Łodzi. Zajęło mi to 5 godzin mozolnej jazdy zaśnieżonymi w wielu miejscach drogami. Udawało mi się czasem jechać z oszałamiającą prędkością 50 km/h. Jazda była monotonna, nużąca i dojechałem wyczerpany.
We wtorek wieczorem jechałem przez miasto Hanny Zdanowskiej, co chce stu dni, ale nikt nie wie, na co. Ulice białe, niektórzy szaleńcy popierdalają, zajeżdżają mi drogę, bo ja nie odważam się na więcej niż 30 km/h.
Tak, byłem asekurancki. Może zanadto. Ale tego dnia po południu, na parkingu Tesco inny samochód z zablokowanymi kołami stoczył się wprost na lewe, tylne drzwi mojego Toytoya. Straty nie są duże, ale moja konserwa do jeżdżenia urody przez to nie zyskała. Miałem oczywiście odpowiednie formularze (Raand zaakceptował), wszystko zostało spisane, a zajęło to prawie godzinę. Poradziłem sprawcom, żeby napuścili ubezpieczyciela na Tesco, bo pod śniegiem było 2 cm najczystszego lodu. Zero soli, czy piasku.
Winni, choć, obiektywnie przyznaję, nie ze swojej winy, przepraszali mnie i życzyli wesołych świąt, zapewne tych najbliższych, pseudobozionarodzeniowych, bo Joshua urodził się przecież około 6 stycznia.
A w kolejnej notce o "Eliksirze miłości" w Opera Nova w Bydgoszczy.
sobota, 24 kwietnia 2010
Opony Michelin?
Mój samochód ma dwie opony Michelin i obie, jak mi powiedziano, są łyse i nadają się do wymiany. Odradzono mi chińskie, ale nie doradzano ponownego zakupu Michelin. Czy ktoś może ma jakieś światłe rady dla mnie? Powinny być 195/60/15 - dla tych co wiedzą o co w tych cyferkach chodzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)