Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2014

Warsaw sh(eet)ore

Prostokątna żarówka

Ostatnia wizyta u Ge przebiegła przy włączonym TV.  Ge dostał jednak endorfin dopiero, gdy na MTV zaczeło się "Warsaw shore". Mimo ,że nikt nie był zainteresowany oglądaniem tego zwierzyńca, to Ge postanowił wszystkich gości zmusić; do tego próbował przekonywać jaka to atrakcja.

W efekcie wizyta była miałka, bez wyrazu... a używając mocniejszych słów, była stratą czasu.

Tylko po co ja obgaduję znajomego? No może z nadzieją, że jak już w przyszłości będzie kogoś gościć, to poświęci uwagę gościom, a nie prostokątnej żarówce.

niedziela, 1 września 2013

Oddaj fartucha

Błyszczeć!

Idę za ciosem, poprzednia notka, napisana przed chwilą, to "Amino - zupa Romana", ale zaczęła się nowa edycja Master Chefa. Ba, Polsat pozazdrościł TVN i zrobił swoją wersję o nazwie "Top Chef".

Polacy zmieniają swoje żywieniowe przyzwyczajenia? Chyba tak. Zaczynamy cenić to, co jemy. Już nie wystarcza napchanie się byle czym. Zaczyna się liczyć smak, wygląd, oryginalność.

Świat już wprawdzie ma ten etap dawno za sobą, ale miło, że jakoś nadążamy.

Zaraz po "Master Chefie" kulinarny serial "Przepis na życie" - perypetie kucharzy. Mam wprawdzie lekki przesyt, ale przyznaję, że serial ma świetną obsadę i dialogi potrafią przebić "oddaj fartucha", np. "jedźmy do domu, będziemy dopracowywać naszego dzidziusia".

Telewizje zaczęły nowy sezon, ja też mam nadzieję uaktywnić się blogowo mimo niewielkiego zainteresowania PT Czytelników. Szczególnie, że blogi jakoś siadają! Wszyscy blogerzy, których obserwuję mocno przysiedli. To może zabłysnę ;)

wtorek, 19 marca 2013

S(h)it down show

Abelard Giza

Sam siebie nie podejrzewałem o to, ale że miał być Abelard Giza z kabaretu Limo - bohater papieskiego stand up show, to stwierdziłem, a co tam, obejrzę one man show Kuby Wojewódzkiego. No i niestety, jak zwykle głównie mówił Wojewódzki, nie bardzo dając swojemu gościowi dojść do słowa.

Strata czasu - jak zwykle.

niedziela, 17 marca 2013

O czym by tu...

Misz-masz

Kościół ma być biedny - obwieścił nowy prezes. Bardzo ciekawe. To pewno za śluby będą mniej wołali. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, czemu KK jest przeciwko związkom partnerskim. Nie, nie dlatego, że byłyby też dla homoseksualistów. Jest przeciwko, bo heteroseksualiści wybieraliby związek partnerski zamiast ślubu kościelnego... i kasy by nie płacili. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

"Platforma Oburzonych" ruszyła. Chwilowo sporo tam nawiedzonych, a Duda nie chce się angażować politycznie. Pewno chce obalenia rządu i zarządzania państwem przez komitety robotnicze.

Noc z 16 na 17 marca będzie wyglądać jak głęboki styczeń. W Łodzi temperatura ma spaść do -13 stopni Celsjusza.

Gejowski tu do mnie nie wpada, bo się brzydzi - zupełnie nie wiem czemu. Dzwonił do Metki z pytaniem, czy będzie mu do czegoś potrzebny w sobotę. Metka akurat wszystkie dywany ma wytrzepane, więc nie wyraził zainteresowania. Gejowski zaznaczył, że jego niedostępność będzie związana z przybyciem znajomego z brytfanii. Ustaliliśmy z Metką, że zapewne chodzi o szansę na dowiedzenie się o czym się mówi na zapleczach angielskich garkuchni.

Xellowi wszyscy mówią, że jest pijany. Rozumiem, że kilku osobom można nie wierzyć, ale kiedy mówi to tyle osób, to powinien się położyć i przemyśleć. Niestety trwa w pijackim uporze.

Jak nie wypali szansa na pozostanie w Łodzi, to będę zapraszać do odwiedzania mnie w kraju tyleż europejskim, co egzotycznym. Blog zmieni się w kulinarno-globtroterski, może połączony z relacjami z kontaktów z tubylcami.

Dorota Welman w "Drugim śniadaniu mistrzów": "Brama spiżowa jest kościołowi na..."
Marcin Meller błyskotiwie: "Na nic niepotrzebna".

piątek, 15 marca 2013

Gafy - Stefan Garczyński

Komizm mimowolny

Zupełnie przypadkiem wpadła mi w ręce książeczka tego autora. Tak do czytania w kolejce. Autor zebrał, pogrupował i opatrzył własnym komentarzem różnorodne gafy. Zebrał je bazując na opowieściach, informacjach prasowych, radiowych, telewizyjnych, sytuacje podpatrzone i zasłyszane. Trochę głupio wyglądałem podśmiewając się w kolejce, ale co tam, i tak byłem w kolejce jedyną osobą z książką.

Szkoda, że te sytuacje uciekają, szkoda, że rzadko się je zbiera. Dorzucę jedną gafę.

Preyenterka TVN24, co piętnaście minut mówi o abdykacji papieża Benedykta XVI. Często łączy się z reporterką Brygidą Grysiak, która relacjonuje na żywo z Watykanu. Zwraca się do niej zawsze per Brygido. W jednym z wejść anonsuje reporterkę:

- Benedykto, powiedz nam...

Po czym się reflektuje ;)

piątek, 1 marca 2013

Lech Walęsa - styropian zamiast mózgu

Titanic, ale nie intelektu 

Niewiele osób oglądało "Fakty po faktach" dziś na TVN24. Kajdanowicz spowiadał Lecha Wałęsę. I to bardzo skutecznie. Z Wałęsy wyszła nikłość jego wykształcenia i żałosne podstawy do czegoś, co on sam uważa za doświadczenie życiowe. Widać, że ten siedemdziesięcioletni człowiek nie rozumie otaczającego go świata. Widać, że jego walka z komunizmem, była tylko walką o władzę. Mógł wtedy nie zdawać sobie z tego sprawy. Dziś z tego bezrefleksyjnie korzysta.

Głupoty jakie wygadywał sprowokowany do zwierzeń przez Kajdanowicza porażają. Lech Wałęsa to człowiek płytki, głupi, bezrefleksyjny, zatwardziały, wsteczny, zakochany w sobie, oderwany od rzeczywistości, zamknięty na ludzi, pozbawiony empatii. Nie bójmy się tego słowa: WRAK. Spoczywa na dnie historii niczym Titanic, który kiedyś zabrał ze sobą tysiące istnień, a dziś jest martwą skorupą głęboko na dnie oceanu.

czwartek, 28 lutego 2013

Wedding Wars - Weselne wojny

Związki partnerskie na nieustającym topie

Już nawet stacje telewizyjne zauważyły, że temat związków partnerskich stał się i nośny i tabloidowo kontrowersyjny. No to wydobywają z pakietów co się da, byle "w temacie". Oczywiście w porach, gdy telewizji nie oglądają dzieci i heteroseksualni mężczyźni, którzy mogliby rozmyślać o porzuceniu żon na rzecz swoich kolegów.

Na Polsacie o 23 rozpoczęły się "Weselne wojny".

Ben niebawem bierze ślub z córką gubernatora, Maggie. Jego brat Shel, który jest gejem i ma partnera, zajmuje się organizacją imprez dla gejów i przyjmuje zlecenie na przygotowanie przyjęcia weselnego. Termin uroczystości zbliża się wielkimi krokami i wszystko musi być gotowe. Tymczasem Shel odkrywa, że Ben, szef komitetu wyborczego teścia, jest autorem przemówienia przeciwko małżeństwom gejów. Oburzony mężczyzna postanawia zawalczyć o równe prawa dyskryminowanej mniejszości. Wkrótce cały kraj dowiaduje się o jego proteście.

Jestem w środku oglądania.

środa, 16 stycznia 2013

Gdy aktor gra geja

Wyidealizowany gej

Zainteresowanym polecam artykuł jak w temacie na Plejada.pl.

"Dynastii" nie oglądałem, bo szkoda mi było czasu. Zresztą tasiemcowe seriale nigdy mnie nie pociągały, zraziłem się już na "Izaurze". Są one jednak elementem kultury masowej. W artykule widać jak wielkie opory mają polscy aktorzy przed graniem nieheteronormatywnych postaci, a jednocześnie wspomniane jest z jakimi problemami potem się stykają. A przecież oni tylko grają postać! Ale co się dziwić, skoro ludzie niemal biorą te seriale za rzeczywistość. Co ma w takiej sytuacji powiedzieć osoba prawdziwie homoseksualna?

Nie widziałem wszystkich kreacji aktorskich, w których heteroseksualni aktorzy wcielali się w postaci gejów, czy lesbijek. W artykule jest wzmianka, że postać Wieńczysława "Pshemko" Wyciora z "BrzydUli" grana przez Jacka Braciaka była wzorowana na Tomaszu Jacykowie. Odmówiłem oglądania szmatławej, polskiej wersji tego serialu po obejrzeniu rewelacyjnej wersji amerykańskiej (sam serial pochodzi bodajże z Wenezueli). Nie znam też Jacykowa, więc nie wiem na ile Braciak wzorował się na nim.

Bardzo pozytywną postacią był Maciej Janicki z koszmarnej "Julii" grany przez Michała Lewandowskiego. Ta postać chyba pasowała do osobowości samego Lewandowskiego. Nie stylizował się na jakieś zniewieścienie. To, że jest gejem wynikało praktycznie tylko z tego, że ma chłopaka. Obaj raczej męscy, wielbiciele wspinaczek, rozrywkowi. Ich sielankowe życie zakłóca jedynie rezerwa ojca Maćka.

Artykuł niestety nie wyjaśnia skąd wzorce do różnych ról czerpali scenarzyści i aktorzy. Byłaby to ciekawa analiza, choć mam wrażenie, że wszyscy mocno wyidealizowali te postaci.


niedziela, 9 września 2012

Wiadomości TVP1

Entertainment dla ubogich

Ewidentnym dowodem na to, że się starzeje jest spoglądanie na wszystko okiem krytycznym i zgorzkniałym. Zaczynam sam siebie porównywać do staruszka z loży z Muppetów.

Ostatnio z braku większych atrakcji obejrzałem Wiadomości TVP1. Zaczęło się od doniesień o odrzuceniu wniosku o utworzenie komisji specjalnej w sprawie Amber Gold z co smakowitszymi wypowiedziami kabareciarzy z trybuny sejmowej.  Okraszone to zostało wynikami badań opinii publicznej, ale pozbawione refleksji nad nimi. Potem wzmianka o Micie Romneyu, który użył słowa “Poland”, więc aby nasycić dumę narodową należało puścić tego newsa, żeby ludność nadwiślańskiego kraju czuła się zauważona. Reszta programu informacyjnego o nazwie “Wiadomości” dotyczyła 15 rocznicy śmierci nekrocelebrytki Lady D. oraz dwudziestolecia istnienia śniadaniówki TVP1, bodajże o nazwie “Groch, czy kapusta”.

Wojna domowa w Syrii najwyraźniej się skończyła, tajników ostatniej podwyżki cen paliw nikt z redaktorów nie ogarnął, a w reszcie świata nie wydarzyło się absolutnie nic istotnego, o czym warto by było wspomnieć.
Między owe “Nudności”, a prognozę pogody wstawiono tuzin reklam, zaś sama prognoza trwała jakąś minutę. Pan pogodynka zakomunikował jakie zakresy temperatur czekają nas w nocy, jakie w dzień, po czym zakończył swój występ, by ustąpić pola kolejnemu tuzinowi reklam (NB. pisze tuzinami, ale kiedyś zadałem sobie ten trud, policzyłem i reklam jest około siedemnastu). Pośpiech w prognozie był istotny, bo parcie na szkło poczuł obecny premier rządu, który koniecznie chciał się podzielić z widzami swoimi refleksjami o podpisaniu porozumień sierpniowych z 1980 roku.

I tu aż polubiłem Pana Kraśko, który cierpliwie wysłuchał jak ważne dla obecnego premiera były porozumienia sierpniowe, po czym przypomniał obecnemu premierowi rządu, że jedno z żądań mówiło o obniżeniu wieku emerytalnego dla mężczyzn do 55 lat, a dla kobiet do 50 lat.  Obecny premier, który zafundował nam wiek emerytalny po 67 roku życia zasłonił się demografią – nauką, która zdecydowanie w 1980 roku jeszcze nie istniała.

Następnie był tuzin reklam – podobnie jak abonament niezbędnych dla utrzymania misji TVP1 – i rozpoczęły się wiadomości sportowe. Mówienie o tym jak ludzie niszczą sobie zdrowie, żeby wejść na wyższy stołek i stamtąd wysłuchać hymnu narodowego (jakby bez tego się nie dało) nigdy nie trafiało mi do przekonania, więc odbiór TVP1 zakończyłem.

Od razu zaznaczam, że TVP1 oglądałem na telewizorze cudzym i nic mi do abonamentu za ten telewizor. Jednak dziwić się mogę (bo nie namawiam przecież), że ktoś jeszcze płaci abonament na to badziewie.

wtorek, 12 czerwca 2012

Polska-Rosja wg Tomasza Zimocha w PR1

Oralne emocje

Ja, Papageno i Jakiś nie oglądaliśmy meczu Polska-Grecja w TVP; wybraliśmy transmisje radiową w 1 Programie Polskiego Radia, żeby nie siedzieć jak przykuci do telewizora. Zapowiadało się standardowo, mecz, jak mecz.
135 minut spotkania wprawiło nas w zauroczenie. Obaj komentujący, Marek Solecki i Tomasz Zimoch, zmieniali się co kilka minut, zapewne, żeby wciągnąć kolejną kreskę, bo odlot był pełen. Tomasz Zimoch chyba dodatkowo palił jakieś ziele, bo odpały miał koncertowe. Jego porównania, odniesienia, hiperbole powodowały, że ta nudna impreza oszałamiała feerią zdarzeń i natężeniem emocjonalnym.

Sprawdziłem, Tomasz Zimoch będzie komentował mecz Polska – Rosja w Programie 1 Polskiego Radia. O 20:30 włączymy z Jakisiem telewizor bez dźwięku i radio, jak najbardziej z dźwiękiem. Co i innym polecam.

wtorek, 29 maja 2012

Profesor Andrzej Zybertowicz o homofobii

Głupiec profesorem?

Profesor Andrzej Zybertowicz: "efektem homofobii nie było do tej pory morderstwo, a efektem 'pisofobii' była zbrodnia."

Jakim durniem trzeba być, żeby użyć podobnego porównania! Pan profesor Zybertowicz sugeruje własne niedouczenie z historii najnowszej. Poza Żydami, również homoseksualiści byli tropieni i mordowani w obozach zagłady przez nazistów. Liczba morderstw, czy napaści na osoby homoseksualne po wojnie jest zdecydowanie większa niż na członków PiSdy - na tych ostatnich nikt nie napada zapewne z obrzydzenia.

Członków PiSdy nikt nie obrzuca kamieniami w trakcie ich żenujących procesji; za to pokojowe marsze osób homoseksualnych są regularnie atakowane.

Obłuda pisdofilów jest porażająca.

piątek, 6 kwietnia 2012

Woli i Tysio, edukacja seksualna

Wiadomości o poranku


Program “Woli i Tysio na pokładzie” nie będzie kontynuowany… uff.

Łódzki magistrat przeznaczył 36 tysięcy złotych na edukację seksualną łódzkich gimnazjalistów. Nie wiem ile to wychodzi w złotych na jednego ucznia, ale raczej niewiele. Do tego konkurs wygrało Centrum Służby Rodzinie powołane przez Władysława Ziółka, zwanego arcybiskupem. Żeby się nie ośmieszyć władze miasta konkurs unieważniły.

piątek, 30 marca 2012

Woli i Tysio na pokladzie, TVN

Durne blondynki

Przyznaję, zgrzeszyłem. Zamiast zająć się zbawianiem świata obejrzałem 1,5 odcinka “Woli & Tysio na pokładzie” i jeszcze o tym piszę. Za to więcej odcinków nie obejrzę, bo jest to kompletnie bezsensowna rozrywka.

Dwie lalunie, Marcin Tyszka i Dawid Woliński, zajmują się w poszczególnych odcinkach pracami fizycznymi. Poznawanie zaplecza różnych miejsc (zoo, piekarnia) może byłoby interesujące, tylko że uwaga jest skupiona wyłącznie na tych dwóch cioteczkach, ich totalnej egzaltacji, branżowym i niewybrednym dowcipie.

“Ja tu sprzątam, a ten się bawi z trąbą”
“Ale parówa… normalnie trzecia noga!”
“Chłopaki, pomóżcie dziewczynie!”
“To nie ma dziurki?” “Z tyłu jest.” “A, no zazwyczaj z tyłu jest”
“Co robię z ogórasem?” “To co zawsze Marcin”
“Białko mi się zważy na twarzy!” “Nie pierwszy raz!”
"Jedyne co Marcin puszczał ostatnio, to siebie"
"Czy ja wiem, czy on taki twardy? Na Warszawie mówią co innego"
"Obciągaj w górę, nie krępuj się"
"Następny wsad jest nasz"

Heteroseksualni mężczyźni mogą się z nich ponaśmiewać, bo Woli i Tysio są jak durne blondynki tylko z odmiennymi trzeciorzędowymi cechami płciowymi. Co rozumieją z różnych docinków zupełnie nie wiem.

Heteroseksualne panienki mogą się wreszcie przekonać, że z geja, a w każdym razie tego gatunku geja, nigdy żadnego pożytku by nie miały.

Występujący w programie pracownicy wyraźnie zdają sobie sprawę z tego z kim mają do czynienia, ale poprawność polityczna, czy nieśmiałość całkowicie sznuruje im usta. A szkoda, bo bohaterowie programu zasługują na jedno określenie - “totalne cipy”, nawet jeśli niepozbawione dowcipu. Tego z kolei całkowicie brakuje otaczającym ich pracownikom.

czwartek, 12 stycznia 2012

Obslugiwalem angielskiego króla, TVP2

Obsluhoval jsem anglického krále

Cestou, necestou ucieszy się, że obejrzałem ten film. Ech, czeski humor i spojrzenie na życie są niezastąpione.

Zaczyna się od pieniędzy. Czegoś zupełnie irracjonalnego, szeleszczącego papieru lub brzęczącego metalu, tak wartościowego dla wielu ludzi. Zaraz potem wchodzimy w seks. Podnieta to naturalna, wrodzona i z racji potrzeby przedłużenia gatunku, tak niezrozumiałej dla osób orientacji odmiennej, niezwykle pożądana. Autor nie rozumiał jednak ekonomii i nie poszedł tropem
1) pieniądze + seks = emerytura
2) emerytura / seks = 0 (zero)
3) seks * seks = HIV
4) emerytura – pieniądze = 0 (zero)
5) pieniądze^2 = rozpusta
A dalej dar, dar obserwacji ludzi. Młody jestem, ale już teraz wiele mógłbym o ludziach powiedzieć. Bo ludzie są prości jak konstrukcja cepa. Wystarczy ich obserwować, ba, sami wszystko wyłuszczą, jak na tym blogu wszyscy moi mili, co ostatnio miejsce miało.
Zabawne, że:
1) i 4) daje:
seks = 0 (zero)
co czyni działanie 2) niemożliwym.

Taniec kelnerów i dań oraz białych nażartych ludzi wśród ludzi kolorystyki odmiennej – bezcenne.

Przeszłość - zestaw memów: pojęcie zaczerpnięte od naczelnego, acz samozwańczego intelektualisty,będącego obecnie w zawieszeniu formalno-płciowym.

I w tym momencie przechodzimy do dominacji. Wiary w lepszość jednych nad drugimi i niepewnej opozycji tych ostatnich. Bo czy bycie zdominowanym nie jest miłe? O korzyściach z tego wynikających nie wspominając.

Spędziłem w Pradze tydzień, choć pracowałem z narodowościami raczej wszelkimi innymi. NIE! Czesi, to nie ci, którzy tworzą czeską kulturę. Wyrośli w tym otoczeniu, ale w kontaktach ze zwykłymi Czechami tego nie ma. Jest dystans, ale nie to, co ich kultura potrafi pokazać na zewnątrz. To przywara jednostek.

I znowu seks. Zapłodnienie jako funkcja cywilizacyjna…

Może trochę bredzę, ale pogrążam się w filmowym absurdzie.

Puk, puk, puk,: zapładniamy wiarę i napęd. A napędzeni rzucamy się w wir namiętności narodowo-socjalistycznej. Brrr! To takie passe. Mem wyklęty, eunuch doświadczenia.

Aż odzywają się nożyce. Są równie pożądane, jak rozpad wiary w to, co jest sprzedajną ułudą na odpustowym targowisku. I wtedy brutalna rzeczywistość, powszechna i wszechrozumiejąca, acz zapatrzona w siebie zamienia rzeczywistość w bajkę.

Bo dobre piwo, pieni się najlepiej… a nie?!

Czytałem Jakisiowi fragmenty moich filmowych wrażeń. Wiem, poleciałem. Ale ile miałem z tego przyjemności, to Słowacji nie starczy. 

czwartek, 22 grudnia 2011

Kuchenne rewolucje, Magda Gessler

Uwaga! Wtacza się nowe


Fot. http://forum.cdaction.pl/Kuchenne-Rewolucje-t154316.html
Zaczynam od złośliwości, ale “Kuchenne rewolucje” z lokowaniem produktów w roli głównej i Magdą Gessler jako restauracyjnym Jerrym Springerem oglądamy z Jakisiem regularnie i z zaangażowaniem.
Stan polskich restauracji przedstawia się dramatycznie i módlmy się, żeby ten program oglądali ich właściciele i wyciągali wnioski. Nie wiem jak jest na restauracyjnym rynku obecnie, bo Jakiś gotuje tak świetnie, że nie ma potrzeby byśmy chodzili konsumować czyjeś nieudane specjały.

Irytująca w programie jest pretensjonalna do bólu wstawka o Gessler jako kreatorce smaku. Jeszcze nie byliśmy w jej łódzkich lokalach, ale niech się przygotują na smakową krytykę. Salonowiec był i się zachwycał. Ale on ma w kuchni szklany stół i nigdy nie zanieczyścił swojego piekarnika jakąkolwiek potrawą.

Nawet naturalne jest, że Gesslerowa sprawnie się posługuje kuchenną łaciną i piki lecą gęsto. Wreszcie trochę normalnego języka w TV. Szkoda, że “kreatorka smaku” jest często na bakier z polszczyzną (“podeszew”, “upiec steka”!), ale nie można oczekiwać zbyt wiele od lady “midjum rer”. Bo słowa “mocno”, “średnio” i “słabo” wysmażony są widocznie passé, bo polskie.

Każdy program jest robiony na jedno kopyto, ale Gessler zgarnia pewno taką gażę, że na redaktora brakuje.

Czy nie ma tam wpadek? Mnóstwo. Z tego jednego odcinka, dzisiejszego, kardynalny, sypanie mielonego pieprzu z torebki! Żaden dobry kucharz by sobie na to nie pozwolił.

Gessler niestety nie proponuje w programie niczego lekkiego. Dominują jakieś ciężkie potrawy o wiejskiej, bądź mainstreamowej proweniencji.

Program ma blisko czteromilionową widownię. Choćbym się skichał, to gdybym pisał o kulturze i własnych podbojach seksualnych naraz, Metkowe niepowodzenia uwzględniając, to takiej widowni nie zbiorę. To może zacznę te programy recenzować? Gessler ma to w dupie, mnie się jakieś fajniejsze reklamy pojawią, w które może klikniecie, a ja na ćwiartkę wódy rocznie zbiorę.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Maurycy, TVP Kultura

Tam, wtedy, dziś

Włączyłem telewizor, by jeszcze raz, któryż to już, obejrzeć “Maurycego”.

Tam, wtedy było to przełamywanie konwenansu, balansowanie na granicy przyzwoitości. Dziś ta miłość jest na wyciągnięcie ręki… i to dosłownie, wystarczy sięgnąć klawiatury komputera.

Tam, wtedy, żyli w konspiracji. Sami uciekali przed dotknięciem i uczuciem. Nietrafiony gest, czy słowo spowodowałby konsekwencje życiowe o jakich nam się nawet dziś nie śni. Ich wyobrażenia o przyszłości swojego uczucia były dużo mroczniejsze, ba, w ogóle o nich nie ośmielali się myśleć. Dziś, paradoksalnie podobnie; postępuje się bardziej zgodnie z zasadą “masz pracę, szukaj następnej”, masz miłość, cóż szkodzi kolejna. Tyle tylko, że ta jedna, już nie ma i mieć nie będzie tej samej wartości. 

Tam, wtedy, odszukanie się można było traktować jako coś wyjątkowego. Ryzyko dalszego szukania było na tyle nierozsądne, że zwiększało przywiązanie do wybranka już odnalezionego. Dziś wręcz przeciwnie, ryzyka szukania nie ma, każde niepowodzenie można okupić (dosłownie) wieloma nowymi sukcesami.

Tam, wtedy, za publiczny pocałunek z mężczyzną można było po uznaniu za niemoralne prowadzenie się zostać skazanym starając się zachować godność. Dziś, możemy wspólnie popychać wózek w hipermarkecie podszczypując się tu i tam, a otoczenie nawet uwagi nie zwróci. Ba, będzie życzliwa lub ją uda.

Tam, wtedy rodzina potrafiła nie dostrzegać i wiele wybaczyć. Nawet służba potrafiła utrzymać wymagany poziom. Dziś, zasadniczo rodzinę można mieć w dupie i robić swoje.

Tam, wtedy mężczyzna był przez kobiety otoczony nimbem niemal boskim. Dziś ma wpatrzone w siebie psiapsiółki, chodzi  o mężczyznę-geja oczywiście, a nie ordynarnego heteryka.

Tam, wtedy znalezienie bratniej duszy, kogoś do wypłakania się, kogoś, kto chciałby zrozumieć było jak kolejne nadejście gwiazdy betlejemskiej. Dziś można z tym iść do telewizji i we łzawej wypowiedzi obnażyć się przed milionami.

Tam, wtedy pragnienie bycia razem było równie silne, co dziś, jednak bez trudu można było łączyć “funkcje”. Dziś raczej nie inaczej. O dziwo!

Tam, wtedy, człowiek sam musiał się upominać, hamować swoje pragnienia. Dziś jest do nich wręcz zachęcany.

Tam, wtedy, jak ktoś miał kasę, to w swojej ignorancji mógł szukać pomocy fachowej celem uleczenia u ludzi o niepewnej medycznej proweniencji. Dziś, ha, ha, podobnie.

Tam, wtedy zbliżenie fizyczne… i tu użyję sceny z “Maurycego”… wchodziło przez okno, nocą, po drabinie. Dziś można je spotkać na umówionym rendez-vous w kawiarni, albo podjedzie taksówką.

Tam, wtedy mezalians, a do tego homoseksualny zrujnowałby ludziom życie. Dziś szukają w klimacie “kombinezony robocze”.

Ale wciąż i nadal szukamy tego samego.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

TVN24, Adam Hanuszkiewicz

Cenzura wieśniaków

4 grudnia 2011 roku stacja informacyjna TVN24 pośród sieczki informacyjnej z jakiej wyłuskuje najbardziej nośne dla swoich widzów treści wyszukała wiadomość o śmierci Adama Hanuszkiewicza.

Redaktor wydania został zwolniony w trybie natychmiastowym. Jego zastępca natychmiast przywrócił właściwy stacji poziom i informację o śmierci jakiegoś tam H. zastąpiono newsem o odnalezieniu na Tahiti szczątków goryla obwinianego o gwałt na czarnoskórej Niemce w latach czterdziestych XIX wieku, czego dowodzą badania DNA mumii noworodka ukrywanego w skrytce szwajcarskiego banku jednego ze znanych polityków PiS.

Słuchaczka Szkła Kontaktowego Grażyna z Pcimia  zaczęła swą wypowiedź od straty jaką poniosła polska kultura, co prowadzący zgrabnie spuentowali jako oszczędności  niezbędne w dobie kryzysu.

Uczestnicy Loży Prasowej zostali przed programem uprzedzeni, że nie należy używać nazwisk na H, bo nie zostaną już nigdy więcej zaproszeni, a w przypadku wyłamania się honorarium zostanie obniżone o 90%.

Redaktorka “Sukcesu pisanego szminką” chciała puścić program “Chanuka a teatr”, ale żeby nie było skojarzeń puściła program o  opryszczce waginalnej i jej skutkach dla sytuacji kobiet biznesu.

wtorek, 25 października 2011

Szyderstwo z Teatru Telewizji

Bank Millenium – schlebiamy niskim gustom

“Powrót do tradycji”, “powrót do korzeni” – tak komentowany jest wczorajszy spektakl teatru telewizji. Piszą to ci, którzy raczej nie mieli szansy oglądać dawnych spektakli tego teatru. Ten spektakl można nazwać najwyżej relacją na żywo z przedstawienia, a nie teatrem telewizji. Dlaczego? Bo w teatrze telewizji aktorzy nie grali w stronę publiczności, scena miała cztery ściany, a kamery nie operowały od strony publiczności, tylko były wszędzie. To czyniło teatr telewizji zjawiskiem niezwykłym i telewizyjnym właśnie.

Sztuka jest kiepska, ale reżyser i aktorzy (poza Maciejem Stuhrem) przerysowali postaci do poziomu teatru kukiełek. To była szopka, amatorski teatrzyk podwórkowy, a nie teatr. Krystyna Janda zapatrzona w siebie, gra dla siebie, nie wchodzi w interakcje. Niszczy swoją postać tak skutecznie, że staje się to autoparodią. Często nie można zrozumieć, co bełkocze. Brak dykcji wychodził u wszystkich czyniąc z Cole’a Portera – kolportera. Wszyscy też popadli w aktorską egzaltację.

Reżyser Andrzej Domalik całkowicie się poddał Jandzie i konsekwentnie nie reżyserował. Zwróciliście uwagę na epizod z pieskiem? Konia z rzędem temu, kto wie, co to wniosło do treści sztuki poza jej wydłużeniem.

Poddała się też Krystyna Tkacz w roli Dorothy. Robiła z siebie idiotkę na równi ze swoją imienniczką. Smutne, ale czego się nie robi dla pieniędzy. Podobnie Wiktor Zborowski (Saint Clair), który grał jakby chciał, a nie mógł. Za jedyną sensowną postać uważam Cosmę McMoona, granego przez Macieja Stuhra.

Zespół jest na takim poziomie profesjonalizmu, że kierownik literacki nie wyłapał “ilości miejsc”.

Publiczność? Cóż, publiczność tego spektaklu spełniała dokładnie te same warunki, co publiczność Florence Foster Jenkins – warszawskie towarzystwo wzajemnej adoracji.

Mam wśród znajomych wielu jandofanów. Mogę ich tylko zachęcać, by na swą idolkę spróbowali spojrzeć z dystansem.