Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypoczynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypoczynek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 maja 2012

Porzucony - odrzucony

Sam sobie kucharzem

Jakiś sobie służbowo wyjechał porzucając mnie niecnie. Jedyną atrakcją było odbieranie służbowo-reklamowych telefonów. To posprzątałem całą chałupę. Na jutro planuję okna, a do jego powrotu pewno pół osiedla doprowadzę do ładu.

Przykro mi, że nikt mnie nigdzie nie zaprasza nawet. Ze znajomych w każdym razie, bo na rodzinę jak się okazuje zawsze można liczyć. Trudno, do końca tygodnia jakoś przeżyję.

Niedzielę ja, Jakiś i Siostra spędziliśmy na podziwianiu koni. O tym, że Siostra ma konia i to całkiem naturalnej wielkości już tu wspominałem, ale teraz dodam, że ma do niego obecnie 6 minut jazdy samochodem. To trochę niesamowite, że w ciągu tych paru minut można się wyrwać z miasta na pole wypełnione zwierzętami. Ani ja, ani Jakiś nie pałamy wprawdzie jakąś końską namiętnością, ale stajnia jest wyposażona w miłe kąciki rekreacyjne. My wypoczywaliśmy (czytaj: chowalismy sie przed wiatrem), ona ogrzana końskim ciepłem zażywała ekskursji wierzchem. Jeśliby Polska miałaby zebrać dywizję ułanów dziś, to chyba składałaby się z samych kobiet.

Jednak od rana jestem słomianym wdowcem do wzięcia i... nic ;( Do tego w łeb wzięły moje żywieniowe ambicje. Dla siebie samego zupełnie nie chce mi się gotować.

środa, 15 czerwca 2011

Ziola w ogrodzie

Z pamiętnika ciotki-ogrodniczki

15 maja rzuciłem się do siania i sadzenia ziół. Poszło gładko, choć były to dla mnie dosyć nowe czynności.
Posadziłem 4 kępki bazylii, której z Jakisiem najwięcej zużywamy. Wykorzystałem nieco nadszarpnięte sadzonki z hipermarketu. Stały już jakiś czas w domu i osmykowywaliśmy (ładne słówko, co?) je regularnie. To co zostało nadal się nadawało do wsadzenia,  rośnie pięknie i nadal służy listkami.
Bazylia
Pozostałe zioła kupiłem na straganie. Kosztowały grosze, a warto było, bo na sadzonki z nasion wciąż czekam.
Pięknie rośnie i przyrasta melisa.
Melisa
Rozmaryn może nie rozszalał się po wsadzeniu, ale trzyma się dobrze.
Rozmaryn
Bardzo ładnie rozrasta się i kwitnie tymianek. Kupiłem dwie sadzonki, jedna kwitnie na biało, a druga na różowo. Przy okazji okazało się, że tymianek i macierzanka, to ta sama roślina.
Tymianek
Kupiłem też sadzonkę czegoś, czego nazwa mi uleciała. Po badaniach doszliśmy do wniosku, ze to mięta. Nie chciałem wprawdzie kupować mięty, ale widać wcisnęli mi ją jako coś innego. Nic to, przyda się na mojito.
Mięta
Kupiłem też pietruszkę w hipermarkecie, ale już po 24 godzinach była zdechnięta, a po kolejnych dwóch dniach całkiem zanikła. Zostawiłem korzenie w ziemi, może w przyszłym roku urośnie.
Do grządki dosadziłem wcześniej wysiany koper. Mały jest – a minął już miesiąc od zasiania – ale dam mu jeszcze czas.
Koper
Na posadzenie czeka jeszcze estragon, oregano i pietruszka, które wysiałem, tylko pojęcia nie mam, czy to co wyrosło, to już te rośliny, czy jakieś chwasty.
I oczywiście biegam co rano po gumnie patrząc ile urosło przez noc.

piątek, 13 sierpnia 2010

Z czym do jeża!?

Cały jeden dzień (dziś) krzyżem leżę w Łodzi. Z wybrzeża wróciłem. Było super, ale... Jeżdżenie nad polskie morze jest zupełnie bez sensu. Przypadkiem pogoda była, ale ile można wytrzymać na plaży bez odrobiny choćby cienia, a jedyną szansę na ochłodę daje morze o temperaturze stosownej dla niedźwiedzi polarnych! Mieszkałem w skansenie, czyli w domku z dykty z toaletami i prysznicami dostępnymi publicznie i wyłącznie dzięki temu, że ludzie już tam nie jeżdżą. A ci, co jeżdżą, to ludzie szarzy, smutni i bez życia. Jednego wolniejszego wieczoru w dwóch knajpach usiłowałem rozkręcić imprezę... bez efektu. Porównałem ceny.
Tunezja w sezonie (hotel, pogoda, własna łazienka, egzotyka, klimatyzacja, codzienne sprzątanie pokoju, wyżywienie i alkohole, parasole na plazy, ciepłe morze) to bez dojazdu 150zł za dobę.
Nad Bałtykiem w sezonie (domek z dykty, pogoda w kratkę, łazienka publiczna, polskie mordy, klima a la przeciąg, sam sobie posprzątaj, sam ugotuj lub zjedz w smażalni, alko w sklepie, ale w domku brak lodówki, zero parasoli na plaży, na którą trzeba dojechać samochodem, żeby nie iść 2 kilosy, morze na którym tylko kry brakuje i brudne) to bez dojazdu 100zł za dobę i to skromnie żyjąc.
Bałtyk można wybrać jak się ma ukochanego psa. I jak się lubi długie spacery brzegiem.

Atrakcją byli niektórzy wyselekcjonowani ludzie. Bo czy nie jest miłe, gdy znany reżyser zaprasza na obiad, albo prezydent miasta siedzi ekskluzywnie na kanapie w living roomie mojego domku z dykty i pije ze mną wódkę? Był też motocyklista. Mmmm, jaki męski, do schrupania na miejscu. Dobrze, że byłem najedzony.

A na dodatek Atlas Arena to domek dla lalek w porównaniu z halą między Sopotem, a Gdańskiem.

sobota, 24 lipca 2010

Hortensje w nieogolonym rowie

Nadmorski zaszczycił mnie swoim kolejnym utworem, oto on:

Dwie hortensje w ogrodzie,
Nic nie wiedzą o głodzie...
Głodzie wody - pragnieniu.
Są podlane, i w cieniu.
Kwitną tutaj, bezpiecznie...
Ale też nie są wieczne.
Zetną je do wazonu.
Piękno - przyczyna zgonu...
Nic się nie dzieje, spędzam czas na łonie. Obejrzeliśmy z Jakisiem rowy sąsiadów. Jeden ma ogolonego rowa, drugi nie. Spojrzeliśmy pod tym kątem na rowa Jakisia i wyszło, że golenie jego rowa jeszcze może poczekać.

Nad wodą sporo radośnie kąpiącej się młodzieży, ale zamiast się kąpać zajęliśmy się kwaśnymi jabłkami. Całkiem sporo tych jabłuszek wpadło nam w ręce. Następnie je zdołowaliśmy.

Nie znam się na tym, ale Jakiś ma dużą wprawę w kiszeniu ogóra, toteż z zapałem to czyniliśmy, jak znalazł na takie chłodniejsze dni.

Mimo niepewnej pogody dzisiejsza impreza - PODCHODY 2010 - się odbędzie. Zupełnie już nie wiem, kto dotrze. Tym bardziej, że wiele osób, którym wysłałem zaproszenie nawet nie raczyło odpowiedziec. Stara Gropa mówi, że to normalne i mam się nie dziwic. OK, może mnie po prostu inaczej wychowano: u mnie w przytułku, a potem na bałuckich ulicach panował zwyczaj odpowiadania.

Niniejszym dziękuję tym, którzy odpisali, czy zadzwonili, niezależnie od tego, czy dotrą, czy nie.

niedziela, 18 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 9 - koniec

c.d.

Sousse jest tanie, to i raczej tani turysci tu przyjezdzaja. Widac to po fryzurach, tatuazach, ubraniach, zachowaniu przy stole i na ulicy. Przekroj wieku szeroki. Narodowosci od groma. Metka jest z tych kurwujacych, wiec na ulicy tubylcy po tej kurwie szybko zgaduja skad jestesmy. Ciekawe, jak odgaduja znaczenie. Ludzie cywilizowanie najczesciej uzywaja slowa "ja". Jestem przekonany, ze u Polakow tym slowem jest "kurwa" wlasnie. Coz, to zawsze byl wyjatkowy narod.
Ruch uliczny. Dominuja ulice jednokierunkowe... na szczescie. Nie oznacza to, Ze nie mozna sie spodziewac samochodu jadacego pod prad. Jada jak komu wygodnie, niezaleznie od wyznaczonych pasow. Kierunkowskazy uznawane sa za zbedne. Piesi wchodza na jezdnie na wlasne ryzyko, takze na przejsciach dla pieszych. Swiatel ulicznych nie ma. Dla wielu kierowcow samochod jest skromnym dodatkiem do klaksonu. Jezdza 40-50 km/h, bo szybciej sie nie da, ale korkow nie ma.
Rynek prostytucyjny jest ogromnu. Mam wrazenie, ze kazdy Tunezyjczyk jest otwarty na seks za pieniadze. Najczesciej sprzedaja sie chlopcy w wieku 15 do 27 lat. Philip podkreslil jednak, ze sa kiepskimi kochankami. Sa bardzo zainteresowani egzotyka. Im jasniejsze wlosy i bardziej swinska karnacja, tym bardziej trzeba sie oganiac. Na szczescie nie sa bardzo nachalni, a jedynie okazuja, e turysta im sie podoba.

Dzis powrot. Musze przyznac, ze wroce z ulga. Brakuje mi polskiego powietrza. Tu czuje sie, jakbym stale siedzial w piekarniku z termoobiegiem.

sobota, 17 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 8

Nie sposob nie wspomniec o tutejszych toaletach. Ale tych poza hotelami, w barach, kawiarniach, dyskotekach. To jednak jest oczywista miara rozwoju cywilizacyjnego. Sousse jako wizytowka calego kraju prezentuje sie pod tym wzgledem odpychajaco. Nie wiem, jak wygladaja damskie toalety. W meskiej nie usiadlbym, chocbym mial peknac. Urynaly sa w porzadku jako urzadzenia, ale chyba nikt nie wpada tu na pomysl, ze trzeba je czasem myc. Metka zapiera sie, ze w jednym widzial kupe, ludzka kupe. Poza tym faceci wydalaja tu bardzo niestarannie. Przy tym upale mozecie sobie wyobrazic, jak zatykajacy odor jedzie z kibli. Nie, kto tego nie doswiadczyl, nie wyobrazi sobie. Jesli chcecie cos podobnego osiagnac domowym sumptem, to sikajcie do sedesu i wszedzie dookola nie sprzatajac przez dwa tygodnie. Wrzucajcie do sedesu i wokol, co wam w reke wpadnie. Nie splukujcie! Nastepnie umiesccie tam rozgrzana do czerwonosci farelke i poczekajcie na efekt.
Kruluje tu bylejakosc. Wszystko jest takie troche nie do konca. Godzina ma 58, albo 62 minuty, metr jest miara calkowicie subiektywna, klient powinien rozumiec, ze obsluga ma swoje zyciowe pasje, ktore realizuje w godzinach pracy. Jeden z taksowkarzy byl tak bezczelny, ze gdy wsiedlismy, za trase, ktora kosztuje wedlug licznika 1 dinara chial 3. Gdy odmowilismy (i tak zawsze dajemy napiwek) i kazalismy mu wlaczyc compteur, zatrzymal sie i kazal wysiasc. To i wysiedlismy. Inny spod hotelu chcial nawet 5!
W hotelach leci sporo starego popu, ale na dyskotekach takze nowsze utwory. W klubach i dyskotekach na miescie kroluje muzyka arabska. Lady Gaga chyba sie nie przyjela. Xell i Stara Gropa nie powinni tu przyjezdzac, bo czuliby sie, jak na wykopaliskach muzyczno-folkowych. Mnie jednak ichnia muzyka pasuje. W tym upale nie da sie zreszta tanczyc intensywniej.
Tunezyjczycy sa mili, grzeczni, gdy trzeba weseli, ale dosyc rzadko sie smieja, tak glosno, po dowcipie, czy udanym psikusie. Sa bardzo zadbani i czysci. Nie zdarzylo sie, by od kogos jechalo. W Lodzi jest gorzej pod tym wzgledem. Ubieraja sie swietnie. Same znane marki. Nie wiem, czy bardziej kroluje Armani, czy Hilfiger, D&G i cokolwiek sobie wymyslicie. Mam wrazenie, ze to wplyw Wloch. Chlopcy maja mentalnosc swoich rowiesnikow ze Wschodniej w Lodzi, ale gdyby sie tam pojawili, to byliby uznani za pedalow, tak dobrze sie ubieraja. Co nie zmienia faktu, ze wszystko, co nosza, to podrobki. Wszyscy sa ekstremalnie szczupli. Rozmiar spodni w pasie tak od 24 do 27.

c.d.n.

piątek, 16 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 7

c.d.

Co chwila ktos podchodzi do Metki i zagaduje, albo prosi tylko o papierosa. Jedna paczke chowamy. Ja nie budze zainteresowania. Nie pytajac przysiada sie chlopak. Pyta, czy jego kolega tez moze sie dosiasc. Pokazuje go i komunikuje, ze ten kolega jest gejem. Z wygladu i zachowania to bylo widac. Niestety przy urodzie tego chlopaka, bycie gejem nie jest najlepszym rozwiazaniem. Szybko sie okazuje, ze ow gej, to ofeta dla mnie. No zesz kuwa! Ubieam sie jak kanaek, wdziecznie kolysze biodami, tancze wykonujac uchy dziewicze, nawet jesli calkowicie z pamieci. I za te wszystkie wysilki moge wybieac miedzy kobietami i przegietymi ciotkami! Pogonilismy ich obu. Leila gdzies wyciagnela Metke, potem wrocila po mnie. Zaplacilem za piwo z sutym napiwkiem. Zachecala bysmy poszli do Latino Baru pietro wyzej. Ochroniaz chce 10 dinarow od glowy. Odmawiam. Przystaje na 5. Sadzaja nas na dwoch fotelach w centrum lokalu. Czujemy sie idiotycznie jak krol i krolowa na balu. Tancze z Leila, no bo z kim. Metka odgania sie od zaczepiajacych. Troche Leila pokrecilem, ale cel miala inny. Jak jej wsune za stanik 20 dinarow, to zatanczy specjalnie dla mnie. Jej kolezanka pokazala, jak mam to zrobic. Nie skusilem sie. Do tego Metka radosnie obwiescil, ze za piwa juz Leili zaplacil. Przypomnialem mu, ze umawialismy sie, ze ja place i wyzwalem od idiotow. Dziewczyna mogla uznac dzien za finansowo bardzo udany.
Wracamy do hotelu. Zatrzymuje sie samochod. Idziemy dalej, samochod podjezdza. I tak kilka razy. Nie wytrzymuje i podchodze. Chlopak bardzo atrakcyjny, ale ani me, ani be, ani po angielsku, ani po francusku, a ja wloskiego nie znam. Odchodze. Pod chotelem kilku chlopakow krzyczy do nas "szisza, szisza". Jest 3:40, mowie do Metki "chodz na te szisze, nigdy dotad nas nie zapraszali". Metka sprowadza mnie na ziemie. "Szisza", to robienie loda. Dobrze, ze nie zapomnielismy zabrac godnosci z hotelu.

czwartek, 15 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 6

Jestesmy tu juz kolejny dzien, ale wciaz zaliczmy wpadki. po prostu robia nas w konia na calego.

Pojechalismy do naszego caffe taksowka. To tylko 2 kilometry, ale nawet wieczorem kosztuje to zbyt wiele wylanego potu, a taxi jest za 1 dinara, czyli 2 zl. Niestety Sipinska nadal nie zaszczycila nas zaproszeniem do swojego stolika. Od Philipa wiemy, ze nazywana jest Brenda i ze wzgledu na swoje wyniosle maniery raczej nie jest lubiana przez pozostale coolezanki. Nam to nie przeszkadza.

Siedzielismy sobie kontemplujac okolice. Na jednego z chlopakow spojrzalem o mgnienie oka za dlugo., no ladny byl. Przeszedl na druga strone ulicy i przystanal pod latarnia, jakzez wlasciwie. No i patrzy stamtad. Ja omijam go wzrokiem, gadam z Metka. Chlopak tkwi. W koncu zaczal machac przywolujaco reka. Nie reaguje, udaje, ze nie widze i patrze gdzie indziej. Przechodzi mi na linie wzroku i znowu macha. Trwalo to z 10 minut nim dal sobie spokoj i poszedl.
Lecimy do dyskoteki. Leila powitala nas serdecznie, buziaki w policzki, 4 razy. Mnie podarowala kwiatki jasminu do wachania. Ustalamy z Metka, ze ja wszystko negocjuje i place. Siadamy. Pani od malunkow henna z hotelu przechodzac kolo Metki nie moze sie powstrzymac, by go nie poglaskac po wlosach. Idziemy do srodka. Faceci tancza. Mimo oczywistej biedy milo jest popatrzec na ich usmiechniete twarze i radosny taniec. Taniec, jak juz pisalem, przypomina dreptanie kaczki z rekoma rozlozonymi do lotu szybowcowego. Poza tym rece gna, biodrami ruszaja, a i dreptanie uskuteczniaja rozmaicie. Tancza sami dla siebie, ale tez do innych. Choc bez dotykania sie, tancza bardzo erotycznie, jakby zalecali sie jeden do drugiego. Milo na to popatrzec.

c.d.n.

środa, 14 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 5

Docencie te notki, bo latwo nie jest. Pisze na klawiaturze AZERTY, gdzie A, Z W i M sa w zupelnie innych miejscach. Wolno to idzie. Hotelowy internet za szybki tez nie jest, o ile jest. I ta atrakcja kosztuje mnie 10 dinarow za godzine, czyli jakies 20 zotych. Drogo, skoro piwo 0,3 w barze kosztuje 2 do 3 dinarow.

W naszym Caffe du Palace na Boujafaar spotkalismy Philipa. Przyjechal do Sousse 3 lata temu z Belgii i tu osiadl na emeryturze. Ma okolo 20 letniego chlopaka, ktory na nasz widok przy boku Philipa strzelil konkretnego focha - no ciotka jak zloto. Troche minelo nim zrozumial, ze nie jestesmy dla niego konkurencja. Philip zabral nas do Cezar Bar nieco za Sousse, na drodze do El Kantaoui. Odlot! Sami faceci. Obaj sie nieco schlalismy. Nieco, to moze za malo powiedziane biorac pod uwage rachunek jaki przyszlo nam zaplacic. Ale warto bylo.
Nie kryje, zrobilismy tam furore. Bylismy poza Philipem jedynymi europejczykami. Metka prezentowal wszystkie elementy passo doble (jesli tak to sie pisze), jakich Gwiazda go ostatnio nauczyl, nim przeszedl do swojego zwyczajowego stylu a la sztuki walki. Ja tanczylem ponetnie i spotkalo sie to z zywym zainteresowaniem nawet panow z kuchni, ktorzy z okienka posylali mi calusy. W swoim zabawnym stylu, drepczac nogami i rece na szybowiec, obtancowywali nas tylko Algierczycy, podobnie jak my na wakacjach w Sousse. Do piwa dostalismy ciecierzyce i pokrojonego ogorka (chyba ogorka). Metka zajadal sie tym dopoki mu nie pokazalem, jak sie tu podchodzi do takich przystawek. Kelner spzatal po kliencie, ktory zostawil popcorn. Do miseczki powrzucal wszystkie rozsypane na stole kawalki i odniosl do baru do dalszej konsumpcji przez innych.

wtorek, 13 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 4

Kolejny wieczor spedzilismy na polowaniu na Sipinska. Metka jest zdeterminowany, zeby poznac osobowosc tej persony. Ja, nie kryje, tez jestem ciekawy.
Jak sie pali papierosa (Sipinska nie pali), to non stop jest sie o nie nagabywanym. Ale jeden gosc podszedl i poprosil Metke tylko o ogien. No wreszcie, pomyslelismy sobie, wreszcie ktos, kto niczego nie chce. Naiwni, nie zdawalismy sobie sprawy, ze to tez tylko wstep. Chlopak, dosyc brzydki i zaniedbany, posnul sie za nami do naszej knajpki Caffe du Palace i przysiadl obok na kawie. Zaczal od grzebania w swoim rozporku. Poniewaz nie zwracalismy uwagi, zagail, no zgadnijcie jak? Pozniej poprosil o papierosa, a jakze, i co chwila biednego Metke o cos pytal, a Metka uprzejmie odpowiadal. Warto dodac, ze nasz wyjazd jest pod znakiem oduczania mnie asertywnosci. Wyszlo jednak na to, ze to ja musialem uczyc asertywnosci Metke. Clopak nie chcial sie odczepic.
Ale dowiedzielismy sie w koncu, o co chodzi z ta atrakcyjnoscia Metki. Otoz ta zaharowana malpa nie zdazyla pojsc przed wyjazdem do fryzjera i piora ma prawie do ramion. Podobno wyglada dziewczeco. Ja tego bym nigdy nie zauwazyl, bo z takimi piorami, czy innymi, Metka jest dla mnie meska do bolu, no ale dla nich to wyglada inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, ze najatrakcyjniejsze sa dla nich nasze pieniadze, a nie nasza powierzchownosc, czy wnetrze. Coolezanki-emerytki z Europy swietnie juz to sobie przyswoily, nam jakos trudno sie z tym pogodzic.

poniedziałek, 12 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 3

Nawet na basenie mozna tu doswiadczyc wielu emocji. Szedlem sobie wzdluz lezakow, az tu patrze noge czyjas obuta widac. Te lezaki nie mialy parasoli, to mysle sobie, ktos polozyl sie pod lezakami, zeby miec cien. Troche sie skonfundowalem widzac, ze to tylko noga, ze tak powiem saute, a reszty jakos brak. No coz reszta wlasciciela nogi kapala sie w basenie. Wyobrazacie sobie, ze ta noga byla nawet owlosiona, zeby pasowac do pary! Bezcenne.
Bylismy tez w dyskotece na miescie. Tanczyli glownie mezczyzni, ale dwie mlode Tunezyjki, chyba takie bardziej wyzwolone, tez. No moze tak bardziej z boczku tanczyly. Metka nadal wzbudzal wkurwiajace mnie zainteresowanie. Ciagle "Hello, my friend" itd. A ja siedze jak ta pizda i nic. No nie, nie do konca nic. Kelnerka zatanczyla przede mna, rozpiela guziczki bluzki, zeby lepiej bylo widac piersi, przypadlem jej do gustu... o ja nieszczesny!!! Do tego nie mogla sie powstrzymac przed dotykaniem moich "bazuli". Bardzo to niekomfortowe bylo, ale Leila byla poza tym mila i rozmowna. Rozwiklalismy pare sekretow.

niedziela, 11 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 2

Pogoda jak mozna sie bylo spodziewac jest upalna. Ale juz drugiego dnia naszego pobytu spadl deszcz. Zachmurzylo sie i ciesze sie, ze udalo nam sie odnotowac no, tak ze 6 kropel na metr kwadratowy.
Zycie toczy sie tylko wieczorem, za dnia wszystko plonie. Niestety to zycie trwa tylko do 24. Pozniej praktycznie wszystkie knajpki w centrum Sousse sa zamkniete. No to korzystalismy z tego, co nam dane bylo.
Kiedy lazilismy przed kolacja po centrum Metka wypatrzyl kawiarenke z dwiema europejskimi coolezankami. jakos tak widac bylo, ze to coolezanki. Po kolacji zaciagnalem metke w to miejsce. I byl to strzal w dziesiatke. Dosc powiedziec, ze w pewnym momencie coolezanek zobilo sie 14. Poza nami same emerytki. Z tego tlumu wyrozniala sie Sipinska. wlasciwie z poczatku myslelismy, ze to jakas kobieta sie przyplatala. Farbowane na blond wlosy do ramion, krysztalki w uszach, cien na powiekach, bluzeczka, biale spodnie typu dzwon, damskie sandalki i zegarek. do tego raczka a la zlamana galazka. Brak wymion upewnil nas, ze ta niemal dwumetrowa i dosyc rozbudowanej postury postac raczej kobieta nie jest, de iure przynajmniej. Sipinska jest Angielka i rozbija sie po sousse dosyc leciwym kabrio bmw. To musi tu robic wrazenie. Metka uznal sie za fana Sipinskiej. Ciagle patrzyl w strone swej idolki z nieskrywanym uwielbieniem. Nie wiemy, czy zauwazyla to, ale gdy bylismy nuzaco nagabywani przez zebrzaca kobiete jednym pstryknieciem wypieszczonej dloni dala obsludze znac, ze maja zareagowac. Bylismy pelni wdziecznosci. Warto dodac, ze na Piotrkowskiej w Lodzi jest sie nagabywanym przez zebrzacych 10 razy czesciej niz tu, w biednym przeciez kraju.
Zadna z coolezanek-emerytek nie miala stygmatu w postaci paska hotelowegona nadgarstku, co oznacza, ze wynajmuja w Sousse jakies apartamenty.
Obserwacja coolezanek dostarczyla nam wiele zabawy, a przy okazji poznalismy troche miejscowe zwyczaje.

piątek, 9 lipca 2010

MB i OT przypadki w Tunezji 1

Do Sousse w Tunezji dotarlismy z Metka Boska w bardzo dobrym humorze, wzmocnionym jeszcze pitym po drodze ginem z tonikiem. Pokoj mamy swietny, bo nie ma w nim slonca od rana do wieczora. Standard jest przyzwoity, wycieczkq do nqjtanszych nie nalezala. Od razu musielismy wziac sejf pokojowy (odplatny). Niestety w przeciwienstwie do Egiptu tu kradzieze sa na porzadku dziennym. Nie dziala wezyk przy kiblu - szkoda, bo takie puszczenie sobie chlodnego strumienia wody na zwieracz jest calkiem przyjemne. Hotel jest bardzo duzy - niestety miesci za duzo ludzi jak na wielkosc basenu i parasole plazowe. Ale znalezlismy cichy kacik odsuniety od basenu i halasliwych animacji, gdzie mamy jak w raju na trawie w cieniu palm. Jedzenie jest bez rewelacji, ale obfite i roznorodne, a najwazniejsze, to ze nie trzeba sie tu obawiac flory bakteryjnej. Morze jest w miare czyste, cieple i cholernie slone.
Niebagatelne jest polozenie hotelu Riadh Palms, w ktorym jestesmy. Znajduje sie on zaraz na poczatku slynnej promenady Sousse. Skorzystalismy z tego juz pierwszej nocy. Nie moglismy usnac po poznym przylocie, to polazilismy. Wszystko bylo pozamykane, jedynie nocni sex workers poswiecali nam uwage. Szczesliwie nie bylo ich wielu o 3 w nocy.
Zwrocilo nasza uwage, ze raczej podchodzili do Metki Boskiej. Nie zebym byl zazdrosny, bo Metka zaczal miec w koncu dosc tych wswystkich zaczepiajacych chlopakow z wiecznym "Hello, my friend. How are you? Where are you from?". Wytlumaczylem Metce, zeby sie tym nie wkurzal, taka maja prace i niech sie z tym pogodzi. Zaczelismy zabawe i na pytanie skad jestesmy za kazdym razem odpowiadalismy inaczej, podajac jako kraj pochodzenia takze Pakistan. Osczedzalo nam to sluchania "Dobra, dobra, zupa z bobra", gdy mowilismy, ze jestesmy z Polski. Jednak fenomen wiekszego zainteresowania Metka niz mna (czego mi niby brakuje?) nie przestal nas frapowac.
Prosto ze spaceru poszlismy na sniadanie o 6:30, a po nim od razu na lezaki w cieniu parasola. Ja sobie troche pokimalem, a Metka Boska pograzyl sie w lekturze. Nie wiem jak dal rade, ale bez snu wytrzymal do konca tego dnia

czwartek, 10 czerwca 2010

Błogostan

Świat żyje jakimiś swoimi sprawami, w tym siajowym (łódzkie określenie) teledyskiem Lady Gaga, a ja nago na ogrodowej huśtawce, z psem do głaskania, pod bujną gruszą, z laptopem na łonie. Niezałatwione sprawy, a parę ich jest wydają się odległe i nieistotne. Wokół mnie feeria barw, zapachów i naturalnych dźwięków. Mieszczuch ze mnie, ale kiedy robi się gorąco wolę z miasta uciec. Przygarnął mnie Jakiś na swoich włościach.

Co takiego interesującego może się tu dziać, pewno spytacie. Rzeczywiście nie dzieje się nic. Co nie znaczy, że nie ma żadnych atrakcji. Wymienię kilka: koszenie trawnika traktorem, epatowanie miejskimi, lanserskimi strojami w małych miasteczkach, grill, alkoholizowanie się bez kaca, no i doborowe towarzystwo Jakisia i innych. Proste życie, proste sprawy, piękne okoliczności. Wrócę promieniejący.

Wszystkim skazanym na miasto życzę udanego weekendu... poza nim.