Misz-masz
Kościół ma być biedny - obwieścił nowy prezes. Bardzo ciekawe. To pewno za śluby będą mniej wołali. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, czemu KK jest przeciwko związkom partnerskim. Nie, nie dlatego, że byłyby też dla homoseksualistów. Jest przeciwko, bo heteroseksualiści wybieraliby związek partnerski zamiast ślubu kościelnego... i kasy by nie płacili. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
"Platforma Oburzonych" ruszyła. Chwilowo sporo tam nawiedzonych, a Duda nie chce się angażować politycznie. Pewno chce obalenia rządu i zarządzania państwem przez komitety robotnicze.
Noc z 16 na 17 marca będzie wyglądać jak głęboki styczeń. W Łodzi temperatura ma spaść do -13 stopni Celsjusza.
Gejowski tu do mnie nie wpada, bo się brzydzi - zupełnie nie wiem czemu. Dzwonił do Metki z pytaniem, czy będzie mu do czegoś potrzebny w sobotę. Metka akurat wszystkie dywany ma wytrzepane, więc nie wyraził zainteresowania. Gejowski zaznaczył, że jego niedostępność będzie związana z przybyciem znajomego z brytfanii. Ustaliliśmy z Metką, że zapewne chodzi o szansę na dowiedzenie się o czym się mówi na zapleczach angielskich garkuchni.
Xellowi wszyscy mówią, że jest pijany. Rozumiem, że kilku osobom można nie wierzyć, ale kiedy mówi to tyle osób, to powinien się położyć i przemyśleć. Niestety trwa w pijackim uporze.
Jak nie wypali szansa na pozostanie w Łodzi, to będę zapraszać do odwiedzania mnie w kraju tyleż europejskim, co egzotycznym. Blog zmieni się w kulinarno-globtroterski, może połączony z relacjami z kontaktów z tubylcami.
Dorota Welman w "Drugim śniadaniu mistrzów": "Brama spiżowa jest kościołowi na..."
Marcin Meller błyskotiwie: "Na nic niepotrzebna".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xell. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 marca 2013
środa, 5 grudnia 2012
Last Christmas - Gangnam style
Chyba nadążam
To kompletnie chore, ale skoro Xell to lansuje, to może coś w tym jest.
Po półlitrze daje się to nawet słuchać, a na zakrapianej imprezie może zadziałać równie pobudzająco, co "Majteczki w kropeczki".
To kompletnie chore, ale skoro Xell to lansuje, to może coś w tym jest.
Po półlitrze daje się to nawet słuchać, a na zakrapianej imprezie może zadziałać równie pobudzająco, co "Majteczki w kropeczki".
wtorek, 6 listopada 2012
Halloween na mieście
Siostry Samarytanki
31 października Metka wyciągnął mnie z domu. Zasadniczo w ten wieczór powinniśmy się udać na targi antyków i osobliwości, i to w charakterze eksponatów, a nie w miejsca uczęszczane przez ludzi. Jednak Gejowski zwołał liczną kompanię w nowym, podobno branżowym lokalu, Granda (czy też może La Granda) na Rewolucji 1905 roku.
Lokal nie jest od frontu, tylko w głębi podwórza. Penetrację umila sala bokserska w widocznymi sportowcami w zapale obijającymi sobie twarze. Metka aż się rozpędził, żeby ich wachlować w narożniku.
Doszliśmy do klubokawiarni – nawet przypadło nam do gustu to określenie na lokal. Metka zajrzał, ale wycofał się z dziwną miną. “Tam jacyś ludzie siedzą w kółku na krzesłach!”. Czyżby odbywało się tam jakieś spotkanie anonimowych kogoś tam? I co? Mamy wejść, dosiąść się i… “Jestem Teresa, nie spałem jeszcze dziś z nikim”. Oklaski, powitania. “Jestem Metka, kupiłem marynarkę na Ptaku”. Wszyscy zbulwersowani, patrzą z niesmakiem. Wyobraźnia podsuwała nam najgorsze scenariusze.
Nasze wejście najwyraźniej przerwało odbywającą się sesję terapeutyczną. Trochę mnie nawet zmroziło, bo usłyszałem coś, co brzmiało jak śpiewy kościelne… ale może się przesłyszałem. Wystrój przypomina ofertę aukcyjną komornika, który wyprzedaje majątek pary wieloletnich alkoholików.
Dziewczę, które próbowało swoich sił w roli barmanki, troskliwie mnie zapytało, czy piwo ma być ciepłe, czy zimne. Aż mnie zatkało. Z poprzedniej pracy pewno ją wywalili, bo proponowała francuskiego szampana z bąbelkami lub bez.
Na Gejowskiego przyszło nam czekać dłuższą chwilę, a spośród pozostałych, którzy jakże licznie mieli się stawić dotarł jedynie Xell. Piszę o tym, że nawiedził lokal i zaszczycił nas swą osobą całkowicie bez złośliwości i nie ma to nic wspólnego z tym, że na mój blog w ogóle ostatnio nie zagląda.
Omówiliśmy wydarzenia i nie-wydarzenia, a że poza nami i barmanką już nikogo nie było od dłuższego czasu więc udaliśmy się do Biblioteki. Tam Xell się zniesmaczył, że mu włosy łonowe dymem tytoniowym przejdą i wydalił się do Narragansetu. Nasza trójka cmokała i wdzięczyła się do tunezyjskoprzystojnych ciach z sąsiedniego stolika. Całkowicie uszło to ich uwadze, więc na pocieszenie ewakuowaliśmy się do Narra, śladem Xella.
Gejowski upijał mnie kolejnymi wódkami. Dobrze, że innych chętnych nie było. Na scenie brylowała Marylin. Zblazowani wyszliśmy pozostawiając Xella w naturalnym dla niego otoczeniu. 30 metrów od Narra bystre oczy Gejowskiego wypatrzyły leżące zwłoki. W sumie to zwłoki na ogół leżą, ale te leżały jakoś tak szczególnie. Gejowski ma nosa do zwłok, szczególnie około dwudziestoletnich, co natychmiast docenił Metka. Pozycja zwłok uwypuklała to, co każdy mężczyzna chciałby mieć naturalnie uwypuklone na maxa, a musi używać protezy w postaci skarpetki.
Kontakt ze zwłokami był utrudniony. Otwarte oczy i sącząca się z ust ślina sugerowały stan upojenia. Czym? Tego nie wiedzieliśmy i na pewno nie wywołał tego nasz widok. Było zbyt zimno, by zwłoki zostawić samym sobie, a Gejowski mimo okazywanej zwłokom czułości nie dałby rady ich rozgrzać. Wezwaliśmy pogotowie. Przypadkowo przejeżdżającą straż miejską poinformowaliśmy o naszym spontanicznym odruchu, nie wnikając w to, co nas do tego nakłoniło. Strażnicy okazali się mało czuli na wdzięki zwłok i odjechali. Przybyłe pogotowie bez pardonu zataszczyło zwłoki do ambulansu.
Kolejną godzinę spędziliśmy u Gejowskiego ze wzruszeniem wspominając zdarzenie. Czas umilało nam słuchanie Steni Kozłowskiej.
31 października Metka wyciągnął mnie z domu. Zasadniczo w ten wieczór powinniśmy się udać na targi antyków i osobliwości, i to w charakterze eksponatów, a nie w miejsca uczęszczane przez ludzi. Jednak Gejowski zwołał liczną kompanię w nowym, podobno branżowym lokalu, Granda (czy też może La Granda) na Rewolucji 1905 roku.
Lokal nie jest od frontu, tylko w głębi podwórza. Penetrację umila sala bokserska w widocznymi sportowcami w zapale obijającymi sobie twarze. Metka aż się rozpędził, żeby ich wachlować w narożniku.
Doszliśmy do klubokawiarni – nawet przypadło nam do gustu to określenie na lokal. Metka zajrzał, ale wycofał się z dziwną miną. “Tam jacyś ludzie siedzą w kółku na krzesłach!”. Czyżby odbywało się tam jakieś spotkanie anonimowych kogoś tam? I co? Mamy wejść, dosiąść się i… “Jestem Teresa, nie spałem jeszcze dziś z nikim”. Oklaski, powitania. “Jestem Metka, kupiłem marynarkę na Ptaku”. Wszyscy zbulwersowani, patrzą z niesmakiem. Wyobraźnia podsuwała nam najgorsze scenariusze.
Nasze wejście najwyraźniej przerwało odbywającą się sesję terapeutyczną. Trochę mnie nawet zmroziło, bo usłyszałem coś, co brzmiało jak śpiewy kościelne… ale może się przesłyszałem. Wystrój przypomina ofertę aukcyjną komornika, który wyprzedaje majątek pary wieloletnich alkoholików.
Dziewczę, które próbowało swoich sił w roli barmanki, troskliwie mnie zapytało, czy piwo ma być ciepłe, czy zimne. Aż mnie zatkało. Z poprzedniej pracy pewno ją wywalili, bo proponowała francuskiego szampana z bąbelkami lub bez.
Na Gejowskiego przyszło nam czekać dłuższą chwilę, a spośród pozostałych, którzy jakże licznie mieli się stawić dotarł jedynie Xell. Piszę o tym, że nawiedził lokal i zaszczycił nas swą osobą całkowicie bez złośliwości i nie ma to nic wspólnego z tym, że na mój blog w ogóle ostatnio nie zagląda.
Omówiliśmy wydarzenia i nie-wydarzenia, a że poza nami i barmanką już nikogo nie było od dłuższego czasu więc udaliśmy się do Biblioteki. Tam Xell się zniesmaczył, że mu włosy łonowe dymem tytoniowym przejdą i wydalił się do Narragansetu. Nasza trójka cmokała i wdzięczyła się do tunezyjskoprzystojnych ciach z sąsiedniego stolika. Całkowicie uszło to ich uwadze, więc na pocieszenie ewakuowaliśmy się do Narra, śladem Xella.
Gejowski upijał mnie kolejnymi wódkami. Dobrze, że innych chętnych nie było. Na scenie brylowała Marylin. Zblazowani wyszliśmy pozostawiając Xella w naturalnym dla niego otoczeniu. 30 metrów od Narra bystre oczy Gejowskiego wypatrzyły leżące zwłoki. W sumie to zwłoki na ogół leżą, ale te leżały jakoś tak szczególnie. Gejowski ma nosa do zwłok, szczególnie około dwudziestoletnich, co natychmiast docenił Metka. Pozycja zwłok uwypuklała to, co każdy mężczyzna chciałby mieć naturalnie uwypuklone na maxa, a musi używać protezy w postaci skarpetki.
Kontakt ze zwłokami był utrudniony. Otwarte oczy i sącząca się z ust ślina sugerowały stan upojenia. Czym? Tego nie wiedzieliśmy i na pewno nie wywołał tego nasz widok. Było zbyt zimno, by zwłoki zostawić samym sobie, a Gejowski mimo okazywanej zwłokom czułości nie dałby rady ich rozgrzać. Wezwaliśmy pogotowie. Przypadkowo przejeżdżającą straż miejską poinformowaliśmy o naszym spontanicznym odruchu, nie wnikając w to, co nas do tego nakłoniło. Strażnicy okazali się mało czuli na wdzięki zwłok i odjechali. Przybyłe pogotowie bez pardonu zataszczyło zwłoki do ambulansu.
Kolejną godzinę spędziliśmy u Gejowskiego ze wzruszeniem wspominając zdarzenie. Czas umilało nam słuchanie Steni Kozłowskiej.
środa, 22 sierpnia 2012
z dwoma albo nawet trzema dziewczynami
Kropla się przelała
Miałem nic nie pisać, i tak od tygodni nic nie napisałem, ale gdy przeczytałem to, co w tytule, to nie wytrzymałem. “z dwoma dziewczynami”! Skąd to wziąłem, z Onetu oczywiście, największego szmatławca w polskim Internecie, dla którego pisze niejaka Dagmara Romanowska – pseudodziennikarka, której polonistka już nie wie gdzie oczy podziać/na który bok się w grobie przewrócić (niepotrzebne skreślić).
Ruszyło mnie już wcześniej przy tytule “Popularny przysmak poprawia jakość spermy” w dziale “Wiadomości” Onetu omawiającym ożywcze działanie orzechów włoskich na plemniki. Odpuściłem, bo wytrzymały jestem.
Zaatakował mnie też Xell, który sponiewierał wiedzę naukową Amerykanów i Europejczyków. A Xella nawet nie podejrzewałem, że jest tak dobry z wiedzy ogólnej. Przy tym okazało się, że jakoś zawsze cenieni przeze mnie Polacy są ciemni jak tabaka w rogu i są nawet za Amerykanami.
Czytałem też o IV władzy, która władzą jest już tylko z nazwy, a jej elity są na miarę przywołanej Dagmary Romanowskiej – dla mnie synonimu upadku tejże władzy.
Z wiekiem mam coraz większe wrażenie, że inteligentnych ludzi jest jak na lekarstwo. Większość, w tym większość zaglądająca na ten blog, to idioci!
Nie dziwi mnie popularność blogów typu “kominek”, “Kasia Tusk”, które treścią przypominają powolne wpychanie rozmoczonej kostki mydła w dupę, co jak się okazuje zadowala szerokie gusta.
Jak w tej sytuacji walczyć o związki partnerskie, jak zmieniać tę upadłą i skrajnie tępą publikę? Każdy kolejny dzień życia pokazuje mi, że nadziei nie ma, a z kagankiem oświaty można najwyżej zejść do piwnicy i rozpocząć edukację szczurów… rzecz jasna do czasu, gdy któryś zje trutkę zapowiadając, że to go wyniesie na parter i przez pozostałe zostanie obwołany Szczuresem Trutesem, a opętana wiara zastąpi wiedzę.
Miałem nic nie pisać, i tak od tygodni nic nie napisałem, ale gdy przeczytałem to, co w tytule, to nie wytrzymałem. “z dwoma dziewczynami”! Skąd to wziąłem, z Onetu oczywiście, największego szmatławca w polskim Internecie, dla którego pisze niejaka Dagmara Romanowska – pseudodziennikarka, której polonistka już nie wie gdzie oczy podziać/na który bok się w grobie przewrócić (niepotrzebne skreślić).
Ruszyło mnie już wcześniej przy tytule “Popularny przysmak poprawia jakość spermy” w dziale “Wiadomości” Onetu omawiającym ożywcze działanie orzechów włoskich na plemniki. Odpuściłem, bo wytrzymały jestem.
Zaatakował mnie też Xell, który sponiewierał wiedzę naukową Amerykanów i Europejczyków. A Xella nawet nie podejrzewałem, że jest tak dobry z wiedzy ogólnej. Przy tym okazało się, że jakoś zawsze cenieni przeze mnie Polacy są ciemni jak tabaka w rogu i są nawet za Amerykanami.
Czytałem też o IV władzy, która władzą jest już tylko z nazwy, a jej elity są na miarę przywołanej Dagmary Romanowskiej – dla mnie synonimu upadku tejże władzy.
Z wiekiem mam coraz większe wrażenie, że inteligentnych ludzi jest jak na lekarstwo. Większość, w tym większość zaglądająca na ten blog, to idioci!
Nie dziwi mnie popularność blogów typu “kominek”, “Kasia Tusk”, które treścią przypominają powolne wpychanie rozmoczonej kostki mydła w dupę, co jak się okazuje zadowala szerokie gusta.
Jak w tej sytuacji walczyć o związki partnerskie, jak zmieniać tę upadłą i skrajnie tępą publikę? Każdy kolejny dzień życia pokazuje mi, że nadziei nie ma, a z kagankiem oświaty można najwyżej zejść do piwnicy i rozpocząć edukację szczurów… rzecz jasna do czasu, gdy któryś zje trutkę zapowiadając, że to go wyniesie na parter i przez pozostałe zostanie obwołany Szczuresem Trutesem, a opętana wiara zastąpi wiedzę.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Ilu mialaś facetów?, Chris Evans
Niemoralne ściery
Nie wiem, czy chwalić się, że na ten film poszedłem, ale alternatywą był “Wyjazd integracyjny”, na który Gejowski za nic nie chciał iść. No to padło na “Ilu miałaś facetów?”.
Przy okazji, przed seansem doszło do spotkania z Häxą i Egusiem, choć oni na film ze mną i Gejowskim nie poszli. Zjawili się za to Xell z Żółtodziobem.
Film nie rzuca na kolana. Ona miała 20 chłopaków i chce sprawdzić, z którym mogłaby się związać ponownie (jeden okazuje się być gejem). Pomaga jej sąsiad Colin Shea, grany przez Chrisa Evansa, który staje się najlepsza partią mimo, że przyznaje się aż do 300 partnerek. Jednak ta liczba nic nie znaczy dla głównej bohaterki i bohaterowie zakochują się w sobie.
Najlepszy jest oczywiście Chris Evans, który pręży się na ekranie drażniąc zmysły.
Temat liczby facetów podzielił nas. Z jednej strony fajnie jest się pochwalić dużą liczbą partnerów, bo to świadczy o wysokim libido i dowodzi atrakcyjności dla potencjalnych partnerów. Z drugiej jednak, drobnomieszczańskie myślenie określa taki wyluzowany styl bycia, jako ekstremalnie naganny.
Aspekty są dwa. Po pierwsze uważam, że nie ma niczego złego w wiązaniu się z wieloma partnerami w celu znalezienia najodpowiedniejszego. Po drugie jedni wyżywają się na bieżni poprawiając swoje wyniki, a drudzy szukają nowych doznań z kolejnymi kochankami. Czy coś w tym niemoralnego? Chyba lepsze to niż alkoholizm, depresja, czy habit zakonny.
Te mniej zaradne, czy mniej atrakcyjne cooleżanki uważają jednak tych wielokochankowych za ostatnie ściery. I tych poglądów się nie zmieni.
Po kinie z Gejowskim mile posiedzieliśmy w Łodzi Kaliskiej, jednej z ostatnich przystani dla palaczy.
Nie wiem, czy chwalić się, że na ten film poszedłem, ale alternatywą był “Wyjazd integracyjny”, na który Gejowski za nic nie chciał iść. No to padło na “Ilu miałaś facetów?”.
Przy okazji, przed seansem doszło do spotkania z Häxą i Egusiem, choć oni na film ze mną i Gejowskim nie poszli. Zjawili się za to Xell z Żółtodziobem.
Film nie rzuca na kolana. Ona miała 20 chłopaków i chce sprawdzić, z którym mogłaby się związać ponownie (jeden okazuje się być gejem). Pomaga jej sąsiad Colin Shea, grany przez Chrisa Evansa, który staje się najlepsza partią mimo, że przyznaje się aż do 300 partnerek. Jednak ta liczba nic nie znaczy dla głównej bohaterki i bohaterowie zakochują się w sobie.
Najlepszy jest oczywiście Chris Evans, który pręży się na ekranie drażniąc zmysły.
Temat liczby facetów podzielił nas. Z jednej strony fajnie jest się pochwalić dużą liczbą partnerów, bo to świadczy o wysokim libido i dowodzi atrakcyjności dla potencjalnych partnerów. Z drugiej jednak, drobnomieszczańskie myślenie określa taki wyluzowany styl bycia, jako ekstremalnie naganny.
Aspekty są dwa. Po pierwsze uważam, że nie ma niczego złego w wiązaniu się z wieloma partnerami w celu znalezienia najodpowiedniejszego. Po drugie jedni wyżywają się na bieżni poprawiając swoje wyniki, a drudzy szukają nowych doznań z kolejnymi kochankami. Czy coś w tym niemoralnego? Chyba lepsze to niż alkoholizm, depresja, czy habit zakonny.
Te mniej zaradne, czy mniej atrakcyjne cooleżanki uważają jednak tych wielokochankowych za ostatnie ściery. I tych poglądów się nie zmieni.
Po kinie z Gejowskim mile posiedzieliśmy w Łodzi Kaliskiej, jednej z ostatnich przystani dla palaczy.
niedziela, 20 listopada 2011
Slużące, Tate Taylor, Viola Davis
Czarno na białym
Na Facebooku organizuję wydarzenia nawet tak banalne, jak wyjście do kina. I nawet się udaje. Na tym filmie wylądowaliśmy z Jakisiem nieco spóźnieni i nie zauważylismy, że są już Xell, Raand i Panienka. Miło, że dotarli, choć szkoda, że po seansie nie poszliśmy nigdzie poobcować towarzysko.
Film o segregacji rasowej w USA lat sześćdziesiątych. Jakżeż to niedawno ten wzór demokracji roszczący dziś sobie prawo do pouczania innych tkwił w okowach ciemnoty. Kobiety są na pierwszym planie; kobiety służące i kobiety pracodawczynie. Niby po przeciwnych stronach barykady, ale jednocześnie służące są wprowadzone w najintymniejsze sprawy swoich pracodawczyń. Służącą można pomiatać, jednak liczba haków, jakie służba może zebrać potrafi być druzgocąca. No i trzeba uważać, czym może nakarmić.
Film bardzo przyjemny, świetnie zagrany. Wart obejrzenia, jeśli pojawi się w telewizji.
Na Facebooku organizuję wydarzenia nawet tak banalne, jak wyjście do kina. I nawet się udaje. Na tym filmie wylądowaliśmy z Jakisiem nieco spóźnieni i nie zauważylismy, że są już Xell, Raand i Panienka. Miło, że dotarli, choć szkoda, że po seansie nie poszliśmy nigdzie poobcować towarzysko.
Film o segregacji rasowej w USA lat sześćdziesiątych. Jakżeż to niedawno ten wzór demokracji roszczący dziś sobie prawo do pouczania innych tkwił w okowach ciemnoty. Kobiety są na pierwszym planie; kobiety służące i kobiety pracodawczynie. Niby po przeciwnych stronach barykady, ale jednocześnie służące są wprowadzone w najintymniejsze sprawy swoich pracodawczyń. Służącą można pomiatać, jednak liczba haków, jakie służba może zebrać potrafi być druzgocąca. No i trzeba uważać, czym może nakarmić.
Film bardzo przyjemny, świetnie zagrany. Wart obejrzenia, jeśli pojawi się w telewizji.
poniedziałek, 30 maja 2011
Urodziny Raanda
Gejowska obyczajowość
Jak to miło widzieć, że inni też się starzeją.
Zgromadzenie większej liczby gości w domu wiąże się ze sporymi problemami (znam ten ból – Jajeczko), więc nie dziwię się, że Raand swoje dziestoletnie urodziny zorganizował w lokalu. Konkretnie w byłym „Art Caffe”, zwanym obecnie „Art.” przy alei Kościuszki 51.
Były sprytnie zorganizowane drinki z baru dla gości, tartinki i muzyka, chyba „by Xell”. Niestety palić można było tylko poza lokalem, co znakomicie rujnowało imprezę. Wielka szkoda, że impra nie była zamknięta i nie dało się lokalu zawłaszczyć. Inna sprawa, że gdyby nie impreza Raanda „Art.” świeciłby pustkami. Niestety lokal przestał być atrakcją na mapie miasta.
Przybyli tuziemcy, przyjezdni i rodzina. Ciekawy konglomerat. Trochę szkoda, że Raand nie wykorzystał tkwiącego w tym potencjału – może nie miał pomysłu.
Trafili się obcy: parki romansujące przy piwie, grupki kolegów. Co zobaczyli? Misz-masz składający się z młodzieńców, panów i trzech pań w wieku matczynym (sorki za pominięcie niektórych). Widać było zszokowanie „obcych” na widok młodzieńców/panów całujących się w policzki przy powitaniu. W naszym „środowisku” stało się to normą. Aż dziwne, ale nikt nie ma z tym problemu. No może poza Metką, ale to dlatego, że ma świadomość, że rozsiewa opryszczkę zwaną „chorobą wściekłych metek”. Nie ma zwykłego hand shake’u – to robi się z obcymi.
Zauważyliście inne jeszcze nasze własne towarzyskie konwencje?
Jak to miło widzieć, że inni też się starzeją.
Zgromadzenie większej liczby gości w domu wiąże się ze sporymi problemami (znam ten ból – Jajeczko), więc nie dziwię się, że Raand swoje dziestoletnie urodziny zorganizował w lokalu. Konkretnie w byłym „Art Caffe”, zwanym obecnie „Art.” przy alei Kościuszki 51.
Były sprytnie zorganizowane drinki z baru dla gości, tartinki i muzyka, chyba „by Xell”. Niestety palić można było tylko poza lokalem, co znakomicie rujnowało imprezę. Wielka szkoda, że impra nie była zamknięta i nie dało się lokalu zawłaszczyć. Inna sprawa, że gdyby nie impreza Raanda „Art.” świeciłby pustkami. Niestety lokal przestał być atrakcją na mapie miasta.
Przybyli tuziemcy, przyjezdni i rodzina. Ciekawy konglomerat. Trochę szkoda, że Raand nie wykorzystał tkwiącego w tym potencjału – może nie miał pomysłu.
Trafili się obcy: parki romansujące przy piwie, grupki kolegów. Co zobaczyli? Misz-masz składający się z młodzieńców, panów i trzech pań w wieku matczynym (sorki za pominięcie niektórych). Widać było zszokowanie „obcych” na widok młodzieńców/panów całujących się w policzki przy powitaniu. W naszym „środowisku” stało się to normą. Aż dziwne, ale nikt nie ma z tym problemu. No może poza Metką, ale to dlatego, że ma świadomość, że rozsiewa opryszczkę zwaną „chorobą wściekłych metek”. Nie ma zwykłego hand shake’u – to robi się z obcymi.
Zauważyliście inne jeszcze nasze własne towarzyskie konwencje?
niedziela, 8 maja 2011
Propaganda homoseksualna
Teresa gwałtem stoi
Wczoraj Jakiś poszedł sobie na imieniny znajomej, to ja wyskoczyłem z Metką, Ego i Raandem do Fufu. Potem na Fabrycznym zjedliśmy po dietetycznym rzecz jasna hamburgerze. Dołączyli tam do nas Xell i Miszal. Pojechaliśmy, ale już bez Ego i Raanda do Narra, gdzie wyszalałem się do rana.
No i teraz słabosilny jestem. Ciężko ruszyć ręką, nogą, a głowa w drzwiach się nie mieści. To do bloga siadłem. Okazuje się, że blog gwałtem stoi. 90% wejść dotyczy zdarzenia ze Szczecina. Z braku możliwości podjęcia jakichkolwiek innych czynności przeczytałem wszystkie wpisy na forum gazety pod notką o szczecińskim gwałcie.
Wśród 50 wpisów znalazłem tylko dwa łączące opisywane zdarzenie z propagandą homoseksualną (nie daję tego sformułowania w cudzysłów, bo de facto jest to propaganda, i jest homoseksualna, tylko, niepotrzebnie ma negatywny wydźwięk).
Wpis pierwszy
Zaczyna się od tolerowania pederastów (ostatnimi laty wręcz "przyklepano" pederastię jako normalne zachowanie),potem się okazuje,że jeden pedał bierze ślub z innym,następnie pedały adoptują dziecko ("prawo jest takie samo dla wszystkich"),następnie zlewicowana hołota uzna,że olański to nie pedofil ("on przeżył holocaust-jemu wolno więcej")....
Sku...syna małolata należałoby wychłostać-300 batów,może przeżyje...Ale-co by powiedział na to Adam Michnik? Zaczyna się od tolerowania pederastów (ostatnimi laty wręcz "przyklepano" pederastię jako normalne zachowanie),potem się okazuje,że jeden pedał bierze ślub z innym,następnie pedały adoptują dziecko ("prawo jest takie samo dla wszystkich"),następnie zlewicowana hołota uzna,że Polański to nie pedofil ("on przeżył holocaust-jemu wolno więcej")....
Sku...syna małolata należałoby wychłostać-300 batów,może przeżyje...Ale-co by powiedział na to Adam Michnik?
Po czym nastąpiła tradycyjna forumowa wymiana „uprzejmości” z autorem wpisu.
Wpis drugi
No to Pirog i Jacykow mogą byc dumni ...
I tu też poszły „uprzejmości”.
Czyli propaganda jednak działa. Większość ludzi słusznie nie łączy tego zdarzenia z homoseksualną emancypacją. Ludzie bardziej zwracali uwagę na katastrofę związaną z reformą szkolną i wprowadzeniem gimnazjów, na problemy wychowawcze rodziców, szkoły, a także powszechną dostępność pornografii.
Przy okazji, sprawca gwałtu na dziewiętnastolatku w Łodzi zobaczył swoją podobiznę w gazetach i sam stawił się na komisariat w Koninie, gdzie mieszka. Info. Notka policyjna mówi, że wykorzystał "pewną nieporadność życiową" ofiary, ale o co chodzi nie wiadomo.
Ciekawe jak będzie się tłumaczył.
Wczoraj Jakiś poszedł sobie na imieniny znajomej, to ja wyskoczyłem z Metką, Ego i Raandem do Fufu. Potem na Fabrycznym zjedliśmy po dietetycznym rzecz jasna hamburgerze. Dołączyli tam do nas Xell i Miszal. Pojechaliśmy, ale już bez Ego i Raanda do Narra, gdzie wyszalałem się do rana.
No i teraz słabosilny jestem. Ciężko ruszyć ręką, nogą, a głowa w drzwiach się nie mieści. To do bloga siadłem. Okazuje się, że blog gwałtem stoi. 90% wejść dotyczy zdarzenia ze Szczecina. Z braku możliwości podjęcia jakichkolwiek innych czynności przeczytałem wszystkie wpisy na forum gazety pod notką o szczecińskim gwałcie.
Wśród 50 wpisów znalazłem tylko dwa łączące opisywane zdarzenie z propagandą homoseksualną (nie daję tego sformułowania w cudzysłów, bo de facto jest to propaganda, i jest homoseksualna, tylko, niepotrzebnie ma negatywny wydźwięk).
Wpis pierwszy
Zaczyna się od tolerowania pederastów (ostatnimi laty wręcz "przyklepano" pederastię jako normalne zachowanie),potem się okazuje,że jeden pedał bierze ślub z innym,następnie pedały adoptują dziecko ("prawo jest takie samo dla wszystkich"),następnie zlewicowana hołota uzna,że olański to nie pedofil ("on przeżył holocaust-jemu wolno więcej")....
Sku...syna małolata należałoby wychłostać-300 batów,może przeżyje...Ale-co by powiedział na to Adam Michnik? Zaczyna się od tolerowania pederastów (ostatnimi laty wręcz "przyklepano" pederastię jako normalne zachowanie),potem się okazuje,że jeden pedał bierze ślub z innym,następnie pedały adoptują dziecko ("prawo jest takie samo dla wszystkich"),następnie zlewicowana hołota uzna,że Polański to nie pedofil ("on przeżył holocaust-jemu wolno więcej")....
Sku...syna małolata należałoby wychłostać-300 batów,może przeżyje...Ale-co by powiedział na to Adam Michnik?
Po czym nastąpiła tradycyjna forumowa wymiana „uprzejmości” z autorem wpisu.
Wpis drugi
No to Pirog i Jacykow mogą byc dumni ...
I tu też poszły „uprzejmości”.
Czyli propaganda jednak działa. Większość ludzi słusznie nie łączy tego zdarzenia z homoseksualną emancypacją. Ludzie bardziej zwracali uwagę na katastrofę związaną z reformą szkolną i wprowadzeniem gimnazjów, na problemy wychowawcze rodziców, szkoły, a także powszechną dostępność pornografii.
Przy okazji, sprawca gwałtu na dziewiętnastolatku w Łodzi zobaczył swoją podobiznę w gazetach i sam stawił się na komisariat w Koninie, gdzie mieszka. Info. Notka policyjna mówi, że wykorzystał "pewną nieporadność życiową" ofiary, ale o co chodzi nie wiadomo.
Ciekawe jak będzie się tłumaczył.
czwartek, 28 kwietnia 2011
Prywatne imprezy gejowskie kwietnia
Towarzysko po czterokroć
Urodziny Ciastka
Zaczęło się od urodzin Ciastka na obrzeżach cywilizacji. Mieszkanie odmalowane i wysprzatane na tę okoliczność. Tłumu wprawdzie nie było, ale za to można było zobaczyć inne twarze niż zazwyczaj. Ciastko zaprosił też kobiety w liczbie sztuk dwóch, co było dosyć zaskakujące. Ale też "kobieta największą przyjaciółką geja", od czego wyjątkiem jest Gejowski, któremu własna kobiecość całkowicie wystarcza i konkurencji nie toleruje. Nowopoznani u Ciastka byli bardzo męscy, i to tak do bólu nawet, a jeden zdaje się jakiejś agresji nawet dostał; nie do końca wiem jednak o co chodziło. Były pyszne tartinki i sałatka, tort urodzinowy o kolorystyce prosto z fabryki chemikaliów (o dziwo nie świecił) i danie na ciepło: połączenie wołowiny z ogórkami konserwowymi, którego przeżuwanie trochę obniżyło intensywność konwersacji. Niestety Ciastko nie przygotował oprawy muzycznej, więc tańców nie było. Trochę szkoda, bo parkiet aż prosił się o mocne udeptanie.
Ze znanych byli: Metka, Gwiazda, Gejowski (sam!), Xell, Jakiś, Raand i Ego, o Ja-Kubie jako współgospodarzu nie wspominając.
U Metki i Gwiazdy 1
Metka i Gwiazda także podjęli swoich znajomych na odległej orbicie miasta (gdzie przebywali celem dokarmiania futrzaków) na przeuroczym garden party z grilem. Najcieplej nie było niestety. Strasznie długo czekaliśmy na Xella, któren to wdał się niemal w bójkę z jakimś debilem, który zastawił jego samochód swoim. Mimo ad hoc przygotowanej imprezy żarcia (i to dobrego żarcia) było w bród. Jednak nie mogę pojąć czemu tylko ja jadłem krewetki. Dziewczyny, odwagi, to nie są robaki! Po zjedzeniu wszystkiego skryliśmy się przy kominku. Syci i trzeźwi (wszyscy zmotoryzowani) odbyliśmy przeuroczą pogawędkę, której tematem był między innymi jeden nasz znajomy przeżywający ciężkie chwile. Spotkanie przy kominku, to jednak coś zupełnie innego niż przy stole.
Dotarli: Ego, Raand, Fioletowy, Gejowski, Xell, Marcysia, Sylwia.
Jajeczko 2011 (wersja mini)
Miałem nadzieję na zorganizowanie większej imprezy, ale zaproszeni zbyt długo ociągali się z potwierdzeniem przybycia. RSVP niby każdy wie, co znaczy, ale jak przychodzi, co do czego, to się gubią. Wysłałem smsy, zapraszałem przez inne media, napisałem nawet stronę informacyjną... nie pomogło. Liczyłem na spotkanie z ludźmi, których nie widziałem od ostatniego jajeczka, ale widać mieli inne plany. W końcu stwierdziłem, że OK zaryzykuję i zrobię imprezę w domu. Ryzyko polegało na tym, że świeżo wyremontowana norka nie nadaje się na takie imprezy jak drzewiej. Im więcej luda, tym większa szansa na zdarzenia niekontrolowane, a nie zamierzałem po imprezie odgruzowywać mieszkania. Zaprosiłem więc tylko tych, którzy zaangażowali się w ideę Jajeczka i albo odpowiedzieli na moje wezwanie w odpowiednim czasie, albo wręcz się o to upomnieli wcześniej. Było więc kameralnie, bo tylko w gronie 20 osób, mnie i Jakisia wliczając.
Kaczka utracił nimb posiadacza najtwardszych jaj na rzecz Krowy Morskiej. Walka była zajadła, skorupki, a i spore części jajek zaściełały podłogę, w zadziwiająco wielu przypadkach pojedynki kończyły się rozbiciem obu jaj. Przy okazji: widziałem program o zwyczajach wielkanocnych; takie tłuczenie się jajkami nazywało się kiedyś "walatka" lub "na wybitki".
Potłukł się tylko jeden kieliszek, a i tak odłamki zostały rozniesione po całym mieszkaniu - tego się najbardziej bałem, ale skończyło się dobrze.
Jakisiowe sałatki jajeczne cieszyły się sporym wzięciem, a jego smalec zszedł w całości - oj wyposzczone były cooleżanki strasznie. Niestety zapomniałem, że był też nagotowany barszcz czerwony i dopiero w końcówce imprezy wziąłem się za częstowanie. W efekcie jemy z Jakisiem ten barszcz do dziś i jeszcze zostało.
Wszystko było przygotowane na wariackich papierach i nie zdążyłem przygotować oprawy muzycznej, ale wyratował mnie Gejowski. Nie prosiłem go, nie wspominałem nawet, ale to dzięki jego zapobiegliwości goście mieli przy czym tańczyć. Dzięki wielkie!
Dodatkowych atrakcji w postaci gier i zabaw nie było, ale i tak mam nadzieję, że wieczór był udany.
Ciekawe wejście miał Raand, cały w motocyklowym kombinezonie. Pod domem młodzieńcy hetero z troską poinformowali go, że "na górze bawią się pedały"... tylko nie wiem, co im odpowiedział i jak nisko im szczęki opadły. Ale podobno zastanawiali się, czy się nie wprosić.
Wespół z Jakisiem gościłem następujące indywidua: ZPP, Fioletowy, Miszal, Ego, Raand, Gejowski, Hiszpan, Kaczka, Krowa Morska, Szparka, Ciastko, Ja-Kub, Xell, Metka, Szparka, Skorek, Bluszcz, Nasus.
U Metki i Gwiazdy 2
Chłopcy się rozbawili i ostatni dzień świąt wielkomocznych spędziliśmy gromadnie u nich. Tym razem było ciasto zamiast grilla i wódka zamiast soczków. Zaczęło się niewinnie od rzucania okiem na film o Wiliamie i Kate. Już nie wiem dlaczego znienacka zeszło na politykę i poszło na noże. Metka prezentował swoje przemyślenia, ja i Jakiś wręcz przeciwne, tonował Xell, Bluszcz wtrącał uwagi, Gejowski, co niezwykłe, siedział cicho, Gwiazda był nie wiedzieć czemu zadowolony, a Raand i Ego się nudzili.
Metka dosyć szokował usprawiedliwianiem PRLowskiego systemu, jego rządzących i ich działań. Ja i Jakiś – pewno jako najlepiej pamiętający te czasy – absolutnie nie mogliśmy się na to zgodzić. Metka nie widział problemu w monopartyjnojści PRLu i zdaje się nie dostrzegać walorów dzisiejszej konkurencji o władzę. Wszyscy nie do końca jesteśmy zadowoleniu z systemu w jakim żyjemy. Ale żyjemy w nim. Xell porównał to do mentalnego więzienia jakie tworzymy, każdy na swoją miarę. Brakowi zainteresowania u Raanda i Ego nie dziwię się; kiedy codziennie oddycha się wolnością i ma ona tylko jeden zapach, przestaje być czymś niezwykłym, wartym rozważań.
Gejowski jak się okazało milczał, bo nie chciał brać udziału w, jak to określił, „kłótni pijanych cioturzyc”. Pizda głupia, mógł się podzielić swym trzeźwym osądem i może przystopowałby Metkę w jego nieprzemyślanych i, z mojego punktu widzenia, zakłamanych poglądach. Tylko bez dyskusji tu na blogu, zostawmy to na kolejne spotkanie. Wieczór był intensywny i wart takiego spędzenia czasu.
Urodziny Ciastka
Zaczęło się od urodzin Ciastka na obrzeżach cywilizacji. Mieszkanie odmalowane i wysprzatane na tę okoliczność. Tłumu wprawdzie nie było, ale za to można było zobaczyć inne twarze niż zazwyczaj. Ciastko zaprosił też kobiety w liczbie sztuk dwóch, co było dosyć zaskakujące. Ale też "kobieta największą przyjaciółką geja", od czego wyjątkiem jest Gejowski, któremu własna kobiecość całkowicie wystarcza i konkurencji nie toleruje. Nowopoznani u Ciastka byli bardzo męscy, i to tak do bólu nawet, a jeden zdaje się jakiejś agresji nawet dostał; nie do końca wiem jednak o co chodziło. Były pyszne tartinki i sałatka, tort urodzinowy o kolorystyce prosto z fabryki chemikaliów (o dziwo nie świecił) i danie na ciepło: połączenie wołowiny z ogórkami konserwowymi, którego przeżuwanie trochę obniżyło intensywność konwersacji. Niestety Ciastko nie przygotował oprawy muzycznej, więc tańców nie było. Trochę szkoda, bo parkiet aż prosił się o mocne udeptanie.
Ze znanych byli: Metka, Gwiazda, Gejowski (sam!), Xell, Jakiś, Raand i Ego, o Ja-Kubie jako współgospodarzu nie wspominając.
U Metki i Gwiazdy 1
Metka i Gwiazda także podjęli swoich znajomych na odległej orbicie miasta (gdzie przebywali celem dokarmiania futrzaków) na przeuroczym garden party z grilem. Najcieplej nie było niestety. Strasznie długo czekaliśmy na Xella, któren to wdał się niemal w bójkę z jakimś debilem, który zastawił jego samochód swoim. Mimo ad hoc przygotowanej imprezy żarcia (i to dobrego żarcia) było w bród. Jednak nie mogę pojąć czemu tylko ja jadłem krewetki. Dziewczyny, odwagi, to nie są robaki! Po zjedzeniu wszystkiego skryliśmy się przy kominku. Syci i trzeźwi (wszyscy zmotoryzowani) odbyliśmy przeuroczą pogawędkę, której tematem był między innymi jeden nasz znajomy przeżywający ciężkie chwile. Spotkanie przy kominku, to jednak coś zupełnie innego niż przy stole.
Dotarli: Ego, Raand, Fioletowy, Gejowski, Xell, Marcysia, Sylwia.
Jajeczko 2011 (wersja mini)
Miałem nadzieję na zorganizowanie większej imprezy, ale zaproszeni zbyt długo ociągali się z potwierdzeniem przybycia. RSVP niby każdy wie, co znaczy, ale jak przychodzi, co do czego, to się gubią. Wysłałem smsy, zapraszałem przez inne media, napisałem nawet stronę informacyjną... nie pomogło. Liczyłem na spotkanie z ludźmi, których nie widziałem od ostatniego jajeczka, ale widać mieli inne plany. W końcu stwierdziłem, że OK zaryzykuję i zrobię imprezę w domu. Ryzyko polegało na tym, że świeżo wyremontowana norka nie nadaje się na takie imprezy jak drzewiej. Im więcej luda, tym większa szansa na zdarzenia niekontrolowane, a nie zamierzałem po imprezie odgruzowywać mieszkania. Zaprosiłem więc tylko tych, którzy zaangażowali się w ideę Jajeczka i albo odpowiedzieli na moje wezwanie w odpowiednim czasie, albo wręcz się o to upomnieli wcześniej. Było więc kameralnie, bo tylko w gronie 20 osób, mnie i Jakisia wliczając.
Kaczka utracił nimb posiadacza najtwardszych jaj na rzecz Krowy Morskiej. Walka była zajadła, skorupki, a i spore części jajek zaściełały podłogę, w zadziwiająco wielu przypadkach pojedynki kończyły się rozbiciem obu jaj. Przy okazji: widziałem program o zwyczajach wielkanocnych; takie tłuczenie się jajkami nazywało się kiedyś "walatka" lub "na wybitki".
Potłukł się tylko jeden kieliszek, a i tak odłamki zostały rozniesione po całym mieszkaniu - tego się najbardziej bałem, ale skończyło się dobrze.
Jakisiowe sałatki jajeczne cieszyły się sporym wzięciem, a jego smalec zszedł w całości - oj wyposzczone były cooleżanki strasznie. Niestety zapomniałem, że był też nagotowany barszcz czerwony i dopiero w końcówce imprezy wziąłem się za częstowanie. W efekcie jemy z Jakisiem ten barszcz do dziś i jeszcze zostało.
Wszystko było przygotowane na wariackich papierach i nie zdążyłem przygotować oprawy muzycznej, ale wyratował mnie Gejowski. Nie prosiłem go, nie wspominałem nawet, ale to dzięki jego zapobiegliwości goście mieli przy czym tańczyć. Dzięki wielkie!
Dodatkowych atrakcji w postaci gier i zabaw nie było, ale i tak mam nadzieję, że wieczór był udany.
Ciekawe wejście miał Raand, cały w motocyklowym kombinezonie. Pod domem młodzieńcy hetero z troską poinformowali go, że "na górze bawią się pedały"... tylko nie wiem, co im odpowiedział i jak nisko im szczęki opadły. Ale podobno zastanawiali się, czy się nie wprosić.
Wespół z Jakisiem gościłem następujące indywidua: ZPP, Fioletowy, Miszal, Ego, Raand, Gejowski, Hiszpan, Kaczka, Krowa Morska, Szparka, Ciastko, Ja-Kub, Xell, Metka, Szparka, Skorek, Bluszcz, Nasus.
U Metki i Gwiazdy 2
Chłopcy się rozbawili i ostatni dzień świąt wielkomocznych spędziliśmy gromadnie u nich. Tym razem było ciasto zamiast grilla i wódka zamiast soczków. Zaczęło się niewinnie od rzucania okiem na film o Wiliamie i Kate. Już nie wiem dlaczego znienacka zeszło na politykę i poszło na noże. Metka prezentował swoje przemyślenia, ja i Jakiś wręcz przeciwne, tonował Xell, Bluszcz wtrącał uwagi, Gejowski, co niezwykłe, siedział cicho, Gwiazda był nie wiedzieć czemu zadowolony, a Raand i Ego się nudzili.
Metka dosyć szokował usprawiedliwianiem PRLowskiego systemu, jego rządzących i ich działań. Ja i Jakiś – pewno jako najlepiej pamiętający te czasy – absolutnie nie mogliśmy się na to zgodzić. Metka nie widział problemu w monopartyjnojści PRLu i zdaje się nie dostrzegać walorów dzisiejszej konkurencji o władzę. Wszyscy nie do końca jesteśmy zadowoleniu z systemu w jakim żyjemy. Ale żyjemy w nim. Xell porównał to do mentalnego więzienia jakie tworzymy, każdy na swoją miarę. Brakowi zainteresowania u Raanda i Ego nie dziwię się; kiedy codziennie oddycha się wolnością i ma ona tylko jeden zapach, przestaje być czymś niezwykłym, wartym rozważań.
Gejowski jak się okazało milczał, bo nie chciał brać udziału w, jak to określił, „kłótni pijanych cioturzyc”. Pizda głupia, mógł się podzielić swym trzeźwym osądem i może przystopowałby Metkę w jego nieprzemyślanych i, z mojego punktu widzenia, zakłamanych poglądach. Tylko bez dyskusji tu na blogu, zostawmy to na kolejne spotkanie. Wieczór był intensywny i wart takiego spędzenia czasu.
sobota, 9 kwietnia 2011
Filmy widziane, filmy zapowiadane, filharmonia
Misz-masz
„House Of Boys”
Jakiś czas temu w kilka osób (Xell, Gejowski, Raand, Ego oraz Nasus [nowa postać, może zagości na dłużej]) udaliśmy się do kina Charlie na film „House Of Boys”. Film nas nie zachwycił (era wczesnego AIDS: chłopiec ucieka z domu, zatrudnia się w cioto-burdelu, zakochuje w koledze, któren to później umiera na AIDS – bardzo długo umiera), ale fajne było to, że cała sala była nasza i w trakcie można było sobie gadać do woli, komentując filmowe scenki.
"Kochanek Czerwonej Gwiazdy", autor: Witold Jabłoński
W środę na wieczór autorski stawiło się kilka osób ze "środowiska". Było nawet tłumnie, naliczyłem 30 osób. Stawili się między innymi Metka, spóźnił się jak zwykle Gejowski, dotarł Nasus i co ciekawe był też Homofob. Wieczór był interesujący. Mnie szczególnie ujął fragment wypowiedzi Jabłońskiego o języku opisu stosunku płciowego. Że jest albo rynsztokowy, albo medyczny, brak czegoś po środku. Ciekawe by było gdyby zadać dzieciom w liceum zadanie pt."Opisz znanym ci językiem penetrację analną". "Język", "penetracja analna" - już to brzmi dwuznacznie. Pytanie od publiczności było jedno. Właściwie to nie pytanie, lecz wyraz oczekiwań jednego z obecnych. Mianowicie, że Jabłoński byłby(!) dobrym pisarzem, gdyby oderwał się od tematyki gejowskiej. Wyjaśnienia Jabłońskiego pytający zlekceważył. Nie pozostaje nic innego jak zachęcić Autora do twórczości lesbijskiej, coby zaspokoić niektórych spragnionych innych rozrywek czytelników.
"Kochanek Czerwonej Gwiazdy", autor: Witold Jabłoński
W środę na wieczór autorski stawiło się kilka osób ze "środowiska". Było nawet tłumnie, naliczyłem 30 osób. Stawili się między innymi Metka, spóźnił się jak zwykle Gejowski, dotarł Nasus i co ciekawe był też Homofob. Wieczór był interesujący. Mnie szczególnie ujął fragment wypowiedzi Jabłońskiego o języku opisu stosunku płciowego. Że jest albo rynsztokowy, albo medyczny, brak czegoś po środku. Ciekawe by było gdyby zadać dzieciom w liceum zadanie pt."Opisz znanym ci językiem penetrację analną". "Język", "penetracja analna" - już to brzmi dwuznacznie. Pytanie od publiczności było jedno. Właściwie to nie pytanie, lecz wyraz oczekiwań jednego z obecnych. Mianowicie, że Jabłoński byłby(!) dobrym pisarzem, gdyby oderwał się od tematyki gejowskiej. Wyjaśnienia Jabłońskiego pytający zlekceważył. Nie pozostaje nic innego jak zachęcić Autora do twórczości lesbijskiej, coby zaspokoić niektórych spragnionych innych rozrywek czytelników.
„Bańka mydlana”
Zapuściłem informacje o przeglądzie filmów LGBT w kinie Cytryna, ale jakoś przeszło to bez echa wśród znajomych. Malotraktorem dał się zachęcić, ale niestety nie znamy się, więc mimo że na sali był, to nie było szans, żebyśmy się spiknęli. W piątek na jakiś seans wybierał się do Cytryny Gejowski, ale nie wiem, czy dotarł.
„Bańka mydlana” mimo pewnych niedociągnięć (niepotrzebnie blisko dwugodzinny, porwane wątki), lekkiego oderwania od rzeczywistości (koniec jest mocny, ale niewiarygodny) i słabego pogłębienia psychologicznego (postaci nazbyt marionetkowe) wart obejrzenia. Żyd zakochuje się w Palestyńczyku z wzajemnością, w tle scenki z Tel Avivu i Nablusu, młodzi przeciwko agresji, a na koniec bańka pęka z hukiem.
C. M. Von Weber - Uwertura Der Beherrscher der Geister (Władca Duchów) op. 27
J. Brahms – Koncert skrzypcowy D-dur op. 77
P. Czajkowski – V Symfonia e-moll op. 64
W piątek Jakiś wyciągnął mnie do łódzkiej filharmonii. Uwertura Von Webera była miałka, Brahms był dla mnie bez seksu, a Czajkowski jak zwykle histeryczny. To nie był mój dzień na słuchanie muzyki. Partię solową w koncercie Brahmsa grał na Stradivariusie Ormianin Hrachya Avanesian – aż się spocił ;)
„Erratum”, reżyseria i scenariusz: Marek Lechki, w roli głównej Tomasz Kot
Podobno bardzo dobre i warte obejrzenia.
„Czarne słońce”, reżyseria: Krzysztof Zanussi
Idź, a zanudździ cię na śmierć. Podobno fatalne dialogi, niespójna fabuła, niekonsekwencje, sztuczni bohaterowie.
„Niepokonani” reżyseria: Peter Weir, w rolach głównych: Ed Harris, Colin Farrell
Film edukacyjnie potrzebny dla zachodnich europejczyków; my możemy sobie darować.
Etykiety:
Ego,
filharmonia,
film,
Gejowski,
Homofob,
Jakiś,
książki,
malotraktorem,
Metka,
muzyka,
Nasus,
Raand,
Xell
czwartek, 17 marca 2011
Krzysztof Jackowski, jasnowidz z Czluchowa
Proroctwa
Niejaki Krzysztof Jackowski – jasnowidz z Człuchowa – już w grudniu 2010 na łamach Super Expressu przewidział że „Gdzieś na świecie zatrzęsie się ziemia. Ale to będzie trzęsienie największe z opisanych dotychczas. Zginie mnóstwo ludzi.” I rzeczywiście trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii 11 marca 2011 pochłonęły jak dotąd życie 5200 ludzi, a dalszych 9000 uznaje się za zaginione.
Co dalej prorokuje pan Jackowski?
Świat:
- kolejne trzęsienie ziemi, ale w innej części świata; słabsze, ale jeszcze bardziej tragiczne w skutkach,
- w 2011 roku dojdzie do poważnego konfliktu zbrojnego na tle wpływów ekonomicznych (?),
- Unia Europejska rozpadnie się w 2011 roku,
- euro będzie spadać,
- nastąpi krach na światowych giełdach, również w Polsce w ciągu 2-3 miesięcy,
Polska:
- polska giełda przeżyje krach,
- PO będzie mieć niskie notowania w czasie jesiennych wyborów,
- prawdopodobna jest koalicja SLD z PiSdą, a Jarosław Kaczyński stanie na czele rządu.
I pomyśleć, że to wszystko mu się przyśniło. Jednego nie rozumiem. Czemu on nie ma żadnych miłych wizji?
To może ja na 2011:
- wiosna i lato będą w Polsce ciepłe i przyjemne,
- Raand nie straci organów, za to zyska nowych, skórzanych znajomych,
- Gejowski znajdzie sobie chłopaka swoich marzeń (nawet jeśli sielanka potrwa tylko do 2012 roku),
- Krowa Morska dostanie kotka (nie kota!) i dołączy go do stada,
- Jakiś dostanie ciekawą i popłatną ofertę pracy, potem kolejną,
- Metka odziedziczy posiadłość w Prowansji i nas zaprosi na wakacje,
- Xell zastąpi swoich prześladowców na ich stanowiskach.
czwartek, 3 marca 2011
Parapetówka kuchenna
Trzynastoletni staż
W ostatnią sobotę na swoje nowe i wyremontowane włości zaprosili Sylwia i Marcysia. Klatka schodowa budującego wrażenia może nie robi, ale w mieszkaniu chłopaki zaszaleli. Wszystko odmalowane, wyrównane, wychuchane. Ładnie dobrane kolory na ścianach, fajne meble. Rzeczywiście ich łóżko o wymiarach 2 na 2 metry robi wrażenie – pod kołdrą można się w chowanego bawić. Chłopaki zorganizowali wieczór na medal. Były przekąski, a i kurczęcie mięso na ciepło wylądowało na stole. Wieczór był bardzo miły.
Kuchnia jest nieduża w porównaniu z olbrzymimi pokojami, ale i tak większość wolała ściskać się w kuchni na stojąco, zamiast przysiąść w pokoju. Nie potrafię zgłębić tego magnetyzmu kuchni w naszym gronie. Chodzi o bliskość lodówki z napojami? To samo dzieje się przecież i u mnie, u Raanda i Ego. U Gejowskiego i Xella tylko przy większej liczbie gości.
Warto dodać, że w tym roku Marcysia i Sylwia obchodzić będą trzynastolecie nieformalnego, ale legalnego pożycia. Staną się parą z najdłuższym stażem partnerskim w naszym gronie.
Gościli Xell, Raand, Ego, Metka, Gwiazda, Gejowski, ja, Jakiś i jeszcze cztery inne osoby, chwilowo beznikowe.
piątek, 28 stycznia 2011
Zimowy zastój
Bezruch
Jakiś wyjechał i nigdzie mnie nie zabiera, Metka ciągle w rozjazdach, Gejowski zajęty randkowaniem (podobno), Ego i Raand zajęci własnymi sprawami, Krowa Morska i Hiszpan pewno mają sporo zajęć ze swoim zwierzyńcem, Xell milczy... no to i nic się nie dzieje, i nie mam o czym pisać. Wszyscy się zahibernowali?
Jakiś wyjechał i nigdzie mnie nie zabiera, Metka ciągle w rozjazdach, Gejowski zajęty randkowaniem (podobno), Ego i Raand zajęci własnymi sprawami, Krowa Morska i Hiszpan pewno mają sporo zajęć ze swoim zwierzyńcem, Xell milczy... no to i nic się nie dzieje, i nie mam o czym pisać. Wszyscy się zahibernowali?
środa, 19 stycznia 2011
Aida, Giuseppe Verdi, Teatr Wielki
Masz plany na wieczór? A idę na Aidę
Aida jest dosyć ponurą historią miłosnego trójkąta. Ona (Amneris, córka faraona) kocha jego (Radames, dowódca wojsk), a on z wzajemnością inną (Aida, córka króla Etiopii, niewolnica Amneris). Do tego dużo jest o miłości do ojczyzny, najlepiej własnej.
Teatr nie-Wielki nie daje wielu szans na obejrzenie tej opery, ale inscenizacja jest na bogato i to pewno stąd. Kilku solistów, duże chóry, idiotyczne baleciki. Bohaterką wieczoru była Jolanta Bibel, obchodząca XXX-lecie pracy artystycznej. Miła babka z niej musi być, skoro, po przedstawieniu przy opuszczonej kurtynie, chór odśpiewał jej sto lat wraz z dodatkami.
Zabawne było słyszeć dyrektora teatru, który gratuluje jubilatce występów w różnych operach w tym w „Rusałce” Dvořáka. Widzicie ten odwrócony daszek nad „r”? Przez ten daszek czyta się to „Dworzak”, dla DYREKTORA TEATRU WIELKIEGO BYŁ TO JEDNAK „DWORAK”. Gratulował też roli Adalgisy z „Normy” Belliniego nie wiedząc, że czyta się „adaldżizy”, a nie tak jak się pisze. Pan dyrektor-niewielki Marek Szyjko ma operowe obycie takie, jak ja nie przymierzając w neurochirurgii. Kilka osób wokół mnie podśmiewało się nielicho po tych wpadkach. Co to za dyletant?!
Niestety przedstawienie odebrałem bez emocji. Nie wiem, może miałem zły dzień. Żadnych emocji nie mogłem z siebie wyzwolić. Fabuła jest oczywiście banalna. Muzyka wspaniała. Może przesyt we mnie wszedł? Może zaczyna mnie nużyć ta operowa rutyna?
Niestety z racji późnego zakończenia spektaklu nie dałem rady dotrzeć do Xella na Pam Ann. Szkoda i przepraszam, że nie dotarłem.
Aida jest dosyć ponurą historią miłosnego trójkąta. Ona (Amneris, córka faraona) kocha jego (Radames, dowódca wojsk), a on z wzajemnością inną (Aida, córka króla Etiopii, niewolnica Amneris). Do tego dużo jest o miłości do ojczyzny, najlepiej własnej.
Teatr nie-Wielki nie daje wielu szans na obejrzenie tej opery, ale inscenizacja jest na bogato i to pewno stąd. Kilku solistów, duże chóry, idiotyczne baleciki. Bohaterką wieczoru była Jolanta Bibel, obchodząca XXX-lecie pracy artystycznej. Miła babka z niej musi być, skoro, po przedstawieniu przy opuszczonej kurtynie, chór odśpiewał jej sto lat wraz z dodatkami.
Zabawne było słyszeć dyrektora teatru, który gratuluje jubilatce występów w różnych operach w tym w „Rusałce” Dvořáka. Widzicie ten odwrócony daszek nad „r”? Przez ten daszek czyta się to „Dworzak”, dla DYREKTORA TEATRU WIELKIEGO BYŁ TO JEDNAK „DWORAK”. Gratulował też roli Adalgisy z „Normy” Belliniego nie wiedząc, że czyta się „adaldżizy”, a nie tak jak się pisze. Pan dyrektor-niewielki Marek Szyjko ma operowe obycie takie, jak ja nie przymierzając w neurochirurgii. Kilka osób wokół mnie podśmiewało się nielicho po tych wpadkach. Co to za dyletant?!
Niestety przedstawienie odebrałem bez emocji. Nie wiem, może miałem zły dzień. Żadnych emocji nie mogłem z siebie wyzwolić. Fabuła jest oczywiście banalna. Muzyka wspaniała. Może przesyt we mnie wszedł? Może zaczyna mnie nużyć ta operowa rutyna?
Niestety z racji późnego zakończenia spektaklu nie dałem rady dotrzeć do Xella na Pam Ann. Szkoda i przepraszam, że nie dotarłem.
niedziela, 9 stycznia 2011
Blog, komentarze, nowi komentujący
Z życia bloga
Z nowym rokiem na blogu pojawili się nowi ludzie. W komentarzach do notki Narraganset pub pojawił się tevclock. Pojęcia nie mam kto to. Najwyraźniej ktoś ze środowiska, skoro zna słynną sprawę Xella. Przy okazji mu odpowiem.
Uważam, że wypraszanie Xella z Narra przez właścicieli było z ich strony totalną dziecinadą. Niestety tak to jest, że różne rzeczy budzą u jednych zachwyt (szczególnie nad sobą), a inni sięgają po ostrze krytyki, c'est la żizń. Każdy ma prawo zarówno chwalić, jak i ganić. Nie boję się, że właściciele Narra będą mnie wypraszać, bo nie zależy mi. Zresztą nie widzę powodu do narzekania, napisałem, że lokal jest OK, ale są mankamenty, które mi przeszkadzają w dobrym odbiorze... i tyle. Zresztą najwyraźniej nie trafiają na mojego bloga, bo muzyka nie ucichła. Zamiast tego, jak wpadłem po raz drugi, gościom zafundowano temperatury prosektorium.
Komentarz do tej samej notki umieścił oto.alek. Kolejna zagwozdka, któż to jest.
Nie miałem problemu z rozszyfrowaniem kim jest BiałaMałpa, który ujawnił się w komentarzu do notki Spoza środowiska. Wszyscy uczestnicy pamiętnej nasiadówy u Gejowskiego, gdzie zorganizowałem wieczór szczerości, wiedzą do czego BiałaMałpa się odnosi.
Dotąd ze zwierząt była tylko Krowa Morska, teraz do rezerwatu dołączył BiałaMałpa - skąd ten pomysł na nick?
Mam wejścia z tajemniczego bloga Agenta układu. Ten blog jest niestety tylko dla wybranych i ja do nich nie należę. Tym większa moja ciekawość. Ktoś coś wie o tym blogu?
Fraza dnia z wyszukiwarek to "znane dramaty czechowskiego". Bo Czechow był Polakiem...
Z nowym rokiem na blogu pojawili się nowi ludzie. W komentarzach do notki Narraganset pub pojawił się tevclock. Pojęcia nie mam kto to. Najwyraźniej ktoś ze środowiska, skoro zna słynną sprawę Xella. Przy okazji mu odpowiem.
Uważam, że wypraszanie Xella z Narra przez właścicieli było z ich strony totalną dziecinadą. Niestety tak to jest, że różne rzeczy budzą u jednych zachwyt (szczególnie nad sobą), a inni sięgają po ostrze krytyki, c'est la żizń. Każdy ma prawo zarówno chwalić, jak i ganić. Nie boję się, że właściciele Narra będą mnie wypraszać, bo nie zależy mi. Zresztą nie widzę powodu do narzekania, napisałem, że lokal jest OK, ale są mankamenty, które mi przeszkadzają w dobrym odbiorze... i tyle. Zresztą najwyraźniej nie trafiają na mojego bloga, bo muzyka nie ucichła. Zamiast tego, jak wpadłem po raz drugi, gościom zafundowano temperatury prosektorium.
Komentarz do tej samej notki umieścił oto.alek. Kolejna zagwozdka, któż to jest.
Nie miałem problemu z rozszyfrowaniem kim jest BiałaMałpa, który ujawnił się w komentarzu do notki Spoza środowiska. Wszyscy uczestnicy pamiętnej nasiadówy u Gejowskiego, gdzie zorganizowałem wieczór szczerości, wiedzą do czego BiałaMałpa się odnosi.
Dotąd ze zwierząt była tylko Krowa Morska, teraz do rezerwatu dołączył BiałaMałpa - skąd ten pomysł na nick?
Mam wejścia z tajemniczego bloga Agenta układu. Ten blog jest niestety tylko dla wybranych i ja do nich nie należę. Tym większa moja ciekawość. Ktoś coś wie o tym blogu?
Fraza dnia z wyszukiwarek to "znane dramaty czechowskiego". Bo Czechow był Polakiem...
niedziela, 2 stycznia 2011
Impreza sylwestrowa
W blasku fajerwerków
Impreza sylwestrowa ponownie odbyła się u Ego i Raanda. Poza mną nawiedzili ją Jakiś, Metka Boska, Gwiazda, Gejowski, Xell, Miszal oraz młodzież bliżej jeszcze nieznana. Z krótką wizytą wpadła Matka Karmiąca i Strażak. Było kolorowo, kalorycznie i procentowo.
Impreza sylwestrowa ponownie odbyła się u Ego i Raanda. Poza mną nawiedzili ją Jakiś, Metka Boska, Gwiazda, Gejowski, Xell, Miszal oraz młodzież bliżej jeszcze nieznana. Z krótką wizytą wpadła Matka Karmiąca i Strażak. Było kolorowo, kalorycznie i procentowo.
wtorek, 21 grudnia 2010
Impreza imieninowa po gejowsku
U Ge
Wszyscy już pewno czytali notkę u Xella więc wtrącę tylko kilka swoich groszy. Na imprę dotarliśmy z Jakisiem prosto z Teatru nieWielkiego z premiery "Kochanków z klasztoru Valldemosa" (będzie w kolejnej notce), toteż byliśmy w strojach zupełnie nie przystających do sytuacji. W środku, jak w ulu. Gospodarz raczył swoją szarlotką, ale szczęśliwie zatroszczył się o nas Gwiazda i wynalazł dla nas szklanki i alkohol - serdeczne dzięki, niech mu bozia w dzieciach wynagrodzi. Był zakaz jakichkolwiek gier i zabaw, więc nie było specjalnej integracji zebranych, ot można było porozmawiać z tym i owym.
Najlepszym momentem było rozdanie prezentów przypadkiem, ale popisowo poprowadzone przez Jakisia. Inwencja ludzka nie zna granic. Sam szukałem różnych prezentów, a jednak na takie cuda jakie wynaleźli ludzie nie trafiłem.
Ja jak zwykle postawiłem na prezent wykonany samodzielnie. Tym razem Ge dostał ode mnie grę ekonomiczną. Wiem, że lubi ten rodzaj gier, na swoim blogu zastanawiał się nawet nad zakupem takowej, ale o strasznie zawiłych zasadach. Lata temu grałem w nią, nazywała się "Makler Giełdowy" i była pewno podróbą gry "Executive decision". Swoją wersję, wydaną w jednym egzemplarzu, nazwałem "Erekcyjną grą ekonomiczną". Sednem gry jest zarabianie na produkcji Cialis, Levitry i Viagry. Mam nadzieję, że mnie kiedyś zaprosi i razem, czy w większym gronie w nią zagramy.
Hitem totalnym był jednak prezent dla mnie od Metki, Gwiazdy, Ego i Raanda. Wprawdzie Metka podpytywał mnie o różne moje rozmiary, ale nie spodziewałem się, że pójdą w taką jazdę. Poniżej możecie zobaczyć, co dostałem.
Wszyscy już pewno czytali notkę u Xella więc wtrącę tylko kilka swoich groszy. Na imprę dotarliśmy z Jakisiem prosto z Teatru nieWielkiego z premiery "Kochanków z klasztoru Valldemosa" (będzie w kolejnej notce), toteż byliśmy w strojach zupełnie nie przystających do sytuacji. W środku, jak w ulu. Gospodarz raczył swoją szarlotką, ale szczęśliwie zatroszczył się o nas Gwiazda i wynalazł dla nas szklanki i alkohol - serdeczne dzięki, niech mu bozia w dzieciach wynagrodzi. Był zakaz jakichkolwiek gier i zabaw, więc nie było specjalnej integracji zebranych, ot można było porozmawiać z tym i owym.
Najlepszym momentem było rozdanie prezentów przypadkiem, ale popisowo poprowadzone przez Jakisia. Inwencja ludzka nie zna granic. Sam szukałem różnych prezentów, a jednak na takie cuda jakie wynaleźli ludzie nie trafiłem.
Ja jak zwykle postawiłem na prezent wykonany samodzielnie. Tym razem Ge dostał ode mnie grę ekonomiczną. Wiem, że lubi ten rodzaj gier, na swoim blogu zastanawiał się nawet nad zakupem takowej, ale o strasznie zawiłych zasadach. Lata temu grałem w nią, nazywała się "Makler Giełdowy" i była pewno podróbą gry "Executive decision". Swoją wersję, wydaną w jednym egzemplarzu, nazwałem "Erekcyjną grą ekonomiczną". Sednem gry jest zarabianie na produkcji Cialis, Levitry i Viagry. Mam nadzieję, że mnie kiedyś zaprosi i razem, czy w większym gronie w nią zagramy.
Hitem totalnym był jednak prezent dla mnie od Metki, Gwiazdy, Ego i Raanda. Wprawdzie Metka podpytywał mnie o różne moje rozmiary, ale nie spodziewałem się, że pójdą w taką jazdę. Poniżej możecie zobaczyć, co dostałem.
Oczywiście od razu musiałem prezent przemierzyć. Ból chodzenia na 11 centymetrowych obcasach jest niewyobrażalny. Cud, że nóg nie połamałem. Mogłem się poczuć jak prawdziwa QUEEN. Wielkie dzięki chłopaki!!!!
środa, 8 grudnia 2010
Impreza urodzinowa u Xella
Załamanie czasoprzestrzeni
Impra u Xella była wielce udana, a goście zacni, jednak obaj z Jakisiem już w jej trakcie postanowiliśmy przeprowadzić kolejny eksperyment z cyklu załamania czasoprzestrzeni. Chodzi o to, by w jednej chwili, niezależnie od odległości, przemieścić się z punktu A do punktu B. Eksperyment rozpoczęliśmy już od założenia okryć wierzchnich. W następnej chwili byliśmy już pod domostwem Jakisia.
WRESZCIE SIĘ UDAŁO!!!! Wszystkie teorie o możliwościach załamania czasoprzestrzeni zostały potwierdzone. Byliśmy szczęśliwi, że starczyło nam paliwa na przeskok. Niestety współuczestniczący w eksperymencie taksówkarz wycenił swoje usługi na 50 złotych. Jesteśmy gotowi dzielić się doświadczeniami z innymi.
Impra u Xella była wielce udana, a goście zacni, jednak obaj z Jakisiem już w jej trakcie postanowiliśmy przeprowadzić kolejny eksperyment z cyklu załamania czasoprzestrzeni. Chodzi o to, by w jednej chwili, niezależnie od odległości, przemieścić się z punktu A do punktu B. Eksperyment rozpoczęliśmy już od założenia okryć wierzchnich. W następnej chwili byliśmy już pod domostwem Jakisia.
WRESZCIE SIĘ UDAŁO!!!! Wszystkie teorie o możliwościach załamania czasoprzestrzeni zostały potwierdzone. Byliśmy szczęśliwi, że starczyło nam paliwa na przeskok. Niestety współuczestniczący w eksperymencie taksówkarz wycenił swoje usługi na 50 złotych. Jesteśmy gotowi dzielić się doświadczeniami z innymi.
niedziela, 7 listopada 2010
„Chrzest” reżyseria: Marcin Wrona
„Przyjaciele”
Zapowiedziałem na blogu Xella i u siebie, że w miniony wtorek idę na film „Chrzest” w Cinema City o 22:15. Rozesłałem też kilkanaście esów w rzeczonym dniu. Miał iść ze mną Metka, ale wykpił się pracą zawodową. Gejowski jest zajęty sobą i unika polskich filmów. Z zaproszonych esem odezwała się tylko jedna (!) osoba, że… musi się wcześniej położyć. Moje szczęście, że dopisali Raand z Ego. Ale co sądzić o pozostałych? Wychodzi na to, że inni mają dla mnie czas tylko pod warunkiem, że jestem dyspozycyjny i zgłaszam się na każde wezwanie. Niniejszym oświadczam, że tamte czasy się skończyły. Nie masz czasu dla mnie, to nie oczekuj, że znajdę czas dla Ciebie. I proszę bez obgadywania mnie, że się nie udzielam. Proszę bardzo, udzielam się i to nie ja mam problem.
P.S. Zacytuję Krowę Morską „uprzejmie informuję szanowną autorkę, że media owe [w tym telefon] posiadają tę cudowną właściwość, iż działają w obydwie strony” – właśnie się przekonałem, że jednak nie i dotyczy to również Ciebie, kisses sweety.
Xellowi i Radixowi film się bardzo podobał. Jakiś powiedział mi, że film jest bardzo dobry. Po takich rekomendacjach nie sposób było nie wyrobić sobie własnej opinii. Pisząc o „Naszej klasie” zacytowałem Jakisia, który uznał dramat za antyantyczny. Film Marcina Wrony jest dla odmiany antyczny do bólu.
Marcin Wrona jest dużym facetem, o niskim, męskim głosie i ewidentnie pochłaniają go relacje męsko-męskie. Z szowinistycznym zacięciem traktuje kobiety jak rekwizyty istotne dla akcji, ale pozbawione głębszych emocji, przemyśleń i znaczenia. Blaskiem biją twardzi mężczyźni o wytatuowanych, pokrytych bliznami ciałach. Nie są to faceci o głębszym pofałdowaniu kory mózgowej. Potrafią zaspokajać tylko najniższe z potrzeb. Życie stawia ich przed trudnymi wyborami i radzą sobie z nimi najlepiej jak potrafią. W ich brutalnym świecie istnieją jednak zjawiska wspólne dla ludzi cywilizowanych. Jest tam na przykład miejsce na przyjaźń. Przyjaźń bardzo głęboką.
Michał (Wojciech Zieliński) prosi swojego przyjaciela Janka (Tomasz Schuchardt) o zastąpienie go w roli męża i ojca. Ma ku temu powody.
Nie chrzest syna Michała, lecz chrzest Janka właśnie jest zakończeniem filmu. W całym swoim zezwierzęceniu Janek postępuje wzniośle. Jego „gest” wobec przyjaciela pieczętuje jego relację z Michałem. Zdobyć się na to, co zrobił Janek chciałoby się oczekiwać od każdego przyjaciela… mimo przewrotności jego działań. Na ile zmieniło to Janka życie może dowiemy się w kolejnym filmie Marcina Wrony.
Film oceniam jako dobry.
Zapowiedziałem na blogu Xella i u siebie, że w miniony wtorek idę na film „Chrzest” w Cinema City o 22:15. Rozesłałem też kilkanaście esów w rzeczonym dniu. Miał iść ze mną Metka, ale wykpił się pracą zawodową. Gejowski jest zajęty sobą i unika polskich filmów. Z zaproszonych esem odezwała się tylko jedna (!) osoba, że… musi się wcześniej położyć. Moje szczęście, że dopisali Raand z Ego. Ale co sądzić o pozostałych? Wychodzi na to, że inni mają dla mnie czas tylko pod warunkiem, że jestem dyspozycyjny i zgłaszam się na każde wezwanie. Niniejszym oświadczam, że tamte czasy się skończyły. Nie masz czasu dla mnie, to nie oczekuj, że znajdę czas dla Ciebie. I proszę bez obgadywania mnie, że się nie udzielam. Proszę bardzo, udzielam się i to nie ja mam problem.
P.S. Zacytuję Krowę Morską „uprzejmie informuję szanowną autorkę, że media owe [w tym telefon] posiadają tę cudowną właściwość, iż działają w obydwie strony” – właśnie się przekonałem, że jednak nie i dotyczy to również Ciebie, kisses sweety.
Xellowi i Radixowi film się bardzo podobał. Jakiś powiedział mi, że film jest bardzo dobry. Po takich rekomendacjach nie sposób było nie wyrobić sobie własnej opinii. Pisząc o „Naszej klasie” zacytowałem Jakisia, który uznał dramat za antyantyczny. Film Marcina Wrony jest dla odmiany antyczny do bólu.
Marcin Wrona jest dużym facetem, o niskim, męskim głosie i ewidentnie pochłaniają go relacje męsko-męskie. Z szowinistycznym zacięciem traktuje kobiety jak rekwizyty istotne dla akcji, ale pozbawione głębszych emocji, przemyśleń i znaczenia. Blaskiem biją twardzi mężczyźni o wytatuowanych, pokrytych bliznami ciałach. Nie są to faceci o głębszym pofałdowaniu kory mózgowej. Potrafią zaspokajać tylko najniższe z potrzeb. Życie stawia ich przed trudnymi wyborami i radzą sobie z nimi najlepiej jak potrafią. W ich brutalnym świecie istnieją jednak zjawiska wspólne dla ludzi cywilizowanych. Jest tam na przykład miejsce na przyjaźń. Przyjaźń bardzo głęboką.
Michał (Wojciech Zieliński) prosi swojego przyjaciela Janka (Tomasz Schuchardt) o zastąpienie go w roli męża i ojca. Ma ku temu powody.
Nie chrzest syna Michała, lecz chrzest Janka właśnie jest zakończeniem filmu. W całym swoim zezwierzęceniu Janek postępuje wzniośle. Jego „gest” wobec przyjaciela pieczętuje jego relację z Michałem. Zdobyć się na to, co zrobił Janek chciałoby się oczekiwać od każdego przyjaciela… mimo przewrotności jego działań. Na ile zmieniło to Janka życie może dowiemy się w kolejnym filmie Marcina Wrony.
Film oceniam jako dobry.
niedziela, 31 października 2010
Duch umiera w towarzystwie
R.I.P. Teresa na Powązkach
Idę sobie po cmentarzu powązkowskim, a tu znienacka prapraprababunia i praprapradziadunio. Aż się wzruszyłem tym przypadkowym odnalezieniem bliskich zmarłych. Już miałem się położyć tak na chwilę na grobowcu, gdy znienacka Jakiś mnie dopadł. Jego relacja jest u Gejowskiego.
Co ja poradzę drogie cooleżanki, że nie jestem dostępny towarzysko jak kiedyś? I to wcale nie Jakiś jest za to odpowiedzialny. Decyzje podejmuję niezależnie, samorządnie, związkowo i zawodowo, czyli jako NSZZ Teresa. Z radością partycypowałbym bardziej w wydarzeniach towarzyskich, jednak mam wrażenie, że nikt niczego nie organizuje! Albo ja nie jestem zapraszany ;( I wybaczcie, ale spotkania w Fufu nie są dla mnie atrakcją; jest tam zimno, głośno i na ogół nie ma gdzie usiąść. To nie dla mnie.
Wczoraj byłem z Jakisiem na domówce zorganizowanej przez Papagena i Papagenę. Było 13 osób łącznie z nimi (z szerzej znanych Odetta-Otylia). Gospodarze uraczyli gości fantastycznymi daniami własnego pomysłu i produkcji. Ukontentowani potrawami goście gadali ze sobą na różne tematy do 3 w nocy. Było bardzo fajnie.
Chwilowo mam wyłączone z użytkowania mieszkanie i nikogo nie jestem w stanie zaprosić. Jednak obiecuję jakąś imprezę w okolicach końca listopada. Ciekawe, kto przyjdzie?
I jeszcze na koniec w temacie torby i pokrywki. Poproszę o uszanowanie moich wyborów, chyba, że niektórzy mają coś przeciw, albo jakaś zazdrość przez nich przemawia. Dziękuję Radixowi i Xellowi za sympatyczne podejście do sprawy. Doceniam błyskotliwą ripostę Raanda, choć całkowicie błędną w ocenie. Drogiego Metkę zachęcam, by miał czas dla mnie, a nie żebym ja miał czas zawsze dla niego (propozycja pójścia na „Chrzest” we wtorek o 22:15 w Cinema City nadal aktualna). IP, a skąd ta ciekawość? ;) A Gejowski niech przestanie przyprawiać mi gębę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

