Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2011

TVN24, blędy i niewiarygodność

Zaczyna się od banałów

reotryka Jasne prosta literówka, ale co? Słownika tam nie mają?
Pięć minet później.
w_skutek
“ZMARŁA W SKUTEK” - ludzie trzymajcie mnie, bo sobie coś odgryzę.

Wiele osób jest uzależnionych od TVN24. Mnie się już przejadł ten kanał. Ciągle te same gęby, z Kuźniarem na czele. Sztampowe sposoby przekazywania wiadomości i ich pokazywania. No i “Szkło kontaktowe” – emerycka rozrywka dla ubogich.

Konserwatyzm jest widać w cenie. A potem dziwimy się, że coraz mniej Polaków popiera związki partnerskie.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Retrospekcje z Bydgoszczy

c.d.n.

Jest już późno, padam na pysk, wróciłem z Bydgoszczy po weekendowym szaleństwie. Jutro coś skrobnę... a jest o czym ;-)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Kompost

Czarne pięty

Troska o działkę to nieustanne koszenie trawy, a jesienią zbieranie lisci i opadłych owoców. Jest tego dużo, więc i kompost jest duży. Przebadałem Jakisiowy kompost i stwierdziłem, że nie był prowadzony fachowo. A wiedzę w tym temacie mam, bo Matka ostro mnie przetrenowała na swojej działce. Nie powinno być tak, że po pół roku są jeszcze nieprzegniłe liście. Z 1/4 pojemnika kompostowego wybrałem wszystko. Co się dało rozrzuciłem, resztę zostawiłem na później. I zrobiłem nowy kompost.

Poszedłem warstwami: trochę ziemi, warstwa starego kompostu (nieprzetworzona), warstwa świeżego zielska, znowu warstwa ziemi. Na wierzchu rynienka, żeby łatwo było wlać i zatrzymać wodę. Walę wszystko: wodę ze zmywania, prania i sikam też. To jest taka chemiczna fabryka, że wszystko przetrawi.

Martwi mnie, że nie ma napowietrzania, ale mam nadzieje, że warstwa świeżej zieleniny podziała jak poduszka powietrzna. Na jesieni powinno być OK.

Bosko, ze po całym dniu pracy mało wytężonej biorę prysznic, doprowadzam się do porządku, chlapię dobrymi perfumami i wieczorami kwitnę. Ciekawe, czy rolnicy maja tak samo.

Dziś pełnia, albo jej okolice. Ciekawie jest obserwować własny cień w świetle Księżyca. Takie to uroki geja z wyczyszczonymi piętami na wsi.

niedziela, 20 marca 2011

KSW – Konfrontacja Sztuk Walki

Schyłek cywilizacji?
Gejowski napisał mi, że wypadłem z obiegu. Trochę się zdziwiłem. Byłem w minionym tygodniu dwa razy w teatrze, w tym na jednej premierze. W sobotę odbyłem clubbing. Gejowskiego jako żywo (i nie żywo) nigdzie nie spotkałem. Nie wiem, gdzie on „bywa”. Najwyraźniej w jakichś bardzo offowych miejscach, ale pogratulować dobrego samopoczucia.

O teatrze będzie w tygodniu, dziś o wspomnianym clubbingu. Zaczęliśmy z Jakisiem w Art Caffe (al. Kościuszki 49/51, niedaleko Andrzeja Struga). Ciekawa lokalizacja w oddaleniu od Piotrkowskiej. Wewnątrz kilka mebli z dawnego Artu, ale nie wszystkie. Ten niedostatek uzupełniony jest o wyrafinowane meble hand-made z egzotycznego drewna, cudownie komponujące się zarówno ze starym pianinem, jak i industrialnym wnętrzem. Z trudem przecisnęliśmy się do baru. Tam swojski wybór alkoholi, w cenach niekoniecznie studenckich. Barman wspomniał o sporej imprez z poprzedniego dnia i też był trochę zdziwiony, że w ten sobotni wieczór, o godzinie 20:00, poza nim i nami nie było nikogo.

Wpadliśmy też na Piotrkowską 121, gdzie palić można, ale na własną odpowiedzialność. Niespecjalnie tym zachęceni wylądowaliśmy w Łodzi Kaliskiej, gdzie tłum się nie przelewał, ale za to jest salka do palenia. Post się zaczął i stąd te pustki? Czy też imprezowanie trzeba koniecznie zacząć o północy?

Z racji zobowiązań clubbing przerwaliśmy i zasiedliśmy przed telewizyjnym ekranem. Poskakałem trochę po kanałach i zatrzymałem się na dwóch muskularnych facetach z zapałem obijających sobie twarze. Nie był to boks. Panowie używali do obtłukiwania się i rąk i nóg. Wyglądało to jak połączenie boksu, zapasów, elementów wschodnich sztuk walki i ulicznej bijatyki. W tle widniał napis KSW. W Internecie znaleźliśmy, ze to Konfrontacja Sztuk Walki. Słowo „sztuk” w połączeniu z widokiem facetów z połamanymi nosami, spłaszczonymi od urazów uszami, sinymi od uderzeń łydkami, krwawymi podbiegnięciami na ciele i krwią lejącą się z pękniętych łuków brwiowych brzmiało cokolwiek niestosownie. Inna sprawa, że ci faceci magnetyzowali. Każdy po ok. 187 cm wzrostu i ok. 106 kg wagi, a jednocześnie wcale nie masywni i sprawni jak baletnice. Facet o takich parametrach uderzający drugiego stopą w szyję jednak robi wrażenie. Spróbowałem w domowych warunkach i mało zwieracza sobie nie naderwałem. (haha) Kiedyś "otarłem się" o takiego. Robiło wrażenie, że ciało ma jak skała, pod skórą same twarde mięśnie. Niestety czułości z kimś na kształt dużego, twardego głazu kończą się tylko poobijaniem.

Te walki przed żądną krwi publicznością przypominały zmagania zniewolonych gladiatorów w czasie rzymskich igrzysk. Bezmózga tłuszcza popadała w ekstazę po każdym bluźnięciu krwią na ring. Co za dno. Może mi się wydawało, ale miałem wrażenie, że widziałem tam Ge. I dziwić się, że jestem poza „obiegiem”.

piątek, 11 marca 2011

Japonia, tsunami, trzęsienie ziemi

Jak nie Godzilla, to trzęsienie ziemi i tsunami

Ci co mogą pewno śledzą co się dzieje teraz w Japonii. Filmy robią wrażenie.

Najefektowniej trzęsienie ziemi wygląda w sklepie spożywczym




Przy okazji czegoś się dowiedziałem o skali trzęsień ziemi. Otóż kiedy mówi się o trzęsieniu ziemi o sile 7 stopnie w skali Richtera i porównuje z trzęsieniem o sile 8 stopni w skali Richtera, to oznacza to, że trzęsienie ziemi o sile 8 stopni było 10 razy silniejsze od tego o stopień niższego. Automatycznie to trzęsienie ziemi, skoro miało siłę 8,9 w skali Richtera, to było blisko 100 razy silniejsze niż siedmiostopniowe trzęsienie ziemi.

A po trzęsieniu ziemi pojawiło się tsunami. Poniższy film jest najbardziej przerażający z tych jakie widziałem. Fala mknie z prędkością dochodzącą do 50 km/h. Nawet samochodem ciężko przed nią uciec, na filmie widać takich nieszczęśników. Niesamowite są płynące z nurtem płonące budynki. Duże wrażenie robi płynący bezwładnie i obijający się o budynki mały statek (łódź rybacka?). Mówi się o świetnym przygotowaniu Japończyków do takich zdarzeń. Na tym filmie widać, że kierowcy nie bardzo wiedzieli jak się zachować.



Jak uciec przed taką falą?!
fot. sankei.jp.msn.com

Film jak dotąd najlepiej ze znalezionych przeze mnie pokazujący potęgę i grozę tsunami na poziomie ulicy.

wtorek, 8 marca 2011

W kozim rogu

Życie publiczne

Zapędziłem się w kozi róg. Nie mogę pisać o coraz większej liczbie zdarzeń, bo blog i owe zdarzenia są zbyt publiczne, buuu.

To przynajmniej wszystkiego najlepszego dla zaglądających na blog Pań w dniu ich święta.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Potęga reklamy

 Okrężnica

Ciekawa reklama mi się trafiła na blogu:

Colonix - detoksykacja www.Colonix.pl
 Sprawdź dlaczego zdrowa
okrężnica jest kluczem do pięknej skóry! 

Aż boję się spojrzeć, by poznać związek między okrężnicą (wskazany tu opis zdecydowanie nie oddaje wszystkich funkcji tego narządu), a urodą skóry... i czy istnieje też odwrotna zależność. Stwierdzenie, że okrężnica jest kluczem zaskakuje, bo dotąd myślałem, że to okrężnica potrzebuje klucza! ;)

wtorek, 1 lutego 2011

Pierwszy raz...

Potentat warzywny


Zawsze jest ten pierwszy raz... prawda? No to i ja miałem dziś ten swój pierwszy raz.
Poproszony pojechałem rano-raniusieńko na ulicę Zjazdową w Łodzi, gdzie dokonuje się hurtowych zakupów. Tam odszukałem właściwy szpaler, wypatrzyłem pana z potrzebnymi mi warzywami, podjąłem pertraktacje cenowe i zakupiłem.

W ten oto zacny sposób na parę godzin stałem się szczęśliwym posiadaczem 300 kilogramów marchwi w cenie 0,53zł za kilogram.

piątek, 28 stycznia 2011

Zimowy zastój

 Bezruch

Jakiś wyjechał i nigdzie mnie nie zabiera, Metka ciągle w rozjazdach, Gejowski zajęty randkowaniem (podobno), Ego i Raand zajęci własnymi sprawami, Krowa Morska i Hiszpan pewno mają sporo zajęć ze swoim zwierzyńcem, Xell milczy... no to i nic się nie dzieje, i nie mam o czym pisać. Wszyscy się zahibernowali?

piątek, 31 grudnia 2010

Nowy rok 2011

I wszystko od początku

Życzenia noworoczne od Nadmorskiego dostałem ja, ale z radością dedykuję je wszystkim.

Niech bez katastrof i powodzi,
Będzie Rok Nowy, co nadchodzi.
Niech produkt rośnie, dług maleje,
A równowaga się nie chwieje.
I wszyscy byśmy zdrowi byli!
A przede wszystkim - go przeżyli!

piątek, 24 grudnia 2010

Święta bożego narodzenia 2010

Święto najdłuższej nocy już za nami


Trwa odwilż. Dziś tzw. wigilia i okazja do totalnego obżarstwa, które uwielbiam, bo czekam na niektóre potrawy cały rok (barszcz czerwony, zupa grzybowa, kulebiak, sernik, makowiec, śledzie). Już wiem, że moje kolejne wigilie będą mocno bazować na mojej siostrze,  która opanowała sztukę organizacji tej imprezy w stopniu doskonałym.

Wszystkim życzę jak najlepiej rzecz jasna. A sobie? Sobie, trochę większej interakcji z odwiedzającymi. A bardziej chodzi mi o to, żebyście coś pisali. Ja wiem, mocno operowy się zrobiłem, a tylko "niektórzy" geje itp. ten przybytek odwiedzają, może trochę na ziemię zejdę. Ma by więcej o seksie rozumiem. Oki ;)

Ściskam wszystkich serdecznie!!!!

środa, 15 grudnia 2010

Stluczka, ubezpieczenie, formularze

Nigdy nie wiesz gdzie i kiedy

W poniedziałek miałem przyjemność podróżować z Bydgoszczy do Łodzi. Zajęło mi to 5 godzin mozolnej jazdy zaśnieżonymi w wielu miejscach drogami. Udawało mi się czasem jechać z oszałamiającą prędkością 50 km/h. Jazda była monotonna, nużąca i dojechałem wyczerpany.

We wtorek wieczorem jechałem przez miasto Hanny Zdanowskiej, co chce stu dni, ale nikt nie wie, na co. Ulice białe, niektórzy szaleńcy popierdalają, zajeżdżają mi drogę, bo ja nie odważam się na więcej niż 30 km/h.

Tak, byłem asekurancki. Może zanadto. Ale tego dnia po południu, na parkingu Tesco inny samochód z zablokowanymi kołami stoczył się wprost na lewe, tylne drzwi mojego Toytoya. Straty nie są duże, ale moja konserwa do jeżdżenia urody przez to nie zyskała. Miałem oczywiście odpowiednie formularze (Raand zaakceptował), wszystko zostało spisane, a zajęło to prawie godzinę. Poradziłem sprawcom, żeby napuścili ubezpieczyciela na Tesco, bo pod śniegiem było 2 cm najczystszego lodu. Zero soli, czy piasku.

Winni, choć, obiektywnie przyznaję, nie ze swojej winy, przepraszali mnie i życzyli wesołych świąt, zapewne tych najbliższych, pseudobozionarodzeniowych, bo Joshua urodził się przecież około 6 stycznia.

A w kolejnej notce o "Eliksirze miłości" w Opera Nova w Bydgoszczy.

środa, 8 grudnia 2010

Impreza urodzinowa u Xella

Załamanie czasoprzestrzeni

Impra u Xella była wielce udana, a goście zacni, jednak obaj z Jakisiem już w jej trakcie postanowiliśmy przeprowadzić kolejny eksperyment z cyklu załamania czasoprzestrzeni. Chodzi o to, by w jednej chwili, niezależnie od odległości, przemieścić się z punktu A do punktu B. Eksperyment rozpoczęliśmy już od założenia okryć wierzchnich. W następnej chwili byliśmy już pod domostwem Jakisia.

WRESZCIE SIĘ UDAŁO!!!! Wszystkie teorie o możliwościach załamania czasoprzestrzeni zostały potwierdzone. Byliśmy szczęśliwi, że starczyło nam paliwa na przeskok. Niestety współuczestniczący w eksperymencie taksówkarz wycenił swoje usługi na 50 złotych. Jesteśmy gotowi dzielić się doświadczeniami z innymi.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kolejność odśnieżania

Zima mnie pokonała

W czwartek zima przyszła, a dziś pierdolnęła. W Łodzi sypie i wieje od szóstej rano. Samochód nadal ma letnie opony, drogi zupełnie nieodśnieżone, ale podrzuciłem kawałek Jakisia i zamierzałem jechać dalej przez miasto celem wymiany opon. Widziałem samochody odwalające piruety i szaleńców popierdalających 50 km/h. Jechałem max 20 km/h. Pod Kaliskim utknąłem w gigantycznym korku. Po pół godzinie bujania się z dwumetrowymi przesunięciami odpuściłem i wróciłem. Wykończył mnie stres. Raz, że bałem się, że samochód zacznie mi tańczyć, a dwa zacząłem się bać, że ktoś we mnie zwyczajnie pierdolnie.

Poczekam, aż Pan Sadzyński uruchomi akcję odśnieżania, żeby Pani Zdanowska mogła się pochwalić swoją troską o dobro łodzian. W TV mówią, że odśnieżanie rozpoczyna się 4 godziny po zakończeniu opadów... to wychodzi, że gdzieś tak w środę gdzieś się ruszę.

piątek, 26 listopada 2010

Początek zimy

Większość misiów mocno śpi

W czwartek 25 listopada zaczęła się zima w Łodzi. Rankiem zszedłem do samochodu, a on biały jak bałwanek. W ruch poszła szczotka i plastikowa osłona od akumulatora (tego akumulatora!), która świetnie nadaje się do zdzierania lodu. Zdarłem wszystko, co dawało się zedrzeć, a potem ruszyłem... ostrożnie, bo opon jeszcze na zimowe nie zmieniłem. Dalej było OK, bo temperatura skoczyła do 2 stopni powyżej zera. Wieczorem jechałem dużo ostrożniej, bo termometr w samochodzie pokazał minus jeden stopien!


I tak oto wkraczamy w kolejna porę roku. Porę zimną, ciemną i skłaniającą do hibernacji.

Powyższa notka powstała ze środków Unii Europejskiej w ramach programu "Analiza zmian klimatycznych w kontekście rozwoju ludzkiej seksualności".

niedziela, 17 października 2010

Bloomsbury Group: być Virginią Woolf

Wokół stołu życie się się toczy

Tia… trochę zniknąłem z życia towarzyskiego w Łodzi. Ostatnio sporo podróżuję, poznaję nowych ludzi, spędzam z nimi czas. Niestety, odbywa się to kosztem mojego dotychczasowego środowiska. Niektórzy już mnie wykreślili z listy swoich znajomych, nie dzwonią, nie mailują. Jakoś to przetrwam i mam nadzieję, że gdy moja sytuacja się ustabilizuję powrócę do łask.

Dla najbardziej rozżalonych zorganizowałem dziś spotkanko towarzyskie u Jakisia. U niego, a nie u mnie, bo w moim domu nie mam chwilowo warunków do podejmowania gości. Wpadł Metka z Gwiazdą, Raand z Ego i Gejowski (o dziwo samotnie). Wspólnie z Jakisiem postaraliśmy się bardzo i stół był zastawiony wykwintnie i smacznie. Chciałem zgromadzić ich i skupić wokół jednego stołu, byśmy mogli sobie miło pogadać.

Może inspiracją była wizyta w Krakowie. Tam, w Międzynarodowym Centrum Kultury obejrzałem wystawę poświęconą Bloomsbury Group. Bardzo ciekawa wystawa, na którą z pewnością warto pójść. Urzekła mnie Virginia Woolf i zgromadzeni wokół niej ludzie: wolnomyśliciele walczący z otaczającym ich konserwatywnym, wiktoriańskim światem. Podoba mi się idea grupy osób spotykających się, debatujących bez skrępowania o różnych rzeczach. Chciałbym taką grupę współtworzyć.

Wieczorem, również w Krakowie, miałem namiastkę takiego spotkania. Była Odetta-Otylia, Papageno, oczywiście Jakiś, i jeszcze dwie osoby. Rozmowa ewoluowała w miarę wypitego alkoholu, ale cały czas była interesująca i dokładnie tak pozbawiona skrępowania, jak bym to sobie wyobrażał. Było miło.

Dziś miałem nadzieję na powtórkę, choć w innym gronie. Rozmowa zeszła na triwia codziennego życia uczestników. Nie mieliśmy debaty o książce, którą ktoś przeczytał, o sztuce, którą ktoś widział, czy choćby o doświadczeniu, które stanowiłoby jakąś lekcję dla pozostałych. To z pewnością efekt mojego oddalenia. Mam nadzieję, że po dzisiejszej chwili wymiany wiadomości bieżących wrócimy do spotkań na satysfakcjonującym nas wszystkich poziomie.

sobota, 9 października 2010

Stagnacja

Zabiegany i poza siecią

Niestety jestem odcięty od Internetu. Stąd rzadkie wpisy na blogu. A gdy ja mało piszę, to Wy już w ogóle. Ale może chcecie poruszyć jakiś temat, a nie macie gdzie? No to już macie, zajrzyjcie na stronę Agora.

środa, 23 czerwca 2010

SleezyScreenName w Łodzi

W dniu przyjazdu SSN do Łodzi, co Stara Gropa w podnieceniu zapowiadał już od wielu dni, by nie rzec tygodni, byłem w Warszawie. Żałuję, bo to tak jakoś nieładnie wybywać w dniu przyjazdu kogoś tak słynnego. Ale trudno, stało się.

Pierwsze spotkanie z SSN odbyłem w Ganimedesie. Okazał się całkiem sympatycznym chłopakiem o zwracającym uwagę sposobie wypowiadania "r". Duże wrażenie zrobił swoim śpiewaniem, a był całkiem nieprzygotowany, no chyba że lubi nucić "Johnny B" przy depilacji okolic intymnych. Nie jest osobą rozmowną, choć może warunki nie sprzyjały rozmowie. Kolejne spotkanie odbyło się na cmentarzu żydowskim, a potem na wspólnej pizzy. Okazało się, że SSN jest zodiakalnym Lwem. I to było widać. Jest skoncentrowany na sobie. Nie podejmuje wątków, odpowiada krótko, przerzuca swoje zainteresowanie nie skupiając się na żadnym rozmówcy. Rozdaje karty i chce błyszczeć, co robi z pewnym wdziękiem. Podobnie było kolejnego wieczoru w Fufu. Niestety Strzelec jakim jestem, ma się nijak do Lwa. Liczę na komentarze SSN, bo w nich wypowiada się jakoś sprawniej... nawet jeśli irytująco.

Zawitaj znowu, może będziesz już bardziej śmiały ;)

wtorek, 22 czerwca 2010

Przegląd

Przez parę dni nie pisałem, a trochę się uzbierało. W najbliższych dniach same nudy w notkach: o teatrze, o operze, o koncercie, o wystawach, o polityce i o spotkaniach towarzyskich. Jadę na wieś, tam, mam nadzieję, będzie dobra atmosfera, by popisać o tym, co się ostatnio działo. Zapraszam do lektury i komentowania (aż nie wiem, co bardziej interesujące ;).

czwartek, 10 czerwca 2010

Błogostan

Świat żyje jakimiś swoimi sprawami, w tym siajowym (łódzkie określenie) teledyskiem Lady Gaga, a ja nago na ogrodowej huśtawce, z psem do głaskania, pod bujną gruszą, z laptopem na łonie. Niezałatwione sprawy, a parę ich jest wydają się odległe i nieistotne. Wokół mnie feeria barw, zapachów i naturalnych dźwięków. Mieszczuch ze mnie, ale kiedy robi się gorąco wolę z miasta uciec. Przygarnął mnie Jakiś na swoich włościach.

Co takiego interesującego może się tu dziać, pewno spytacie. Rzeczywiście nie dzieje się nic. Co nie znaczy, że nie ma żadnych atrakcji. Wymienię kilka: koszenie trawnika traktorem, epatowanie miejskimi, lanserskimi strojami w małych miasteczkach, grill, alkoholizowanie się bez kaca, no i doborowe towarzystwo Jakisia i innych. Proste życie, proste sprawy, piękne okoliczności. Wrócę promieniejący.

Wszystkim skazanym na miasto życzę udanego weekendu... poza nim.