Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piszczel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piszczel. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2010

Przytulaki trzy i pół

17 stycznia 2010 Kropa no more
Obecność obowiązkowa. Obwody głosowania Chuj w czapce nie wywiesił obwieszczeń i ludzie nie wiedzą, gdzie głosować.

W minioną sobotę wylądowałem w Narraganset. A wróciłem do domu w niedzielę koło 4 rano. Muzyka jest nadal do kitu, ale wypity alkohol pomógł i tańczyłem prawie cały czas. Szczególnie, że było z kim. Na sali było trzech potencjalnych przytulaków.

Przytulak Pierwszy był ładnie zbudowany i pięknie się uśmiechający. A kiedy ruszył na parkiet okazało się, że również świetnie tańczy. Niestety cały czas był z obstawą i trochę za mało popatrywał po sali, by dostrzec uwielbienie w moich oczach. Cel namierzony, następnym razem może uda się ustrzelić.

Przytulak Drugi jest nieco mniejszą (tylko 5 cm mniejszą), ale bardziej rozbudowaną wersją Piszczela. Trudno, żebym nie zwrócił na niego uwagi. Tańczył fantastycznie, widok jego kocich ruchów przykuwał mój wzrok. Ten z kolei, z bliżej nieznanych powodów, otoczony był cyckami. Angażowały go straszliwie. Czy dziewczyny nie wiedzą, że jak chłopak idzie z nimi do klubu gdzie są geje (nie mylić z "gejowskim"), to ma też ochotę potańczyć ze swoimi?! Cudownym przypadkiem oddalił się od swych psiapsiółek. Wspólnie z nieocenionym Metką rzuciliśmy się na niego. Pod pretekstem zrobienia zdjęcia jego telefonem, zdjęcia na którym jestem w jego objęciach, udało się zdobyć jego numer. Potem zniknął, ale szanse na ponowne spotkanie nadal są.

Przytulak Trzeci siedział sobie sam niewinnie na kanapie, z daleka obserwując parkiet i popijając soczki. Metka - no co za flirciarz z niego - bez pardonu siadł obok ściągając mnie i Gwiazdę. Rozmowa potoczyła się szybko i wszyscy wylądowaliśmy na parkiecie. Tam Przytulak erotyzował mnie już mniej niewinnie w tańcu o kroku "udo w udo". Nie trzeba mówić, czym to ocieranie się dla mnie skończyło, a jak czułem, również dla niego. Gdyby to potrwało dłużej, moja niewinność byłaby bardzo zagrożona. Nie tylko wymieniliśmy numery telefonów, Przytulak odwiózł mnie do domu. Klasa!!!

W Narra zjawił się tłum znajomych plus znajomi znajomych, dzięki czemu można było poczuć się, jak na sporej prywatnej imprezie. Był też DzZD. Myślałem, że padnę z wrażenia, jak go zobaczyłem. Na innej imprezie kilka miesięcy temu ganialiśmy za sobą szukając prywatności. Nie udało się. Tym razem również nie. Chłopak DzZd, jak tylko mnie zobaczył, przykuł go do siebie. Widocznie nie chciało mu się biegać za nami, jak na tej poprzedniej imprezie - sknera!

środa, 9 grudnia 2009

Teresa się gzi

Pogodę za oknem każdy widzi, jest smętnie i beznadziejnie. I tak też zaczął się dzień. A Gejowski nadal znęca się nade mną na swoim blogu.

Miał do mnie przyjechać Piszczel. Bardzo wiele by to dla mnie znaczyło. I zapewniał mnie o tym, że przyjedzie. Zupełnie nie rozumiem po co mnie zapewniał, bo z tego co mi opowiadał, to raczej było to mało realne. Ale OK, trochę się nastawiłem. Szczęście w nieszczęściu, że do jego niesłowności - ktorej nie cierpię - już się przyzwyczaiłem. Nie nastawiłem się zbyt mocno i dobrze.

Znienacka odezwał sie Biblijny z pretensją, że się nie odzywam. Najpierw zapewniał mnie, że jest chory, potem skłamał, że wyjechał na weekend z Łodzi (te kłamstewka są tak proste do udowodnienia), a teraz ma pretensje, ale pisze o nadrabianiu zaległości i braku czasu w związku z tym. Na odczepnego napisałem mu, że jak znajdzie czas dla mnie, to niech się odezwie, a ja MOŻE postaram się dostosować.

A później dwie randki w ciemno. W ciemno, bo nie widziałem zdjęć tych ludzi i nawet udało mi się ich przekonać, że moich zdjęć też nie muszą oglądać przed spotkaniem się.

Pierwszy Pan - którego nie będę obdarzał pseudonimem, bo nie ma sensu - upierał się, że ma 34 lata. Ewidentnie miał tak z 44 lata. Ja mu się nie dziwię nawet, że kłamał z wiekiem, wiem coś o tym. Jasne, że na dwie czwórki ciężko kogoś wyrwać. Ale można próbować, jeśli się jakoś wygląda. A zobaczyłem zmęczonego, przygarbionego troskami, ubranego byle jak faceta ... z pieskiem. Nie wiem, co było gorsze, czy ten wygląd, czy to uwiązanie do pieska - jedynego stworzenia akceptującego go takim jaki jest. Ja nie miałem w sobie tyle akceptacji.

Drugi Pan - nazwijmy go Kierownik, a pseudo dostaje, bo może się jeszcze przewinąć na kartach tego bloga - ma 25 lat. I nie musiał kłamać. Obdarzył mnie przemiłym komplementem: chciałby wyglądać jak ja, jak bedzie miał tyle lat ile ja mam. Niestety z wiekiem tradycyjnie nie byłem szczery, więc Kierownik nie wie, że może najwyżej marzyć o tym, żeby wyglądać jak ja, gdy będzie miał tyle lat ile naprawdę mam ;) Ale póki co wygląda OK ;) Ponieważ to najlepszy towar jaki mi się ostatnio udało wyrwać, więc było pościelowo. Usłyszałem, że jestem "zajebisty". Nie żebym nie wiedział tego o sobie, ale zawsze miło znowu to usłyszeć.

sobota, 21 listopada 2009

Nie - Przytulanki

Jestem wściekły, to się spróbuję rozładować pisząc.

Wczoraj - piątek - z Zauroczonym byłem na wernisażu wystawy Sławka Beliny "Norma" w Atlasie Sztuki. Zachęcam do odwiedzenia. Nie mogę pojąć, że ludzie potrafią spędzać godziny oglądając "M jak Mydło", a nie znajdą czasu na chwilę odchamienia.

Było zabawnie, bo Zauroczony przedstawiał mnie wszystkim jakbym był jego partnerem. Dobrze, że Gejowski też dotarł, bo już całkiem byłbym skazany. Wystawa interesująca i wiele wiem o jej genezie. Wernisaż nie był najlepszym momentem na oglądanie, za dużo ludzi zwaliło. Dlatego w tygodniu proszę się przejść, namiary tutaj.

Poznałem i dotknąłem, a raczej byłem dotknięty przez Ryszarda "Rysię" Czubak, który/która dotarł/dotarła na wystawę. W ogóle najazd warszaffki był oszałamiający. Ale niestety wrażenia specjalnego nie wywarł.

Po wernisażu skromną grupą udaliśmy się do Łodzi Kaliskiej. Jak to w piątek nie było gdzie usiąść, a nic specjalnego się nie działo. Poszliśmy do Ganimedesa. Tam dla odmiany straszyły puste przestrzenie. Doszedł Blondie z Hiszpanem i zrobiło się fajnie. Potańczyłem z Zauroczonym. To jedyny jak dotąd facet, ktory umie mnie poprowadzić. I robi to rewelacyjnie. Wybawiłem się fantastycznie.

W sobotę starałem się dojść do siebie po piciu wódki, wina i piwa poprzedniego wieczoru. Jakoś się udało. Wylizałem mieszkanie - które Metka określa mianem "skrzynki kontaktowej z czasów okupacji" - pod Biblijnego z nadzieją, że wpadnie. Zapowiedział, że jednak nie wpadnie. Trudno. Umówiłem się z Zauroczonym na przygotowywanie moich prezentów dla znajomych. Ale Biblijny zadzwonił, że jednak wpadnie. Cool, jakoś wypchnąłem Zauroczonego. I wtedy Biblijny ponownie napisał, że jednak nie wpadnie. Kurna, co ci Młodzi Geje sobie wyobrażają!

Do tego Piszczel popił pewno, bo znowu wpadł w tony pretensji do mnie.

A ja znowu nie mam się do kogo przytulić ;(

piątek, 20 listopada 2009

Problem wieku

Najpierw przyatakowała mnie Clitty, a potem Gejowski. Ok, mam problem z moim wiekiem. Mój PESEL mi nie leży. Ja nie pasuję do mojego PESELU, a jednocześnie jest to jedyna rzecz jakiej nie mogę zmienić.

Nie wyglądam na swój wiek, nie czuję się na swój wiek, nawet znajomych mam młodszych. Może dojrzewam w innym tempie, nie wiem. Szukam kogoś dla siebie. Na portalach do szukania podaję nieprawdziwy wiek. Uznałem, że w ten sposób wstrzelę się w zakres wyszukiwań. I to działa.

Clitty uważa, że to źle, że tak robię, że kładzie się to cieniem już na początku każdej relacji jaka by mi się zdarzyła. I tak rzeczywiście jest. Biblijnego oszukuję i źle się z tym czuję. Jak ja mu powiem prawdę, to zupełnie nie wiem. A jak on na to zareaguje, to już zupełna zagadka.

Gejowski podobnie, choć w innym tonie. Jeśli nie będę podawał prawdziwego wieku, to będą mi się trafiać tylko tacy, którzy oceniają poprzez wiek. Nie patrzą na człowieka, tylko jego PESEL właśnie. A to nie jest kryterium decydujące o czymkolwiek.

Za to Piszczel powiedział, żebym nie podawał swojego wieku. Czyli z perspektywy jego 22 lat wygląda to inaczej.

W czerwcu odbył się ślub 85-letniego Andrzeja Łapickiego z 25-letnią Kamilą. 60 lat różnicy!!! Z tego co piszą o tej parze, z relacji znajomych, którzy gdzieś tam ich widzieli wynika, że to najszczęśliwsza i zakochana w sobie para. Nie wiem jak sobie radzą z seksem, ale może nie seks jest najważniejszym spoiwem ich związku.

Inny aspekt to czas trwania związków. Jeszcze 40 lat temu pary wiązały się na całe życie. Dziś 1/3 związków się rozpada w Polsce, na zachodzie ten wskaźnik jest jeszcze wyższy. Zauważyłem, że Młodzi Geje patrzą na wiek ewentualnego partnera wyobrażając sobie jak to będzie za 10, 20 lat. Otóż nie ma co sobie tego wyobrażać. Związki trwające tak długo, to co najwyżej wyjątki potwierdzające regułę, że obecnie żaden związek nie jest w stanie tyle przetrwać.

Mimo różnicy wieku partnerzy mogą sobie dać wiele. Piszczel nie był wprawdzie moim partnerem, ale mimo to w czasie naszej intensywnej znajomości każdy z nas coś zyskał. Z najważniejszych rzeczy, on zyskał samoakceptację dla swojej orientacji, a ja new look i poczucie bycia atrakcyjnym. Ta wymiana nie musi być w 100% ekwiwalentna. Ważne, żeby każda ze stron coś wniosła i coś zyskała.

Nie będę się odwoływał do czasów starożytnej Grecji, bo to oklepane. Czasy się zmieniły. Wtedy nastolatek mógł być partnerem, a dwudziestoparolatek był już dojrzałym mężczyzną. Dziś dwudziestoparolatek, to nadal dziecko, a dojrzałym mężczyzna staje się chyba koło pięćdziesiątki.

Temat jest jak rzeka. Ja postanowiłem przestać kłamać co do mojego wieku, ale też nie zamierzam go podawać. Na razie zatrzymam się na półprawdzie "mam tyle lat na ile wyglądam".

środa, 18 listopada 2009

Trzy dni w Bydgoszczy

Trzy dni nie było mnie w Łodzi. Czas spędziłem bardzo intensywnie, a tematów pojawiło się na kilka notek. I będzie ich kilka.

Możecie się zastanawiać, co mnie do tej Bydgoszczy tak ciągnie. Ludzie oczywiście. Ostatnie pięć lat spędzałem tam zawodowo i towarzysko. Imprezy są tam może mniej liczne niż w Łodzi, ale za to zawsze udane. Do tego grono ludzi jakich tam poznałem jest fantastyczne i staram się pielęgnować te kontakty.

Tym razem jednak byłem w Bygoszczy tylko dlatego, że musiałem być w Gdańsku, a że nadal nie mam kierowcy i sam muszę prowadzić samochód więc trasę podzieliłem na odcinki zatrzymując się na noclegi w Bydzi właśnie.

Zatrzymałem się u Piszczela w akademiku. Robiłem za jego kuzyna. Poniedziałek spędziliśmy na gadaniu. Nie widzieliśmy się nieco ponad dwa tygodnie. Mieliśmy iść na imprezę, ale byłem padnięty i zmienił plany. Spędziliśmy czas razem. Fajnie czuć, że brakuje mu mnie. Mnie też było miło z nim gadać. Skrytykował mnie za postępowanie z Zauroczonym. Uważa, że powinienem zerwać z nim kontakt. Łatwo mu mówić, sam też mnie rzucał i zrywał kontakt, a potem sam nie wytrzymywał i się odzywał pierwszy, przeciągając moją agonię.
Piszczel uprzedził mnie, że jego współlokator nieźle chrapie. Profilaktycznie skułem się więc, bo czego jak czego, ale chrapania nie znoszę. Przedobrzyłem. Obaj nie mogli usnąć z powodu mojego chrapania ;) W każdym razie ja się wyspałem ;)

We wtorek byłem w Gdańsku o czym machnę osobną notkę.

Po powrocie z Gdańska do Bydzi wpadłem do Clitty i Vaginy. Brakuje mi ich. To zupełnie inny kontakt niż z facetami.

Wieczorem Piszczel zabrał mnie na imprezę ze swoimi koleżankami. Najpierw jeden klub, potem drugi. Jak ja uwielbiam tańczyć z dziewczynami!!! W Łodzi zupełnie nie mam okazji, bo nie znam żadnych tańczących dziewczyn, a już na pewno nie 22 letnich ;) W szale tańcowania z jedną z partnerek rąbnęliśmy na podłogę. Siniak będzie spory. Ale co tam! ;) Było super. I znowu pogadałem z Piszczelem, choć tym razem nie skąpiliśmy sobie złośliwości. Ale takich życzliwych. Byłem dosyć zadowolony, że jego potencjalny facet jest o mnie zazdrosny. Oj, powinien ;) Wkurzyło mnie, że krótki okres kiedy się spotykaliśmy nazwał związkiem. Nasze wyobrażenia o związku kompletnie się rozmijają. To, że się z kimś spotykam, mam seks, a zaangażowanie emocjonalne jest na drugim planie, to nie jest dla mnie żaden związek. Można to nazwać fuck-buddies relationship, ale nie związkiem. I tak to właśnie odbierałem z jego strony. Ja niestety się wtopiłem.

W środę znowu spotkałem się z Clitty i Vaginą. Z Clitty obgadałem problemy związane z moim ukrywaniem wieku - osobna notka. A Vagina opisala mi swój romans. Kompletny Harlequin, ale też bym tak chciał - opiszę osobno, bo warto.

Wracając do Łodzi dostałem alarmujące wiadomości od Gejowskiego. Wpadłem, pogadaliśmy. Nie dość, że ma doła, to jeszcze przeżywa. Teraz ja będę musiał go pocieszać ;)

niedziela, 8 listopada 2009

Wszystkiego po trochu

Hm, jakoś tak zacząłem spotykać się z Biblijnym. Widziałem się z nim w piątek, widziałem dziś. Miło się z nim spędza czas. Zastanawiam się czy, i kiedy nastąpi ten moment, że zacznę za nim tęsknić. Mam nadzieję, że to pojawi się najpierw u niego. Choć trochę się tego boję. A co jeśli ja nic nie poczuję? To już nie będzie dla mnie pierwszy raz. Nie wiem, czemu faceci tak łatwo się we mnie zakochują, a ja mam takie z tym problemy. Ok, jestem fajny, ciepły, czuły, akceptujący, po prostu do rany przyłóż. Może za bardzo taki jestem? Może teraz moja kolej i ja powinienem się zakochiwać, a potem być rzucanym? Tak dla równowagi. W sumie w tym też mam doświadczenia, acz skromne. I zastanawiam się, czy łatwiej mi znieść własne cierpienia, czy cudze.

Zauroczony już wie, że nie może liczyć na odwzajemnienie jego uczucia z mojej strony. Udało mi się dać to do zrozumienia, nie mówiąc tego wprost. Słowa tak strasznie potrafią ranić. Ale jestem przy nim, uważam, że tak będzie mu łatwiej przejść przez okres odkochiwania się. Wiem, jaki to ból, och, aż za dobrze wiem. Ale robię wszystko odwrotnie, niż zrobił to ze mną Piszczel, więc powinno być ok. Dziś udało mi się nawet tchnąć w Zauroczonego energię do działania. Nazwał mnie swoją muzą, to takie miłe, naprawdę!

A skoro o Piszczelu mowa, to odezwał się. Stara się podtrzymać kontakt. Teraz to już chyba bardziej on się stara niż ja. Szkoda mi tego zakochania w nim. Było mi z tym wspaniale, mimo cierpienia jakiego mi przysporzył. Nie czuję urazy. Myślę, że nadal wystarczyłoby, żeby kiwnął palcem, żebym za nim poleciał. Ale wiem, że tego nie zrobi. A bariera między nami rośnie każdego dnia. W końcu staniemy się dla siebie nawzajem wspomnieniem.

W ankiecie z 31 października wzięło jak dotąd udział 17 osób - w tym ja. Na razie wychodzi, że ponad 1/3 gejów czytających blogi i w wieku tak między 17 a 45 lat (taka moja socjologiczna ocena) jest jedynakami. Dużo!!! Aż strach zapytać, co na to Wasi rodzice. Kiedy dowiedzą się, że mają syna geja, to jeśli jest rodzeństwo, mogą liczyć na wnuki, ale przy jedynakach ... dramat! ;) Reszta ma rodzeństwo i jestem zaskoczony wynikiem. Ponad 80% (tych którzy mają rodzeństwo) ma dobre relacje z rodzeństwem. Z czego tylko niecałe 10% ma dobre relacje nadal ukrywając swoją orientację seksualną. A zaskakuje mnie to, bo rozmawiałem z wieloma osobami na ten temat (i homo i hetero) i ciągle słyszałem, że relacje z rodzeństwem są złe. Może w takim razie wśród gejów przeważają jednak dobre relacje. Ciekawe dlaczego?

Z Gejowskim obejrzeliśmy "Biegając z nożyczkami" na podstawie pamiętnika Augusten Xon Burroughs'a. Gejowski czytał książkę i mówi, że jest lepsza. Mnie film się spodobał. Na film wydał swoje pieniądze Brad Pitt!!! Zwróciliśmy uwagę, że wątek gejowski jest w filmie potraktowany tak, że gejostwo głównego bohatera, to najmniejszy problem, jaki dręczy jego i jego otoczenie, ba, w ogóle nie jest problemem. Jeśli to, co opisał Burrougs jest faktem, a nie kreacją, to miał najkoszmarniejsze dzieciństwo, jakie się może zdarzyć. Po obejrzeniu tego filmu należałoby iść do rodziców lub choćby na ich groby i dziękować za to, że lali nas pasem, byli wymagający, a nawet, że interesowali się nami incydentalnie, jeśli chociaż tyle było. Burroughs dorastał z psychopatami, co zapewne jest związane z żałosną opieką medyczną w USA. Odlotowy jest fragment opisujący religijność opiekunów Burroughs'a. Kształt stolca jest znakiem od Boga i kupa zostaje umieszczony na ołtarzyku. Jeśli to Was nie zachęciło do przeczytania książki lub obejrzenia filmu, to "posdraffiam was ciule".

Odzew na mojego bloga nie jest imponujący i wcale zdziwiony nie jestem. Kilkadziesiąt osób weszło, 16 oddało głos w ankiecie, dwie coś skomentowały. Byłbym idiotą, gdybym sądził, że będzie inaczej. Przynajmniej nie rozczarowałem się ;)

piątek, 6 listopada 2009

Ad vocem komentarzy o Lansie

Ze sporym zaskoczeniem przeczytałem, że i Metka i Gejowski zgadzają się ze mną w temacie Lansa, czytaj. Jednak chcę wystąpić w roli adwokata diabła.

Gejowski pisze:
Niestety Lans - w końcu byłam, widziałam - nie oferował w zamian nic i tyle. Kategoria MBZ, jak to pięknie określił Oscar Wilde. (...)MBZ = Mężczyzna Bez Znaczenia, kategoria Oscara Wilde'a, którą znakował ludzi nie wnoszących niczego sensownego do jego życia.

Ok, zgadzam się, że Lans ma nikłe szanse na to, by wnieść cokolwiek do mojego życia. Ale na tej zasadzie trudno mi się spodziewać, by jakikolwiek Młody Gej miał szansę coś wnieść. To co? Powinienem przestać przeszukiwać ten zakres wiekowy? Dodać trzeba, że Gejowski ściął się z Lansem już w pierwszych słowach rozmowy. Nie dziwne, że źle go wspomina i vice versa. Ja doceniam osiągnięcia Lansa. Oby każdy 21-latek miał tyle ambicji, samodyscypliny i konsekwencji. Lans nie pasuje mi ani wyglądem, ani osobowościowo, nie zamierzam jednak z tych powodów mieszać go z błotem. Po prostu nie jest dla mnie.

Metka pisze:
Niestety, młode koleżanki bywają nudne. Są albo zakompleksione, albo głupawo pewne siebie. Rzadko widuję wyjątki.

Rzeczywiście jest jakaś dwubiegunowość w Młodych Gejach, jest albo jedno, albo drugie. Brak czegoś pośrodku. Albo ja mam pecha i trafiam na egzemplarze ekstremalne.

Dalej Metka pisze:
Poza tym, jeżeli ona jest spoza środowiska, to ja jestem z innego układu słonecznego (niestety, przyznała się, że jest "córką" znanej łódzkiej ciotki, która wychowała już pokolenia idiotek i powinna mieć odebrane prawa ciotorodzicielskie).

To niesamowite jak oceniamy po tym, kto z kim przestaje. Ta jedna wzmianka wystarczyła, żeby zdyskredytować Lansa. No i jego zapieranie się, że jest spoza środowiska zaczęło wyglądać śmiesznie. Wniosek z tego prosty, najlepiej, żeby Młody Gej udawał, że się właśnie urwał z choinki ;)

i jeszcze:
To ja już wolę niepełnosprawnego Piszczela, który ma do powiedzenia tyle, co krzew bukszpanu w moim ogrodzie :)

No proszę, po raz pierwszy Metka doceniła Piszczela ;) Swoją drogą sweetie mam nadzieję, że nie testujesz zbyt często swoich bukszpanów na okoliczność rozwinięcia ich talentów językowych. Już to sobie wyobrażam, Metka stoi w ogrodzie i wygłasza tyradę do krzewu bukszpanu pauzując czasem w oczekiwaniu na odpowiedź ;)

Na koniec wypowiedź Gejowskiego:
Nie można zarzucać zbyt dużych wymagań. Wszystkie mamy mało czasu i mało szans przed sobą. Nie można tracić resztek życia na głupoty ku czci hipokrytycznego "dobrego wychowania" czy poprawności politycznej.

Super, pozostaję przy moich wymaganiach. Cieszę się, że obie cooleżanki mnie w tym wsparły. Już naprawdę myślalem, że przesadzam. Natomiast z "dobrym wychowaniem" będę miał problem. Ciężko mi gasić cudze nadzieje. Odczuwam to jak robienie komuś krzywdy. Ale ok, odsunę Lansa, postaram się jednak zrobić to delikatnie.

wtorek, 3 listopada 2009

Sztuka konwersacji

Po kilkukrotnym przekładaniu terminu w końcu udało mi się spotkać z Lansem. Inicjatywa wyszła z jego strony. Nalegał na spotkanie, sugerował, że mu się podobam. To na tyle mile podbechtało moją próżność, że mimo tego, że to jak on wygląda na zdjęciach nie pociągało mnie, zdecydowałem się pójść w to. Spotkaliśmy się w Cafe Style na terenie Manufaktury.
Nieatrakcyjność jego wyglądu potwierdziła się w całej pełni ... niestety. Cóż niektórzy tak mają. Tak jak w "Torch Song Trilogy", gdy główny bohater mówi: "Bóg świadkiem, że byłem młody. Byłem też piękny. Ale te dwie rzeczy nigdy nie zeszły się razem". Ale OK, nie oceniam po powierzchowności, przystąpiłem do badania wnętrza ... nie, nie tego wnętrza, o którym niektórzy teraz pomyśleli ;)
Zaczęliśmy rozmawiać. Tak to nazwijmy. Dokładnie, to Lans mówił, a ja słuchałem. Udawało mi się nawet zadawać dodatkowe pytania. Jestem dobrym słuchaczem, słuchałem blisko trzy godziny z naszego trzy i pół godzinnego spotkania. Słuchalem z zainteresowaniem i zaangażowaniem, komplementowałem ile wlezie. Tak, jak powinno się słuchać.
Jak na 21-latka chłopak miał o czym opowiadać. Poznałem szczegóły jego pracy zawodowej, wszystkie przypadki rodzinne i perypetie jakich doświadczył, znajomych wśród których się obraca (NB. okazało się, że mamy wspólnych znajomych) i to jak lubi spędzać wolny czas. Gdy zakończył zapoznawać mnie ze swoim pogłebionym CV zapadła cisza. Ucieszyło mnie, że zauważył, że tak mówi i mówi, a o mnie nadal nic nie wie. Nie miał jednak koncepcji, o co mnie zapytać. Poprosił, żebym powiedział dlaczego zdecydowałem się na to spotkanie i czym się zajmuję zawodowo. Na więcej nie starczyło czasu. Warto zauważyć, że sam zapłacił za swoje drinki.

Przypomina mi się rozmowa z Piszczelem o jego rozmowach z rówieśnikami. Równolatkowie go nudzą. Jedyne o czym potrafią rozmawiać, to samochody, piłka nożna, telewizyjne bzdety, itp. Woli rozmawiać ze starszymi, bo jest to ciekawsze.

Rozważmy tu dwie rzeczy: sztukę konwersacji i rozmowę z kimś starszym od siebie, łącząc te elementy. Całość pozwolę sobie skierować do Młodego Geja.

Jasne, że pierwsze spotkanie z kimś nieznanym, ledwo co poznanym na jakimś portalu jest stresujące. I jest stresujące dla obu stron. Ja mam spore doświadczenie w poznawaniu obcych ludzi, czy to na gruncie zawodowym, czy towarzyskim, ale spięty jestem zawsze. Tylko potrafię już nad tym panować w przeciwieństwie do Młodego Geja. Lans słowotokiem chciał przykryć swoje zmieszanie i stres. Nie było to dobre rozwiązanie, bo sam w końcu zauważył, że czas mijał, a on nadal nic o mnie nie wiedział. Mógłbym to nawet odebrać jako brak zainteresowania moją osobą, a po co w takim razie się spotkaliśmy.
Lans jednym rzutem powiedział mi wszystko, co miał do powiedzenia. W jego przypadku było to dużo i jestem pełen podziwu dla jego osiągnięć. Jednak przedobrzył. Właściwie nie ma już nic, co jeszcze mógłby mi o sobie powiedzieć. Powinien był pozostawić wiele sfer otwartych, po to by budziły moje zainteresowanie w czasie kolejnych spotkań. Ponadto skoro już coś mówił o sobie powinien to robić tak, żebym ja od razu mógł mu się tym samym zrewanżować. Tak, bym za każdą informację o nim zapłacił informacją o sobie.

Zabrakło mi też komplementów z jego strony. Sam ich nie szczędziłem i były one szczere i nieprzesadne. Przypadkiem rozmowa zeszła na temat butów. Jestem bardzo zadowolony ze swoich i są naprawdę ładne. Jednak ich okazanie Lansowi nie spowodowało, że je docenił, zamiast tego opisał własne obuwnicze perypetie. Nie tego oczekiwałem.
Mówienie o sobie jest bardzo zajmujące jednak warto poruszyć też inne tematy, bardziej ogólne, pozwalające na dyskusję, wymianę myśli. Lans rzucił, że jest "spoza środowiska". Jak się okazało, tak naprawdę jest jak najbardziej "ze środowiska". Próbowałem rozwinąć temat, bo ta etykieta zawsze mnie frapuje. Niestety nie udało się. W efekcie żadnych poglądów, czy opinii nie wymieniliśmy.
U Lansa było też trochę za dużo chęci zrobienia wrażenia, typu "co to nie ja". Na kimś starszym, z większym dorobkiem, a już szczególnie na kimś takim jak ja trudno zrobić wrażenie opisami gdzie to się bywało i z kim się zna. To może działać na rówieśników, ale nie na kogoś starszego.
Gejowski i Metka pewno w komentarzach zarzucą mi zbyt duże wymagania w stosunku do Młodych Gejów. Ok, zgadzam się, nie mają się gdzie nauczyć rozmawiać. Sam widzę, że obecnie komunikują się przez smsy, czy komunikatory i bardziej to przypomina wymianę szczeknięć niż rozmowę. Ja jednak szczekać nie zamierzam ;)

piątek, 30 października 2009

Piątek

Na Darwina, co za dzień. Miałem się zerwać z rana, ale ekscesy poprzedniego dnia nie pomogły. Odbyłem podróż do Bydgoszczy drogą numer 1. Poza atrakcyjnymi esami-floresami w jakie zmienia się droga za Krośniewicami jadąc od strony Łodzi, trasa jest jak dla mnie ok.

Przywitałem się w dawnej pracy w Bydzi, z kim warto się było przywitać. Załatwiłem co miałem do załatwienia. Wyściskałem się z Vaginą (Wedżajną) i Clitoris (Clitty) - jakkolwiek to brzmi - wymieniając się plotkami z życia własnego i ufając, że to co ode mnie usłyszały nie zacznie żyć własnym życiem.

A potem rozmowa z Piszczelem. Nota Bene: nie piszę "spotkanie z Piszczelem", bo jak mi to Gejowski uświadomił, słowo "spotkanie" ma obecnie znaczenie zgoła odmienne od tego jakie ja znam, obecnie "spotkać się" znaczy podobno "rżnąć się". Dlatego wyraźnie piszę ROZMOWA z Piszczelem.

Rozmowa była szczera i męska. I zaskakująca. Strzeżcie się młodzi geje porad swoich koleżanek płci odmiennej. Jak się okazuje mogą to być najgorsze rady jakie usłyszycie.

Młody gej to gratka dla młodych panienek. Wszędzie z nim można pójść (sklep, fryzjer, ginekolog), wszystkim można się pochwalić, że się zna takie fajne ciacho, może robić za kawalera, jak trzeba gdzieś iść z obstawą a heteryka brak, można się do niego przytulać, pieścić go niczym żywego Kena, wypłakiwać na jego ramieniu, a do tego jest taki rozbrajająco ufny! Wierzy we wszystko, co mu się powie. Tylko dlatego, że słyszy to od swoich "najlepszych" przyjaciółek, które pierwsze dowiedziały się, że jest inny. Które go wspierają i które pierwsze dają mu poczucie akceptacji dla jego odmienności. Jak im nie ufać?!

Młode dziewczątka, psiapsiółki młodych gejów mają swoją własną wizję tego, co dla ich przyjaciela geja dobre i wskazane. Po pierwsze, kierują młodymi gejami tak, by wybierali, to co im pasuje i kto im pasuje. Uczucia zainteresowanego mają za nic. Po drugie, wykazują dużą aktywność w tym, żeby im ktoś młodego geja nie zwędził. Tym samym zniechęcając go do wszystkich, którymi się zanadto zainteresował.

Drodzy Młodzi Geje, kobiety są kochane, są Waszymi matkami, siostrami, kuzynkami i koleżankami, są czułe, wrażliwe i opiekuńcze. Ale też bardzo dobrze potrafią walczyć o własne interesy, mają w tym eony doświadczeń. Bierzcie z nich, to co najsympatyczniejsze. Jednak, kiedy macie decydować o dowolnej sprawie zdawajcie się na własny osąd. Kierujcie się własnymi uczuciami - bo też macie uczucia i nie są one wcale gorsze od uczuć płci odmiennej. Nie dajcie sobą manipulować. Spróbujcie wydobyć prawdziwe intencje z rad Waszych "najlepszych" koleżanek.

Droga powrotna z Bydgoszczy przypominała spacer po długim czerwonym chodniku w Cannes - tysiące paparazzich błysnęło mi po oczach fleszami. A pokonywanie w ciemnościach esów-floresów pod Krośniewicami było lepsze niż Zamek Duchów w lunaparku.

wtorek, 27 października 2009

Poniedziałek - początek

Tematów na rozpoczęcie bloga mam aż nadto, ale zacznę zwyczajnie od opisu mojego dnia.

Poranek: wpadł Znany Przedsiębiorca Pogrzebowy (w skrócie ZPP). Odbyliśmy dłuższą rozmowę, z której chyba niewiele wynikło. Strasznie trudno jest rozmawiać z bliskim człowiekiem, ale w sytuacji, gdy bliscy już sobie nie jesteśmy. Właściwie każda rozmowa oddala nas od siebie coraz bardziej, ale cieszy, że nadal próbujemy. Tylko czemu on taki oporny?!
Wreszcie umówiłem się z Prezesem. Nie, to nie pseudonim, facet autentycznie jest prezesem ;) Może będzie z tego jakaś ciekawa praca.

Popołudnie: pędem do Urzędu Skarbowego, moje szczęście, ze o wacie pamiętałem i zdążyłem. Przymierzyłem też spodnie w Bershce, niestety mam za grube kończyny na rurki, wyglądają na mnie jak leginsy.

Wieczór: Zadzwoniła Profesjonalistka, wyżaliła mi się, a ja jej. I nie chciałbym mieć jej problemów. Cierpiący wszystkich krajów łączcie się!

W trakcie dobijał się Gejowski, oddzwoniłem. Fajnie, że mu się powodzi w podbojach, nie zazdroszczę, ale też bym chciał być taki niewymagający i szybki.
Lans czuje szokującą miętę do mnie. Zupełnie nie wiem, jak to sobie tłumaczyć. Zna mnie tylko ze zdjęcia. Musiałem przełożyć nasze spotkanie - trochę mi głupio było, ale nie było wyjścia - a on zero pretensji, ba, życzenia, żeby udało mi się sprawnie wszystko załatwić. Niebywałe.
Reszta wieczoru spędzona na konfigurowaniu bloga. I rozmyślaniach.
Piszczel - obiekt moich westchnień - jest fantazją, która nigdy się nie spełni. Wiem o tym, ale chemia wciąż działa ... i nie ma żadnego antidotum.
Cenny jest interesujący. Miło się z nim spędza czas. I do tego jest nieodgadniony. Ale chemii wciąż brak.
Jutro, a właściwie już dziś, "Rowerzyści" w Jaraczu na zaproszenie Zauroczonego.

Refleksja: jeden post, a ile osób się przez niego przewinęło; mam nadzieję, że zadbałem o ich anonimowość.