Dzisiejsze spotkanie w gronie tęczowym wypełnione było muzyką. Nie zabrakło dyskusji o "Sekretach Watykanu" z TVN24, ale przeważyła jednak muzyka. Najnowsza Cher mnie nie zachwyciła; około 70 lat i śpiewać jak Lady Gaga!?
Metka urzeczony był "Dernière Danse" w wykonaniu pieśniarki Indila
a jeszcze bardziej wykonaniem Daniel Loeillot
Najlepsze chyba wrażenie zrobił Kállay Saunders reprezentujący Węgry na Eurowizji AD 2014
Jednak clue wieczoru był/była Conchita Wurst (po polsku Konczita Kiełbasa) reprezentująca Austrię, a osobiście prezentująca się jak poniżej:
Ja nie krytykuję, jednak kreacja idzie już tak daleko, że pogrążamy się w absurdzie.
Sag mir wo die Blumen sind, wo sind sie geblieben Sag mir wo die Blumen sind, was ist geschehen? Sag mir wo die Blumen sind, Mädchen pflückten sie geschwind Wann wird man je verstehen, wann wird man je verstehen?
Sag mir wo die Mädchen sind, wo sind sie geblieben? Sag mir wo die Mädchen sind, was ist geschehen? Sag mir wo die Mädchen sind, Männer nahmen sie geschwind Wann wird man je verstehen? Wann wird man je verstehen?
Sag mir wo die Männer sind wo sind sie geblieben? Sag mir wo die Männer sind, was ist geschehen? Sag mir wo die Männer sind, zogen fort, der Krieg beginnt, Wann wird man je verstehen? Wann wird man je verstehen?
Sag wo die Soldaten sind, wo sind sie geblieben? Sag wo die Soldaten sind, was ist geschehen? Sag wo die Soldaten sind, über Gräben weht der Wind Wann wird man je verstehen? Wann wird man je verstehen?
Sag mir wo die Gräber sind, wo sind sie geblieben? Sag mir wo die Gräber sind, was ist geschehen? Sag mir wo die Gräber sind, Blumen wehen im Sommerwind Wann wird man je verstehen? Wann wird man je verstehen?
Sag mir wo die Blumen sind, wo sind sie geblieben? Sag mir wo die Blumen sind, was ist geschehen? Sag mir wo die Blumen sind, Mädchen pflückten sie geschwind Wann wird man je verstehen? Wann wird man je verstehen?
Nigdy nie zapomnę upojnego wieczoru z Marleną; a może kilku wieczorów? Nie wiem. Słuchałem Marleny popołudniami, wieczorami i nocą... tak gdzieś do 4, a nawet 5 rano. Nie żałowałem z głośnością.
Kolejnego dnia sąsiad, który "mężczyzna" pisze przez "sz", zapytał mnie, co mnie napadło. Ja, zupełnie nieświadom, o co kaman, pytam: "Że co?" A on: "No całymi nocami jakichś wojennych piosenek słuchasz!"
Jakiś czas temu w kilka osób (Xell, Gejowski, Raand, Ego oraz Nasus [nowa postać, może zagości na dłużej]) udaliśmy się do kina Charlie na film „House Of Boys”. Film nas nie zachwycił (era wczesnego AIDS: chłopiec ucieka z domu, zatrudnia się w cioto-burdelu, zakochuje w koledze, któren to później umiera na AIDS – bardzo długo umiera), ale fajne było to, że cała sala była nasza i w trakcie można było sobie gadać do woli, komentując filmowe scenki.
"Kochanek Czerwonej Gwiazdy", autor: Witold Jabłoński
W środę na wieczór autorski stawiło się kilka osób ze "środowiska". Było nawet tłumnie, naliczyłem 30 osób. Stawili się między innymi Metka, spóźnił się jak zwykle Gejowski, dotarł Nasus i co ciekawe był też Homofob. Wieczór był interesujący. Mnie szczególnie ujął fragment wypowiedzi Jabłońskiego o języku opisu stosunku płciowego. Że jest albo rynsztokowy, albo medyczny, brak czegoś po środku. Ciekawe by było gdyby zadać dzieciom w liceum zadanie pt."Opisz znanym ci językiem penetrację analną". "Język", "penetracja analna" - już to brzmi dwuznacznie. Pytanie od publiczności było jedno. Właściwie to nie pytanie, lecz wyraz oczekiwań jednego z obecnych. Mianowicie, że Jabłoński byłby(!) dobrym pisarzem, gdyby oderwał się od tematyki gejowskiej. Wyjaśnienia Jabłońskiego pytający zlekceważył. Nie pozostaje nic innego jak zachęcić Autora do twórczości lesbijskiej, coby zaspokoić niektórych spragnionych innych rozrywek czytelników.
„Bańka mydlana”
Zapuściłem informacje o przeglądzie filmów LGBT w kinie Cytryna, ale jakoś przeszło to bez echa wśród znajomych. Malotraktorem dał się zachęcić, ale niestety nie znamy się, więc mimo że na sali był, to nie było szans, żebyśmy się spiknęli. W piątek na jakiś seans wybierał się do Cytryny Gejowski, ale nie wiem, czy dotarł.
„Bańka mydlana” mimo pewnych niedociągnięć (niepotrzebnie blisko dwugodzinny, porwane wątki), lekkiego oderwania od rzeczywistości (koniec jest mocny, ale niewiarygodny) i słabego pogłębienia psychologicznego (postaci nazbyt marionetkowe) wart obejrzenia. Żyd zakochuje się w Palestyńczyku z wzajemnością, w tle scenki z Tel Avivu i Nablusu, młodzi przeciwko agresji, a na koniec bańka pęka z hukiem.
C. M. Von Weber - Uwertura Der Beherrscher der Geister (Władca Duchów) op. 27
J. Brahms – Koncert skrzypcowy D-dur op. 77
P. Czajkowski – V Symfonia e-moll op. 64
W piątek Jakiś wyciągnął mnie do łódzkiej filharmonii. Uwertura Von Webera była miałka, Brahms był dla mnie bez seksu, a Czajkowski jak zwykle histeryczny. To nie był mój dzień na słuchanie muzyki. Partię solową w koncercie Brahmsa grał na Stradivariusie Ormianin Hrachya Avanesian – aż się spocił ;)
„Erratum”, reżyseria i scenariusz: Marek Lechki, w roli głównej Tomasz Kot
Podobno bardzo dobre i warte obejrzenia.
„Czarne słońce”, reżyseria: Krzysztof Zanussi
Idź, a zanudździ cię na śmierć. Podobno fatalne dialogi, niespójna fabuła, niekonsekwencje, sztuczni bohaterowie.
„Niepokonani” reżyseria: Peter Weir, w rolach głównych: Ed Harris, Colin Farrell
Film edukacyjnie potrzebny dla zachodnich europejczyków; my możemy sobie darować.