Kulturalna prywata
Zachęcam do odwiedzenia niewymienianego z nazwy bloga kulturalnego - link u góry po prawej. Notkę pisałem prawie tydzień i jestem z niej niezwykle zadowolony. Olbrzymi udział miał w jej powstaniu Jakiś, któremu jestem niezwykle wdzięczny, że mnie zachęcił do obejrzenia spektaklu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 marca 2012
środa, 1 lutego 2012
Wisława Szymborska nie żyje
Trening pamięci
Jedyna poetka której wierszy uczyłem się na pamięć przez nikogo nie zmuszany.
Śmierć po której żałoby narodowej nikt nie ogłosi.
A do ostatnio pochowanych na Wawelu pewno nie chciałaby dołączyć.
Onet "zażartował", a niby TVN.
A w TVN24 chyba czytują mój blog, bo o Szymborskiej jest już ze dwie godziny non stop.
Razem z Jakisiem czytamy znane strofy i usuwamy natrętną wilgoć.
Jedyna poetka której wierszy uczyłem się na pamięć przez nikogo nie zmuszany.
Śmierć po której żałoby narodowej nikt nie ogłosi.
A do ostatnio pochowanych na Wawelu pewno nie chciałaby dołączyć.
Onet "zażartował", a niby TVN.
A w TVN24 chyba czytują mój blog, bo o Szymborskiej jest już ze dwie godziny non stop.
Razem z Jakisiem czytamy znane strofy i usuwamy natrętną wilgoć.
wtorek, 20 grudnia 2011
Wielka Gala Operowa, Teatr Wielki w Lodzi
Wielki Artystyczny Popis
Na gali siedzieliśmy z Jakisiem na miejscach po prostu wymarzonych jak na tego typu spektakl. Ludzi tłum, choć czemu kilkanaście osób wyszło po pierwszej części pojąć nie mogę. Może dostali obstrukcji i nie chcieli zanieczyścić siedzeń. Innych powodów, by stracić szansę na obejrzenie całości nie znajduję.
Owszem, nie pasowały mi światła. Jakieś kolorystyczne landrynki rzucane bez ładu i składu, a z dramaturgią śpiewanych arii mające tyle wspólnego, co kameleon ze śniegiem. Prowadzący galę byli sztywni i sprawiali wrażenie czytających bez zrozumienia treści, ale ujmowali młodością. Nie chcę się naśmiewać, ale publiczności niewiele brakowało, by wpaść w doskonały nastrój, gdy się przedstawili: Michalina Sosna i Karol Puciaty.
Dobór repertuaru trzeba przyznać niebanalny, a zakończenie arią z “Anny Boleyn” (Joanna Woś), która na scenie Teatru Wielkiego nigdy nie zagościła, niosące nadzieję.
Pierwsza część miała trochę charakter prezentacyjny. Można było poznać nieco dłużące się fragmenty z CV łódzkich solistów oraz ich kondycję wokalną. Niestety “popisy” Krzysztofa Marciniaka, który zastąpił wymienianego na afiszach Krzysztofa Bednarka i nowych nabytków opery sopranów Aleksandry Novina-Chacińskiej i Anny Wiśniewskiej-Schoppa nie wzbudziły entuzjazmu publiczności. Marciniak śpiewał rozkołysanym głosem, Novina-Chacińska histerycznym i ordynarnym, a Wiśniewska-Schoppa za nisko. Do tego Ruben Silva popisał się tempem żółwia z Galapagos, a nie południowo-amerykańskiej Boliwii.
Szczęście, że wciąż w świetnej kondycji są Bernadetta Grabias, Joanna Woś, Monika Cichocka, Agnieszka Makówka i Dorota Wójcik. Ta ostatnia wciąż kojarzy mi się ze śpiewem peronowym niestety – jak można było sobie tak wizerunek zszargać! Makówka szokowała fryzurą na pankówę. Zastanawiające, że wyglądała na 10 lat młodszą od Grabias, której głowę zdobił fryz na babcię, choć jako żywo proporcje wiekowe między solistkami są odwrotne. Aktorsko najwyraźniej zaprezentowała się Cichocka. Aż przyjemnie było popatrzeć. A największe owacje jak zwykle zebrała doskonała Woś.
Z panów ujął mnie w pasie i nie tylko Patryk Rymanowski. Ileż aktorskiej swady w partii Leporella z Don Giovanniego! Grzegorz Szostak wyciskał swym śpiewem łzy, a Zenon Kowalski ujmował talentem.
Panowie ubrani bez szału, ale panie wspaniale. Jedność stylu, dopasowanie do osobowości postaci, a jednocześnie uwzględnienie, że to “tylko” koncert. Cichocka (na niebiesko) i Makówka (w dziwnym spodnium) świetnie wykorzystały kostiumy w swoich ariach. Chapeau bas za kostiumy dla Marii Balcerek.
Dodam jeszcze, że wprowadzona do formuły koncertu lekka reżyseria występów (lekka, ale na tyle wyraźna, że nie siedzi się jak na castingu śpiewaków) oraz ciekawa, jakby nawiązująca do zbliżających się przeobrażeń teatru scenografia (nity; też dzieło Balcerek) dopełniały całości.
Kto nie był i być nie może niech żałuje.
| Fot. Teatr Wielki w Łodzi |
Dobór repertuaru trzeba przyznać niebanalny, a zakończenie arią z “Anny Boleyn” (Joanna Woś), która na scenie Teatru Wielkiego nigdy nie zagościła, niosące nadzieję.
Pierwsza część miała trochę charakter prezentacyjny. Można było poznać nieco dłużące się fragmenty z CV łódzkich solistów oraz ich kondycję wokalną. Niestety “popisy” Krzysztofa Marciniaka, który zastąpił wymienianego na afiszach Krzysztofa Bednarka i nowych nabytków opery sopranów Aleksandry Novina-Chacińskiej i Anny Wiśniewskiej-Schoppa nie wzbudziły entuzjazmu publiczności. Marciniak śpiewał rozkołysanym głosem, Novina-Chacińska histerycznym i ordynarnym, a Wiśniewska-Schoppa za nisko. Do tego Ruben Silva popisał się tempem żółwia z Galapagos, a nie południowo-amerykańskiej Boliwii.
Szczęście, że wciąż w świetnej kondycji są Bernadetta Grabias, Joanna Woś, Monika Cichocka, Agnieszka Makówka i Dorota Wójcik. Ta ostatnia wciąż kojarzy mi się ze śpiewem peronowym niestety – jak można było sobie tak wizerunek zszargać! Makówka szokowała fryzurą na pankówę. Zastanawiające, że wyglądała na 10 lat młodszą od Grabias, której głowę zdobił fryz na babcię, choć jako żywo proporcje wiekowe między solistkami są odwrotne. Aktorsko najwyraźniej zaprezentowała się Cichocka. Aż przyjemnie było popatrzeć. A największe owacje jak zwykle zebrała doskonała Woś.
Z panów ujął mnie w pasie i nie tylko Patryk Rymanowski. Ileż aktorskiej swady w partii Leporella z Don Giovanniego! Grzegorz Szostak wyciskał swym śpiewem łzy, a Zenon Kowalski ujmował talentem.
Panowie ubrani bez szału, ale panie wspaniale. Jedność stylu, dopasowanie do osobowości postaci, a jednocześnie uwzględnienie, że to “tylko” koncert. Cichocka (na niebiesko) i Makówka (w dziwnym spodnium) świetnie wykorzystały kostiumy w swoich ariach. Chapeau bas za kostiumy dla Marii Balcerek.
Dodam jeszcze, że wprowadzona do formuły koncertu lekka reżyseria występów (lekka, ale na tyle wyraźna, że nie siedzi się jak na castingu śpiewaków) oraz ciekawa, jakby nawiązująca do zbliżających się przeobrażeń teatru scenografia (nity; też dzieło Balcerek) dopełniały całości.
Kto nie był i być nie może niech żałuje.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
TVN24, Adam Hanuszkiewicz
Cenzura wieśniaków
4 grudnia 2011 roku stacja informacyjna TVN24 pośród sieczki informacyjnej z jakiej wyłuskuje najbardziej nośne dla swoich widzów treści wyszukała wiadomość o śmierci Adama Hanuszkiewicza.
Redaktor wydania został zwolniony w trybie natychmiastowym. Jego zastępca natychmiast przywrócił właściwy stacji poziom i informację o śmierci jakiegoś tam H. zastąpiono newsem o odnalezieniu na Tahiti szczątków goryla obwinianego o gwałt na czarnoskórej Niemce w latach czterdziestych XIX wieku, czego dowodzą badania DNA mumii noworodka ukrywanego w skrytce szwajcarskiego banku jednego ze znanych polityków PiS.
Słuchaczka Szkła Kontaktowego Grażyna z Pcimia zaczęła swą wypowiedź od straty jaką poniosła polska kultura, co prowadzący zgrabnie spuentowali jako oszczędności niezbędne w dobie kryzysu.
Uczestnicy Loży Prasowej zostali przed programem uprzedzeni, że nie należy używać nazwisk na H, bo nie zostaną już nigdy więcej zaproszeni, a w przypadku wyłamania się honorarium zostanie obniżone o 90%.
Redaktorka “Sukcesu pisanego szminką” chciała puścić program “Chanuka a teatr”, ale żeby nie było skojarzeń puściła program o opryszczce waginalnej i jej skutkach dla sytuacji kobiet biznesu.
4 grudnia 2011 roku stacja informacyjna TVN24 pośród sieczki informacyjnej z jakiej wyłuskuje najbardziej nośne dla swoich widzów treści wyszukała wiadomość o śmierci Adama Hanuszkiewicza.
Redaktor wydania został zwolniony w trybie natychmiastowym. Jego zastępca natychmiast przywrócił właściwy stacji poziom i informację o śmierci jakiegoś tam H. zastąpiono newsem o odnalezieniu na Tahiti szczątków goryla obwinianego o gwałt na czarnoskórej Niemce w latach czterdziestych XIX wieku, czego dowodzą badania DNA mumii noworodka ukrywanego w skrytce szwajcarskiego banku jednego ze znanych polityków PiS.
Słuchaczka Szkła Kontaktowego Grażyna z Pcimia zaczęła swą wypowiedź od straty jaką poniosła polska kultura, co prowadzący zgrabnie spuentowali jako oszczędności niezbędne w dobie kryzysu.
Uczestnicy Loży Prasowej zostali przed programem uprzedzeni, że nie należy używać nazwisk na H, bo nie zostaną już nigdy więcej zaproszeni, a w przypadku wyłamania się honorarium zostanie obniżone o 90%.
Redaktorka “Sukcesu pisanego szminką” chciała puścić program “Chanuka a teatr”, ale żeby nie było skojarzeń puściła program o opryszczce waginalnej i jej skutkach dla sytuacji kobiet biznesu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
