wtorek, 4 maja 2010

Fashion Week



Potrzebuję zaproszenia na Fashion Week,
w zamian darczyńcy oferuję się cieleśnie.


Byłem po raz pierwszy w życiu na Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych, również po raz pierwszy idę na Międzynarodową Wystawę Kotów Rasowych, to chcę też po raz pierwszy iść na Fashion Week.

Ponadto potrzebuję towarzystwa: znawcę mody sztuk jedna.

Całość informacji o Fashion Week znajdziecie tutaj. A mój plan w Kalendarzu imprezowym w lewym panelu.

Spoza środowiska

Sly się podzielił linkiem. Metka Boska - stały fan rubryki "Widziałem Cię" - chyba porzuci pracę i przeczyta od deski do deski.

Ladies and Gentlemen:

SpozaŚrodowiska Blog

Uchmieleni

To już drugi dzień, kiedy w godzinach mocno porannych coś mi pod domem warczy i spać nie daje. Nie wiem, co to jest. Może sąsiedzi traktor sobie kupili i będą teraz co rano odpalać go, bynajmniej nie ku mojej uciesze.

Wieczór spędziłem miło. Wraz z Krową Morską publicznie dojechaliśmy do centrum miasta tramwajem linii 11. W "One-21" napotkaliśmy Drużynową z aktualnym oraz naszli Hiszpan i Kaczka. Ten fragment wieczoru upamiętnił się zwrotem 1 (słownie: jednej) złotówki zapłaty za Kaczkowe piwo. Bo otóż Kaczka wychłeptał małe piwo, które na rachunku kosztowało 6 zł, a w ofercie publicznie, na widoku było za 5 zł. Obsługa bardzo dyskretnie zrobiła nam zdjęcia do katalogu "Tych gości nie obsługujemy".

W Sphinxie spożyliśmy pięć półtoralitrowych dzbanów piwa marki Okocim w cenie 13 zł sztuka, czyli prawie darmo. Kaczka ponadto zajadał się zupą cebulową najprawdopodobniej marki Knorr. Obecni uznali, że z Kaczką mamy się ku sobie.

Kontynuując narzeczeństwo spróbowaliśmy wejść do Esplanady, ale tam palić nie wolno, więc udaliśmy się na z góry upatrzone pozycje w Ganimedesie. Konsumpcja kolejnych piw obnażyła nietrwałość związku z Kaczką. Przytuliliśmy do naszego grona Xell'a, który niczym nimfa z pary się objawił. Wyściskaliśmy się z Prawie Żonatym, który owąż porą był też obecny i to całkiem nie sam. Chmielnie osłabli skierowaliśmy się do legowisk.

poniedziałek, 3 maja 2010

Sobotni Narraganset

Metka Boska chciał iść do Narra już w piątek, ale nieszczególnie to komukolwiek, w tym mnie, pasowało, więc padło na sobotę. A potrzebę pogibania się miałem dużą. Wysłałem smsy do znanych imprezujących i część udało mi się zachęcić. To chyba jedyny, choć kosztowny sposób na dotarcie do wszystkich. Bloga nie każdy sprawdza, podobnie z NK i FB. Szukam możliwości przez Google Calendar. Zobaczymy, czy to zda egzamin.

Poza wspomnianym Metką Boską był Raand i Ego, Ciastko i Ja-Kub, Radix, Xell, Południowiec z D. Po raz pierwszy w życiu ten przybytek nawiedził Jakiś i nawet spotkał swoich znajomych.

Nie ma za bardzo, co się rozpisywać, bo niby, co wyjątkowego miało się wydarzyć. Ja, Metka i Radix szaleliśmy na parkiecie, czasem z Xellem i Jakisiem, reszta zaległa przy barze. Może tylko Raand jak zwykle zaszalał, bo jak wieść gminna niesie oralnie zapoznał Murzyna... z wzajemnością zresztą. O tym, co miał w ustach, musi już sam opowiedzieć.

Poniżej test kalendarza. Będę go jeszcze modyfikował.