piątek, 1 października 2010

Ruch Poparcia Janusza Palikota a dopalacze

Wybierasz się na toksykologię?

Ostatnio z wieloma znajomymi rozmawiamy o Januszu Palikocie i jego Ruchu Poparcia. Palikot publicznie mówi o swoim wsparciu dla mniejszości seksualnych, zatem budzi naszą sympatię. Dla niechętnych klechom i religii też ma dobrą nowinę. Kobiety i feministów uwodzi hasłem równej płacy dla kobiet i mężczyzn. Jest totalnie antyPISdowski, a w PO wygląda na najbardziej liberalnego, jeśli nie libertyna. Po prostu nic, tylko się w nim zakochać.

Jakiś jest cały za, Metka wypomniał Palikotowi założenie ultrakatolickiego pisma OZON, Gejowski okazało się, że ma podobną opinię do mojej.

Palikot przyznaje, że chce urwać dużo elektoratu SLD i trochę PO. Hasłami chce zachęcić do siebie kobiety, mniejszości seksualne, antyklerykałów, tych którzy głosowali na PO, by nie dopuścić do władzy PISdy i tych którzy głosują na SLD, bo tam tylko znajdują wsparcie dla swoich postulatów. Swoją drogą SLD wyczuło pismo nosem i stąd pewno hałaśliwy antyklerykalizm tej partii z ostatnich dni. Przypomnę, że wszechobecny w TV Pan Oleksy miał okres, gdy chodził na pielgrzymki – było to modne w tym czasie.

Umówmy się, wszystko się dzieje po to, by zdobyć elektorat, a to dzieje się najczęściej kosztem elektoratu innych partii. Palikot nie ma szans na przekonanie do siebie elektoratu PISdy, to oczywiste, szuka więc gdzie indziej. Ustawia się jednocześnie w pewnej opozycji do swojej macierzystej PO, której niektórzy reprezentanci , jak choćby Gowin, zbliżają tę partię do PISdy. Z PO ma być wyrzucany, ciągle się mówi o karaniu go, ale nic się nie dzieje. Działania Palikota są PO jak najbardziej na rękę. Jeśli mu się uda, to rzeczywiście może zagospodarować wielu wyborców SLD i doszlusować do nich elektorat negatywny głosujący na PO tylko dlatego, że nie chcą PISdy. Jest o co walczyć.

Myślę, że Palikot jest czystym socjologicznym produktem, a cel jaki ma, jest znany zarówno jemu, jak i władzom PO. PO pozostanie najsilniejszą partią, a Ruch Poparcia Janusza Palikota przybudówką wspierającą. Och, z pewnością Palikot jako koalicjant będzie „walczył” o prawa osób LGBT, o równą płacę dla kobiet i mężczyzn (cokolwiek ten idiotyczny postulat ma oznaczać) i o zakaz udziału osób duchownych w różnych gremiach. Skończy się to oczywiście jego porażką. Bo nie o realizację jego programu politycznego tu chodzi… chodzi o Wasze głosy.

Mieszanka zawarta w dopalaczach nie jest znana nawet jego producentom, bądźcie ostrożni w zażywaniu.

poniedziałek, 27 września 2010

Muzeum Chopina, Zamek Ostrogskich

Interaktywna kicha

Wraz z Jakisiem i Papagenem oraz ciekawością wybraliśmy się do muzeum Chopina. Cena biletu (21 złotych) dosyć zaskakująca, jak na miejsce, które ma być tłumnie odwiedzane. Sam Pałac Ostrogskich pięknie odbudowany. Kpimy z Amerykanów, że w jakimś Las Vegas, czy innych miejscach budują kopie różnych światowych zabytków architektury. Warszawskie zabytki nie są niczym innym, jak rekonstrukcjami. Pamiętam, jak zszokowała mnie informacja, że warszawska starówka została zbudowana z cegieł z epoki, bo tak wymagali konserwatorzy zabytków. Ci sami konserwatorzy nie mieli problemu z tym, że cegły pochodziły z kamienic z Nysy, które same w sobie już zabytkami były. Ale OK, ów pałac został wybudowany na nowo i znalazł swoją nową funkcję (wolę nie myśleć skąd wzięto cegły).
Zupełnym przypadkiem byłem w tym roku w Żelazowej Woli po weekendzie u Odetty-Otylii. Nudno w tym chopinowskim skansenie było straszliwie. Można pochodzić po parku, bo więcej do oglądania tam nie ma. Przyszła burza i nas z Jakisiem wygoniła, co przyjęliśmy z ulgą.
Zapewne w warszawskim Muzeum Chopina miało być bardziej interesująco. Jest tak sobie. Organizatorzy nastawili się na interaktywność. I jest interaktywnie. Niestety sporo interaktywnych zabawek nie działa, albo działa upierdliwie słabo, albo są nudne. Do tego są przeznaczone tylko dla jednego użytkownika. Kolejna osoba musi czekać... albo zaburzyć sobie tok zwiedzania. Idei muzeum nie bardzo daje się uchwycić. Jest nudne i niczego nie wnosi, mimo włożonych wysiłków w nowoczesność prezentacji. Do tego uroda odbudowanego pałacu jest skutecznie zasłonięta ekspozycyjnymi instalacjami.
Odradzam odwiedzanie tego interaktywnego mauzoleum.

wtorek, 21 września 2010

Teatr Rozmaitości "Metafizyka dwugłowego cielęcia" Michał Borczuch

Przed zażyciem spektaklu przeczytaj recenzje

W dzień po premierze z Papagenem, Papageną i Jakisiem wylądowaliśmy na powyższym spektaklu w Warszawie. O czym jest tutaj.
Nie zdarzyło mi się wcześniej być w tym teatrze. Bilety mieliśmy po 60 złotych za pierwszą strefę. Fotele, a raczej rodzaj składanych krzeseł, do najwygodniejszych nie należały. Do tego nieco powyżej linii wzroku mieliśmy czarną belkę przysłaniającą widok. Nie zasłaniało to sceny, ale było trochę irytujące. W perspektywie mieliśmy trwające 2 godziny 15 minut przedstawienie. Teatr ma się za jakiś czas przenieść, w miejsce o lepszych warunkach... i chyba dopiero wtedy znowu nabiorę chęci, by się tam wybrać.

Spektakl miał wynagrodzić nasze cierpienia. Nie wynagrodził. Większego koszmaru już dawno nie przeżyłem. Spektakl został położony całkowicie. Michał Borczuch (rocznik 1979) powinien się trzymać jak najdalej od Witkacego. Mam również wątpliwości, czy dalsze jego realizowanie się jako reżyser ma sens. Kilka osób wyszło z sali w połowie spektaklu. My dosiedzieliśmy do końca nie szczędząc nieprzyjemnych komentarzy. Odczuwalny czas trwania spektaklu to jakieś sześć godzin. Żeby jeszcze Borczuch rozebrał - co ma w zwyczaju - jakiegoś przystojnego aktora. Nie, rozebrał jakąś małodupną chudzinę!

poniedziałek, 20 września 2010

Teatr Nowy "Diabli mnie biorą" Marek Rębacz

Rębaczanka

Tutaj znajdziecie recenzję Renaty Sas. Nie chce mi się pisać o tej komedii, bo nie bardzo jest o czym. Ludzie się śmiali, ale nie wiem z czego. Ot, sklejone dowcipy i skecze, a wszystkie z brodą. Marek Rębacz tak się zapatrzył w swój tekst, że jako reżyser niczego nie wyciął. Jest do tego tak wszechstronny, że za opracowanie muzyczne również jest odpowiedzialny. Scenografię pozostawił Annie Kat, która dopasowała ją do mierności dzieła. Olaf Lubaszenko dumnie prezentował swoją tuszę - a taki ładny kiedyś był! Monika Buchowiec i Bartosz Turzyński zachowywali się infantylnie... i tyle. Najbardziej komiczny był Krzysztof Kiersznowski, ale niestety często mówił swoje kwestie zbyt cicho. Jakiś usnął w trakcie. Dobrze, że go obudziłem nim zaczął chrapać.