Prawie światowo
Jakiś, bo któżby inny, zabrał mnie w minioną sobotę na otwarcie festiwalu „Nowa Klasyka Europy” („New Classics of Europe”, pełna nazwa „I Międzynarodowy Festiwal Teatralny Klasyki Światowej”). Na Sali pani posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, marszałek Włodzimierz Fisiak, były marszałek Mieczysław Teodorczyk, dyrektor Teatru Nowego Zdzisław Jaskuła, były premier Marek Belka, śmietanka miasta i… Kaczka! Zobaczył mnie, gdy wchodził na salę, stanął jak wryty, przeżegnał się, a potem bystro, jak na Kaczkę przystało, zapytał: „A co ty tu robisz?”. Odpowiedziałem pytaniem: „A po co się przychodzi do teatru twoim zdaniem?”.
Wojciech Nowicki - dyrektor festiwalu – powitał zgromadzonych, pan tłumacz tłumaczył półsymultanicznie na angielski, Włodzimierz Fisiak festiwal po angielsku otworzył.
Po wejściu każdy widz otrzymał słuchawki z odbiornikiem. Na sali odbył się test, czy wszyscy słyszą tłumaczkę, kto nie słyszał miał wymienione słuchawki, w tym oczywiście ja. Spektakl był po włosku, czyli w języku, którego w ogóle nie znam. Wolałbym napisy, szczególnie, że tłumaczkę czasami ponosiło i wczuwała się w odczytywanie. No i praktycznie nie można było usłyszeć głosu aktorów.
Nie bardzo rozumiem jak „Panny z Wilka” (a po włosku „Le Signorine Di Wilko”) napisane przez Jarosława Iwaszkiewicza, pisarza XX wieku, mają być uznane za klasykę, ale OK. Zresztą pozostałe spektakle też daleko w przeszłość nie wybiegają. Spektakl był ciekawy i interesujące było zobaczyć adaptację polskiego opowiadania, wyreżyserowanego przez Łotysza, a granego przez włoskich aktorów.
Ale nie o spektaklu chcę napisać. Bardziej interesuje mnie przyszłość festiwalu. Z tego, co usłyszałem wynikało, że miała to być klasyka, a de facto nie jest. Że miało być jury, a nie ma. Dwie nazwy festiwalu „Nowa Klasyka Europy” i „I Międzynarodowy Festiwal Teatralny Klasyki Światowej” są wzajemnie sprzeczne. Międzynarodowy, czy europejski? Klasyka Europy, czy światowa? Na stronie festiwalu można przeczytać, że: „to dyskusja nad współczesnymi odczytaniami klasycznej literatury światowej. To przegląd propozycji najważniej-szych scen teatralnych w poszukiwaniu spektakli, które są częścią nowego kanonu inscenizacyjnego Europy.” Przyznam, nic nie rozumiem. Jest odnośnik do listu intencyjnego, ale list chyba jeszcze nie powstał, bo link prowadzi na manowce.
Oprawa festiwalu jest imponująca (finansuje urząd marszałkowski i Unia Europejska). Budynek pięknie oświetlony, program ładnie wydany. Tylko, o co w tym chodzi?
środa, 24 listopada 2010
wtorek, 23 listopada 2010
Wyniki wyborów samorządowych 2010 Lódź
W całej Polsce zasadniczo wygrało PO, w Łodzi też. PO zgarnęło 23 miejsca w Radzie Miasta, SLD 11, a PISda 9. PO ma więc większość i może swobodnie miastem rządzić. Choć jest na styk. Czy PO pomyśli więc o koalicji? Na kogo padnie wybór? Mam obawy, że łódzkie PO może się skumać z PISdą. Daleko od siebie przecież nie są. Zwraca uwagę, że do rady nie dostał się żaden z komitetów niepartyjnych.
Ciekawie będzie w sejmiku. PO 28%, PISda 24%, SLD 18,5%, PSL 17,5%, inne 12%. Tu PO samo sobie nie poradzi. Nawet jeśli wejdzie w koalicję z PSL (tak jak w parlamencie), to mieć będzie 45,5%. Może skaptuje sobie ludzi z tych „innych”.
I wreszcie wybory na prezydenta miasta. PISda szczęśliwie dramatycznie przegrała wspierając nikomu nieznanego kandydata Witolda Waszczykowskiego (15,5%), który przegrał nawet z Włodzimierzem Tomaszewskim z ŁPO (17,5%). Spójrzcie jednak jaki byłby wynik, gdyby PISda wsparła Tomaszewskiego! 33%! Trudno mówić o wygranej Hanny Zdanowskiej z PO (34%). Ten wynik o niczym nie rozstrzyga. Sukcesem SLD jest natomiast wynik Dariusza Jońskiego (24%).
Przed nami druga tura wyborów. Spodziewam się frekwencji na poziomie 20%, czyli nikłej (I tura: 30%). Do wyboru będzie Hanna Zdanowska i Dariusz Joński.
Hanna Zdanowska: ur. 1959, łodzianka, w 2006 przez krótki czas radna Rady Miejskiej, potem zastępca prezydenta miasta ds. związanych z edukacją, sportem, a także funduszami unijnymi oraz drogami i transportem publicznym, ale to też niezbyt długo, bo w 2007 została posłanką. W Sejmie, nie powiem, zabierała głos w sprawach Łodzi i jej instytucji. Jednak nigdy nie wyróżniała się. Dziś stała się kandydatką PO na prezydenta miasta w wyniku wewnętrznych rozgrywek w łódzkim PO. Mieszkańcom bliżej nie była znana przed zgłoszeniem jej kandydatury.
Dariusz Joński: ur. 1979, łodzianin, od listopada 2006 radny Rady Miejskiej, od lutego 2010 roku pełni funkcję przewodniczącego Rady Wojewódzkiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej Województwa Łódzkiego oraz pełni urząd wiceprezydenta Łodzi – wszystko to dzięki akcji zbierania podpisów za referendum w sprawie odwołania Kropiwnickiego. Jako wiceprezydent podobnie jak Hanna Zdanowska zajął się łódzkimi drogami. Zdecydowanie wyróżnia go ambicja.
Na II turę można nie iść, czy oddać głos nieważny. Albo zagłosować na jednego z kandydatów. Uważam, że ciekawa byłaby sytuacja gdy przy opanowanej przez PO Radzie Miejskiej (przypominam, że PO „wzięło” zarówno sejmik wojewódzki, jak i Radę Miejską) prezydentem byłby przedstawiciel SLD. Zachęcam do oddania głosu właśnie na niego. Utrzyjcie PO nosa.
piątek, 19 listopada 2010
Wybory Samorządowe 2010 Łódź i nie tylko, czyli radni, bezradni i prezydent
Walka o wpływy
Do wyborów zostało już tylko kilka godzin, za chwilę cisza wyborcza. Po wpadających na mój blog widzę, że nadal jest wielu poszukujących swoich kandydatów.
Wybory do rad osiedlowych i do rad miejskich omówiłem w poprzedniej notce „Kandydaci widma” . Kandydatów do rad osiedlowych musicie sobie wygooglać. Kandydatów do rad miasta, do sejmików wojewódzkich i na prezydentów znajdziecie na stronie Wybory Samorządowe 2010 ale trzeba się dobrze wklikać.
W głosowaniu na radnych sejmików wojewódzkich biorą udział nie tylko mieszkańcy miast, ale też terenów wiejskich. Z tego powodu rosną szanse PISdy. Im bardziej różnorodne będą sejmiki wojewódzkie tym lepiej dla nas jako gejów i dla nas jako wyborców. PO, PISda, PSL nie będą miały problemu ze zdobyciem głosów. Czarno widzę szanse kandydatów SLD. Proszę postawcie „krzyżyk” przy jednym z kandydatów SLD. No chyba, że urodą, sexappealem uwiedzie was inny kandydat, byle nie z PISdy.
Najbardziej emocjonujące będą wybory prezydentów miast. W Łodzi liczą się Hanna Zdanowska z PO, Dariusz Joński z SLD, Włodzimierz Tomaszewski z ŁPO i Witold Waszczykowski z PISdy. O dziwo według ostatnich sondaży prowadzi Zdanowska, ale tuż za nią jest Joński, a następni w peletonie to Tomaszewski i Waszczykowski.
Zdanowska jest całkowicie nijaką personą, pozbawioną osobowości, która stała się kandydatką PO dzięki wygranej jednej z frakcji w PO, dowodzonej przez obecnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.
Joński stał się naturalnym przywódcą łódzkiego SLD po zwycięskiej akcji odwoływania Jerzego Kropiwnickiego. Ma facet ambicje, tego nie można mu odmówić.
Tomaszewski chce odciąć kupony po swoim pryncypale Jerzym Kropiwnickim. Jest nijaki, bez jakiejkolwiek charyzmy, bez pomysłu na siebie i miasto.
Waszczykowskiego z Łodzią nie łączy wiele od czasów studiów. Wywalony z Ministerstwa Spraw Zagranicznych szuka bezpiecznej przystani.
Umówmy się, to Jońskiemu zawdzięczamy odwołanie znienawidzonego Kropiwnickiego. Zamierzam głosować na niego w najbliższych wyborach. I to podwójnie. Żaden z kandydatów nie przekroczy 50% progu w pierwszej turze, czeka więc nas dogrywka. Życzyłbym wam i sobie, by dogrywka była między Zdanowską i Jońskim… i by w niej wygrał Joński.
Stworzyłoby to ciekawą sytuację w mieście. Rada Miasta byłaby zdominowana przez prawicę, a prezydent byłby lewicowy. Mam nadzieję, że taki układ z jednej strony wyzwoli ambicje Jońskiego, a z drugiej wzmoże kontrolę ze strony rady.
Do zobaczenia na wyborach… obowiązkowo.
Do wyborów zostało już tylko kilka godzin, za chwilę cisza wyborcza. Po wpadających na mój blog widzę, że nadal jest wielu poszukujących swoich kandydatów.
Wybory do rad osiedlowych i do rad miejskich omówiłem w poprzedniej notce „Kandydaci widma” . Kandydatów do rad osiedlowych musicie sobie wygooglać. Kandydatów do rad miasta, do sejmików wojewódzkich i na prezydentów znajdziecie na stronie Wybory Samorządowe 2010 ale trzeba się dobrze wklikać.
W głosowaniu na radnych sejmików wojewódzkich biorą udział nie tylko mieszkańcy miast, ale też terenów wiejskich. Z tego powodu rosną szanse PISdy. Im bardziej różnorodne będą sejmiki wojewódzkie tym lepiej dla nas jako gejów i dla nas jako wyborców. PO, PISda, PSL nie będą miały problemu ze zdobyciem głosów. Czarno widzę szanse kandydatów SLD. Proszę postawcie „krzyżyk” przy jednym z kandydatów SLD. No chyba, że urodą, sexappealem uwiedzie was inny kandydat, byle nie z PISdy.
Najbardziej emocjonujące będą wybory prezydentów miast. W Łodzi liczą się Hanna Zdanowska z PO, Dariusz Joński z SLD, Włodzimierz Tomaszewski z ŁPO i Witold Waszczykowski z PISdy. O dziwo według ostatnich sondaży prowadzi Zdanowska, ale tuż za nią jest Joński, a następni w peletonie to Tomaszewski i Waszczykowski.
Zdanowska jest całkowicie nijaką personą, pozbawioną osobowości, która stała się kandydatką PO dzięki wygranej jednej z frakcji w PO, dowodzonej przez obecnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.
Joński stał się naturalnym przywódcą łódzkiego SLD po zwycięskiej akcji odwoływania Jerzego Kropiwnickiego. Ma facet ambicje, tego nie można mu odmówić.
Tomaszewski chce odciąć kupony po swoim pryncypale Jerzym Kropiwnickim. Jest nijaki, bez jakiejkolwiek charyzmy, bez pomysłu na siebie i miasto.
Waszczykowskiego z Łodzią nie łączy wiele od czasów studiów. Wywalony z Ministerstwa Spraw Zagranicznych szuka bezpiecznej przystani.
Umówmy się, to Jońskiemu zawdzięczamy odwołanie znienawidzonego Kropiwnickiego. Zamierzam głosować na niego w najbliższych wyborach. I to podwójnie. Żaden z kandydatów nie przekroczy 50% progu w pierwszej turze, czeka więc nas dogrywka. Życzyłbym wam i sobie, by dogrywka była między Zdanowską i Jońskim… i by w niej wygrał Joński.
Stworzyłoby to ciekawą sytuację w mieście. Rada Miasta byłaby zdominowana przez prawicę, a prezydent byłby lewicowy. Mam nadzieję, że taki układ z jednej strony wyzwoli ambicje Jońskiego, a z drugiej wzmoże kontrolę ze strony rady.
Do zobaczenia na wyborach… obowiązkowo.
czwartek, 18 listopada 2010
Teatr Studyjny: „Dramat powiatowego performera” Piotr Kruszczyński, wg „Czajki” Antoniego Czechowa
Gdy nie do końca się wie, co chciało się powiedzieć
„Czajka” zwana też „Mewą” jest jednym z najbardziej znanych dramatów Antoniego Czechowa obok „Wujaszka Wani”, „Wiśniowego sadu” i „Trzech sióstr”. O „Mewie/Czajce” Czechow mówił „Wiele rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości”. To, co przede wszystkim zwraca uwagę w inscenizacji Piotra Kruszczyńskiego to brak akcji właśnie. Ciągłe pauzy irytują, a nie wnoszą niczego. Jeśli Kruszczyński chciał coś powiedzieć o literaturze, to nie udało mi się tego dostrzec. Miłości było dużo: niespełnionej i nic nie wnoszącej do życia bohaterów, a tym samym bez wpływu na publiczność.
Bohaterowie dramatu, zagrani przez studentów IV roku w ramach dyplomu, są bardzo wyraziści. Niestety żadna z postaci nie została zagrana do końca. Wszyscy wtopili się w tło.
Choć sam nierzadko popełniam ten błąd, to jednak w teatrze wolałbym nie słyszeć takich błędów językowych jak „gdzie nie spojrzę to”. Jakiś usłyszał też „mamy wiele wspólnych punktów stycznych”.
Polecam wytrwałym.
„Czajka” zwana też „Mewą” jest jednym z najbardziej znanych dramatów Antoniego Czechowa obok „Wujaszka Wani”, „Wiśniowego sadu” i „Trzech sióstr”. O „Mewie/Czajce” Czechow mówił „Wiele rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości”. To, co przede wszystkim zwraca uwagę w inscenizacji Piotra Kruszczyńskiego to brak akcji właśnie. Ciągłe pauzy irytują, a nie wnoszą niczego. Jeśli Kruszczyński chciał coś powiedzieć o literaturze, to nie udało mi się tego dostrzec. Miłości było dużo: niespełnionej i nic nie wnoszącej do życia bohaterów, a tym samym bez wpływu na publiczność.
Bohaterowie dramatu, zagrani przez studentów IV roku w ramach dyplomu, są bardzo wyraziści. Niestety żadna z postaci nie została zagrana do końca. Wszyscy wtopili się w tło.
Choć sam nierzadko popełniam ten błąd, to jednak w teatrze wolałbym nie słyszeć takich błędów językowych jak „gdzie nie spojrzę to”. Jakiś usłyszał też „mamy wiele wspólnych punktów stycznych”.
Polecam wytrwałym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)