piątek, 6 stycznia 2012

Gwiazdy w noc sylwestrową, Teatr Wielki

Full wypas

Dni mijają, a ja wciąż nie opisałem koncertu z nocy sylwestrowej. Zapewniam, że było miło.

Uśmiałem się przy duecie Don Pasquale  i Doktora Malatesty z opery Gaetano Donizettiego “Don Pasquale” w wykonaniu Zenona Kowalskiego i Grzegorza Szostaka . Ten ostatni nie tylko ma świetny głos, ale jeszcze jest świetny aktorsko. Powiedzieć można, że śpiewa ze zrozumieniem i całym ciałem wczuwa się w rolę. No może tego ciała jest trochę za dużo, ale za te łzy rozbawienia wybaczam. Zenon Kowalski za to, naprawdę mógłby trochę się ruszyć aktorsko, żeby nie dawać ciała przy takim aktorze jak Szostak. Patryka Rymanowskiego niestety nie było.

Mniej więcej od piątej minuty jest to, co na koncercie. Tyle tylko, że Zenon Kowalski, jako Doktor Malatesta w szybkiej partii (ok. 8:00 minuty) oddechu nie bierze, a Mariusz Kwiecień o dziesiąt lat młodszy… cóż, musi, i gaża Metropolitan nie pomoże.

Ponownie wzruszyłem się przy duecie Bernadetty Grabias i Moniki Cichockiej. Po prostu wymiękam, kiedy obie śpiewają barkarolę z “Opowieści Hoffmanna” Jacquesa Offenbacha. Nie tak samo (w tym nagraniu kompletnie brakuje świetnej mini-reżyserii z gali operowej czy z nocy sylwestrowej, która wiele dodała), ale w równie wspaniałym wykonaniu Elīny Garanča i Anny Netrebko.


W arii tytułowej Giuditty “Kto me usta całuje” Franza Lehára świetny popis dała Bernadetta Grabias. Mam nadzieję, że oklaski jakie dostała wskazują, że publiczność zaczyna w niej dostrzegać divę, uwodzącą nie tylko głosem, talentem, czy urodą, ale i skromnością. 

Reżyser się nie wysilił, bo wyglądało to dosłownie jak na tym nagraniu z Anną Netrebko z rzucaniem kwiatów włącznie, tylko bez równie żywiołowego tańca:

Anna Wiśniewska-Schoppa umie się śmiać! To dobrze, zwłaszcza, że śmiech ma zaraźliwy. Liczę na nią i mam nadzieję, że z jednej strony rozrusza się, a z drugiej nie zrobi się nazbyt operetkowa.

Tak, tak, Joanna Woś is the best… yet.

O scenografii nie mam co pisać, bo dołożono tylko wielkie “2012” do scenografii z Wielkiej Gali Operowej. Kostiumy też te same. Tylko Dorota Wójcik wystąpiła w dosyć szalonych spodniach, których na gali nie miała.

Nie wiem, kto wybierał repertuar Monice Cichockiej, ale były to utwory kompletnie z czapy (poza duetem opisanym powyżej) i nie pasowały ani do formuły koncertu, ani do nastroju innych występów.

Andrzej Kostrzewski  zastąpił rozkołysanego Krzysztofa Marciniaka, ale szału nie było. Kiedy wreszcie pojawi się w Teatrze Wielkim jakiś fajny tenor?!

Agnieszka Makówka jakaś wystygła była. Szkoda. Coś jakby siła głosu nie nadążała za chęciami, mimo umiejętności.

Aleksandra Novina-Chacińska vel “Ranne słonko zaryczało” powinna się posłuchać z jakiegoś nagrania – może dałoby to jej do myślenia.

Ruben Silva urodził się może w La Paz, w Boliwii, w Ameryce Południowej, ale chyba był oddany do adopcji przez Eskimoskę wykonującą trzy ruchy na godzinę, żeby zmniejszyć dzienny wydatek energetyczny między zjedzeniem jednej foki, a drugiej. Przy czym czas ciąży, był dla niej okresem międzyfoczym, a później nie było z jedzeniem lepiej. Orkiestrze pod jego batutą tak bardzo brakowało energii w “Mambo” z “West Side Story” Leonarda Bernsteina, że aż żałość bierze.
Dla przypomnienia fragment filmu:

A dla wielbicieli nagranie “Mambo” w wykonaniu Simon Bolivar Youth Symphony Orchestra pod dyrekcją Gustavo Dudamela… z Wenezueli… z Ameryki Południowej, w Royal Albert Hall w Londynie:

Na koniec miała być niespodzianka. I była. Bernadetta Grabias i Joanna Woś zaśpiewały “Koty” (Duetto [Buffo] di due gatti, Les duo des chats, Cats duet, Duo de los gatos, Дуэт кошек [котов] ) Gioacchino Rossiniego. Brzmi dobrze? Niestety ze sceny dobrze nie zabrzmiało, zaśpiewane było niestarannie, a do tego śpiewaczki chyba same się wyreżyserowały i wyszło to bez polotu, wdzięku, o dowcipie nie wspominając.
Szukałem z godzinę jakichś fajnych wykonań, znalazłem dwa, i dla starszych, i dla młodszych (nieco świętojebliwe)
.

A potem zaczął się Nowy Rok.

Na przygotowywaniu tej notki spędziłem około 5 godzin. Dobrze, że miałem z tego frajdę i sam się czegoś nauczyłem Puszczam oczko

czwartek, 5 stycznia 2012

środa, 4 stycznia 2012

Z biernikiem za pan brat i nie tylko

Wyślij smsa

Skoro choć jednej osobie spodobała się poprzednia notka, czyli Gdańskiemu, to polećmy dalej z tematem. Moja polonistka też byłaby zachwycona moim zaangażowaniem w kwestie poprawności językowej. Nie że taki hiperpoprawny chcę być, ale choćby minimum poprawności, by się w przestrzeni publicznej przydało.

SMS, czyli skrót z angielskiego Short Message Service, jest nieżywotny aż do bólu i nie spełnia żadnych innych warunków, by użyć dopełniacza. A skoro tak, to zawsze: “wyślij (co?) sms”.

“Podaj pilota” zawsze mnie bawi. Gdyby chodziło o prowadzącego samolot, czy statek (tam też są piloci), to nie ma problemu, można go podać, nawet na tacy. Gdy chodzi o urządzenie, to “podaj (co?) pilot”.

“Stracił palca” – palec jak się okazuje też nie jest żywotny mimo pewnych cech sugerujących, że jakieś życie się w nim tli, więc powinno być “stracił (co?) palec”.

Ciekawe zdanie zafundował “Dziennik Polski”: Mieszkańcy skarżą się na ciągłe drgania, od których pękają ściany i hałas przelatujących maszyn. Cudowna sprawa: hałas przelatujących maszyn pęka od ciągłych drgań.

W tym samym artykule dalej: Mieszkańcy boją się, że sytuacja pogorszy się wraz z planami rozbudowy lotniska i uruchomieniem większej ilości połączeń lotniczych. Możliwe, że połączeń może być tyle, że aż stają się niepoliczalne, czego sformułowanie “liczba połączeń” nie uwzględnia.

Analogiczne i przezabawne to: “ilość ludzi/ pacjentów/ mieszkańców” – to pewno relikt czasów, gdy ludzi traktowano jak masę.

Kolejne powszechne błędy:

“cofać się do tyłu”
“akwen wodny”
“te dziecko” – typowe dla warszawiaków przy wszystkich rzeczownikach rodzaju nijakiego
“tą książkę”
“iść pieszo”
“iść na piechotę”
“na pieszo”
“na boso”
“cokolwiek by nie zrobił” – Jakiś stara się to u mnie wyplenić; choć zdaję sobie sprawę z krańcowej nielogiczności tego sformułowania, to siła przyzwyczajenia często przeważa.
“bynajmniej” w znaczeniu “przynajmniej”
“dwie pufy” – kto się podejmie odmienienia rzeczownika “puf” w liczbie pojedynczej i mnogiej?
“kalendarz roczny”
“ile uczniów”
“za darmo” – tak powszechne, że chyba to już nie błąd
“połączyć ze sobą”
"oboje", gdy chodzi o dwóch osobników płci męskiej
"wymyśleć" - dla nieprzekonanych, że powinno być "wymyślić" zadanie: podaj "wymyśleć" w czasie przeszłym dokonanym
"półtorej litra/ tysiąca"
"po najmniejszej linii oporu"
"pierwszy styczeń", "drugi luty" - oczywiście dotyczy każdego dnia miesiąca i każdego miesiąca
"w każdym bądź razie"
"wziąść"

Kolejne:
"w dniu dzisiejszym"
"na komisji"

Kolejne od Sopockiego:
"trudny orzech do zgryzienia" (zamiast "twardy")
"włanczać" (zamiast "włączać")
"odnośnie czegoś" (zamiast "odnośnie do czegoś")

Sam sobie przypomniałem:
"fakt autentyczny"
"skonfudowany" zamiast "skonfundowany"
"spolegliwy" w znaczeniu ugodowy zamiast "Spolegliwość – pewność, możliwość polegania na kimś."

Kolejne dopiszę, jeśli zechcecie podać.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Blogger–polska język, trudna język

Wyświetl bloga

Z Jakisiem mamy ubaw słysząc mądrych profesorów i doktorów dziedzin wiedzy wszelakich, reżyserów, dziennikarzów (bo jak ich inaczej nazwać), polityków, specjalistów zwanych też ekspertami oraz nauczycieli, w tym akademickich, uparcie, z przekonaniem i wyrazem twarzy równie tępym jak wygłaszane poglądy zapewniających o nadejściu roku “dwutysięcznego dwunastego”. Oglądam sztukę “Od czasu do czasu” w Teatrze Telewizji (NB. fajna komedia z 1999 roku) i słyszę “dwutysięczny dwudziesty” bezmyślnie powtarzane przez aktorskie sławy.

To, że wszyscy ci ekranowi mędrcy urodzili się w roku tysiąc dziewięćset którymś tam, a nie w “tysięcznym dziewięćset” którymś tam zupełnie im nie przeszkadza. Do tego uważają, że ktoś zaufa ich wiedzy, umiejętnościom i doświadczeniu, podczas gdy nie opanowali czytania liczebników, co zdaje się jest na poziomie czwartej klasy podstawówki.

Bloggerowi zaś, wysłałem wiadomość, żeby wreszcie poprawili wszystkie sformułowania z biernikiem słowa “blog”. Ni chuja, zero reakcji.

Wiki podaje:
Część rzeczowników przyjmuje w bierniku formę równą dopełniaczowi. Należą do nich:
    • w liczbie pojedynczej rzeczowniki żywotne (komara, łosia);
    • w liczbie pojedynczej rzeczowniki określające osoby zmarłe i istoty nadprzyrodzone (nieboszczyka, topielca, wampira);
    • w liczbie pojedynczej nazwy tańców, gier, wyrobów fabrycznych, figur szachowych i kart, wielu potraw, owoców, grzybów (poloneza, badmintona, papierosa, pionka, hamburgera, ananasa, rydza)
    • w liczbie pojedynczej rzeczowniki nieżywotne, wchodzące w skład utartych związków frazeologicznych (utrzeć nosa, dać drapaka);
”Ten blog” żywotny nie jest. Zmarły, ani nadprzyrodzony (jak np. bóg) też nie. Nie jest to nazwa tańca, gry, wyrobu fabrycznego, figury szachowej, potrawy, owocu, ani grzyba, czy waluty. “Wyświetl bloga” nie jest też związkiem frazeologicznym; “utrzeć nos”, czy “dać drapak” nabierają przecież zupełnie innego sensu, gdy zamiast dopełniacza użyje się mianownika.

To czemu, do kurwy nędzy, jacyś jebnięci i niedouczeni informatycy z bloggera vel google upierają się przy “wyświetl bloga”!? Czy “wyświetl blog”, “dodać blog”, “znajdować blog”, “utworzyć blog” brzmią źle lub niezrozumiale, albo może nazbyt wulgarnie?

Oczywiście nie inaczej jest z równie słowiańsko brzmiącym słowem “post”. Dupowaci tłumacze bloggera sugerują więc by “publikować posta”. W tym przypadku rozumiem to o tyle, że nie wiadomo o jakie znaczenie słowa “post” chodzi. W kościele wciąż i nadal obchodzi się post, a nie posta, choć może coś się zmieniło, a ja nie zauważyłęm.

Przyznaję, że ta nieszczęsna “bloga” i “posta” są wszędzie i można gratulować konsekwencji. Poza cudownymi wyjątkami na jednej stronie, gdzie jest "wyświetl/edytuj/utwórz post", które zachowały się chyba przez zaniedbanie. Tyle tylko, że jest jeszcze słowo “tag”. Otóż zdaniem wielce profesjonalnych tfurców tłumaczenia na bloggerze słowo “tag” odmienia się odmiennie niż  “blog” i “post”. Mamy więc:
“trzeba kreatywnie potraktować tag”, a nie “trzeba kreatywnie potraktować taga”
Akapit ujmujemy w tag” zamiast “Akapit ujmujemy w taga”
chodzi właśnie o taki tag” by grzesznie nie powiedzieć “chodzi właśnie o takiego taga”

 Potęga ignorancji jest wielka.