niedziela, 1 listopada 2009

Niedziela - cmentarna

Po Halloween'owej imprezie położyłem się do łóżka o 5 rano, a już o 10:30 miałem robić za kierowcę cmentarnego. Było to niemożliwe. Funkcję kierowcy przejęła Siostra. Cały dzień minął na spacerach po cmentarzach i spotkaniach z rodziną. I bylo nawet miło. Nie uciekam przed rodziną, a takie spotkania od wielkiego dzwonu są nawet odprężające. Wieczorem nasiadówa u Gejowskiego, raczej smętna, bo oparta o wychodzenie z kaca.
Niemałą przyjemnością wizyty na cmentarzach jest szansa na zobaczenie fajnych facetów w ilościach dużych. Te zupełnie nieznane, a jakże atrakcyjne twarze można spotkać tylko na cmentarzu. Mam wrażenie, że większość z nich nie bywa na mieście i nie ma jak się na nich natknąć. A tam proszę, proszę, są!
Myślałem o metodzie na podryw. Widzisz fajnego chłopaka/faceta przy jakimś grobie, podchodzisz, witasz się. Co za problem powiedzieć, że to grób kuzyna ojca żony z pierwszego małżeństwa, albo jakoś podobnie. Że się prowadzi badania genealogiczne i że chętnie pozostałoby się w kontakcie celem pogłębienia tychże badań. Można nawet dodać, że się jest gejem i mając świadomość bezpotomnej śmierci, chce się przysłużyć kolejnym pokoleniom. To tak, żeby druga strona miała jasny obraz. I pogłębienie mogłoby istotnie nastąpić, choć niekoniecznie w zakresie genealogii ;) Niestety metoda może się nie sprawdzić, bo owi atrakcyjni faceci najczęściej występują z ogonami w postaci rodzin. Jak się tych ogonów pozbyć?! ;)

sobota, 31 października 2009

Sobota - Halloween

Dzień wstał radośnie słoneczny.I wszystko by było fajnie gdyby nie to, że zobowiązałem się spotkać z Matką. Na obiedzie. Obiad był i jadłem. Zasadą obiadów jest, że wszystko jest zjedzone. Siostra jak zwykle nałożyła sobie według własnych potrzeb, a ja musiałem się wykazać uprzejmością .... mało nie pękłem.
Potem długie gadanie z Siostrą na tematy zawodowe. Naprawdę fajnie jest mieć Siostrę, z którą można pogadać na każdy temat, nawet zawodowy, mimo że reprezentujemy różne profesje. Po prostu mamy dobry kontakt ze sobą. Nie mogę pojąć, że w innych rodzinach rodzeństwo potrafi być w stosunku do siebie obojętne, czy wręcz niechętne. Przecież rodzeństwo, to totalnie najbliżsi krewni, do tego najczęściej w zbliżonym wieku. Fakt, Siostra dowiedziała się o tym, że jestem gejem później niż moi bliscy znajomi, ale wynikało, to z tego, że uważałem, że jest za młoda. Trochę bałem się, że jej pozytywny stosunek do mnie może się zmienić. Oczywiście myliłem się. Dziś dzielimy się własnymi doświadczeniami życiowymi, bez żenady poruszając nawet kwestie intymne. To pomaga szczególnie w sytuacjach trudnych, gdy ciężko jest być skazanym tylko na siebie. Nawet partner potrafi być niewystarczająco bliski do pewnych rozmów, a już szczególnie, gdy sprawa właśnie jego dotyczy.

Jak to się stało, że tak jest? Mam teorię, że poza cechami osobowościowymi, chodzi też o przykład rodzinny. Oboje nasi rodzice utrzymywali zażyłe sosunki ze swoim rodzeństwem. Często się spotykali, wspierali, utrzymywali bliskie relacje. I tak, jakoś przeszło to na nas.

Nie bez wpływu jest też to, że szczęśliwie się złożyło, że ja mam młodszą Siostrę, a Siostra starszego brata. Gdyby było odwrotnie może nasze relacje nie byłyby takie dobre. W każdym razie jest tak wspaniale jak jest i bardzo mnie to cieszy, czego niniejszym daję wyraz.

W filmie "Liga Złamanych Serc" główny bohater mówi, że najbardziej żałuje, że nie powiedział ojcu o tym, że jest gejem, że ojciec umarł, nim zdążył go naprawdę poznać. Podobnie jest z rodzeństwem. To najbliżsi ludzie, którzy powinni znać prawdę o swoim bracie. I jeśli jesteś gejem, to oni właśnie mogą dać najwięcej akceptacji i zrozumienia dla twojej odmienności. Warunkiem jest oczywiście, że relacje z rodzeństwem są dobre. Poniżej mała ankieta. Ciekaw jestem wyników. Pod pojęciem "złe relacje" proszę rozumieć zarówno relacje złe, jak i obojętne.


SONDA
Jakie masz relacje z rodzenstwem?

Dobre, wiedza ze jestem gejem
Dobre, nie wiedza o mnie
Zle, nie wiedza o mnie
Zle, wiedza o mnie
Nie mam rodzenstwa

Wieczorem Halloween rozpoczęte beforkiem u Gejowskiego. O dziwo przebierańcy dopisali. Potem wyjazd do Narraganset. I tam też całkiem fajna zabawa i nawet sporo ludzi. Niestety po raz drugi wyrzucono z lokalu Xell'a (więcej na jego blogu). W trakcie zabawy nie zauważyłem tego nawet, dowiedziałem się dopiero w niedzielę. A trochę szkoda, bo moim zdaniem, cała nasza ekipa powinna solidarnie z Xell'em wyjść. Myślę, że to niefortunnie, że tak się nie stało. Kładę to na karb nietrzeźwości.

piątek, 30 października 2009

Piątek

Na Darwina, co za dzień. Miałem się zerwać z rana, ale ekscesy poprzedniego dnia nie pomogły. Odbyłem podróż do Bydgoszczy drogą numer 1. Poza atrakcyjnymi esami-floresami w jakie zmienia się droga za Krośniewicami jadąc od strony Łodzi, trasa jest jak dla mnie ok.

Przywitałem się w dawnej pracy w Bydzi, z kim warto się było przywitać. Załatwiłem co miałem do załatwienia. Wyściskałem się z Vaginą (Wedżajną) i Clitoris (Clitty) - jakkolwiek to brzmi - wymieniając się plotkami z życia własnego i ufając, że to co ode mnie usłyszały nie zacznie żyć własnym życiem.

A potem rozmowa z Piszczelem. Nota Bene: nie piszę "spotkanie z Piszczelem", bo jak mi to Gejowski uświadomił, słowo "spotkanie" ma obecnie znaczenie zgoła odmienne od tego jakie ja znam, obecnie "spotkać się" znaczy podobno "rżnąć się". Dlatego wyraźnie piszę ROZMOWA z Piszczelem.

Rozmowa była szczera i męska. I zaskakująca. Strzeżcie się młodzi geje porad swoich koleżanek płci odmiennej. Jak się okazuje mogą to być najgorsze rady jakie usłyszycie.

Młody gej to gratka dla młodych panienek. Wszędzie z nim można pójść (sklep, fryzjer, ginekolog), wszystkim można się pochwalić, że się zna takie fajne ciacho, może robić za kawalera, jak trzeba gdzieś iść z obstawą a heteryka brak, można się do niego przytulać, pieścić go niczym żywego Kena, wypłakiwać na jego ramieniu, a do tego jest taki rozbrajająco ufny! Wierzy we wszystko, co mu się powie. Tylko dlatego, że słyszy to od swoich "najlepszych" przyjaciółek, które pierwsze dowiedziały się, że jest inny. Które go wspierają i które pierwsze dają mu poczucie akceptacji dla jego odmienności. Jak im nie ufać?!

Młode dziewczątka, psiapsiółki młodych gejów mają swoją własną wizję tego, co dla ich przyjaciela geja dobre i wskazane. Po pierwsze, kierują młodymi gejami tak, by wybierali, to co im pasuje i kto im pasuje. Uczucia zainteresowanego mają za nic. Po drugie, wykazują dużą aktywność w tym, żeby im ktoś młodego geja nie zwędził. Tym samym zniechęcając go do wszystkich, którymi się zanadto zainteresował.

Drodzy Młodzi Geje, kobiety są kochane, są Waszymi matkami, siostrami, kuzynkami i koleżankami, są czułe, wrażliwe i opiekuńcze. Ale też bardzo dobrze potrafią walczyć o własne interesy, mają w tym eony doświadczeń. Bierzcie z nich, to co najsympatyczniejsze. Jednak, kiedy macie decydować o dowolnej sprawie zdawajcie się na własny osąd. Kierujcie się własnymi uczuciami - bo też macie uczucia i nie są one wcale gorsze od uczuć płci odmiennej. Nie dajcie sobą manipulować. Spróbujcie wydobyć prawdziwe intencje z rad Waszych "najlepszych" koleżanek.

Droga powrotna z Bydgoszczy przypominała spacer po długim czerwonym chodniku w Cannes - tysiące paparazzich błysnęło mi po oczach fleszami. A pokonywanie w ciemnościach esów-floresów pod Krośniewicami było lepsze niż Zamek Duchów w lunaparku.

czwartek, 29 października 2009

Czwartek

W kwestii prezentów choinkowych nastąpił poważny przełom. Zauroczony pomaga bezinteresownie, ale jak ja mu się zrewanżuję, to nie wiem.
Rozmawiałem z Gejowskim, chwilowo tylko on czyta moje notki, nim udostępnię je szerzej. Sama idea obnażania się publicznie na blogu jest dla mnie chora. Sam nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens. Ale czemu nie spróbować?! Gejowski twierdzi, ze przejdzie mi jak tylko będę szczęśliwy. A czy ja nieszczęśliwy jestem teraz? Nie, nie jestem nieszczęśliwy. Problem raczej tkwi w tym, że jestem sam i nie mam się z kim dzielić wrażeniami z dnia. To dzielę się ze wszystkimi ... jakby to kogokolwiek interesowało. Fatalne jest w takiej sytuacji, że nie ma żadnego feedback'u. Gadam, jak dziad do obrazu ... a obraz ni razu.

Czy dlatego łączymy się w pary, by znaleźć kogoś, kto zainteresuje się tym, jak minął nasz dzień? przejmie naszymi sukcesami i porażkami? pocieszy nas lub zachwyci się nami? W ogóle jakoś tak wygląda, że idea parowania się jest passe. Ludzie przestają w tym dostrzegać jakąś wartość dodaną. A ja wciąż ją widzę, choćby w efekcie synergii. Jeśli nawet nie ma efektu synergii, to przynajmniej niech to będzie uzupełnianie się! Nie umiem gotować, ale lubię dobrze zjeść. Najlepiej znaleźć kogoś, kto jest dobry w tym, w czym ja jestem beznadziejny.

Wieczorem Ganimedes. Ja, jak zwykle z Gejowskim, ale dołączył Ego, Prawie Żonaty (PŻ), a dosiadł się Podpalany. Oczywiście tylko ja mam w sobie tyle luzu, żeby coś zaśpiewać. Atmosfera taka sobie, w ogólnym hałasie ciężko się rozmawia. Jakoś przetrwaliśmy. Jednak już w trakcie zadawałem sobie pytanie: "Co ja tu robię?". Wokół te same twarze, których i tak nie mam ochoty poznawać bliżej. Oplotkowywanie wszystkich dookoła nie bawi mnie - zresztą losy tych ludzi obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. To gdzie pójść? Gdzie zobaczyć inne twarze, innych ludzi?