Kropla się przelała
Miałem nic nie pisać, i tak od tygodni nic nie napisałem, ale gdy przeczytałem to, co w tytule, to nie wytrzymałem. “z dwoma dziewczynami”! Skąd to wziąłem, z Onetu oczywiście, największego szmatławca w polskim Internecie, dla którego pisze niejaka Dagmara Romanowska – pseudodziennikarka, której polonistka już nie wie gdzie oczy podziać/na który bok się w grobie przewrócić (niepotrzebne skreślić).
Ruszyło mnie już wcześniej przy tytule “Popularny przysmak poprawia jakość spermy” w dziale “Wiadomości” Onetu omawiającym ożywcze działanie orzechów włoskich na plemniki. Odpuściłem, bo wytrzymały jestem.
Zaatakował mnie też Xell, który sponiewierał wiedzę naukową Amerykanów i Europejczyków. A Xella nawet nie podejrzewałem, że jest tak dobry z wiedzy ogólnej. Przy tym okazało się, że jakoś zawsze cenieni przeze mnie Polacy są ciemni jak tabaka w rogu i są nawet za Amerykanami.
Czytałem też o IV władzy, która władzą jest już tylko z nazwy, a jej elity są na miarę przywołanej Dagmary Romanowskiej – dla mnie synonimu upadku tejże władzy.
Z wiekiem mam coraz większe wrażenie, że inteligentnych ludzi jest jak na lekarstwo. Większość, w tym większość zaglądająca na ten blog, to idioci!
Nie dziwi mnie popularność blogów typu “kominek”, “Kasia Tusk”, które treścią przypominają powolne wpychanie rozmoczonej kostki mydła w dupę, co jak się okazuje zadowala szerokie gusta.
Jak w tej sytuacji walczyć o związki partnerskie, jak zmieniać tę upadłą i skrajnie tępą publikę? Każdy kolejny dzień życia pokazuje mi, że nadziei nie ma, a z kagankiem oświaty można najwyżej zejść do piwnicy i rozpocząć edukację szczurów… rzecz jasna do czasu, gdy któryś zje trutkę zapowiadając, że to go wyniesie na parter i przez pozostałe zostanie obwołany Szczuresem Trutesem, a opętana wiara zastąpi wiedzę.
środa, 22 sierpnia 2012
sobota, 21 lipca 2012
Szykuje się kościelna noc dlugich noży*
Ksiundz profesor od homo boleści
Aż trochę jestem zdziwiony, że Hyakinthos nie zauważył wywiadu z ksiundzem Oko, choć zawsze celuje w najnowszych informacjach. Wywiad można znaleźć tu (UWAGA! do czytania tylko dla osób o mocnych nerwach i dużej odporności na ludzką głupotę). Ewidentnie robiąc sobie jaja z księżula o jego wynurzeniach z artykułu “Z papieżem przeciw homoherezji” napisała Katarzyna Wiśniewska w Gazecie Wyborczej.
Ale po co ja się tym zajmuję? Sam ksiundz Oko specjalnie mnie nie interesuje, bo ktoś, kto wierzy w bajki, cuda, itp. z zasady jest niewiarygodny. Ale ksiundz Oko stawia ciekawą tezę, że kościół katolicki jest przesiąknięty homoseksualizmem (mógł mnie zapytać, to bym mu potwierdził), a homoseksualni szamani tworzą sitwę, czyli mafię, wewnątrz tej maszynki do robienia pieniędzy żerującej na ludzkiej głupocie i nawołuje do oczyszczenia.
Z wywiadu wynika, że w kościółku katolickim szykuje się walka o władzę, a orężem staną się oskarżenia o homoseksualizm. Można tylko temu przyklasnąć, bo może wewnątrzmafijne porachunki rozsadzą tę organizację.
Zastanawiam się jednak, czy owa homoseksualna mafia, tak silna zdaniem ksiundza Oko (nawet w jego urojeniach dybiąca na jego życie, patrz tu), nie powinna stać się sojusznikiem w walce o związki partnerskie. Brzmi absurdalnie? OK, to niedorzeczne, ale rozmarzyłem się
*noc długich noży – profilaktycznie odsyłam do Wikipedii, bo mam wątpliwości, czy młodsze pokolenie wie o co kaman i czy zdaje sobie sprawę jak adekwatne jest to odniesienie; warto przeczytać całość notki na Wiki.
Aż trochę jestem zdziwiony, że Hyakinthos nie zauważył wywiadu z ksiundzem Oko, choć zawsze celuje w najnowszych informacjach. Wywiad można znaleźć tu (UWAGA! do czytania tylko dla osób o mocnych nerwach i dużej odporności na ludzką głupotę). Ewidentnie robiąc sobie jaja z księżula o jego wynurzeniach z artykułu “Z papieżem przeciw homoherezji” napisała Katarzyna Wiśniewska w Gazecie Wyborczej.
Ale po co ja się tym zajmuję? Sam ksiundz Oko specjalnie mnie nie interesuje, bo ktoś, kto wierzy w bajki, cuda, itp. z zasady jest niewiarygodny. Ale ksiundz Oko stawia ciekawą tezę, że kościół katolicki jest przesiąknięty homoseksualizmem (mógł mnie zapytać, to bym mu potwierdził), a homoseksualni szamani tworzą sitwę, czyli mafię, wewnątrz tej maszynki do robienia pieniędzy żerującej na ludzkiej głupocie i nawołuje do oczyszczenia.
Z wywiadu wynika, że w kościółku katolickim szykuje się walka o władzę, a orężem staną się oskarżenia o homoseksualizm. Można tylko temu przyklasnąć, bo może wewnątrzmafijne porachunki rozsadzą tę organizację.
Zastanawiam się jednak, czy owa homoseksualna mafia, tak silna zdaniem ksiundza Oko (nawet w jego urojeniach dybiąca na jego życie, patrz tu), nie powinna stać się sojusznikiem w walce o związki partnerskie. Brzmi absurdalnie? OK, to niedorzeczne, ale rozmarzyłem się
*noc długich noży – profilaktycznie odsyłam do Wikipedii, bo mam wątpliwości, czy młodsze pokolenie wie o co kaman i czy zdaje sobie sprawę jak adekwatne jest to odniesienie; warto przeczytać całość notki na Wiki.
piątek, 20 lipca 2012
Boski cytat na dziś
Arogancja hołoty
Jacek Żakowski komentuje nominację Sławomira Neumanna, polityka bez doświadczenia w służbie zdrowia, na wiceministra w resorcie Bartosza Arłukowicza.
Jacek Żakowski komentuje nominację Sławomira Neumanna, polityka bez doświadczenia w służbie zdrowia, na wiceministra w resorcie Bartosza Arłukowicza.
"Cezar mógł mianować konia senatorem, ale 20 wieków później warto by dorobić się troszkę bardziej sensownych standardów."
czwartek, 19 lipca 2012
Związki partnerskie a hołota
Pomieszanie pojęć
Drażni mnie, gdy słyszę słowo “kibol”. To takie odpieszczenie słowa “kibic”. Nie rozumiem czemu media nie używają adekwatnego słowa “hołota”. Kimże bowiem jest ów “kibol”? Fanem piłki nożnej? Obrońcą dobrego imienia drużyny, której kibicuje? Darujmy sobie. Mamy do czynienia ze zwykłą hołotą, przy której Neandertalczyk uchodziłby za wysublimowanego intelektualistę. Jest to ludzki śmieć przed którym społeczeństwo się i broni, ale z racji liczebności musi tolerować, niczym kleszcza.
Wyższym poziomem hołoty są politycy. Nie posługują się siłą napakowanych sterydami mięśni, ale są na tym samym mentalnym poziomie. Funkcjonują w demokracji dokładnie jak kleszcze – nażarte odpadają, chyba że wgryzą się tak mocno, że giną razem z ofiarą, na której żerują.
Nie zamierzam krytykować działań za związkami partnerskimi. Problem tkwi w tym, że przekonywanie do związków polityków w Sejmie ma się tak, jak namawianie kibolskiej hołoty do zainteresowania się kuchnią molekularną.
Tyle różnych europejskich krajów wprowadziło już ustawodawstwo regulujące związki partnerskie. Czy myślicie, że społeczeństwa tych krajów podzielają poglądy ustawodawców. Dużą naiwnością jest tak sądzić. Z moich obserwacji wynika, że jest wręcz odwrotnie. Tyle tylko, że tam politycy nie są elementem hołoty, są elitą, ciągną w górę. A kto z polskich polityków należy do elity? Ja nazwisk nie potrafię podać; dla mnie to towarzystwo o proweniencji równej kibolskiej hołocie.
Drażni mnie, gdy słyszę słowo “kibol”. To takie odpieszczenie słowa “kibic”. Nie rozumiem czemu media nie używają adekwatnego słowa “hołota”. Kimże bowiem jest ów “kibol”? Fanem piłki nożnej? Obrońcą dobrego imienia drużyny, której kibicuje? Darujmy sobie. Mamy do czynienia ze zwykłą hołotą, przy której Neandertalczyk uchodziłby za wysublimowanego intelektualistę. Jest to ludzki śmieć przed którym społeczeństwo się i broni, ale z racji liczebności musi tolerować, niczym kleszcza.
Wyższym poziomem hołoty są politycy. Nie posługują się siłą napakowanych sterydami mięśni, ale są na tym samym mentalnym poziomie. Funkcjonują w demokracji dokładnie jak kleszcze – nażarte odpadają, chyba że wgryzą się tak mocno, że giną razem z ofiarą, na której żerują.
Nie zamierzam krytykować działań za związkami partnerskimi. Problem tkwi w tym, że przekonywanie do związków polityków w Sejmie ma się tak, jak namawianie kibolskiej hołoty do zainteresowania się kuchnią molekularną.
Tyle różnych europejskich krajów wprowadziło już ustawodawstwo regulujące związki partnerskie. Czy myślicie, że społeczeństwa tych krajów podzielają poglądy ustawodawców. Dużą naiwnością jest tak sądzić. Z moich obserwacji wynika, że jest wręcz odwrotnie. Tyle tylko, że tam politycy nie są elementem hołoty, są elitą, ciągną w górę. A kto z polskich polityków należy do elity? Ja nazwisk nie potrafię podać; dla mnie to towarzystwo o proweniencji równej kibolskiej hołocie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)