Nuda
Na fejsie wszyscy już chyba dawno skonali, bo nawet ostatnich oddechów nie słychać. Zresztą zacząłam mieć dość tych ugrzecznionych wpisów bez odrobiny pikanterii, którą można szafować bez opamiętania tu, u Odświętnej.
W TV też koszmar. Ja owszem, jestem pełena podziwu dla Van Damme, że wie jak się zachować wobec faceta z gaśnicą. Wobec takiego chybabym zacząła nerwowo jakiś ogień krzesać zamiast się od niego oganiać. Na AXN imperium atakuje, i atakuje, i mam wrażenie, że ciągle jest ta sama scena i tylko R2D2 popiskuje zmiennie niczym jebany skowronek rozjeżdżany na autostradzie. Na Polsacie otworzyli archiwum X, ale oni zawsze kiepscy byli. Po prostu paczeć się nie da.
A potrzeby różne mamy, się dowiedziałem. Reklama była. Ładna. Kolorowa. Od razu bardziej wykrztuśna moja odporność się zrobiła. I nawet do takiego fifi bym zawędrowała, co w lidelu na łowicką modłę się przemalował. A pani zapachniał kurczak z folii i miała pomysł, więc odżywkę wzięła w piance bez obciążenia i ból pleców minął szybko mimo zagrożenia dla życia i zdrowia.
Świeży, wiejski, norweski tran z intensywnym nawilżaniem w niskiej cenie u prezydenta rozpływającego się w ustach - i wszystko się zmieści. Potem skończę studia i dostanę najmniejszą ratę od Kota z warsztatu dołączanego do każdego opakowania.
Matrix.
środa, 4 listopada 2015
wtorek, 3 listopada 2015
Teresa Narodowa
Ja, Naród
Korci mnie, żeby napisać o kuleżankach, którym się nie przelewa w zestawieniu z jedną, której wręcz przeciwnie. Jednak już całkowicie pogrążyłbym ten blog w odmętach nieistnienia, bo wtedy blogger.com ustawiłby kilka zapór na drodze do krynicy moich notek i łatwiej by było trafić do zasiedmiogórogrodu. Także ten fragment zakończę tylko teaserem w postaci dowcipu: Gdzie ukochana przez wszystkich kuleżanka ma okienko życia? W DUPIE! O sens proszę pytać najpopularniejszą kuleżankę we wsi.
W ten urokliwy sposób przejdę do spraw ważnych, bo narodowych. Z kuleżanką Metką uzgodniliłyśmy, że powinienam odzyskać media publiczne jako blogerka niepokorna. Bycie niepokorną ma swoje plusy, ale ma też zady, tym ostatnim nie umniejszając. W związku ze słuszną zmianą na scenie politycznej i jakże wrażym pospólstwa ruszeniem gotowam jest stać się public institution. Waham się tylko, czy iść w publikę na całość i zostać narodową ikoną TVP, czy ograniczyć się do jakiegoś skromniejszego odcinka i np. zostać narodową pogodynką. Wybór jest trudny. Jako ikona odbierałabym i tak należne mi hołdy, co z czasem może doskwierać nadmierną izolacją i kłóciłoby się z mym publicznym nastawieniem. Jeszcze ktoś kwiaty by mi złożył u stóp zamiast zwyczajnie klepnąć, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę i krzyknąć "Cześć Tereska".
Za to jako pogodynka mógłabym prezentować różne regiony kraju w strojach im właściwych, przepychać burze, mróz i zamglenie tam gdzie naród nie jest jeszcze dość narodowy, zaś słońce i pieszczoty w dobrze unarodowione regiony. Ci drudzy by mnie kochali, a ci pierwsi pokochali po jednym moim zgięciu nadgarstka przeganiającym co złe na wzwód lub zawód, czy jak to tam idzie.
A co WY najdrożsi mi doradzacie?
Pozostająca w rozkroku,
Teresa Narodowa
Korci mnie, żeby napisać o kuleżankach, którym się nie przelewa w zestawieniu z jedną, której wręcz przeciwnie. Jednak już całkowicie pogrążyłbym ten blog w odmętach nieistnienia, bo wtedy blogger.com ustawiłby kilka zapór na drodze do krynicy moich notek i łatwiej by było trafić do zasiedmiogórogrodu. Także ten fragment zakończę tylko teaserem w postaci dowcipu: Gdzie ukochana przez wszystkich kuleżanka ma okienko życia? W DUPIE! O sens proszę pytać najpopularniejszą kuleżankę we wsi.
W ten urokliwy sposób przejdę do spraw ważnych, bo narodowych. Z kuleżanką Metką uzgodniliłyśmy, że powinienam odzyskać media publiczne jako blogerka niepokorna. Bycie niepokorną ma swoje plusy, ale ma też zady, tym ostatnim nie umniejszając. W związku ze słuszną zmianą na scenie politycznej i jakże wrażym pospólstwa ruszeniem gotowam jest stać się public institution. Waham się tylko, czy iść w publikę na całość i zostać narodową ikoną TVP, czy ograniczyć się do jakiegoś skromniejszego odcinka i np. zostać narodową pogodynką. Wybór jest trudny. Jako ikona odbierałabym i tak należne mi hołdy, co z czasem może doskwierać nadmierną izolacją i kłóciłoby się z mym publicznym nastawieniem. Jeszcze ktoś kwiaty by mi złożył u stóp zamiast zwyczajnie klepnąć, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę i krzyknąć "Cześć Tereska".
Za to jako pogodynka mógłabym prezentować różne regiony kraju w strojach im właściwych, przepychać burze, mróz i zamglenie tam gdzie naród nie jest jeszcze dość narodowy, zaś słońce i pieszczoty w dobrze unarodowione regiony. Ci drudzy by mnie kochali, a ci pierwsi pokochali po jednym moim zgięciu nadgarstka przeganiającym co złe na wzwód lub zawód, czy jak to tam idzie.
A co WY najdrożsi mi doradzacie?
Pozostająca w rozkroku,
Teresa Narodowa
niedziela, 1 listopada 2015
Łódź - transport zbiorowy
Otwarcie Trasy W-Z
Otwarcie długo oczekiwanej Trasy W-Z przyniosło nieoczekiwaną zmianę znaczeń. Zdjęcie z pierwszego dnia po otwarciu trasy z podpisem "Tramwaje stoją na al. Kościuszki w stronę al. Mickiewicza, bo jest problem z cyklem sygnalizacji świetlnej." Czytaj więcej: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/9046517,przestoje-tramwajow-al-kosciuszki-i-na-trasie-wz,id,t.html
Ale to nie wszystko. Prezydent miasta ogłosiła 31 października i 1 listopada 2015 roku dniami bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. Nie przeszkodziło to w tym, że wszystkie kasowniki w pojazdach MPK działały w najlepsze, a uprzejmy głos z głośników nalegał, by skasować bilet. Informacji o bezpłatnym korzystaniu z komunikacji w pojazdach zabrakło. Nie było też informacji w języku innym niż polski, więc obcokrajowcy byli wykluczeni z grona pasażerów uświadomionych. Podobno (zaznaczam, że podobno, bo to się w głowie nie mieści) pojawiły się szwadrony kanarów. Trudno powiedzieć, co kontrolowali. Może wlepiali mandaty za skasowanie biletu.
Cytując klasyka "to państwo istnieje tylko teoretycznie".
Otwarcie długo oczekiwanej Trasy W-Z przyniosło nieoczekiwaną zmianę znaczeń. Zdjęcie z pierwszego dnia po otwarciu trasy z podpisem "Tramwaje stoją na al. Kościuszki w stronę al. Mickiewicza, bo jest problem z cyklem sygnalizacji świetlnej." Czytaj więcej: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/9046517,przestoje-tramwajow-al-kosciuszki-i-na-trasie-wz,id,t.html
Ale to nie wszystko. Prezydent miasta ogłosiła 31 października i 1 listopada 2015 roku dniami bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. Nie przeszkodziło to w tym, że wszystkie kasowniki w pojazdach MPK działały w najlepsze, a uprzejmy głos z głośników nalegał, by skasować bilet. Informacji o bezpłatnym korzystaniu z komunikacji w pojazdach zabrakło. Nie było też informacji w języku innym niż polski, więc obcokrajowcy byli wykluczeni z grona pasażerów uświadomionych. Podobno (zaznaczam, że podobno, bo to się w głowie nie mieści) pojawiły się szwadrony kanarów. Trudno powiedzieć, co kontrolowali. Może wlepiali mandaty za skasowanie biletu.
Cytując klasyka "to państwo istnieje tylko teoretycznie".
sobota, 7 lutego 2015
Wrzód na dupie
Zgubne skutki
Natchnęło mnie, żeby coś napisać. Ku przestrodze, ale i może to być pomocne.
Jakieś trzy tygodnie temu uznałem, że busz łonowy przestał być ozdobą, a stał utrapieniem. Są fani włosów łonowych, są ich przeciwnicy, ja plasuję się gdzieś pośrodku. Szybko przeszedłem od pomysłu do przemysłu i maszynką do golenia dokonałem pełnej wycinki.
Nie uwzględniłem tego, że maszynka była już tępawa i następnego dnia podbrzusze miałem całe pokryte małymi ropniami. Na szczęście po kilku dniach zeszły. Ale po kolejnych kilku dniach w okolicy zwieracza wyczułem twardawy wzgórek. "Nic to" - pomyślałem - "coś tam jest, to samo przejdzie". Nie przeszło i rosło. Do tego znienacka dostałem 38,4 stopni. Stało się jasne, że mam czyraka. Sam go nie natnę, żeby wycisnąć zawartość, potrzebuję chirurga. W pierwszym szpitalu nie świadczyli takich usług, w drugim przyjęliby mnie, ale ze skierowaniem od lekarza, wysłali do trzeciego, gdzie zbiegli się chorzy z całego miasta i zapowiedziano mi kilkugodzinne oczekiwanie. Poszedłem po rozum do głowy i pojechałem do tzw. pomocy nocnej i świątecznej, z którą moja poradnia ma podpisaną umowę. Tam też chorych nie brakowało, ale po dwóch godzinach wszedłem do lekarza.
RADA: do pomocy nocnej i świątecznej jedź koło 21, wtedy nie ma już nikogo.
Lekarz oczywiście nie był w stanie mi pomóc, ale wypisał skierowanie na chirurgię do szpitala. Zaopatrzony w kwit koło 21 pojechałem do szpitala, który obiecywał z nim przyjęcie. Wprawdzie próbowali odesłać mnie z kwitkiem, ale się nie dałem. Chirurg z miejsca zaproponował przyjęcie mnie na oddział. Jechałem święcie przekonany, że natnie, wyciśnie i po sprawie. Zamiast tego obiecał mi trzy dni hospitalizacji. Odmówiłem, gdyż albowiem nie tego oczekiwałem. Podpisałem się, że hospitalizacji odmawiam, dostałem receptę na antybiotyki i wróciłem do domu.
Przez kolejne trzy dni brałem antybiotyki, temperatura nie spadała, a czyrak rósł. Siedzenie w pracy na trzech pośladkach, zamiast dwóch, i przy tym trzecim bolącym przy ucisku plus gorączka przywróciło mnie do zmysłów. Znowu pojechałem do nocnej pomocy - na 21 - wziąłem skierowanie do szpitala i.... następnego dnia rano się tam stawiłem.
Najpierw z korytarza usłyszałem "Gdzie leży ten ropień!" i niedługo potem poszedłem na rżnięcie. Myślałem, że to będzie pod znieczuleniem miejscowym, jednak myliłem się. Pełna narkoza to nie była, ale jakiś narkotyk, po którym smacznie usnąłem. Po pół godziny było po wszystkim. Tyle tylko, że miałem w dupie dodatkową dziurę.
W szpitalu spędziłem trzy dni szprycowany glukozą, elektrolitami, antybiotykami i środkami przeciwbólowymi. Wreszcie szpital zebrał na mnie wystarczająco dużo punktów, żeby NFZ zapłacił za mnie.
Naiwnie myślałem, że po zabiegu dziurę mi zaszyją i będzie po kłopocie. Otóż nie. Dziura ma się sama powoli zrosnąć. Troska o higienę tego miejsca zabiera mi z półtorej godziny dziennie. Najważniejsze są tzw. nasiadówki, czyli moczenie dupy w misce z rozpuszczonym nadmanganianem potasu. Trzy razy dziennie! No to moczę, odkażam i zakładam opatrunki.
Za radą pielęgniarki noszę podpaskę. Gender pełną gębą. Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu wziąłem do ręki podpaskę i musiałem się nauczyć ją obsługiwać. Mój szacunek dla kobiet ponownie wzrósł.
To mój drugi w życiu czyrak. Pierwszy był lata temu w równie nieciekawym miejscu bo pod pachą. Wciąż pamiętam jaki to był ból. Wtedy jednak samo pękło i się zagoiło. Nie wiem czemu nie poszedłem z tym do lekarza.
O czym nie wiedziałem, to że czyraki mogą się trafić w najróżniejszych miejscach, a czasem nawet po kilka i kilkanaście. Najgroźniejsze są te w okolicach twarzy. Samodzielna ich obróbka może się skończyć zakażeniem, które szybko może dojść do mózgu.
Z podpaskowym pozdrowieniem odświętna Teresa.
Natchnęło mnie, żeby coś napisać. Ku przestrodze, ale i może to być pomocne.
Jakieś trzy tygodnie temu uznałem, że busz łonowy przestał być ozdobą, a stał utrapieniem. Są fani włosów łonowych, są ich przeciwnicy, ja plasuję się gdzieś pośrodku. Szybko przeszedłem od pomysłu do przemysłu i maszynką do golenia dokonałem pełnej wycinki.
Nie uwzględniłem tego, że maszynka była już tępawa i następnego dnia podbrzusze miałem całe pokryte małymi ropniami. Na szczęście po kilku dniach zeszły. Ale po kolejnych kilku dniach w okolicy zwieracza wyczułem twardawy wzgórek. "Nic to" - pomyślałem - "coś tam jest, to samo przejdzie". Nie przeszło i rosło. Do tego znienacka dostałem 38,4 stopni. Stało się jasne, że mam czyraka. Sam go nie natnę, żeby wycisnąć zawartość, potrzebuję chirurga. W pierwszym szpitalu nie świadczyli takich usług, w drugim przyjęliby mnie, ale ze skierowaniem od lekarza, wysłali do trzeciego, gdzie zbiegli się chorzy z całego miasta i zapowiedziano mi kilkugodzinne oczekiwanie. Poszedłem po rozum do głowy i pojechałem do tzw. pomocy nocnej i świątecznej, z którą moja poradnia ma podpisaną umowę. Tam też chorych nie brakowało, ale po dwóch godzinach wszedłem do lekarza.
RADA: do pomocy nocnej i świątecznej jedź koło 21, wtedy nie ma już nikogo.
Lekarz oczywiście nie był w stanie mi pomóc, ale wypisał skierowanie na chirurgię do szpitala. Zaopatrzony w kwit koło 21 pojechałem do szpitala, który obiecywał z nim przyjęcie. Wprawdzie próbowali odesłać mnie z kwitkiem, ale się nie dałem. Chirurg z miejsca zaproponował przyjęcie mnie na oddział. Jechałem święcie przekonany, że natnie, wyciśnie i po sprawie. Zamiast tego obiecał mi trzy dni hospitalizacji. Odmówiłem, gdyż albowiem nie tego oczekiwałem. Podpisałem się, że hospitalizacji odmawiam, dostałem receptę na antybiotyki i wróciłem do domu.
Przez kolejne trzy dni brałem antybiotyki, temperatura nie spadała, a czyrak rósł. Siedzenie w pracy na trzech pośladkach, zamiast dwóch, i przy tym trzecim bolącym przy ucisku plus gorączka przywróciło mnie do zmysłów. Znowu pojechałem do nocnej pomocy - na 21 - wziąłem skierowanie do szpitala i.... następnego dnia rano się tam stawiłem.
Najpierw z korytarza usłyszałem "Gdzie leży ten ropień!" i niedługo potem poszedłem na rżnięcie. Myślałem, że to będzie pod znieczuleniem miejscowym, jednak myliłem się. Pełna narkoza to nie była, ale jakiś narkotyk, po którym smacznie usnąłem. Po pół godziny było po wszystkim. Tyle tylko, że miałem w dupie dodatkową dziurę.
W szpitalu spędziłem trzy dni szprycowany glukozą, elektrolitami, antybiotykami i środkami przeciwbólowymi. Wreszcie szpital zebrał na mnie wystarczająco dużo punktów, żeby NFZ zapłacił za mnie.
Naiwnie myślałem, że po zabiegu dziurę mi zaszyją i będzie po kłopocie. Otóż nie. Dziura ma się sama powoli zrosnąć. Troska o higienę tego miejsca zabiera mi z półtorej godziny dziennie. Najważniejsze są tzw. nasiadówki, czyli moczenie dupy w misce z rozpuszczonym nadmanganianem potasu. Trzy razy dziennie! No to moczę, odkażam i zakładam opatrunki.
Za radą pielęgniarki noszę podpaskę. Gender pełną gębą. Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu wziąłem do ręki podpaskę i musiałem się nauczyć ją obsługiwać. Mój szacunek dla kobiet ponownie wzrósł.
To mój drugi w życiu czyrak. Pierwszy był lata temu w równie nieciekawym miejscu bo pod pachą. Wciąż pamiętam jaki to był ból. Wtedy jednak samo pękło i się zagoiło. Nie wiem czemu nie poszedłem z tym do lekarza.
O czym nie wiedziałem, to że czyraki mogą się trafić w najróżniejszych miejscach, a czasem nawet po kilka i kilkanaście. Najgroźniejsze są te w okolicach twarzy. Samodzielna ich obróbka może się skończyć zakażeniem, które szybko może dojść do mózgu.
Z podpaskowym pozdrowieniem odświętna Teresa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
