wtorek, 13 grudnia 2022

Czyżby powrót odŚwietnej Teresy?

 Po 7 latach przerwy może uda się wrócić do pisania. 

Tymczasem zachęta do wpłat na Hostel interwencyjny- ogrzewanie

Na dziś, 13 grudnia 2022, zebrano 13 145 zł z potrzebnych na cały okres zimowy 100 000 zł.  

Jeśli ktoś ze starych znajomych zajrzy, to niech da znać.

wtorek, 17 listopada 2015

Gays of Chaos

Chyba już wszyscy zorientowali się, z jaką rzeczywistością przyjdzie nam się mierzyć przez najbliższe 4 lata. Miałbym cichą nadzieję, że skrajne warunki, w jakich przyjdzie nam żyć, zjednoczą wszystkich uczciwych przeciw rządom bezprawia i niesprawiedliwości.

Geje i lesbijki łączcie się!

sobota, 7 listopada 2015

Korpozdzira...

...za kółkiem

Lubię kobiety. Uwielbiam wiele kobiet. Podziwiam wiele z nich. Jest niestety taki gatunek kobiet, które powinno się wyskrobywać przed poczęciem.
Korpozdzira ma samochód za duży jak na jej posturę. To musi się z czegoś brać. Usprawiedliwieniem jest zapewne bezpieczeństwo, ale bardziej chodzi o odizolowanie się i nabranie charakteru czołgu. Bo korpozdzira jak czołg pcha się przez życie i tak też się zachowuje na ulicy. Mąż korpozdziry jeździ czymś mniej przesadnym. Zasadniczo korpozdzira kupiła ten duży samochód mężowi, ale od razu z zamiarem przejęcia go. Umówmy się, mąż korpozdziry nie ma wiele do gadania w korpozdzirowym stadle. Nie po to wzięła sobie męża, żeby mu się podporządkować. To on jest dodatkiem, choć najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy - do czasu gdy odejdzie, a ona zostanie w przepastnym aucie.
Korpozdzira ceni sobie samochodowe gadżety i nie chodzi tylko o podgrzewany fotel dla jej kościstego dupska. Ważne są również lusterka: lusterko wsteczne i lusterko w klapce przysłaniającej słońce. Jedno i drugiego służy do tego, by korpozdzira mogła sprawdzić, czy dwie tony pudru, jaki sobie nałożyła nadal się trzymają jej paskudnej z natury gęby. Lusterek bocznych nie uznaje. Istnieje tylko cel widoczny za przednią szybą. Zdarzenia poboczne, a już tym bardziej znajdujący się tam ludzie są nieistotni. Dobijający się z boku o zainteresowanie mogą liczyć najwyżej na wzgardliwe drgnienie górnej wargi korpozdziry.
Także korpozdzira nie wpuści cię na pas, którym podąża. Dla niej nie istniejesz.

Skąd tyle wiem o korpozdzirach? Codziennie koło nich jeżdżę. I widzę. Brrrr.

środa, 4 listopada 2015

Przyspieszenie

Varia

Odkąd otwarto w Łodzi w-z (wąwóz Zdanowskiej) szybkość na trasie do/z pracy wzrosła mi z 7 do 14km/h. To się nazywa progress. Co się nie zmieniło, to to, że i tak co trzeciego kierowcę obdarzam słodkim "ty chuju".
Na podróż środkami komunikacji zbiorowej jeszcze się nie zdecydowałeam - to mogłoby być zbyt traumatyczne przeżycie.

Zupełnie nie wiem, co się dzieje u kuleżeństwa, ale też kuleżeństwo nie bardzo interesuje się, czy ja żyję, więc jesteśmy kwita. Podobno i tak już nie żyję, więc czym się przejmować.

Za oknem mgła. Ciekawe, co z niej wyjdzie rano.

W TV paczę

Nuda


Na fejsie wszyscy już chyba dawno skonali, bo nawet ostatnich oddechów nie słychać. Zresztą zacząłam mieć dość tych ugrzecznionych wpisów bez odrobiny pikanterii, którą można szafować bez opamiętania tu, u Odświętnej.
W TV też koszmar. Ja owszem, jestem pełena podziwu dla Van Damme, że wie jak się zachować wobec faceta z gaśnicą. Wobec takiego chybabym zacząła nerwowo jakiś ogień krzesać zamiast się od niego oganiać. Na AXN imperium atakuje, i atakuje, i mam wrażenie, że ciągle jest ta sama scena i tylko R2D2 popiskuje zmiennie niczym jebany skowronek rozjeżdżany na autostradzie. Na Polsacie otworzyli archiwum X, ale oni zawsze kiepscy byli. Po prostu paczeć się nie da.

A potrzeby różne mamy, się dowiedziałem. Reklama była. Ładna. Kolorowa. Od razu bardziej wykrztuśna moja odporność się zrobiła. I nawet do takiego fifi bym zawędrowała, co w lidelu na łowicką modłę się przemalował. A pani zapachniał kurczak z folii i miała pomysł, więc odżywkę wzięła w piance bez obciążenia i ból pleców minął szybko mimo zagrożenia dla życia i zdrowia.

Świeży, wiejski, norweski tran z intensywnym nawilżaniem w niskiej cenie u prezydenta rozpływającego się w ustach - i wszystko się zmieści. Potem skończę studia i dostanę najmniejszą ratę od Kota z warsztatu dołączanego do każdego opakowania.

Matrix.

wtorek, 3 listopada 2015

Teresa Narodowa

Ja, Naród

Korci mnie, żeby napisać o kuleżankach, którym się nie przelewa w zestawieniu z jedną, której wręcz przeciwnie. Jednak już całkowicie pogrążyłbym ten blog w odmętach nieistnienia, bo wtedy blogger.com ustawiłby kilka zapór na drodze do krynicy moich notek i łatwiej by było trafić do zasiedmiogórogrodu. Także ten fragment zakończę tylko teaserem w postaci dowcipu: Gdzie ukochana przez wszystkich kuleżanka ma okienko życia? W DUPIE! O sens proszę pytać najpopularniejszą kuleżankę we wsi.

W ten urokliwy sposób przejdę do spraw ważnych, bo narodowych. Z kuleżanką Metką uzgodniliłyśmy, że powinienam odzyskać media publiczne jako blogerka niepokorna. Bycie niepokorną ma swoje plusy, ale ma też zady, tym ostatnim nie umniejszając. W związku ze słuszną zmianą na scenie politycznej i jakże wrażym pospólstwa ruszeniem gotowam jest stać się public institution. Waham się tylko, czy iść w publikę na całość i zostać narodową ikoną TVP, czy ograniczyć się do jakiegoś skromniejszego odcinka i np. zostać narodową pogodynką. Wybór jest trudny. Jako ikona odbierałabym i tak należne mi hołdy, co z czasem może doskwierać nadmierną izolacją i kłóciłoby się z mym publicznym nastawieniem. Jeszcze ktoś kwiaty by mi złożył u stóp zamiast zwyczajnie klepnąć, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę i krzyknąć "Cześć Tereska".
Za to jako pogodynka mógłabym prezentować różne regiony kraju w strojach im właściwych, przepychać burze, mróz i zamglenie tam gdzie naród nie jest jeszcze dość narodowy, zaś słońce i pieszczoty w dobrze unarodowione regiony. Ci drudzy by mnie kochali, a ci pierwsi pokochali po jednym moim zgięciu nadgarstka przeganiającym co złe na wzwód lub zawód, czy jak to tam idzie.

A co WY najdrożsi mi doradzacie?

Pozostająca w rozkroku,
Teresa Narodowa

niedziela, 1 listopada 2015

Łódź - transport zbiorowy

Otwarcie Trasy W-Z

Otwarcie długo oczekiwanej Trasy W-Z przyniosło nieoczekiwaną zmianę znaczeń. Zdjęcie z pierwszego dnia po otwarciu trasy z podpisem "Tramwaje stoją na al. Kościuszki w stronę al. Mickiewicza, bo jest problem z cyklem sygnalizacji świetlnej." Czytaj więcej: http://www.expressilustrowany.pl/artykul/9046517,przestoje-tramwajow-al-kosciuszki-i-na-trasie-wz,id,t.html
Ale to nie wszystko. Prezydent miasta ogłosiła 31 października i 1 listopada 2015 roku dniami bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. Nie przeszkodziło to w tym, że wszystkie kasowniki w pojazdach MPK działały w najlepsze, a uprzejmy głos z głośników nalegał, by skasować bilet. Informacji o bezpłatnym korzystaniu z komunikacji w pojazdach zabrakło. Nie było też informacji w języku innym niż polski, więc obcokrajowcy byli wykluczeni z grona pasażerów uświadomionych. Podobno (zaznaczam, że podobno, bo to się w głowie nie mieści) pojawiły się szwadrony kanarów. Trudno powiedzieć, co kontrolowali. Może wlepiali mandaty za skasowanie biletu.
Cytując klasyka "to państwo istnieje tylko teoretycznie".

sobota, 7 lutego 2015

Wrzód na dupie

Zgubne skutki

Natchnęło mnie, żeby coś napisać. Ku przestrodze, ale i może to być pomocne.

Jakieś trzy tygodnie temu uznałem, że busz łonowy przestał być ozdobą, a stał utrapieniem. Są fani włosów łonowych, są ich przeciwnicy, ja plasuję się gdzieś pośrodku. Szybko przeszedłem od pomysłu do przemysłu i maszynką do golenia dokonałem pełnej wycinki.

Nie uwzględniłem tego, że maszynka była już tępawa i następnego dnia podbrzusze miałem całe pokryte małymi ropniami. Na szczęście po kilku dniach zeszły. Ale po kolejnych kilku dniach w okolicy zwieracza wyczułem twardawy wzgórek. "Nic to" - pomyślałem - "coś tam jest, to samo przejdzie". Nie przeszło i rosło. Do tego znienacka dostałem 38,4 stopni. Stało się jasne, że mam czyraka. Sam go nie natnę, żeby wycisnąć zawartość, potrzebuję chirurga. W pierwszym szpitalu nie świadczyli takich usług, w drugim przyjęliby mnie, ale ze skierowaniem od lekarza, wysłali do trzeciego, gdzie zbiegli się chorzy z całego miasta i zapowiedziano mi kilkugodzinne oczekiwanie. Poszedłem po rozum do głowy i pojechałem do tzw. pomocy nocnej i świątecznej, z którą moja poradnia ma podpisaną umowę. Tam też chorych nie brakowało, ale po dwóch godzinach wszedłem do lekarza.

RADA: do pomocy nocnej i świątecznej jedź koło 21, wtedy nie ma już nikogo.

Lekarz oczywiście nie był w stanie mi pomóc, ale wypisał skierowanie na chirurgię do szpitala. Zaopatrzony w kwit koło 21 pojechałem do szpitala, który obiecywał z nim przyjęcie. Wprawdzie próbowali odesłać mnie z kwitkiem, ale się nie dałem. Chirurg z miejsca zaproponował przyjęcie mnie na oddział. Jechałem święcie przekonany, że natnie, wyciśnie i po sprawie. Zamiast tego obiecał mi trzy dni hospitalizacji. Odmówiłem, gdyż albowiem nie tego oczekiwałem. Podpisałem się, że hospitalizacji odmawiam, dostałem receptę na antybiotyki i wróciłem do domu.

Przez kolejne trzy dni brałem antybiotyki, temperatura nie spadała, a czyrak rósł. Siedzenie w pracy na trzech pośladkach, zamiast dwóch, i przy tym trzecim bolącym przy ucisku plus gorączka przywróciło mnie do zmysłów. Znowu pojechałem do nocnej pomocy - na 21 - wziąłem skierowanie do szpitala i.... następnego dnia rano się tam stawiłem.

Najpierw z korytarza usłyszałem "Gdzie leży ten ropień!" i niedługo potem poszedłem na rżnięcie. Myślałem, że to będzie pod znieczuleniem miejscowym, jednak myliłem się. Pełna narkoza to nie była, ale jakiś narkotyk, po którym smacznie usnąłem. Po pół godziny było po wszystkim. Tyle tylko, że miałem w dupie dodatkową dziurę.

W szpitalu spędziłem trzy dni szprycowany glukozą, elektrolitami, antybiotykami i środkami przeciwbólowymi. Wreszcie szpital zebrał na mnie wystarczająco dużo punktów, żeby NFZ zapłacił za mnie.

Naiwnie myślałem, że po zabiegu dziurę mi zaszyją i będzie po kłopocie. Otóż nie. Dziura ma się sama powoli zrosnąć. Troska o higienę tego miejsca zabiera mi z półtorej godziny dziennie. Najważniejsze są tzw. nasiadówki, czyli moczenie dupy w misce z rozpuszczonym nadmanganianem potasu. Trzy razy dziennie! No to moczę, odkażam i zakładam opatrunki.

Za radą pielęgniarki noszę podpaskę. Gender pełną gębą. Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu wziąłem do ręki podpaskę i musiałem się nauczyć ją obsługiwać. Mój szacunek dla kobiet ponownie wzrósł.

To mój drugi w życiu czyrak. Pierwszy był lata temu w równie nieciekawym miejscu bo pod pachą. Wciąż pamiętam jaki to był ból. Wtedy jednak samo pękło i się zagoiło. Nie wiem czemu nie poszedłem z tym do lekarza.

O czym nie wiedziałem, to że czyraki mogą się trafić w najróżniejszych miejscach, a czasem nawet po kilka i kilkanaście. Najgroźniejsze są te w okolicach twarzy. Samodzielna ich obróbka może się skończyć zakażeniem, które szybko może dojść do mózgu.

Z podpaskowym pozdrowieniem odświętna Teresa.

sobota, 22 listopada 2014

Na Teresy półroczną milkliwość...

Na Teresy półroczną milkliwość...

Odkąd Teresa hojnie rozdała relikwie
Jej odświętności nimb blednie i niknie,
a Jej przyjaciół pęki
dręczone są przez lęki,
że ich wszystkich spuściła po brzytwie...


... napisała Haxa.

I co ja mam napisać? Przesiadłem się na Facebook. Tam wystarczy rzucić zdaniem i po sprawie. Na blogu trzeba się bardziej wysilić, czyli mieć więcej czasu.
Facebook daje szanse na większą interaktywność. Każdy może wyrazić swoje zdanie używając kilku słów, albo zaledwie lajkując, inni dołożą i tworzy się mniej lub bardziej spójna wypowiedź zbiorowa.
Chyba też zniechęciłem się do anonimowości, która była podstawą bloga odświętnej Teresy. Wszyscy są anonimowi, nie wiadomo kto jak wygląda, nie tworzy się żadna zbiorowość. Jeśli wrócę do bloga, to będzie to nowy blog pod imieniem i nazwiskiem, a nie najbardziej nawet atrakcyjnym pseudonimem.

Czy "nimb blednie"? Pewno tak, nieobecni stają się najwyżej składnikiem pewnej mitologii. Czy "spuściła po brzytwie"? Nie, nie spuściła. Po prostu oddała się swoim prostym przyjemnościom, a że inni ich nie podzielają, to cóż na to poradzić.

poniedziałek, 26 maja 2014

Czarne chmury

Living Dead

Na obrazku rozprzestrzenianie się zarazy.

Wybory do PE
 
W 2004 roku mazowieckie było opanowane przez Samoobronę, a południowy wschód przez LPR. Warszawę opanowała PiSda. Reszta kraju to wygrana PO.
W 2009 miejsce Samoobrony i LPR zajęła PiSda, odpuściła za to w Warszawie.
Po wynikach wyborów AD 2014 widać, że obszar skażony stale się powiększa.  


Z punktu widzenia moich życiowych interesów nie widzę szczególnej różnicy między pomarańczowym (PO), a niebieskim (PiSda). PO nie da, a PiS nie da też.

Z Millerem Leszkiem, PZPRowskim dinozaurem, który zapragnął beatyfikować reżimowego łajdaka na okoliczność jego zejścia akurat w dniu wyborów do PE, brzydzę się. To partyjna hiena, gotowa jeść resztki (epizod z Samoobroną) byle tylko trwać. Bezideowość tego pacykarza jest najbardziej szokująca wśród polskich polityków. On też nie da, a jeśli już coś obieca, to potem poświęci na ołtarzu własnych interesów.

PSL to grupa nieudaczników, którzy trzymają się przy aktualnej - obojętne jakiej - władzy, bo do niczego innego się nie nadają. Wieś na nich głosuje, bo inne partie nie są zainteresowane takim ochłapem. Z całym szacunkiem dla mieszkających poza miastami. Po prostu nie mają oni innego wyboru, z czego PSL skwapliwie korzysta.

Ruch Palikota, obecnie Twój Ruch, a w połączeniu z Kwaśniewskim i Kaliszem Europa Plus stał się niewyrazisty. Do tego jeszcze intelektualnie miałki To nie jest polityka, to nie jest nawet działalność społeczna. To jest działanie spontaniczne bez jakiegokolwiek określenia czego chcą, dokąd dążą, jak muszą działać. Sposobem działania przypominają PiSdę. "Jak zdobędziemy władzę, to nastanie powszechna szczęśliwość". Palikot jest politykiem-amatorem, raczej się bawi, niż potrafi konsekwentnie działać. Porwał ludzi dając im nadzieję na rozbicie układu... którą skutecznie roztrwonił. Czy da? Jakby mógł, to by dał. ale nigdy nie będzie mógł przy takim sposobie działania.

Odrzuty jak Solidarna Polska i Polska Razem można pominąć milczeniem.

Znaczącą siłą, dzięki retoryce swojego fuhrera i ewidentnym zapotrzebowaniu na taką demagogię wśród młodych i zawiedzionych, stała się Nowa Prawica.

Ostateczne wyniki: PO - 32,13%, PiSda - 31,78%, SLD - 9,44%, NP - 7,15%, PSL - 6,8%, Solidarna Polska - 3,98%, Europa Plus - 3,58%, Polska Razem J. Gowina - 3,16%, Ruch narodowy - 1,4%.

Razem 99,42% jeśli dobrze policzyłem. Z czego tylko 3,58% (Europa Plus) to ci którzy bezwarunkowo wspieraliby w PE nasze dążenia.

Tymczasem Europa Plus uzyskała gorszy wynik niż ziobryści!

Moim zdaniem to efekt bzdurnego doboru kandydatów i braku celu. Gdyby Europa Plus postawiła tylko na jednego konia: zawalczymy w PE o związki partnerskie dla Polaków mieliby z 7%.

Po takiej obietnicy zrobiłbym wszystko, by w wyborach wziąć udział. Przyznaję się, nie głosowałem. Godziny mojej pracy prawie się pokrywają z godzinami pracy urzędu, gdzie miałem się starać o karteczkę umożliwiającą głosowanie w dowolnym miejscu. Niestety dzięki łódzkim korkom nie miałem najmniejszej szansy, by ową karteczkę zdobyć, a do Łodzi nie dałem rady dojechać w godzinach głosowania.

Czy Wy też byście zagłosowali mając taką obietnicę?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Bestiarium

Kobieta z brodą

Dzisiejsze spotkanie w gronie tęczowym wypełnione było muzyką. Nie zabrakło dyskusji o "Sekretach Watykanu" z TVN24, ale przeważyła jednak muzyka. Najnowsza Cher mnie nie zachwyciła; około 70 lat i śpiewać jak Lady Gaga!?

Metka urzeczony był "Dernière Danse" w wykonaniu pieśniarki Indila
a jeszcze bardziej wykonaniem Daniel Loeillot
Najlepsze chyba wrażenie zrobił Kállay Saunders reprezentujący Węgry na Eurowizji AD 2014

Jednak clue wieczoru był/była Conchita Wurst (po polsku Konczita Kiełbasa) reprezentująca Austrię, a osobiście prezentująca się jak poniżej:
Ja nie krytykuję, jednak kreacja idzie już tak daleko, że pogrążamy się w absurdzie.

wtorek, 25 marca 2014

Totalny atak...

dżender

"YMCA" Village People wędruje pod strzechy, a konkretnie do przedszkoli #kubuś #witaminy #abc witaminowe. Czy młodszemu pokoleniu, choć pewno nie temu przedszkolnemu, "YMCA" też kojarzy się z gejowską subkulturą?


Poślica Pawłowicz w ławach poselskich się przelewa!!!

Poniżej wersja trochę nudna, ale męska i z tekstem.

Dla chętnych: wyszukajcie najbardziej pojechane teledyski z "YMCA"; takie "najwięcej witaminy mają faceci".

czwartek, 20 marca 2014

s.

Komentator

s. ostatnio się odezwał i ma nawet profil. To popatrzyłem, co mnie z nim łączy - gdy tak wiele nas dzieli.

Obok na zdjęciu, to chyba wyraz jego okrucieństwa wobec własnego kota. Aż strach pomyśleć jak traktuje swoich partnerów ;)

Mojego bloga nie obserwuje, ale z drugiej strony komentuje, a wymienił blogi z lekka już pokryte pajęczynami, o ile nie całkiem dead.
W zakresie zainteresowań pasują mi Art Nouveau, Art déco, choc nie wiem, co to u s. oznacza. Zresztą sam nie wiem, co oznacza u mnie. Ot, mam upodobanie.

Pośród ulubionych filmów z s. podzielam: Blade Runner, Cabaret, The Thing, Star Wars, The Fifth Element, Bad Education.

Co do muzyki, to współdzielimy: Annie Lennox, Cyndi Lauper, U2, Kate Bush, Nina Hagen, Sting, Scissor Sisters - całkiem sporo.

Z książkami gorzej, bo nie zachwycam się niczym z wyboru s. 

Ale miło mi.




środa, 19 marca 2014

As Ugly As A FAG

 Odreagowanie

Jeśli ktoś nie zna Gejowskiego, to juz wkrótce będzie mógł go bez trudu rozpoznać na ulicy, może z nieznacznie zmienionym makijażem w stosunku do przedstawionego obok. Rysy identyczne.

Ostatnia wizyta u Gejowskiego wkurwiła mnie na maksa. Tradycyjnie był "miły" dla swoich gości. Mnie na przykład zapytał: "Teresa. ty jesteś stara, to wiesz, co zrobić, żeby się sprawnie wypróżniać?".

Dla 15-latka stary jest 30-latek. Dla 20-latka, 40-latek. dla 30-latka, 50-latek, dla 40-latka, 60-latek, dla 50-latka, 70-latek, czy dla 60-latka stary jest dopiero 80-latek, czy już 70-latek to nawet nie wiem.

Ageizm gejowski jest po prostu przerażający. A Gejowski - jako kwintesensja tego ageizmu - jest ode mnie młodszy o nieznaczny ułamek własnego wieku. Czuje się on mimo to nadzwyczaj młody w stosunku do mnie. Przypuszczam, że to dlatego, że w ramach swego seryjnego monogamizmu aktualnie ma młodszego faceta, któremu ani wiek Gejowskiego, ani jego obfite kształty nie przeszkadzają w obcowaniu. Pewno Gejowski potrafi zrobić partnerowi hiszpana dowolną fałdą swojego ciała.

I jeszcze "co zrobić, żeby się sprawnie wypróżniać?". Jakżesz się poczułem doceniony! Okazuje się, że moja fumfela najbardziej ceni moją expertise w dziedzinie wypróżniania się. Każdy ma w tym aspekcie zapewne własne doświadczenia. Nie spodziewałem się, że publicznie zostanę uznany w tej kwestii za eksperta. Przy okazji pokazuje to, co intelektualnie najbardziej frapuje Gejowskiego ostatnimi czasy.

czwartek, 6 marca 2014

Ukraina, Polska, Bandera

Antyprezydencko

Nie oglądam "Szkła kontaktowego", ale przypadkiem obejrzałem ostatnio. Jest to jedyny program TVN24, w którym wypowiadają się widzowie. Kilka głosów było jednoznacznie potępiających zainteresowanie mediów Ukrainą [zaintereowania zapewne wynikającego z ogólnokrajowego popytu] , a powodem był ukraiński nacjonalizm wyrażający się m.in. w mordach na Polakach na Wołyniu dokonywanych przez Ukraińców spod znaku Bandery, czy ukraińska współpraca z nazistami w czasie II wojny światowej.

Dobrze, że ta pamięć jest i szkoda, że nie wyjaśniliśmy sobie tego z Ukraińcami. Widocznie nie było po temu okazji. Zgadzam się, że czyni to Ukraińców nieco nieprzystosowanymi do zachodniej cywilizacji. Ale też się nie dziwię. To jeden z najmłodszych krajów Europy. Przez wieki zdominowany był przez okoliczne potęgi, w tym Polskę. Ich wschodnie ciągoty, choć to nie kto inny a Rosja zapewniła im tragedię w postaci Wielkiego Głodu, nawet rozumiem. Są nieufni wobec otaczających ich niegdysiejszych hegemonów. Wybrali wschód, co naturalne -  to Rosja radziecka dała im namiastkę samodzielnego bytu państwowego.

Cieszy mnie oficjalne, parlamentarne - pomijając głosy mocno pamiętających nieszczęścia jakich doświadczyliśmy od niektórych Ukraińców - wsparcie dla narodu ukraińskiego. Jako Polacy chyba się pogodziliśmy z utratą Lwowa. Nasza narodowa homogeniczność ma dzięki temu tyle samo zalet, co wad.

Tak, wad też. Wybrany przez jakąś część wyborców prezydent Komorowski nawet przy okazji podkreślił "poszanowanie mniejszości". Taki konsyliacyjny ton łagodzący napięte relacje między ukraińską większością, a rosyjskojęzyczną mniejszością. Niestety Komorowski jest hipokrytą. We własnym kraju nie potrafi bronić praw mniejszości - do jakich zaliczam się ja i wielu tu zaglądających. Ot, polityczne blabla.

Łatwo jest pouczać innych, łatwo innym porządkować relacje. Na własnym podwórku wychodzi miałkość, bylejakość, partykularyzm i zwykłe zakłamanie.

Metka Boska przypomniał ostatnio moją notkę i dyskusję jaką wywołała po śmierci pożal się boże prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dziś mamy podobnego prezydenta. Miałkiego, bez jaj, pełnego frazesów. I gotowego pouczać innych. Na własnym jednak gruncie będącego intelektualnym zerem.


środa, 5 marca 2014

Podsłuchane

No nie!

Z powododów banalnych, w tym ekonomicznych do pracy podróżuję komunikacją miejską. Wczoraj akurat miałem okazję rano i po południu doświadczyć rozmów telefonicznych współpasażerów. W czasach, gdy każdy ma i wozi ze sobą własną budkę telefoniczną - ktoś pamięta co to budka telefoniczna? - siłą rzeczy prywatne rozmowy stają się rozmowami publicznymi. To nasłuchiwałem.

Rozmowy były banalne, ich treść nie zasługuje na to bym coś zacytował. Jednak nasłuchiwałem.

Zwróciło moją uwagę nadużywanie jednego słowa. Po powrocie do domu zapytałem Jakisia jakiego słowa Polacy najczęściej używają w rozmowach telefonicznych. Rzucił, że "kurwa". Pudło, wcale nie. W obu rozmowach słowo to padło raptem raz. Kolejnym strzałem Jakisia było "dokładnie". Też pudło. Może i padło, ale nie dominowało jak to, które wychwyciłem. Trzeci strzał Jakisia brzmiał "OK". Pudło w pudle, bo nie padło ani razu.

Dominującym w wypowiedziach słowem było "no". Rano w kilkuminutowej romowie padło 16 razy, a po południu w podobnie długiej rozmowie 25 razy.

"No dobra", "no nie", "no ale" - było tego mnóstwo.

"No" jest partykułą.

Za wiki:
Partykuła – niesamodzielny (nieposiadający samodzielnego znaczenia) wyraz lub morfem (tzw. wyrazek), nadający wypowiedzeniom zabarwienie znaczeniowe lub uczuciowe. Partykuły są nieodmiennymi częściami mowy.
mnożna: razy
ograniczająca: tylko
przecząca: nie, ani (Ani mi się śni!)
przypuszczająca: by, chyba
pytająca: czy, -li (Znaszli ten kraj? Czy muszę to robić?)
rozkazująca: niech, niechaj, oby
twierdząca: tak
wątpiąca: bodaj
akcentująca: się (Pisze się)
wzmacniająca: -że, -żeż, no, -ż (Chodź no! Mówże!)
życząca: oby (Oby się tak stało!)

A za sjp.pl:
w językoznawstwie:
1. nieodmienna część mowy pełniąca pomocniczą rolę w zdaniu, polegającą na modyfikacji sensu wyrazu lub wypowiedzi, np. no, niech, bądź, by;
2. partykuła wzmacniająca - partykuła, która wzmacnia znaczenie innego wyrazu, wyrażenia lub zdania, np. -że (po samogłoskach: -ż)

Jakiś znał wierszyk zbierający partykuły: "Liczy noże niech by nie", czyli "li", "czy", "no", "że", "niech", "by", "nie".

Sporo z partykuł w tym memie brakuje, ale idea jest jasna.

A Ty, kontrolujesz użycie partykuł w swoich wypowiedziach? No napiszże ;) "-że" - też jest partykułą.

sobota, 1 marca 2014

Lódź z kosmosu

Ciekawostka lokalna

W ramach lokalnego patriotyzmu voila, oto Łódź widziana z kosmosu. Bez szału, ale miło.

fot. ESA

piątek, 28 lutego 2014

Jan Maria Protasiewicz

Niemcy mnie biją!

Staje się to nieznośne, gdy polscy tak zwani politycy czerpią inspirację ze swojej przeszłości w głębokim PRL'u. Taka postawa została mocno zdyskredytowana po ostatnich wydarzeniach na Ukrainie, ale nie przeszkadza to mającym się za lepszych.

Najbardziej przygnębiajace jest to, że po reakcjach sądząc są to zwykli idioci. Nie panują nad sobą! Nie używają głowy, bo pewno nie to wyniosło ich na sprawowane pozycje. Nie, że mam Tuska za szczyt intelektu, ale choćby z racji sprawowanej funkcji mógłby się bardziej postarać w doborze "towarzyszy".

W najbliższych wyborach wygra PiSda i będzie współrządzić z SLD. Będą się żreć i trwać. Tacy Janukowicze na naszą miarę.

A Polacy? Nadal będą wyjeżdżać. Majdanu u nas nie będzie.

czwartek, 27 lutego 2014

Na ostro

Nie bójmy się mówić prawdy

Przy okazji jednej z reklam, w której na czarno ubrana zakonnica  podjada malinowy kisiel Jakiś pyta mnie czemu zakonnice tylko na czarno, a nie na zielono, różowo, czy w błękitach. W pierwszej chwili odpowiedziałem "a niby jak miałyby sie ubierac muzułmanki". W drugiej przypomniałem sobie tę kurwę, nomen omen Teresę, acz z Kalkuty - chodziła na biało z pierdolniętym niebieskim paskiem.

Wojtyła, konserwatywny pierdziel chroniący otaczających go pedofili, obściskiwał się z tą głupią jak but talibką wynosząc jej przymioty ponad poziomy. Ludzie jakoś mu wierzyli z niepojętych powodów. I tej krowie też wierzyli. Jak zdechła wreszcie, cała prawda  o jej postępowaniu wyszła na jaw.

Naiwni wpłacali na jej konta niebagatelne sumy w nadziei odkupienia własnych grzechów poprzez pomoc ubogim i chorym. Nie wiedzieli, że ta obrzydliwa starucha wszystkie pieniędze kryła po kontach, a chorych i ubogich upominała "jak bóg będzie chciał, to wyzdrowiejesz", albo "jak będziesz się wystarczająco mocno modlił, to wyzdrowiejesz". Leków więc nie kupowała, bo po co, lepiej było trzymać kasę, a maluczkim oferować hokus-pokus.

Do dziś trzęsie mnie na myśl o tej kurwie. Niech pamięć o niej piekło pochłonie!

I nie bójmy się mówić prawdy!

środa, 26 lutego 2014

Biedroń przetarl drogę

Chapeau bas!

fot. TVN
Marcin Nikrant nie jest pewno typem Roberta Biedronia (ani w typie), ale charakteryzuje go pewno to samo dążenie do działania i potrzeba akceptacji otoczenia. A także, mimo bycia "a public person" chęć swobody w prywatnym życiu.

W materiale pada jeszcze jedno niby niewinne słówko: ateista. To też Marcin Nikrant upublicznił o sobie.

Być homoseksualnym sołtysem, do tego ateistą w społeczności liczącej 1 '500 mieszkańców robi wrażenie.

Ciekawe na ile pomoga mu to, że jest przystojny... choć blondyn.

Więcej w materiale.