niedziela, 1 września 2013

Amino - zupa Romana

Kulinarna zgroza

Lubię dobrze zjeść; Jakiś uwiódł mnie wprawdzie czymś zupełnie innym niż kulinarny talent, ale bez wątpienia stara się nadzwyczajnie, a ja nierzadko jestem w tym jego muzą. "Stara się" - to niedobre słowo. Okazało się, że ma talent, a brakowało mu jedynie kogoś takiego jak ja, kogoś dla kogo fajnie jest gotować, dla kogo warto się postarać i kto potrafi to docenić.
Kiedyś żywiłem się źle, albo się odchudzałem, albo jadłem byle co, byle coś zjeść i to najlepiej szybko. Dziś nasze posiłki są przemyślane i zaplanowane. Czasem się nie zgadzamy. Ja uwielbiam leczo z cukinią, a Jakiś cukinii nie uznaje. Uwielbiam potrawy bardziej pikantne, Jakiś ich unika. Uwielbiam kminek, Jakiś traktuje go jak cykutę. To rodzi pewne kulinarne konflikty, ale reszta nas tylko łączy.

Dziś obaj naśmiewamy się z tzw. dań błyskawicznych. Szczególnie drażniąca jest reklama Amino z zupą Romana. Popatrzcie na ten barszczyk:


Nie wiem jak powinien być wyregulowany monitor, żeby kolor wyglądał naturalnie. To co widzę, to jakiś radioaktywny wyciek. Prawie jestem gotów uwierzyć, że ta zupa świeci w ciemnościach.

Taka "zupka" szczegółnie ciekawie wygląda w zestawieniu z sielską panoramą, szczególnie z panem, który ukontentowany smakiem fosforyzującego barwnika użytego do produkcji zupy radośnie macha odnóżem dolnym odzianym w gustowny klapek.


Jak to się mówi w niektórych sferach, a w tym przypadku jest to w pełni uzasadnione, "smacznego".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)