O czym jest ta sztuka możecie przeczytać tutaj lub tutaj.
To dosyć miłe móc zajrzeć do teatru pod koniec lipca, nawet jeśli to tylko otwarta dla publiczności próba. Widza czeka na tym spektaklu wiele przeżyć: motoryczne, akustyczne, a nawet zapachowe, ale to w drugiej części. Pierwsza zdaje się przydługa. Sporo jest świetnych momentów m.in gra na fortepianie i coś tak banalnego jak prasowanie. Trochę jednak mało w przedstawieniu groteski, przydałoby się więcej. Klara, którą gra Matylda Paszczenko jest rodzinnym wyrzutem sumienia, dosłownie i w przenośni. Jednak nie udało mi się wyłowić, czemu to ma służyć. Sztuka była szokująca jakieś 50 lat temu, jednak teraz jakoś brakuje jej odniesienia. Zło rodzi się i jest utrwalane w rodzinie, tylko z czym to powiązać teraz? Scenografia przenosi nas w czasy hitleryzmu, dziś w Polsce widziałbym inną symbolikę jako odniesienie: krzyże, zbrodnicze katastrofy komunikacyjne, idiotów w ławach poselskich, Licheń. Brak mi w efekcie jakiejś puenty tej sztuki.
Do premiery jeszcze sporo czasu. Planowana jest na wrzesień.
piątek, 30 lipca 2010
środa, 28 lipca 2010
Oczy szeroko otwarte - film, Izrael
Większość kinematografii izraelskiej ma charakter martyrologiczny. W Polandii mamy własną martyrologię, więc ichniej nam nie sprowadzają. Zadziwiające jest jednak, że z pozostałych, aż tak wiele jest filmów o tematyce gejowskiej na przestrzeni kilku lat zaledwie. Poprzednie, które widziałem, to "Yossi & Jagger" z 2002 roku i "Walk on Water" ("Chodzić po wodzie") z 2004. A są jeszcze lesbijski "Keep Not Silent" z 2004, "Say Amen" z 2005, "The Bubble" z 2006, dokument "Jerusalem Is Proud to Present" z 2008 (pominąłem XX wiek).
Film jest przydługi i przynudny, ale to nie znaczy, że nieciekawy. Mnie ujął. Poniżej o co w filmie chodzi, dla tych, co nie pójdą obejrzeć.
Głównymi bohaterami są Aaron, ortodoksyjny Żyd mieszkający w miejskiej enklawie dla sobie podobnych oraz Ezri, młody uwodzicielski chłopak, nie mniej ortodoksyjny. Ezri jest przesłodki. Męski, o pełnych ustach, nieco cielęcym spojrzeniu, o ciele młodego mężczyzny i mentalności chłopca. Nie sposób nie ulec takim wdziękom. Aaron ma żonę, dzieci, swojego rabiego i swoje miejsce w ortodoksyjnym środowisku. Ezri pokochał innego chłopaka z jesziwy, ale został odrzucony. Mam wrażenie, że Aaron jest dla niego namiastką, obiektem realizacji jego pożądania, ale niekoniecznie miłości. Jednak to w Aaronie następuje przemiana. Świetna jest scena seksu małżeńskiego, aż trudno uwierzyć, że ludzie mogą to tak nadal robić w XXI wieku. Nie dziwie się, że Aaron szuka odmiany. Tytuł nawiązuje chyba do tego, że Aaron w pełni świadomie zakochuje się i zaczyna pożądać Ezriego. Jest to silniejsze od niego. Niestety jego osobiste rozterki nie są specjalnie w filmie ukazane. Na pierwszy plan wysuwa się reakcja otoczenia. Rabin naucza, że bóg stworzył człowieka by był szczęśliwy. Aaron zdaje się podążać zgodnie z tą myślą. Mówi rabinowi "Byłem martwy, teraz żyję" - aż łzy napłynęły mi do oczu. Jednak o ile bóg chce, by człowiek był szczęśliwy, to inni ludzie, a szczególnie współwyznawcy, już niekoniecznie. Samozwańcza policja obyczajowa jest gotowa wkroczyć i to brutalnie, jeśli ktoś postępuje niezgodnie z regułami. To nie są weseli i jowialni Żydzi ze "Skrzypka na dachu".
Aaron nie potrafi pogodzić swojej tęsknoty, pożądania i miłości z wymogami nakładanymi przez współwyznawców, wybiera rozwiązanie ostateczne.
Po takim filmie aż narzuca się, że indoktrynacja religijna powinna być zakazana.
Film jest przydługi i przynudny, ale to nie znaczy, że nieciekawy. Mnie ujął. Poniżej o co w filmie chodzi, dla tych, co nie pójdą obejrzeć.
Głównymi bohaterami są Aaron, ortodoksyjny Żyd mieszkający w miejskiej enklawie dla sobie podobnych oraz Ezri, młody uwodzicielski chłopak, nie mniej ortodoksyjny. Ezri jest przesłodki. Męski, o pełnych ustach, nieco cielęcym spojrzeniu, o ciele młodego mężczyzny i mentalności chłopca. Nie sposób nie ulec takim wdziękom. Aaron ma żonę, dzieci, swojego rabiego i swoje miejsce w ortodoksyjnym środowisku. Ezri pokochał innego chłopaka z jesziwy, ale został odrzucony. Mam wrażenie, że Aaron jest dla niego namiastką, obiektem realizacji jego pożądania, ale niekoniecznie miłości. Jednak to w Aaronie następuje przemiana. Świetna jest scena seksu małżeńskiego, aż trudno uwierzyć, że ludzie mogą to tak nadal robić w XXI wieku. Nie dziwie się, że Aaron szuka odmiany. Tytuł nawiązuje chyba do tego, że Aaron w pełni świadomie zakochuje się i zaczyna pożądać Ezriego. Jest to silniejsze od niego. Niestety jego osobiste rozterki nie są specjalnie w filmie ukazane. Na pierwszy plan wysuwa się reakcja otoczenia. Rabin naucza, że bóg stworzył człowieka by był szczęśliwy. Aaron zdaje się podążać zgodnie z tą myślą. Mówi rabinowi "Byłem martwy, teraz żyję" - aż łzy napłynęły mi do oczu. Jednak o ile bóg chce, by człowiek był szczęśliwy, to inni ludzie, a szczególnie współwyznawcy, już niekoniecznie. Samozwańcza policja obyczajowa jest gotowa wkroczyć i to brutalnie, jeśli ktoś postępuje niezgodnie z regułami. To nie są weseli i jowialni Żydzi ze "Skrzypka na dachu".
Aaron nie potrafi pogodzić swojej tęsknoty, pożądania i miłości z wymogami nakładanymi przez współwyznawców, wybiera rozwiązanie ostateczne.
Po takim filmie aż narzuca się, że indoktrynacja religijna powinna być zakazana.
poniedziałek, 26 lipca 2010
Podchody 2010 zakończone
Tłumu nie było, bo tylko 15 osób, z czego w podchodach wzięło udział 10. Cieszę się, że wszyscy dali się podzielić na pary niezależnie od tego, kto z kim przyszedł. Celem podchodów była integracja i ważne było, żeby w parach były osoby nie znające się od podszewki.
Większość wyznaczonej trasy wszyscy pokonali sprawnie, ale końcówka okazała się dramatyczna: tylko jedna para nie zgubiła się, pozostałe szukały po omacku. Największe zaskoczenie przeżyłem, gdy w drzwiach pojawili się Metka Boska i Ciastko, którzy wyszli jako trzecia para! Aż zacząłem podejrzewać, że wcześniejszym parom coś się stało, a imprezy przecież nie ubezpieczyłem. Uczestnicy pokonali trasę w 44 do 88 minut.
Wykonanie zadań nastręczyło uczestnikom sporo trudności. Tylko jedna para trafnie odgadła, że na pytanie "Co szumi w parku poza drzewami?" jedyną odpowiedzią jest "muszla". Również jedna tylko para ustaliła, że Janina Nowak pochodzi z Gniezna, a nie z Makowa, czy Głogowa (aż 3 odpowiedzi). "Janina Nowak" widnieje obecnie na większości skrzynek pocztowych we wzorze adresowania. Z kolei tylko jedna para nie wpadła na to, że twórcą pierwszej aksjomatycznej definicji przestrzeni był Stefan Banach, a nie, jak wykombinowali, Eliza Orzeszkowa. Pytanie o adres siedziby IPN w Łodzi było zadane tak podchwytliwie, że tylko dwie pary rozgryzły, o co chodzi.
Oficjalnie obwieszam, że w podchodach wygrali Metka Boska i Ciastko, brawo!!!
Drugie miejsce zajęli Xell z I., trzecie S. z A. (podaję literki, bo nie znam ich ksywek, jak ktoś zna, to proszę mi podać, głupio pytać samych zainteresowanych, albo wymyślmy jakieś).
Jak zawsze spóźniona dotarła Stara Gropa. Cezaria wymyślił, by sprawdzić jak się pary sfraternizowały po drodze. Pytania zadawał na zmianę ze Starą Gropą. Wszystkim parom poszło całkiem dobrze, choć po podliczeniu okazało się, że S. i A. spadli na 4 miejsce, a na trzecie wysunęli się Radix i Santorini (Fioletowy, jeśli ktoś go tak zapamiętał).
Gwiazda i Ja-Kub zajęli ostatnie miejsce, ale chyba mieli najwięcej zabawy, bo uchachani wrócili po pachy, ciekawe czemu?
Pogoda nie pozwoliła na zrobienie grilla w ogródku, więc kiełbaski były z piekarnika. Po długim spacerze cieszyły się sporym wzięciem.
Nastąpiła tradycyjna wymiana prezentów. Ego dostał fioletowy strój tancerki brzucha z prześlicznym staniczkiem, co było spóźnionym prezentem urodzinowym nabytym w Tunezji przeze mnie i Metkę Boską. Stara Gropa dostała urodzinową płytkę ceramiczną z Tunezji ode mnie, a on z kolei podarował mi poliestrową koszulkę a la koszykarska, tylko z frędzlami. Z Metką poszedłem przymierzyć to cudo. Co z tego wyszło wiedzą tylko ci, którzy na imprezie byli - efekt był kapitalny, Lady Gaga wysiada ze swoimi strojami.
Następnie impreza przeniosła się do Manufaktury do Copacabany. Ja nadal w tej szalonej koszulce, choć reszta zmieniona, ale i tak pozostali klienci patrzyli dosyć zszokowani. Przepraszam wszystkich za swoje szaleństwo odzieżowe tamtego wieczoru, ale jak się bawić, to się bawić.
Co się działo dalej w Fufu i Narraganset nie wiem dokładnie, bo wycofałem się na z góry upatrzone pozycje, ale słyszałem, że dalsza część wieczoru była dla wszystkich równie udana.
Zebrałem trochę doświadczeń i może za jakiś czas znowu coś podobnego zorganizuję. Może znowu będę mógł liczyć na pomoc Jakisia, bez którego nie poradziłbym sobie. Santorini podpowiedział mi coś, co może jeszcze bardziej podkręcić atmosferę. No ale to za jakiś czas.
Większość wyznaczonej trasy wszyscy pokonali sprawnie, ale końcówka okazała się dramatyczna: tylko jedna para nie zgubiła się, pozostałe szukały po omacku. Największe zaskoczenie przeżyłem, gdy w drzwiach pojawili się Metka Boska i Ciastko, którzy wyszli jako trzecia para! Aż zacząłem podejrzewać, że wcześniejszym parom coś się stało, a imprezy przecież nie ubezpieczyłem. Uczestnicy pokonali trasę w 44 do 88 minut.
Wykonanie zadań nastręczyło uczestnikom sporo trudności. Tylko jedna para trafnie odgadła, że na pytanie "Co szumi w parku poza drzewami?" jedyną odpowiedzią jest "muszla". Również jedna tylko para ustaliła, że Janina Nowak pochodzi z Gniezna, a nie z Makowa, czy Głogowa (aż 3 odpowiedzi). "Janina Nowak" widnieje obecnie na większości skrzynek pocztowych we wzorze adresowania. Z kolei tylko jedna para nie wpadła na to, że twórcą pierwszej aksjomatycznej definicji przestrzeni był Stefan Banach, a nie, jak wykombinowali, Eliza Orzeszkowa. Pytanie o adres siedziby IPN w Łodzi było zadane tak podchwytliwie, że tylko dwie pary rozgryzły, o co chodzi.
Oficjalnie obwieszam, że w podchodach wygrali Metka Boska i Ciastko, brawo!!!
Drugie miejsce zajęli Xell z I., trzecie S. z A. (podaję literki, bo nie znam ich ksywek, jak ktoś zna, to proszę mi podać, głupio pytać samych zainteresowanych, albo wymyślmy jakieś).
Jak zawsze spóźniona dotarła Stara Gropa. Cezaria wymyślił, by sprawdzić jak się pary sfraternizowały po drodze. Pytania zadawał na zmianę ze Starą Gropą. Wszystkim parom poszło całkiem dobrze, choć po podliczeniu okazało się, że S. i A. spadli na 4 miejsce, a na trzecie wysunęli się Radix i Santorini (Fioletowy, jeśli ktoś go tak zapamiętał).
Gwiazda i Ja-Kub zajęli ostatnie miejsce, ale chyba mieli najwięcej zabawy, bo uchachani wrócili po pachy, ciekawe czemu?
Pogoda nie pozwoliła na zrobienie grilla w ogródku, więc kiełbaski były z piekarnika. Po długim spacerze cieszyły się sporym wzięciem.
Nastąpiła tradycyjna wymiana prezentów. Ego dostał fioletowy strój tancerki brzucha z prześlicznym staniczkiem, co było spóźnionym prezentem urodzinowym nabytym w Tunezji przeze mnie i Metkę Boską. Stara Gropa dostała urodzinową płytkę ceramiczną z Tunezji ode mnie, a on z kolei podarował mi poliestrową koszulkę a la koszykarska, tylko z frędzlami. Z Metką poszedłem przymierzyć to cudo. Co z tego wyszło wiedzą tylko ci, którzy na imprezie byli - efekt był kapitalny, Lady Gaga wysiada ze swoimi strojami.
Następnie impreza przeniosła się do Manufaktury do Copacabany. Ja nadal w tej szalonej koszulce, choć reszta zmieniona, ale i tak pozostali klienci patrzyli dosyć zszokowani. Przepraszam wszystkich za swoje szaleństwo odzieżowe tamtego wieczoru, ale jak się bawić, to się bawić.
Co się działo dalej w Fufu i Narraganset nie wiem dokładnie, bo wycofałem się na z góry upatrzone pozycje, ale słyszałem, że dalsza część wieczoru była dla wszystkich równie udana.
Zebrałem trochę doświadczeń i może za jakiś czas znowu coś podobnego zorganizuję. Może znowu będę mógł liczyć na pomoc Jakisia, bez którego nie poradziłbym sobie. Santorini podpowiedział mi coś, co może jeszcze bardziej podkręcić atmosferę. No ale to za jakiś czas.
sobota, 24 lipca 2010
Hortensje w nieogolonym rowie
Nadmorski zaszczycił mnie swoim kolejnym utworem, oto on:
Nad wodą sporo radośnie kąpiącej się młodzieży, ale zamiast się kąpać zajęliśmy się kwaśnymi jabłkami. Całkiem sporo tych jabłuszek wpadło nam w ręce. Następnie je zdołowaliśmy.
Nie znam się na tym, ale Jakiś ma dużą wprawę w kiszeniu ogóra, toteż z zapałem to czyniliśmy, jak znalazł na takie chłodniejsze dni.
Mimo niepewnej pogody dzisiejsza impreza - PODCHODY 2010 - się odbędzie. Zupełnie już nie wiem, kto dotrze. Tym bardziej, że wiele osób, którym wysłałem zaproszenie nawet nie raczyło odpowiedziec. Stara Gropa mówi, że to normalne i mam się nie dziwic. OK, może mnie po prostu inaczej wychowano: u mnie w przytułku, a potem na bałuckich ulicach panował zwyczaj odpowiadania.
Niniejszym dziękuję tym, którzy odpisali, czy zadzwonili, niezależnie od tego, czy dotrą, czy nie.
Dwie hortensje w ogrodzie,Nic się nie dzieje, spędzam czas na łonie. Obejrzeliśmy z Jakisiem rowy sąsiadów. Jeden ma ogolonego rowa, drugi nie. Spojrzeliśmy pod tym kątem na rowa Jakisia i wyszło, że golenie jego rowa jeszcze może poczekać.
Nic nie wiedzą o głodzie...
Głodzie wody - pragnieniu.
Są podlane, i w cieniu.
Kwitną tutaj, bezpiecznie...
Ale też nie są wieczne.
Zetną je do wazonu.
Piękno - przyczyna zgonu...
Nad wodą sporo radośnie kąpiącej się młodzieży, ale zamiast się kąpać zajęliśmy się kwaśnymi jabłkami. Całkiem sporo tych jabłuszek wpadło nam w ręce. Następnie je zdołowaliśmy.
Nie znam się na tym, ale Jakiś ma dużą wprawę w kiszeniu ogóra, toteż z zapałem to czyniliśmy, jak znalazł na takie chłodniejsze dni.
Mimo niepewnej pogody dzisiejsza impreza - PODCHODY 2010 - się odbędzie. Zupełnie już nie wiem, kto dotrze. Tym bardziej, że wiele osób, którym wysłałem zaproszenie nawet nie raczyło odpowiedziec. Stara Gropa mówi, że to normalne i mam się nie dziwic. OK, może mnie po prostu inaczej wychowano: u mnie w przytułku, a potem na bałuckich ulicach panował zwyczaj odpowiadania.
Niniejszym dziękuję tym, którzy odpisali, czy zadzwonili, niezależnie od tego, czy dotrą, czy nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)