Bez znaczenia
A to ciekawy dyskurs rozgorzał pod poprzednią notką pod moją nieobecność całodzienną. Pierwsza myśl: wcale nie chce mi się odpisywać. Druga: a może jednak.
Rok 2011 wydaje się być dla mnie przełomowy, tak życiowo. Zaczęło mnie gonić codzienne przekonanie, że wszystko już było. Do tego brak mi życiowego napędu i mimo wrodzonego optymizmu niespecjalnie udaje mi się popłynąć na fali ogólnoludzkiej pseudoszczęśliwości.
W 2011 odbyło się ostatnie, a i tak okrojone gejowskie jajeczko. Nie zamierzam kontynuować tej “tradycji”, bo formuła się wyczerpała.
Ważne miejsce w moim życiu zajął Jakiś i stał się drzewem poznania dobra i zła. Jednocześnie rzeczywiście odsunął mnie, albo wywołał moje odsunięcie od tych, z którymi wcześniej byłem związany. Ale o nim później.
Tajemnicą poliszynela jest, że prowadzę próżniacze życie, jak to nazywa Metka Boska, już od dłuższego czasu. W efekcie świat zamknął mi się w czterech ścianach TVN24 i miałkiej codzienności śniadaniowo-obiadowo-nie jeść wieczorem plus rozrywki kulturalne zapewniane przez Jakisia.
Nie widzę atrakcji w spotkaniu w klubie, gdzie by wymienić najprostszą myśl trzeba ją zawyć, co ogranicza nieco intelektualny jej przekaz i sprowadza całą rzecz do czasów neandertalskich.
Nie widzę też przyjemności w domowych spotkaniach stadionowo tłumnych, gdzie każdy chce błysnąć czym się da w celach różnych, a niezaspokojony zalewa siebie i podłogę trunkami mocniejszymi od własnej głowy.
Dostrzegam wiele zalet Gejowskiego. Jakby je zebrać, to jest tego sporo. Okazało się jednak, że woli on pozostać atrakcyjny dla dwudziestolatków. Powiedziałbym, że to świadomy wybór, a skoro tak chce, to akceptuję to, acz ze wszystkimi konsekwencjami. Niestety, to co działa na dwudziestolatków, na mnie już nie.
Obarczyłem więc swoją osobą Metkę Boską. I wszystko szło świetnie, aż się poróżniliśmy i chyba obaj poczuliśmy się nawzajem upokorzeni. Z tego upadku podnosimy się może, ale ugodzone ego leczy się długo.
A na to wszystko Jakiś. Obaj z mroków średniowiecza weszliśmy wspólnie w renesans, zaliczyliśmy barok, przeszliśmy przez uniesienia romantyzmu, zanudziliśmy się (a raczej Jakiś mnie) pozytywizmem i z kompletnym brakiem pomysłu weszliśmy w Młodą Polskę zmieszaną z rozpustnym międzywojniem. On mi teraz wypisuje, że ja nie rozumiem, czego on chce ode mnie! Otóż nie o konkurs życzeń chyba tu chodzi. Tak, oddaję się sam…
A czego ja chcę? I tu kurwa jest problem. Czy jest jeszcze coś czego nie miałem?! A nawet dodam, czy jest jeszcze ktoś, kto nie miał mnie?
A wszystko to, bez znaczenia.
piątek, 30 grudnia 2011
środa, 28 grudnia 2011
Gej nie znaczy mądry
Meta-kultura
Jakiś nie będzie pewno zachwycony tą notką. Piszę ostatnio o kulturze, i to przez duże “K”, więc uważa, że nie powinno tu być miejsca na frywolność. Jednak to jest blog, do tego mój i prowadzony anonimowo, więc czemu sobie żałować?
Trafiają tu znajomi, o ile chce im się zajrzeć, trafiają bywalcy wydarzeń kulturalnych i trafiają zupełnie przypadkowi internauci. Widownia jest wąska, okazjonalna i niestała w uczuciach. Nie czuję się więc w obowiązku, by blog był jednotematyczny.
Dawno już nikt nie zaglądał na gejowskie anonse z cyklu “Widziałem cię”, to dziś zrobiłem to sam. Materiału do obśmiania mnóstwo, jak zwykle. Wybrałem jedno ogłoszenie:
DZISIAJ JECHAŁEŚ AUTOBUSEM […] JA SIEDZIAŁEM NA SIEDZENIU OBOK CIEBIE MIAŁEŚ NA LEWEJ RĘCE ZEGAREK I OBRĄCZKĘ CZY JESTEŚ GEJEM […] NAPISZ JAK TO TY
Rozumiem, że ta obrączka na palcu lewej dłoni mogła wzbudzić wątpliwości… ale zegarek?! Dobrze, że ogłoszeniodawca wyraża swoją niepewność, bo zakochiwałby się w każdym napotkanym mężczyźnie z zegarkiem i obrączką “na lewej ręce”.
Jakiś nie będzie pewno zachwycony tą notką. Piszę ostatnio o kulturze, i to przez duże “K”, więc uważa, że nie powinno tu być miejsca na frywolność. Jednak to jest blog, do tego mój i prowadzony anonimowo, więc czemu sobie żałować?
Trafiają tu znajomi, o ile chce im się zajrzeć, trafiają bywalcy wydarzeń kulturalnych i trafiają zupełnie przypadkowi internauci. Widownia jest wąska, okazjonalna i niestała w uczuciach. Nie czuję się więc w obowiązku, by blog był jednotematyczny.
Dawno już nikt nie zaglądał na gejowskie anonse z cyklu “Widziałem cię”, to dziś zrobiłem to sam. Materiału do obśmiania mnóstwo, jak zwykle. Wybrałem jedno ogłoszenie:
DZISIAJ JECHAŁEŚ AUTOBUSEM […] JA SIEDZIAŁEM NA SIEDZENIU OBOK CIEBIE MIAŁEŚ NA LEWEJ RĘCE ZEGAREK I OBRĄCZKĘ CZY JESTEŚ GEJEM […] NAPISZ JAK TO TY
Rozumiem, że ta obrączka na palcu lewej dłoni mogła wzbudzić wątpliwości… ale zegarek?! Dobrze, że ogłoszeniodawca wyraża swoją niepewność, bo zakochiwałby się w każdym napotkanym mężczyźnie z zegarkiem i obrączką “na lewej ręce”.
wtorek, 27 grudnia 2011
Wielka Gala Operowa, Express Ilustrowany
Ciągoty
Ciekawym, czy Pac-drap była ponownie na gali, jak zapowiadała. Jej nie widziałem (nie znamy się przecież), za to liczba ciotek na widowni była taka, że jakby zgasło światło, to zrobiłby się gęsty dark room. Miło mi było dojrzeć Fioletowego w licznym towarzystwie. Ciekawe, kto jeszcze ze znajomych był, ale nie widziałem.
Zadziwiająca jest ta magnetyczna siła opery przyciągająca osoby orientacji odmiennej. Ja uważam, że po prostu wrażliwy jestem i stąd pewna łatwość przyswajania różnych dziedzin sztuki.
Bezcenne jest, że miałem szczęście być wprowadzanym w tajniki sztuk przez ZPP kiedyś, a przez Jakisia obecnie. Zasadniczo dzięki tym dwóm osobom sztuki plastyczne, kino, teatr, opera stały się dla mnie swojskie i mam do nich naturalną ciekawość, a i odwagę osądu.
Sztuka stała się też sposobem na spędzanie wolnego czasu. Sprawdzam, co można obejrzeć i wybieram się. Zachęcenie znajomych bywa niestety trudne. Próbowałem tu i przez Facebook, ale z marnym rezultatem. Żałuję, że tak jest, bo jest to rodzaj wspólnego przeżywania i jest o czym później pogadać. Jestem już w tym wieku, że bardziej rajcująca jest dla mnie wymiana poglądów, a nie plotki o tym “kto z kim”.
Ciekawym, czy Pac-drap była ponownie na gali, jak zapowiadała. Jej nie widziałem (nie znamy się przecież), za to liczba ciotek na widowni była taka, że jakby zgasło światło, to zrobiłby się gęsty dark room. Miło mi było dojrzeć Fioletowego w licznym towarzystwie. Ciekawe, kto jeszcze ze znajomych był, ale nie widziałem.
Zadziwiająca jest ta magnetyczna siła opery przyciągająca osoby orientacji odmiennej. Ja uważam, że po prostu wrażliwy jestem i stąd pewna łatwość przyswajania różnych dziedzin sztuki.
Bezcenne jest, że miałem szczęście być wprowadzanym w tajniki sztuk przez ZPP kiedyś, a przez Jakisia obecnie. Zasadniczo dzięki tym dwóm osobom sztuki plastyczne, kino, teatr, opera stały się dla mnie swojskie i mam do nich naturalną ciekawość, a i odwagę osądu.
Sztuka stała się też sposobem na spędzanie wolnego czasu. Sprawdzam, co można obejrzeć i wybieram się. Zachęcenie znajomych bywa niestety trudne. Próbowałem tu i przez Facebook, ale z marnym rezultatem. Żałuję, że tak jest, bo jest to rodzaj wspólnego przeżywania i jest o czym później pogadać. Jestem już w tym wieku, że bardziej rajcująca jest dla mnie wymiana poglądów, a nie plotki o tym “kto z kim”.
czwartek, 22 grudnia 2011
Kuchenne rewolucje, Magda Gessler
Uwaga! Wtacza się nowe
Zaczynam od złośliwości, ale “Kuchenne rewolucje” z lokowaniem produktów w roli głównej i Magdą Gessler jako restauracyjnym Jerrym Springerem oglądamy z Jakisiem regularnie i z zaangażowaniem.
Stan polskich restauracji przedstawia się dramatycznie i módlmy się, żeby ten program oglądali ich właściciele i wyciągali wnioski. Nie wiem jak jest na restauracyjnym rynku obecnie, bo Jakiś gotuje tak świetnie, że nie ma potrzeby byśmy chodzili konsumować czyjeś nieudane specjały.
Irytująca w programie jest pretensjonalna do bólu wstawka o Gessler jako kreatorce smaku. Jeszcze nie byliśmy w jej łódzkich lokalach, ale niech się przygotują na smakową krytykę. Salonowiec był i się zachwycał. Ale on ma w kuchni szklany stół i nigdy nie zanieczyścił swojego piekarnika jakąkolwiek potrawą.
Nawet naturalne jest, że Gesslerowa sprawnie się posługuje kuchenną łaciną i piki lecą gęsto. Wreszcie trochę normalnego języka w TV. Szkoda, że “kreatorka smaku” jest często na bakier z polszczyzną (“podeszew”, “upiec steka”!), ale nie można oczekiwać zbyt wiele od lady “midjum rer”. Bo słowa “mocno”, “średnio” i “słabo” wysmażony są widocznie passé, bo polskie.
Każdy program jest robiony na jedno kopyto, ale Gessler zgarnia pewno taką gażę, że na redaktora brakuje.
Czy nie ma tam wpadek? Mnóstwo. Z tego jednego odcinka, dzisiejszego, kardynalny, sypanie mielonego pieprzu z torebki! Żaden dobry kucharz by sobie na to nie pozwolił.
Gessler niestety nie proponuje w programie niczego lekkiego. Dominują jakieś ciężkie potrawy o wiejskiej, bądź mainstreamowej proweniencji.
Program ma blisko czteromilionową widownię. Choćbym się skichał, to gdybym pisał o kulturze i własnych podbojach seksualnych naraz, Metkowe niepowodzenia uwzględniając, to takiej widowni nie zbiorę. To może zacznę te programy recenzować? Gessler ma to w dupie, mnie się jakieś fajniejsze reklamy pojawią, w które może klikniecie, a ja na ćwiartkę wódy rocznie zbiorę.
| Fot. http://forum.cdaction.pl/Kuchenne-Rewolucje-t154316.html |
Stan polskich restauracji przedstawia się dramatycznie i módlmy się, żeby ten program oglądali ich właściciele i wyciągali wnioski. Nie wiem jak jest na restauracyjnym rynku obecnie, bo Jakiś gotuje tak świetnie, że nie ma potrzeby byśmy chodzili konsumować czyjeś nieudane specjały.
Nawet naturalne jest, że Gesslerowa sprawnie się posługuje kuchenną łaciną i piki lecą gęsto. Wreszcie trochę normalnego języka w TV. Szkoda, że “kreatorka smaku” jest często na bakier z polszczyzną (“podeszew”, “upiec steka”!), ale nie można oczekiwać zbyt wiele od lady “midjum rer”. Bo słowa “mocno”, “średnio” i “słabo” wysmażony są widocznie passé, bo polskie.
Każdy program jest robiony na jedno kopyto, ale Gessler zgarnia pewno taką gażę, że na redaktora brakuje.
Czy nie ma tam wpadek? Mnóstwo. Z tego jednego odcinka, dzisiejszego, kardynalny, sypanie mielonego pieprzu z torebki! Żaden dobry kucharz by sobie na to nie pozwolił.
Gessler niestety nie proponuje w programie niczego lekkiego. Dominują jakieś ciężkie potrawy o wiejskiej, bądź mainstreamowej proweniencji.
Program ma blisko czteromilionową widownię. Choćbym się skichał, to gdybym pisał o kulturze i własnych podbojach seksualnych naraz, Metkowe niepowodzenia uwzględniając, to takiej widowni nie zbiorę. To może zacznę te programy recenzować? Gessler ma to w dupie, mnie się jakieś fajniejsze reklamy pojawią, w które może klikniecie, a ja na ćwiartkę wódy rocznie zbiorę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)