czwartek, 6 stycznia 2011

Narraganset pub

Ganimedes bis?

W gronie zacnym, bo z Jakisiem, Metką, Ego i Raandem udaliśmy się na wszędzie reklamowane otwarcie pubu Narraganset. Trochę dziwne, że nie było zaproszeń. Ale skoro nie ma, to poszliśmy w ciemno. Wejście jak do dyskoteki, szatnia jak zwykle za dwa złote. Na wejściu ekskluzywny drink: dorato z syropem truskawkowym - odpuściłem sobie.

Sala dyskotekowa zamknięta, a sam pub znajduje się w górnej części niegdyś szumnie zwanej VIP roomem. W środku niewielki barek: herbata, piwo butelkowe, lana Warka, drinki owszem, ale grenadyny nie ma. Salka około 100 metrów kwadratowych. Sufit czarny, ściany chyba ciemno-lawendowe, oświetlenie typu semi-shade ze światełkami tu i ówdzie. Na sali w kształcie litery L pięć siedmioosobowych lóż (rozwiązanie totalnie skompromitowane w Ganimedesie) i ze dwa stoliki z kilkoma krzesełkami, oraz dance floor. Na huczne otwarcie zgoniło trochę ludzi, głównie uciekających od szkolnych prac domowych.
W sumie ok mimo, że nie było gdzie usiąść. TYLKO DLACZEGO DO KURWY NĘDZY MUZYKA HUCZAŁA JAK OPĘTANA?!

W Ganimedesie nie raz, nie dwa, dziesiątki razy tłumaczyłem, że pub to miejsce dla ludzi, miejsce rozmów i spotkań. Nie pomogło. Właściciele Narraganset popełniają ten sam błąd. Zbyt głośna muzyka i idiotyczna koncepcja lóż są kopią Ganimedesa - klubu, do którego już tylko spady trafiają.

Do pubu Narraganset wpadnę ponownie, gdy dowiem się, że nie jest to Ganimedes bis - kopia najgorszej koncepcji na pub.

Uciekliśmy po 20 minutach.


Jakiś na gościnnych występach


Bywalcem Narra nie jestem, choć nie mam złego zdania o miejscu. Nawet ucieszyłem się słysząc, że poza dyskoteką, właściciele zdecydowali się uruchomić pub. Bo pub to fajne miejsce do spotkań, pogadania, wypicia piwa czy drinka.

Teresa pisze, że zabrakło grenadyny. Phi… Zbrakło przede wszystkim atmosfery. Właściciele najwyraźniej postanowili mieć pub i dyskotekę w jednym. A tak się nie da: to nowe miejsce to ani pub, ani dyskoteka. I to by było na tyle ;)

6 komentarzy:

  1. uuuu kochani... aleście pojechali, chcecie żeby tym razem Was nie wpuszczali jak kiedyś xella

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli o mnie chodzi - nie ma problemu, mogą nie wpuszczać. Nikt niczego nie straci. Akurat pubów w Łodzi nie brakuje. Dyskotek też nie. Poza tym to nie właściciele mnie nie wpuszczą do pubu, ale ja sam się tam już więcej nie zamoerzam wpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pub jest OK. I w ogóle fajnie, że jest. Widzę jeden tylko problem: głośna muzyka. Pub to miesjce do spotkania się i pogadania przy drinku, a nie do tańca. Do tańca jest dyskoteka. Więc w pubie muzyka musi być cichsza, żeby dało się rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ wy się czepiacie. Rozumiem rozgoryczenie Egusia, który bez grenadyny nie istnieje i siada naburmuszony w kącie, ale to chyba nie jest koniec świata. ;-)

    Najważniejszą rzeczą jest to, że to nie jest pub tylko mały klub. Dziesiątki tego typu występują za zachodnią granicą. I wtedy wszystko byłoby jasne: muzyka (za głośna, uciekliśmy pogadać do lodówki na dół), ciemnawo, miejsce raczej do stania niż siedzenia. Pubem to nie jest, bo z samej definicji pub powinien być otwarty co najmniej od godziny 16.

    Wpadłem na chwilę ze znajomymi z importu sporo później, więc trochę już się chyba rozluźniło. Moim zdaniem poza pijanymi babami, które w kolejce do kibla obkopywały klientów przy barze, wszystko było w porządku. Wpadnę jeszcze w "niesobotni" wieczór, żeby zobaczyć jak to będzie wyglądać przy mniejszym tłumie i wtedy się wypowiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta sala w kształcie litery L, to pewnie dla wielbicielek "The L Word"

    OdpowiedzUsuń
  6. Miejsce ohydne! Policja powinna zając się tym lokalem z powodu sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim!

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)