poniedziałek, 20 września 2010

Teatr Nowy "Diabli mnie biorą" Marek Rębacz

Rębaczanka

Tutaj znajdziecie recenzję Renaty Sas. Nie chce mi się pisać o tej komedii, bo nie bardzo jest o czym. Ludzie się śmiali, ale nie wiem z czego. Ot, sklejone dowcipy i skecze, a wszystkie z brodą. Marek Rębacz tak się zapatrzył w swój tekst, że jako reżyser niczego nie wyciął. Jest do tego tak wszechstronny, że za opracowanie muzyczne również jest odpowiedzialny. Scenografię pozostawił Annie Kat, która dopasowała ją do mierności dzieła. Olaf Lubaszenko dumnie prezentował swoją tuszę - a taki ładny kiedyś był! Monika Buchowiec i Bartosz Turzyński zachowywali się infantylnie... i tyle. Najbardziej komiczny był Krzysztof Kiersznowski, ale niestety często mówił swoje kwestie zbyt cicho. Jakiś usnął w trakcie. Dobrze, że go obudziłem nim zaczął chrapać.

10 komentarzy:

  1. Zasnąłem, bo mnie diabli wzięli ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. 2Jakiś: Raczej jakiś Morfeusz Cię wziął, dobrze, że byłem obok ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 2Teresa: Dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No, i co ja mam temu Rębaczowi powiedzieć?
    Widzę się z nim w sobotę...
    Tak do dupy było?

    OdpowiedzUsuń
  5. 2Anonimowy: Przede wszystkim powiedz mu, żeby już nigdy więcej nie reżyserował własnych tekstów, przynajmniej tyle. Niestety było całkiem do dupy.
    Miałem okazję porównać drukowane recenzje z wypowiedziami ich autorów w trakcie spektaklu; na papierze byli bardzo delikatni i wyrozumiali, w teatrze byli w szoku i nie szczędzili dosadnych słów, by opisać swoje wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odetchnęłam z ulgą, bo już myślałam,że "odstaję" - w Przemyślu (niestety)niemal cała sala "zachodziła się" od śmiechu,a niektórzy omal z krzeseł nie spadli. Na koniec wszyscy wstali, by "geniusz" uczcić. Żenada...

    OdpowiedzUsuń
  7. 2A.: Ja niestety do tej pory jestem w traumie po tym spektaklu. Niesamowite, że ośmielają się obwozić tego gniota po Polsce! Gratulacje za indywidualizm wobec masowego odbioru ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Istna tragedia nie komedia ! kolejna sztuka, z której wychodzi się z przerażeniem, wynikającym z głupoty Rodaków !!! To jest naprawdę coś niesamowitego - taka chała - a ludzie niemal spadają z krzeseł, ale najgorsza była zaściankowa wrzawa (Łódź), w momencie pojawienia się na scenie Olafa ("Stodoły") Lubaszenko, którego największym osiągnięciem było wypinanie w celu usadowienia niby - ogona - naprawdę obawiałam się spodnie, choć tylko tyłek Lubeszenki w tej sytuacji mógłby sytuację uratować - byłoby w końcu zabawnie! A teraz dezyderat - Panie Marku Rębaczu, jest tyle świetnych zawodów na świecie,na pewno coś Pan sobie znajdzie, albo będzie Pan musiał poszukać, jeżeli jeszcze ze dwa tak wybitne dzieła wyjdą spod Pana ręki.

    OdpowiedzUsuń
  9. tragiczna grafomania,jak jeszcze gdzies przeczytam ,że to wybitny dramaturg to zwymiotuje
    żenada.

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawda, święta prawda. Mnie diabli brali, jak można się zaśmiewać z tak żenujących tekstów, a owacja na stojąco po zakończeniu tej katastrofy ... Cóż, nie mam wątpliwości, że spektakl adekwatny do poziomu przeciętnego widza- wielbiciela braci Mroczków i talentu pisarskiego Kingi Rusin.Utwierdzam się tylko w przekonaniu, że w Łodzi do Nowego można iść tylko po sporą dawkę żenady i zwątpienia w poziom inteligencji rodaków.

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)