środa, 14 grudnia 2011

Prostytucja nieletnich

Dupa rocznik 96

Na jednym z portali randkowych nawiedził mnie chłoptaś o wyglądzie dziecka. Chyba nikt nie podejrzewa, że jestem amatorem kwaśnych jabłek, więc zignorowałem to. Jednak przypadek zrządził, że na innym portalu kilka minut później zaczepił mnie proponując seks za pieniądze. Porównałem zdjęcia i nie miałem wątpliwości. Zajrzałem na trzeci i bez trudu znalazłem go i tam.

Na każdym z portali zgłosiłem, że dany użytkownik prawdopodobnie nie ma jeszcze 15 lat. 15 lat ma wprawdzie skończone, ale regulaminy mówią o 16 latach i o  gołych zdjęciach od 18 roku życia. Czekam na reakcję administratorów portali. Co powinienem zrobić jeśli reakcji nie będzie?

Jestem w szoku. To dziecko! Bardzo uświadomione i wiedzące czego chce, ale dziecko. Do tego radośnie wykorzystuje anonimowość portali i chuć bywalców. Nie mogę pojąć, że nikt tego jeszcze nie zgłosił, bo z profili wynika, że jest na tych portalach obecny już dłuższy czas. Domyślenie się, że to dziecko, to też nie problem. Chłopiec sam nie zostawia wątpliwości co do swojego wieku.

A portale? A portale nawet nie mają opcji do zgłoszenia, że nieletni pogwałcił ich regulamin. Pewno mają to w dupie. Wszystkie zgłoszenia przesłałem jako techniczne… bo innej opcji nie ma.

P.S. Młokos zaczepia mnie na kolejnym portalu, reakcji administratorów wciąż nie ma.

Wyścig z czasem, Justin Timberlake

System

Obejrzałem ten gniot. Z trudem. Justina z łóżka bym nie wygonił, ale talentu aktorskiego nie ma za grosz. Koncept filmu: starzenie zatrzymuje się w wieku 25 lat (dzięki czemu nawet teściowa wygląda jak koleżanka), walutą jest czas na dalsze życie. Gdyby nie banalny scenariusz może i dałoby się z tego zrobić coś ciekawego.

Bohater rozpoczyna walkę z systemem. Jest on niezrozumiały dla widza, a bohaterowie raczej udają, że coś z tego łapią: system kryje się w coraz większych budynkach.

Dziś właśnie posłuchałem chwilę wypowiedzi na forum Parlamentu Europejskiego. Wrażenie mam takie, że instytucje demokratyczne, narodowe i ponadnarodowe też już się gubią w matriksie w jakim żyjemy. Wychodzi, że światem rządzą instytucje finansowe. Nie wiadomo jednak, kto się za nimi kryje i jaki jest ich cel. Z jednej strony mówi się o ich sile, a z drugiej ciągle trzeba je ratować. Nierówności rosną – szokiem była dla mnie informacja, że 1% mieszkańców USA posiada więcej niż pozostałe 99% razem wzięte! Czy w Europie jest podobnie?

Ciekaw jestem na ile instytucje demokratyczne są dziś rzeczywiście demokratyczne, a na ile sterowane przez siły, których nie rozumiemy. Czy może, jak w Matriksie, żyjemy ułudą danego nam sztafażu, wiedząc , że coś jest nie tak, ale w strachu, że zmiana status quo zaprowadzi nas w nieznane? Bunt pojawia się w filmach, bunt sięgnął też już ulic. Walka toczy się z wielogłowym smokiem, którego nikt nie widział, a do tego z oczami zasłoniętymi szczelną opaską. Quo vadis cywilizacjo?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Maurycy, TVP Kultura

Tam, wtedy, dziś

Włączyłem telewizor, by jeszcze raz, któryż to już, obejrzeć “Maurycego”.

Tam, wtedy było to przełamywanie konwenansu, balansowanie na granicy przyzwoitości. Dziś ta miłość jest na wyciągnięcie ręki… i to dosłownie, wystarczy sięgnąć klawiatury komputera.

Tam, wtedy, żyli w konspiracji. Sami uciekali przed dotknięciem i uczuciem. Nietrafiony gest, czy słowo spowodowałby konsekwencje życiowe o jakich nam się nawet dziś nie śni. Ich wyobrażenia o przyszłości swojego uczucia były dużo mroczniejsze, ba, w ogóle o nich nie ośmielali się myśleć. Dziś, paradoksalnie podobnie; postępuje się bardziej zgodnie z zasadą “masz pracę, szukaj następnej”, masz miłość, cóż szkodzi kolejna. Tyle tylko, że ta jedna, już nie ma i mieć nie będzie tej samej wartości. 

Tam, wtedy, odszukanie się można było traktować jako coś wyjątkowego. Ryzyko dalszego szukania było na tyle nierozsądne, że zwiększało przywiązanie do wybranka już odnalezionego. Dziś wręcz przeciwnie, ryzyka szukania nie ma, każde niepowodzenie można okupić (dosłownie) wieloma nowymi sukcesami.

Tam, wtedy, za publiczny pocałunek z mężczyzną można było po uznaniu za niemoralne prowadzenie się zostać skazanym starając się zachować godność. Dziś, możemy wspólnie popychać wózek w hipermarkecie podszczypując się tu i tam, a otoczenie nawet uwagi nie zwróci. Ba, będzie życzliwa lub ją uda.

Tam, wtedy rodzina potrafiła nie dostrzegać i wiele wybaczyć. Nawet służba potrafiła utrzymać wymagany poziom. Dziś, zasadniczo rodzinę można mieć w dupie i robić swoje.

Tam, wtedy mężczyzna był przez kobiety otoczony nimbem niemal boskim. Dziś ma wpatrzone w siebie psiapsiółki, chodzi  o mężczyznę-geja oczywiście, a nie ordynarnego heteryka.

Tam, wtedy znalezienie bratniej duszy, kogoś do wypłakania się, kogoś, kto chciałby zrozumieć było jak kolejne nadejście gwiazdy betlejemskiej. Dziś można z tym iść do telewizji i we łzawej wypowiedzi obnażyć się przed milionami.

Tam, wtedy pragnienie bycia razem było równie silne, co dziś, jednak bez trudu można było łączyć “funkcje”. Dziś raczej nie inaczej. O dziwo!

Tam, wtedy, człowiek sam musiał się upominać, hamować swoje pragnienia. Dziś jest do nich wręcz zachęcany.

Tam, wtedy, jak ktoś miał kasę, to w swojej ignorancji mógł szukać pomocy fachowej celem uleczenia u ludzi o niepewnej medycznej proweniencji. Dziś, ha, ha, podobnie.

Tam, wtedy zbliżenie fizyczne… i tu użyję sceny z “Maurycego”… wchodziło przez okno, nocą, po drabinie. Dziś można je spotkać na umówionym rendez-vous w kawiarni, albo podjedzie taksówką.

Tam, wtedy mezalians, a do tego homoseksualny zrujnowałby ludziom życie. Dziś szukają w klimacie “kombinezony robocze”.

Ale wciąż i nadal szukamy tego samego.

Tydzień monodramu w Lodzi

Czyżby przypadek?

W sobotę w Teatrze Małym znajdującym się na terenie Manufaktury zakończył się II Łódzki Festiwal Monodramu “Mono w Manu”. W niedzielę był kontynuowany w Teatrze Jaracza. Kontynuowany?

Spektakl “Podróż do Buenos Aires” z podtytułem “work in regress” stał się świetnym podsumowaniem werdyktu dla festiwalu w Teatrze Małym.  Ten powrót Gabrieli Muskały po 10 latach od premiery, ale i poziom tekstu, reżyserii, świateł i mistrzowskiego wykonania skromna publiczność Małej Sceny nagrodziła owacją na stojąco. Muskała wraz z siostrą napisały tekst sztuki czarującej swą autentycznością. Ten monodram, to i śmiech, i łzy. To spojrzenie w naszą przyszłość i przeszłość. Bohaterką może być babcia wielu z nas (w zależności od pokolenia wydarzenia mogą się zmieniać). Sztuka jest wiwisekcją postrzegania rzeczywistości w mózgu “in regress”. Jest to równie zabawne, co przerażające. Coś, co czeka wielu z nas. 10 lat temu, jako dwudziestosześciolatka bodajże, Muskała stanęła przed nie lada wyzwaniem. I dała radę. Z wiekiem, także jej wiekiem, publiczność jeszcze bardziej musi się mierzyć ze starością. Taki spektakl, to przeżycie.

Na tym tle festiwal “Mono w Manu” zakończył się wynikiem zaskakującym. Jury składało się ze studentów teatrologii.

Spośród sześciu spektakli laur jury dostał Dariusz Sosiński za “Tancerza mecenasa Kraykowskiego” – opowieść o masochistycznym prześladowcy-naśladowcy. Aktor wystąpił, napisał scenariusz, spektakl wyreżyserował i opracował scenograficznie i muzycznie. Obawiam się, że nagroda jest za wszechstronność, a nie za osiągnięcie. Aktor etc. zaprezentował się sztampowo.

Nagrodę publiczności dostała Elżbieta Czerwińska za podwójną rolę w “Smażonych zielonych pomidorach”. To przedstawienie górowało nad zwycięzcą jury i mimo jego nierówności i niedostatków trudno publiczności nie odmówić racji.

Pozafestiwalowy monodram w Teatrze Jaracza dla równie nielicznej publiczności przebija każdy z festiwalowych spektakli. Teatr może się nazywać Mały, szkoda, jeśli jest mały.

Nie chcę zniechęcać do odwiedzania Teatru Małego. Dam mu szansę. Jego kierownictwo musi jednak wziąć się do roboty, żeby małość nie stałą się synonimem dla tego teatru.

Dziękuję niewymienionym tu za pomoc w pisaniu tej notki.