czwartek, 31 grudnia 2009

2010

Wreszcie mam gdzie upowszechniać twórczość Nadmorskiego. Jego życzenia są zawsze wyjątkowe, a dziś dedykuję je wszystkim Czytelnikom:

Zaklinając przyszłość - życzę noworocznie:
Niech się dobrze kończy - co mile rozpocznie!
Niech rosną przychody, maleją zmartwienia,
A w konkretne plany zmieniają marzenia!
Ale przede wszystkim - byśmy zdrowi byli,
I do kolejnego 'nastego' ... dożyli!

wtorek, 29 grudnia 2009

Wyciąganie wniosków

Jak nietrudno zauważyć konwencja tego bloga jest obyczajowa i skoncentrowana na mnie. Jest obyczajowa, aż do poziomu "Faktu". A skoncentrowanie na mnie nosi cechy ekshibicjonizmu.
Bez urazy, ale skoro czytacie tego bloga i wracacie tu, to znaczy, że jest to coś co trafia w wasze gusty. Podnieca Was rozbuchane ego autora? Sprośności, czy złośliwości w opisywaniu innych? Jeśli cokolwiek innego, to też cieszy mnie, że wracacie.

Nie jestem doświadczonym blogerem i wciąż uczę się o czym pisać i jak pisać.

Zacznę od siebie. Blog jest pewną kreacją. Nie przeczytacie tu o wielu rzeczach, które się wydarzyły lub które się toczą. Skrzętnie je ukrywam. Na światło dzienne wydobywam tylko to, co najbardziej barwne i pociągające, ok, nieco koloryzując tam gdzie trzeba. Sprzedaję pewien obraz siebie, jaki widać po tej krótkiej wymianie zdań w komentarzach:
Teresa pisze...
2Snajper: Poznaj mnie i sam się przekonaj, Twoje wyznania zamieszczę na blogu osobiście lub, jeśli będziesz wolał, sam je opiszesz ;)

Snajper pisze...
2Teresa: Propozycja kusząca ale: po pierwsze po tym wszystkim co przeczytałem na Twoim blogu musiałbym poznać Cię bardzo dogłębnie by dotrzeć do Twych cnót ukrytych pod grubą warstwą narcyzmu ;-) i w pełni docenić Twą zacną osobę; po drugie jestem dżentelmenem, publicznie o przebiegu i rezultacie swych spotkań nie opowiadam, podbojami się nie chwalę, więc na moje wyznania na łamach bloga raczej nie ma co liczyć.

Zapewne wszyscy zgadzają się ze Snajperem - bardzo sympatycznie wyraził zresztą swoje zdanie o mnie. Podsumujmy kim jestem: narcyz, męska kurwa i facet bez skrupułów. Nie piszę tego, żeby ktoś stanął w mojej obronie. Przyznajcie jednak, że przypadki kogoś takiego są ciekawsze niż opisy dnia szarego, jak tani papier toaletowy.

Jednak to, co ja piszę o sobie, to moja sprawa, ale to co piszę o innych, narusza ich prywatność. I tu się w swym niedoświadczeniu zagalopowałem. Jasne, są wymyślone przeze mnie pseudonimy, jednak świat jest mały i często można się domyśleć, kto jest kto, a zainteresowani, jeśli nie wiedzieli o tym blogu, mogą się czuć urażeni. Ciężko cofnąć czas, mleko się rozlało, więc jedyne, co mogę zrobić, to wyciągnąć wnioski. Na blogu nastąpią więc pewne zmiany, jeśli chodzi o opisywanie MOJEJ rzeczywistości. Mam jednak nadzieję, że pozostanie dla Was nadal atrakcyjny.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Teresa uwodzi

W niedzielę wybrałem się do Manufaktury zobaczyć, czy coś przecenili. Przy okazji, żeby nie tracić czasu, umówiłem się na randkę z Emigrantem. Połaziliśmy po sklepach, a Emigrant oceniał wyprzedaże porównując je z tymi jakie zna z Holandii. Wyszło, że przecen nie ma. Bo nie ma, to markowanie przecen w polskich sklepach jest żałosne. Z Emigrantem świetnie się gadało i miał dużą wiedzę o polskiej emigracji zarobkowej, gejach i warunkach życia w Holandii.

Nie napiszę wszystkiego, ale parę smaczków Wam podam.

"Zjechać" - czasownik oznaczający powrót na krótki czas do Polski.

Holenderscy geje głosują tylko na partie prawicowe, a nawet skrajnie prawicowe. Chodzi o pozbycie się emigrantów. Dlaczego? Żeby geje-Holendrzy nie bali się chodzić ulicami. Polacy, Marokańczycy i inni emigranci zarobkowi nie są elitą intelektualną, nie są obyci, itd. i na gejów manifestujących swoje gejostwo reagują agresją słowną i fizyczną.

W Holandii nie ma już gejowskich dyskotek. Młodzi geje chodzą to zwykłych dyskotek, bo nie robi im to różnicy, czy dyskoteka będzie homo, czy hetero. Do stricte gejowskich klubów chodzą tylko starsi panowie.

Podręcznik o Holandii dla starających się o holenderskie obywatelstwo zaczyna się od zdjęć modeli rodzin obowiązujących w Holandii: Pani i Pan, Pan i Pan, Pani i Pani - wszyscy z dziećmi. Przyszły obywatel musi już na tym etapie zaakceptować ten stan rzeczy.

Przeciętny Holender zareaguje obojętnie na wszelkie manifestacje homoseksualizmu, ale to nie zmienia faktu, że jest homofobem.

Obowiązujący model dla holenderskiego geja, to pieprzyć się do trzydziestki, a potem pomyśleć o jakimś związku.

Po dwóch godzinach spędzonych z Emigrantem w Manufakturze pożegnaliśmy się, przy czym poza uprzejmym stwierdzeniem, że fajny jestem, dodał, że chętnie spotka się ze mną na "dłuższe spotkanie". Co ja mam z tymi chłopami ...

A potem pędem na kolację z Toaletką. Wziąłem ze sobą prezent, którym Toaletkę rozwaliłem - ja to potrafię mieć wejście. A potem wiele godzin gadania, przekomarzania się, opowiadania. Okazało się, że chodziliśmy do tego samego liceum, choć w różnych latach. Aż do wyznań, że jeszcze nigdy nie poznał takiego faceta jak ja, że nigdy z żadnym facetem tak dobrze mu się nie rozmawiało, że chciałby, aby nasze spotkania nigdy się nie kończyły ...

Mówcie sobie, co chcecie. Naprawdę nie uwodzę tych facetów, cały czas jestem sobą.

niedziela, 27 grudnia 2009

Obiad u Żaby

Zgodnie z wielowiekową tradycją w drugi dzień świąt Żaba zaprosiła znajome ciotki swego syna na obiad. Było ciasno, smacznie i rodzinnie.

Wcześniej w rozmowie z kimś wspomniałem, że wybieram się na taki obiad. Usłyszałem, że matka mojego rozmówcy, nigdy by takiego obiadu nie zorganizowała. Powiedziałem o tym Żabie przy ciastach. Opowiedziała, jak i jej było kiedyś trudno pogodzić się z orientacją seksualną syna. Ale udało jej się przełamać i mimo stałej, nieprzyjaznej presji otoczenia okazuje mu pełną akceptację. Czego wyrazem są choćby te świąteczne obiady.

Były prezenty, które co roku sobie wręczamy. Fajnie, że coraz bardziej idzie to w kierunku prezentów wykonanych samodzielnie, a przynajmniej z własną pracą wykonaną nad nimi.

Podsumowaliśmy też mijający rok. Jaki dla nas był? Okazało się, że nie był szczególnie radosny. Myślę, że przykre chwile bardziej zapadają w pamięć niż te dobre i stąd takie ogólne wrażenie. Ja przeżyłem wiele przykrych chwil w 2009 roku. Jednak dla mnie ten rok był tak szczególny, że raczej jestem zadowolony.

Żaba zauważyła, że nie jestem zgryźliwy, jak to kiedyś bywało. Tak, to chyba dobra zmiana we mnie. Pozbyłem się wielu frustracji, jakie tkwiły we mnie w minionych latach i ktore powodowały, że chętnie jechałem po ludziach kiedy i gdzie popadło.

Po obiedzie okazało się, że pozostali uczestnicy są już zaproszeni na kolejną imprezę, więc dyskretnie się usunąłem. Przy okazji aRRo mnie zaskoczył, w trakcie rozmów okazał takt, którego się po nim nie spodziewałem, albo może nie miał dotąd okazji - dzięki ;)