wtorek, 6 grudnia 2011

Don Giovanni raz jeszcze

Leporello pisze...


Za Mikołaja Reja najwięcej w Polsce było lekarzy, współcześnie, jak widzę, znawców opery. To chwalebne, że cooleżanki się tak operowo rozochociły, więc nie będę zniechęcał nakłaniając do bacznego wsłuchiwania się nie tylko w dźwięki, ale i historię filozofii.

O Don Juanie dość obficie wypowiedział się niejaki Kirkegaard, zatem powtarzał się nie będę. Chętni trafią i poczytają. O Don Giovannim też sporo już napisano. Ale… przejdźmy do spektaklu Mariusza Trelińskiego i muzyki.

Inkryminowane przedstawienie ma już 9 lat i nieco się zestarzało (zwłaszcza kostiumy wspomnianego Arkadiusa, które dziś rażą pretensjonalnością i wydumaniem). Nie zestarzała się natomiast muzyka Mozarta, co wbrew logice jakiejkolwiek, usiłował przekazać dyrygent. Zaproponowane przez kapelmistrza tempa były zdecydowanie za wolne, o dynamice starszy pan jakoś zapomniał. Skutkiem tego muzycznie Don Giovanni pozbawiony został siły i blasku.

Jeśli zaś skupić się na stronie wokalnej to: oczywiście Kwiecień był znakomity. Oglądałem premierę i od tamtej pory artysta przebył imponującą drogę: głos wciąż wspaniały, nośny, technika prawie niewidoczna, stylowość nienaganna.
Pretensje do Woś proszę sobie włożyć w buty: będziecie wyżsi. Donnę Annę zaśpiewała nienagannie: było to wykonanie stylowe, doskonałe intonacyjnie. A, że nie popisywała się długością frazy i belcantowym prowadzeniem głosu, za który ją tak publiczność uwielbia? Chwała jej za to właśnie. Za to, że umiała odrzucić efektowny, romantyczny styl wykonawczy na rzecz klasycznego, Mozartowskiego. To bardzo szlachetna kreacja, przemyślana, zachowująca jednorodność wokalną i aktorską.

Annę Bernacką (Donna Elwira) cenię bardzo wysoko, bo to znakomita śpiewaczka i wielki głos. Ale podczas piątkowego spektaklu dała się ponieść manierze heroiny, przez co jej śpiew utracił absolutnie niezbędną u Mozarta stylowość. Bernacka chwilami wykorzystywała styl śpiewu Verdiowskiego, co mogło imponować siłą wydobytego dźwięku, ale nie urodą owego dźwięku, jaki narzuca – znów się powtórzę – styl Mozartowski. Być może skutkiem tego przytrafiły się artystce niedoskonałości intonacyjne.

Co do reszty – zgadzam się z Teresą.

PS. Za wszystkie literówki serdecznie żałuję, obiecuję poprawę… Nie, tego obiecać nie mogę, w końcu blog Teresy to nie Opera Narodowa, gdzie nie ma miejsca na błędy. :)

16 komentarzy:

  1. Bardzo mi sie podobał Darek Mahej i Zerlina amerykanka!!!pani jest w błedzie pani Tereso to była obsada najlepsza od premiery.Jesli pani chce to podesle material do porównania z 2002 roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. a Woś co by pani wytrącić argument z reki otrzymała znamienne oklaski tzn grzecznościowe klaniając sie po wcześniejeszej euforii na temat P.Bernackiej z tą stylowscią to niech sie pani uda do Opery Kameralnej:)a szczególnie do pierwszego rzędu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że Pani Teresa przyjęła Pańskie stanowisko z pokorą - prawda, Pani Tereso?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Teresa wszystkie opinie przyjmuje z pokorą ;) Wierzę, że obsada była najlepsza od 2002 roku.To dobrze, że każdy znalazł w tym spektaklu śpiewaczkę lub śpiewaka, która, czy też który zachwycił. Każdu może pozostać przy swoim. Jednak odmawiam uznania oklasków za miarę klasy artysty - tłum, jak to tłum, często się myli.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Pani Teresa wszystkie opinie przyjmuje z pokorą ;) Wierzę, że obsada była najlepsza od 2002 roku.To dobrze, że każdy znalazł w tym spektaklu śpiewaczkę lub śpiewaka, która, czy też który zachwycił. Każdu może pozostać przy swoim. Jednak odmawiam uznania oklasków za miarę klasy artysty - tłum, jak to tłum, często się myli."

    i tym bardziej w Warszawie, wyznającej zasadę,"nie wazne jak spiewasz, wazne ze masz pochodzic ze stajni warszawskiej to wtedy bedziemy klaskac". Nie jest to niestety pierwszy ani ostatni przypadek w TW-ON :(

    OdpowiedzUsuń
  6. pac drap, podobnie jak pani Teresa - mają rację. Oklaski nie są miarą. Ileż to razy publiczność wstaje zachwycona czy trzeba, czy nie trzeba...

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mam weny na nicka, chciałym tylko zauważyć, że to cudne, że blog ten stał się forum wymiany myśli i poglądów na temat opery, a ilość komentarzy przekracza rekordy bite przy okazji najbardziej wyuzdanych notek. Tylko co na to autorka ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. 2anonim1: Podaj mi zestaw słów określających Twoje zainteresowania plus płeć i znajdę Ci nick jak złoto ;) A potem będziesz się z nim męczyć ;)

    Właśnie ostatnio rozmawiałem o tym z Jakisiem. Wychodzi, że w sprawie wyuzdania nie mam już nic do powiedzenia, co mnie smuci, i czas przerzucić się na tematy kulturalne, które w naturalny sposób zaczęły dominować.

    Podkreślam, że mimo blogowego nicka: "odŚwiętna Teresa", jestem mężczyzną i to zupełnie niekobiecym z wyglądu, czy zachowania... ale nikt nie czyta stopki bloga ;( W efekcie, co już rozbawiło Metkę Boską, jestem adresowany per Pani Tereso. Pomieszanie z poplątaniem, mężczyzna kobietą i odowrotnie, kultura z wyuzdaniem oraz wyuzdanie w kulturze.

    Mam założyć nowy blog?

    OdpowiedzUsuń
  9. anonim_bez_nicka7 gru 2011, 21:58:00

    umówimy się na wódkę, to wymyślisz ;) no ale co tu porzucać, albo nowy blog zakładać! Tożto opera to samo wyuzdanie, zdrady i seksualne rozpasanie! Niby dlaczego gieje tak ją kochają? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. @anonim1: liczba komentarzy, nie ilość, jestem podły, wiem

    @aninim bez nicka: wódka? zawsze! kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  11. anonim bez nicka miało być, nie aninim, sorry :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No i niektórym, a'propos, polecam "Lulu" Berga. Muza - potwór, inscenizacyjnie - rozpasanie!

    OdpowiedzUsuń
  13. 2anonim_bez_nicka: Jakaś lista dialogowa zaczyna się tu tworzyć ;) Tylko kto ją wyśpiewa?

    Akurat koresponduję z dwudzestoswulatkiem, który podrywa mnie, albo ja jego, już się zgubiłem, Jakiś patrzy złym okiem i w ogóle w uniesieniu jakimś jestem.

    A kto powiedział, że ja kocham operę?! Ja zostałem wciągnięty! Siły może nie trzeba było używać. Ja zaspokajam się. W operze i kulturze w ogóle zaspokajam libido, brak dzieci, ciekawość świata i ludzi, bylebym się nie zagubił z emocjami.

    A na wódkę koniecznie, tylko jak to zrobić, żeby tożsamości po barach nie rozwłóczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A dlaczego nie rozwłóczyć? Tożsmamośc po to jest, by włożczyć ją i roz... Meritum w tym, by się umieć zatracić, ale jednocześnie nie rozmienic na drobne.

    Ależ komentarzy pod tym moim wpisem... Teresa, ja zmieniam adres bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Późno, stąd tyle literówek, przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  16. Darling, hm: "jestem mężczyzną i to zupełnie niekobiecym z wyglądu, czy zachowania...". Powiedziała Teresa, strzepując przy tym wachlarzem drobinki pudru z upierścienionych palców, kokieteryjnie trzepocząc sztucznymi rzęsami...

    "W operze [...] w ogóle zaspokajam libido". No właśnie, czytałem te anonse z cyklu "widziałem Cię": "W ostatni piątek, kibelek po lewej stronie w Operze, miałem wrażenie, że mi się przyglądasz - może wyjdziemy na drinka?".

    "Zaspokajam [...] ciekawość świata i ludzi"... Hm, puszczania się nikt nie nazwał tak ładnie odkąd Witkowski użył sformułowania "sprawy sercowe" dla opisu czynności podejmowanych na pikietach.

    Wyobrażam sobie już ten dialog:
    "MB: Teresa, gdzie jesteś, bo od pół godziny próbuję się do Ciebie pindo dodzwonić?
    T: Zaspokajam ciekawość świata i ludzi, sweetie.
    MB: To jak już wrócisz z pikiety, to przedzwoń do mnie...".

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)