piątek, 8 marca 2013

Antysemityzm a homofobia

Rozmowa o homoseksualizmie z dziadkami

Jestem gejem, więc trudno, żebym był homofobem. Gdybym był księdzem lub kryptociotą (wiecie, co to za kategoria?) to może, by zaprzeczyć swoim naturalnym ciągotom potępiałbym wszystkich, którzy je realizują otwarcie i z samozadowoleniem. Umówmy się, każdy ksiądz i każda kryptociota śnią i marzą o tym, by związać się z jakimś facetem bardziej lub mniej monogamicznie. No OK, są też księża, którzy wolą kobiety lub, jak to w całej swojej hipokryzji określa biskup Pieronek, ulegają namiętnościom do młodych chłopców. Ci ostatni wykorzystują niedojrzałość i podległość swoich ofiar, nieświadomych manipulacji jakiej podlegają. Może biskup Pieronek doświadczał podobnych namiętności, ale zażył dużo bromu z wodą święconą i libido spadło mu do zera - na całe szczęście dla potencjalnych ofiar. Choć z jego zrozumienia dla kumotrów widać, że doskonale wie o co kaman.

Obejrzałem dziś Jarosława Wałęsę u Moniki Olejnik. Wyniesioną z domu niedbałą polszczyzną postawił się w kontrze do swojego utytułowanego ojca. To nawet miło, że homofobii nie wyssał z mlekiem matki. Chce ze swoim ojcem porozmawiać o homofobii. Twierdzi, że dotąd nie było okazji. Nawet mu wierzę. Relacja jego matki z napisanej książki świadczy o tym, że w domu rozmawiało się jedynie na tematy podstawowe. Chodziło  pewno głównie o przewijanie kolejnych pociech. Ojciec - Lech Wałęsa - był jakimś niedostępnym fizycznie i psychicznie bywalcem domu. Spełniał się katolicko zapładniając żonę w wolnych chwilach, uczestnicząc w obrządkach jedynego kościoła jaki poznał oraz angażując się w walkę systemem pod wpływem mądrzejszych od siebie.

Dziś Jarosław Wałęsa chce z ojcem porozmawiać. Wielka naiwność! Czy on naprawdę wyobraża sobie, że przekona do swoich racji siedemdziesięcioletniego człowieka?! Jamais.

Wiem coś o tym. Wyszedłem z domu, gdzie o homoseksualizmie nie rozmawiało się. Tematu nie było, bo nie istniał ani w otoczeniu, ani w mediach. Nie istniał! Nie dotykał! Bardziej prawdopodobna byłaby rozmowa o UFO. Ale tematem niemal codziennej dyskusji byli Żydzi.

Tak, mój ojciec był antysemitą. Ba, krążyło to w genach, bo jak się przekonałem cała rodzina ojca była antysemicka. Mogę mieć tylko nadzieję, że w czasie wojny członkowie mojej rodziny nie byli szmalcownikami (kto nie wie, co to znaczy, niech sprawdzi). Przed wojną rodzina wielce się zasłużyła w walce z Żydami. Na każdym polu: politycznym, ekonomicznym, itd. Nic nie wiem o udziale w bardziej brutalnych działaniach. I już się nie dowiem. Na moje szczęście.

Jednak wychowanie w takiej rodzinie w żaden sposób nie wpłynęło na moje poglądy. Jeszcze nie wiedziałem, że jestem gejem, a już stałem się filosemitą. Czy dlatego, że wyczuwałem, że potępienie jakim jest obdarzana przez ojca skromna, a bardzo doświadczona nacja stanie sie moim udziałem? Nie wiem.

W każdym razie w domowych rozmowach temat pojawiał się często. Zawsze antagonizował mnie z ojcem. I nigdy nie znaleźliśmy wspólnego mianownika. Ja nie rozumiałem ojca, a on nie był w stanie zrozumieć moich argumentów.

Analogicznie będzie wyglądała rozmowa Jarosława Wałęsy z Lechem Wałęsą. Żaden z nich nie przekona drugiego. Nie znajdą też owego wspólnego mianownika. Z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej konserwatywny. Staje sie przywiązany do swoich poglądów. Nie jest już gotowy na ich zmianę. W pewien sposób przestaje myśleć.

Aż skóra mi cierpnie, że też tak skończę. Może wcześniej dostanę demencji i będę tu pisał, że z piecyka przemawia do mnie obywatel Milk (do sprawdzenia dla nieznających odniesienia).

Nie, Lech Wałęsa nie zmieni zdania. Potępianie go nie ma sensu o tyle, że i tak go to nie przekona. Do racjonalnej argumentacji jest już najzwyczajniej za stary (pisałem, to WRAK).

Czy ktoś was miał okazję przedyskutować homoseksualizm ze swoimi dziadkami? Nie liczę na wiele. Ale podjęliście taką próbę? Z jakim wynikiem?

15 komentarzy:

  1. Nie miałem okazji podjąć takiej próby z dziadkami, to jak przyszło co do czego, to dziadkowie sprytnie pomarli, zapewne chcąc uniknąć rozmowy. No trudno.

    Natomiast obserwuję ewolucję poglądów mojego Ojca. Od łagodnej homofobii (łagodnej chyba dlatego, że w Jego środowisku zawsze byli gej - cóż, Ojciec jest lekarzem) ewoluuje On ku akceptacji naszych postulatów. Cóż, prawie co niedzielę jemy obiad w rodzinnym gronie: Mama, Tata, Ja i Drugi Syn, czyli moja lepsza połowa. Mój Ojciec nauczył się akceptować nowe dziecko w rodzinie i traktuje je ewidentnie jako "drugie dziecko", łącznie z tym, że łaja je za niedostateczne (mój Tato zawsze widzi je jako takie właśnie) postępy w pracy naukowej. Oglądanie tego jest urocze. Zarazem Ojciec mój długo skrupulatnie odróżniał homseksualizm swojego syna (Metki Boskiej znaczy się) i jego związek z Panterem - od "zjawiska homoseksualizmu". Ten drugi postrzegał jako społecznie groźny, bo przecież to są te okropne pedały z piórami w dupach (te pióra w dupach zawsze już będą nas prześladować...). Zjawisko dysonansu poznawczego, którego doznawał mój mądry i wykształcony Ojciec (ale jednak wysokiej rangi oficer wojska w stanie spoczynku), sprawiało mi wiele radości. Z dysonansu poznawczego mój Ojciec wychodzi obecnie, bohatersko dryfując ku akceptacji realiów społecznych (chyba zrozumiał, że "okropne pedały z piórami w dupach" oraz ja, Metka Boska, to w istocie to samo, a to oznacza, że być może "pedały" nie zawsze noszą pióra w dupach, albo wręcz, że są takie "pedały", które nie noszą ich wcale, ergo, nie są "pedałami", lecz np. poważnymi dyrektorami, prawnikami, finansistami czy lekarzami, którzy jednak wieczorem przytulają "misia-pysia", a nie "kocicę"). Owa akceptacja skłoniła mojego Ojca do wygłoszenia poglądu, aprobującego potrzebę wprowadzenia instytucji związków partnerskich do polskiego prawa.

    Nie wiem, czy doczekam czasów, w których mój Ojciec (którego kocham zresztą niesamowicie) nie tylko dokona odróżnienia "okropnych pedałów z piórami w dupach" od "poważnych dyrektorów itd.", ale też zaakceptuje prawo "okropnych pedałów" do noszenia piór w dupach, jeżeli mają na to ochotę. Być może biologia przerwie proces ewolucyjny, który obserwuję.

    Jednak dynamika zmian poglądów mojego Ojca (równolatka Wałęsy zresztą) skłania mnie ku kilku wnioskom:
    1) należy wyjść z szafy - ja zrobiłem to w wieku 22 lat i nie żałuję; skutek był taki, że moje otoczenie miało okazję zrozumieć, że "nawet w Polsce" orientacja homoseksualna ma niepomiernie mniejszy wpływ na przebieg kariery zawodowej, niż np. wykształcenie i predyspozycje osobowościowe oraz chęć do pracy (obserwowali to wszak naocznie);
    2) należy spokojnie przekonywać do swoich racji, własnym życiem pokazując, że homoseksualizm to nie potrzeba ciągłych orgii, lecz orientacja seksualna, taka sama, jak heteroseksualizm;
    3) należy w sposób niezachwiany głosić swoje poglądy - odpowiednio uporczywe ich powtarzanie jest gwarancją sukcesu (spójrzcie - ludzie uwierzyli nawet w niepokalane poczęcie :)).

    Nie podzielam więc pesymizmu Teresy. Oczywiście, mój Ojciec to mądry i wykształcony człowiek, a nie półdebil o horyzoncie myślowym żuka gnojnika, stąd w przypadku mniej wyedukowanych osób proces będzie pewnie wolniejszy. Z drugiej strony - również wykształcenie nie równa się inteligencji (np. posłanka Pawłowicz ma dyplom, ale niestety nie rozum). Niewątpliwie jednak wykształcenie i obycie jest pomocą w akceptacji.

    Cieszy mnie też obecny ciągły szum informacyjny w sprawie LGBT i naszych praw. Najgorsze, co mogłoby nas spotkać, to milczenie. Te dyskusje, chociaż wielokrotnie obrzydliwe (vide ostatni pomysł radiowej "Trójki"), powodują jednak, że "problem się oswaja" i "okropne pedały" stają się sąsiadami, przyjaciółmi, dziećmi i rodzicami. Bez oswojenia problemu nie pokonamy zmory homofobii - tego nazizmu Polski XXI w.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ładnie zauważyłeś "to mądry i wykształcony człowiek" i "wykształcenie nie równa się inteligencji (np. posłanka Pawłowicz ma dyplom, ale niestety nie rozum)".

      Niestety dla właściwej oceny sytuacji ze związkami partnerskimi, czy wręcz małżeństwami dla osób homoseksualnych potrzeba i mądrości i wykształcenia, a przynajmniej rozumu, no i niebagatelny jest dobry przykład.

      Iluż to Polaków posiada te cechy? Obawiam się, że nieznaczny odsetek.

      Zważ też, że swoista edukacja zabrała Ci też trochę czasu.

      No i stąd mój pesymizm.

      Usuń
  2. "Z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej konserwatywny. Staje sie przywiązany do swoich poglądów. Nie jest już gotowy na ich zmianę. W pewien sposób przestaje myśleć."

    Patrząc na niektóre zaawansowane wiekowo osoby w moim otoczeniu, mógłbym się częściowo z tym zdaniem zgodzić. Częściowo, gdyż znam też takie (m.in właśnie moi dziadkowie), którzy z wiekiem są coraz bardziej liberalni, mimo doktryn religii, w której byli wychowani, pomimo braku dyplomów i tytułów naukowych. Są zwyczajnymi ludźmi, choć dla mnie są zupełnie fenomenalni, zadającymi mnóstwo pytań (czasem może o zbyt wiele pytają), kiedy czegoś nie rozumieją. Tak było właśnie po moim "oświeceniu" rodziny, co do mojej orientacji. . Kiedy z nimi rozmawiam, to wydaje się, jakoby długość żywota nie miała wpływu na zaniechanie poznawania świata i zmiany koncepcji, a wręcz przeciwnie. Zadają kłam powiedzeniu, iż starych drzew się nie przesadza i nie chodzi tu tylko o zmianę miejsca zamieszkania, ale szerszą płaszczyznę. Ogarnia ich ogromna chęć zrozumienia. To już chyba kwestia mentalności i podejścia do drugiego człowieka, a nie metryki. Pocieszające jest to, że ciekawość ludzi i świata dziadkowie zaszczepili swoim dzieciom, a oni z kolei w nas.
    Tak, mam szczęście, że moja rodzina jest pro homo, może nawet zbytnio to okazuje, co powoduje czasem moją irytację, ale cóż..
    O ile prościej wydaje się "zawrócić Wisłę kijem", to o tyle trudniej wymagać od ludzi (nie tylko tych starszych), aby zaczęli pytać, dociekać i próbowali zrozumieć, choć niekoniecznie oczekując, że się z tym, czy owym będą zgadzać całkowicie. Niestety wyjątki nie zdają się potwierdzać reguły, zatem upłynie sporo wody, zanim zmieni się mentalność, bo dla większości niestety, racjonalne i zwyczajne ludzkie myślenie jest wciąż bolesnym procesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny przykład. Aż nadaje się na kolejna kampanię "Kochamy naszego wnuczka geja", albo "Dzięki naszemu wnukowi gejowi nasza starość jest radośniejsza".

      Obawiam się, że można Ci tylko pozazdrościć dziadków. No i wspaniale, że wszystkie pokolenia mają tak zgodne poglądy, po prostu ideał! ;)

      Usuń
  3. Hej, przez komentarz Metki jeszcze nie przebrnąłem, ale czas znajdzie się jutro. O swoim straszliwym pedalstwie opowiedziałem babci i jakoś to zniosła. Co więcej przywiozłem jej swojego Hindusa i się nie zagryźli; pryskania wodą święconą też nie było. Takoż - czasami się jednak da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafirowy: Wychodzi na to, że są same success stories. To skąd te mohery? ;)

      Usuń
    2. Wiesz, ja nie mówię że zawsze jest świetnie i różowo i Polska jest w światowej czołówce. Przyznam że np pogranicznicy byli względem niego zwyczajnie chamscy, z racji dość egzotycznego paszportu i koloru skóry (sam zjeździł większość świata i stwierdził że nigdzie nie był jeszcze tak traktowany).

      Acz z drugiej strony sporo ludzi jednak trafia się tolerancyjnych, tylko zwyczajnie są mniej zauważalni.

      Usuń
  4. No to ja wrzucę kamyczek. Może nie dotyczący homo, bo ja takie trochę niezorientowane seksualnie, w dodatku wdało się w związek z osobą pci przeciwnej (wiem o świństwach opowiadam, ale jakieś takie ekshibicjonistyczne jestem) i jakoś tak już zostało, więc tematu nie ma, a od moich znajomych to rodzina trzyma się z daleka, bo to świry, więc już o orientację się nie pyta.
    Jednak widzę opisywany przez gospodarza przypadek w pełnej krasie, ponieważ moja kuzynka popełniła rzecz okropną i związała się z Egipcjaninem (pci przeciwnej). Babcia, jedyny aktualnie żyjący członek rodziny z pokolenia 2 wstecz, jest naprawdę wspaniałą i miłą osobą, ale nawet do niej nie dociera, że można związać się z "kebabem" (w zasadzie jedyne imię owego pana, jakie funkcjonuje wśród rodziny, nie licząc odrobinę bardziej liberalnej matki). Babcia łzy wylewa jak to dziewczyna zmarnowała sobie życie, co jej odbiło, a taka porządna była, do kościoła chodziła i w ogóle. Nawet wspomniana osoba-z-którą-się-związałom, która w ogóle ma u Babci specjalne względy, nie zdołała przekonać wspomnianej skądinąd naprawdę sympatycznej osoby do tego, że "Arab też człowiek", to znaczy, owszem, człowiek, ona nic do Arabów nie ma, ale naprawdę, nie mogła sobie dziewczyna znaleźć kogoś normalnego?

    To, co gadają przedstawiciele (męscy) pokolenia -1, czyli synowie rzeczonej Babci (w tym mój ojciec) nawet nie chce mi się przytaczać, bo po co podnosić sobie ciśnienie. Babcia to przy nich naprawdę mały pikuś. Co wygadują na interesujący tu obecnych temat, też chyba nie warto wspominać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to słodko nie jest.

      Ale jeden aspekt jest ciekawy, sama go podkreśliłaś, że pokolenie dziadków bywa czasem bardziej (nawet jeśli nie totalnie) tolerancyjne niż pokolenie rodziców.

      Rozumiem też, że ów Egipcjanin nie bardzo ma jak przekonać do siebie babcię, bo nie znajdują wspólnego języka. Innymi słowy ocenia go po stereotypach, a samego człowieka praktycznie nie zna. I nie chce poznać? Nie jest ciekawa? Może kuzynka trochę źle "sprzedaje" babci swój związek?

      Wygnaliśmy po II w.św. wszystkie inne nacje i oto mamy efekty. Staliśmy się tak jednorodni, że wszyscy pozostali to "obcy" i wara im od naszych chłopców i dziewcząt. Polsce brakuje różnorodności, nawet jeśli oznaczałaby ona zgoła inne problemy.

      Pocieszę Cię, że z takich związków rodzą się śliczne dzieci i może to babcię przekona ;)

      Usuń
    2. Ok, rzeczywiście są problemy komunikacyjne. Mr. Islam z języków używanych w tym kraju zna jedynie angielski i to też tak średnio, zaś babcia jest typową kobietą swoich czasów - mówi tylko po polsku i bardzo słabo po rosyjsku, nigdy nie pracowała, zajmowała się czwórką dzieci. Nie sądzę też, by była bardziej tolerancyjna, po prostu jej nietolerancja wyraża się w inny sposób, gdyż jest generalnie miłą osobą, która nawet jak się wk* to płacze, a nie wrzeszczy i bluzga.

      Mr. Islam (vel "kebab") istnieje poza oficjalnym obiegiem rodziny, po części na własne życzenie, sam jakoś nie sprawił na mnie wrażenia specjalnie otwartego człowieka, biorę też poprawkę na to, że w zasadzie ma szansę dogadać się wyłącznie z "pokoleniem 0" w mojej rodzinie (ja, rodzeństwo, kuzynka), gdyż tylko my mówimy po angielsku, oraz z moją matką która coś tam z angielskiego kuma (choć z obcych zna głównie języki Wrogów Narodu), więc translacja konieczna jest tylko w jedną stronę.

      Dzieci rzeczywiście są śliczne.

      Co moja rodzina sądzi zaś o mniejszościach seksualnych, to łatwo ekstrapolować, dlatego też nic nie mówię. Nawet gdybym powiedziało, to uznaliby że wymyślam (AADD też sobie wymyśliłom, podobnie jak niepełnosprawność potomka) bo to "modne", przecież mam rodzinę, dzieci i ślub kościelny, więc jestem normalne i proszę mi tu bzdur nie gadać.

      Usuń
    3. Jiima Arunsone: No to mamy odpowiedź: tolerancyjni (a przynajmniej bardziej tolerancyjni) są mili ludzie. Rzeczywistość to potwierdza. Jestem pewien, że taka Pawłowicz miłą osobą nie jest. Ta maglara pewno piekli się, gdera i złorzeczy wszystkim, gdy trafi jej się jakiś dyskomfort. Patrzy tylko z jednej strony - własnej - nie wnikając w drugą, jest pozbawiona jakiejkolwiek empatii, co chyba jest charakterystyczne dla skrajnych egoistów.

      No tak, zdanie Twojej rodziny już sobie ekstrapolowałem ;) Sam też daleko nie muszę szukać, wszyscy są mili dopóty, dopóki temat nie jest poruszany.

      Usuń
  5. Metka Zazdrosna11 mar 2013, 18:16:00

    To nie są "dzieci". To są kurde Chanel-babies, w ślicznym kolorze latte! Zazdroszczę! Mogę takie wypożyczyć, jak się urodzi? Zrobię szał w każdym miejscu, w którym się pokażę. Będę wszystkim mówić, że zostało mi z wojaży wakacyjnych, bo "nie uważałem" :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej... tygodniami zbieram sie do napisania, ale tak zycie pedzi. Tak - dziadkowie wiedzą o moim Hindusie i są jak najbardziej OK z naszym zwiazkiem...

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja znam Żyda antysemitę, więc powyższe o niczym świadczyć nie musi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkorbut: Ja znam gejów głosujących na PiSdę. Myślę, że to wyjątki potwierdzające regułę.

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)