niedziela, 15 kwietnia 2012

“Marsz równości idzie dalej”

Tylko po co?!

Łódzkimi opłotkami przeszedł Marsz Równości. Nie uczestniczyłem, ale z ciekawością popatrzyłem na zdjęcia. Media podają, że wzięło w nim udział około 100 osób. Na poniższym filmie policzyłem i wyszło mi minimum 150 uczestników. Niestety nie dojrzałem Gejowskiego – czyżby zrezygnował? Widać za to Nesciusa


Uczestnicy skandowali hasła:
“Wolność, równość, tolerancja” – oklepane, zdarte i nie bardzo wiadomo czemu dziś służące; wolności nikt nie odmawia, czego sam marsz dowodem; równości? toż jawny gej-poseł szedł na czele; brak tolerancji nam doskwiera? i co? marszami się to zmieni?

“Marsz Równości idzie dalej” – owszem, ale po równi pochyłej i raczej w dół.

Na czele pochodu niesiony był transparent z enigmatycznym hasłem “Łódź równa się”. Niesione tablice zawierały nie mniej zagadkowe treści: “Geje na [rysunek traktora]”, “Ziemia jest duża”, “Razem raźniej”. Będę wdzięczny za jakieś wyjaśnienie o co chodzi.

Nie było na szczęście ubiegłorocznych: "Tymi ulicami chodzimy codziennie" - bo co? na chodnikach niewygodnie?
"Prawa lesbijek i gejów prawami człowieka" - żeby ktoś nie pomyślał, że odwrotnie to już nie działa.
Rozumiem, że celem takich marszów jest pokazanie się. Zupełnie to nie wyszło, bo ulice wyglądają na wyludnione. Co niby zresztą ludzie mieliby oglądać? Najwyżej byli wściekli, że tramwaje nie jeżdżą.

Zamiarem było też pewno przekazanie jakichś postulatów. Media wspominają coś o żądaniu legalizacji związków partnerskich, ale na filmikach z marszu jakoś tego nie widać. Nie odwiedzono też siedzib żadnych łódzkich posłów, by ich do poparcia związków partnerskich namówić, o dotarciu z jakimś sensownym przekazem do mediów nie wspominając.

Parę osób prowadziło rowery. Gdyby wszyscy je prowadzili “zakaz pedałowania” może oburzyłby łódzkich cyklistów.

I naprawdę znowu nie udało się namówić choćby jednego łódzkiego celebryty do udziału w marszu? Aż Biedroń musiał się fatygować?

Czy te marsze straciły sens, czy po prostu są bez głowy organizowane?

Nie pójdę zdzierać zelówek także w przyszłym roku, jeśli jedynym przekazem ma być “o! patrzcie jak ci łysi nas nie lubią, jacy oni nietolerancyjni”.

I jeszcze świetne zdjęcie z marszu; fot. Maciej Stanik

16 komentarzy:

  1. Nie rozumiem tego, co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. To może zajrzyj gdzieś indziej dla lepszego zrozumienia? Np. do Abiekta.

    Marsz poseł Biedroń zakończył "optymistycznie": nie ma szans na ustawę o związkach w tej kadencji, koalicja jest za słaba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Metka Womitująca16 kwi 2012, 15:34:00

    To może, zamiast narzekać, że marsz równości nie odpowiadał Twoim oczekiwaniom, po prostu zorganizuj COKOLWIEK na rzecz praw osób LGBT? Zaangażuj się, udziel się społecznie, pochodź w paradzie, zbierz pieniądze, zorganizuj wystawę, przeznacz własne środki - COKOLWIEK..?

    Krytykowanie innych przy własnym nienierobieniu jest doskonale polską, okropną cechą. Teresa, tym wpisem dowiodłaś swojego patriotyzmu. Nie zauważyłem, żebyś chociaż połową zdania wspomniała, że jesteś wdzięczna organizatorom Maratonu Równości, że poświęcają czas i pieniądze, aby walczyć o Twoje prawa.

    Musisz zrozumieć Tereso, że "samo się nie wyrówna". Jeżeli nadal nie zrobisz nic, aby o Twoje (i Jakisia) prawa walczyć, to wciąż będziesz - w oczach tych obrzydliwych polaczków - tylko pożałowania i leczenia godnym pedałem. Najwyżej jakiś katolicki przygłup napisze Ci na tym blogu, że "dżizas laws ju". Mam nadzieję, że życie nie będzie Cię musiało nauczyć, jak ważne jest to, aby np. mieć prawo do decydowania o leczeniu swojego partnera, kiedy on jest nieprzytomny.

    Kiedy przeczytałem Twoją notkę, to doszedłem do wniosku, że rzygać mi się chce na cioty (chociaż nie na Teresę osobiście) i że nie ma sensu przeznaczanie mojego czasu na społeczne inicjatywy służące poprawie ciocinego bytu. Przecież cioty są szczęśliwe, że nikt nie rzucił w nie cebulą w hipermarkecie - sądząc po Twoich ostatnich wpisach na tym blogu, Tereniu. Na odnoszenie się do wpisu Abiekta szkoda mi czasu. Awans geograficzny, który przeżył, najwyraźniej wyklucza u Niego dostrzeżenie, że Polska nie kończy się w Łomiankach i że nie będzie w Polsce rewolucji obyczajowej, jeżeli rewolucja ta nie dokona się poza Mokotowem. I proszę tego zdania nie odbierać jako zaproszenie do dyskusji :)

    Przykro mi, jeżeli to zabrzmiało cierpko, ale jakoś tak nastrój mam ostatnio womitacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabawne, że poucza mnie osoba, która nigdy na żadnym marszu nie była ;)

    Ciekawe podejście przy tym: żeby krytykować organizatorów marszu powinienem najpierw sam jakiś marsz zorganizować. Idąc tym tropem, żeby skrytykować reżysera spektaklu najpierw sam powinienem zająć się reżyserią, itd.

    Co to za zarzuty, co to za pouczanie? Za kogo się masz mój drogi?

    Nie jesteś adresatem mojej krytyki, a słabą argumentacją nie odnoszącą się do tego, co napisałem nic nie wnosisz.

    Znam Twoje zaangażowanie, ale nie wytykaj mi nic nie robienie, bo nie jestem na końcu tej kolejki do sławy.

    Aż dziwię się, że nie zareagowałes na rezolutną uwagę Biedronia. Zamiast powiedzieć, że musimy zintensyfikować działania, przekonywać, itd. właściwie przekreślił wysiłek wielu ludzi (nie moich). I uważasz, że krytyka jest tu nie na miejscu?

    Nie personalizuję mojej krytyki - w przeciwieństwie do Ciebie. Mam nadzieję, że w przyszłości organizatorzy skorzystają z opinii różnych ludzi, tak by ich zaangażowanie nie tylko dostarczało im satysfakcji i spełnienia, a jeszcze był z tego jakiś pożytek.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Co to za zarzuty, co to za pouczanie? Za kogo się masz mój drogi?"

    No właśnie - za kogo Ty się masz, mój drogi? Co Cię upoważnia do takiej krytyki Maratonu Równości? Dorobek własnej równościowej martyrologii?

    A więc tak, uważam, że tracisz czas, zamiast zrobić coś pożytecznego. Przykro mi, ale tak właśnie sądzę. Przykro mi też czytać te jadowite uwagi adresowane do organizatorów Marszu, bo uważam, że stać Cię na więcej. Przede wszystkim stać Cię na robienie pożytecznych rzeczy. Krytykujesz Biedronia? To zaangażuj się politycznie i sam zostań posłem. Krytykujesz organizatorów Marszu? Zorganizuj taki Marsz albo chociaż zwykłą debatę. Uważasz, że działania na rzecz ustawy o związkach partnerskich nie są efektywne? Nie ma problemu - napisz list do każdego nieprzekonanego posła i zaapeluj o poparcie tej ustawy. Umów się na spotkania z parlamentarzystami z regionu łódzkiego i przekonuj ich do poparcia ustawy. W ten sposób będziesz pożyteczny, a nie tylko jadowity. Uważam też przy tym, że krytyka Marszu formułowana przez osoby, które na niego się nie pofatygowały, jest żałosna. Zapewniam Cię, że Marsz byłby okazały, gdyby poszło na niego 10.000 Teres. Byłby też glamour dzięki licznym Teresom - i to dopiero jest personalna uwaga.

    A że nie byłem na paradzie? Nie byłem, bo tak się niestety składa, że w weeekendy pracuję. Wiesz o tym dobrze. Wiesz też - i nawet to przyznałeś, za co dziękuję - że działam w inny sposób, chyba nie mniej pożyteczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak muszę zorganizować jakiś marsz, żeby krytykować organizatorów innych marszów; zostać posłem, żeby krytykować posłów; jedyne, co Twoim zdaniem uchodzi, to popadanie w zachwyt.

      No a już twierdzenie, że napisałem "jadowicie" jest głęboko krzywdzące. Jeśli jednak ktoś się poczuł ukąszony, to bardzo przepraszam. Żeby się nie narazić na Twoje zarzuty w przyszłości, o cudzej aktywności będę odtąd pisał wyłacznie od radosnej, tęczowej strony - czyli robił loda... to każdemu jest miłe.

      Usuń
    2. Metka Zrezygnowana18 kwi 2012, 20:55:00

      Temu to ja też jestem przeciwny, bo Twoja złośliwość jest mi słodką. Chodzi mi tylko o to, że zamiast iść na ten marsz, wyjechałaś bździocho poza miasto, a teraz krytykujesz. Ale jak mam wybór między Teresą robiącą werbalnego loda i Teresą jadowitą, to wolę jad. Szkoda, że nie mogę się doprosić o Teresę społecznie aktywną i sprawiedliwą w ocenie innych.

      Usuń
    3. Czy o mnie można powiedzieć, że nie byłem społecznie aktywny? W ileż to miejsc niosłem kaganek akceptacji i samoakceptacji! ;)
      Co do sprawiedliwej oceny innych - niestety mogę być tylko subiektywny. Ale OK, w przyszłości przed podaniem cykuty zrobię loda, albo naraz, to nawet będzie zabawne.

      Usuń
  6. @ Metka: zaangażuj się politycznie i sam zostań posłem. Zorganizuj taki Marsz albo chociaż zwykłą debate. Napisz list do każdego nieprzekonanego posła i zaapeluj o poparcie tej ustawy. Umów się na spotkania z parlamentarzystami z regionu łódzkiego i przekonuj ich do poparcia ustawy. W ten sposób będziesz pożyteczny...

    To rady dla Teresy. Ciekawi mnie, czy Metka z nich skorzystał osobiście, czy tylko rady wysyła w delegacje, bo sam woli zaszyć się w ciepełko usprawiedliwienia: "ja w weekendy pracuję".

    I jeszcze jedno:"organizatorzy skorzystają z opinii". Czyli opiniować to ja - Metka, oragnizować - oni - organizatorzy. Metka tymczasem popracuje, bo to będzie weekend. No to moze Metko zorganizuj coś w dzień powszedni. Chyba, że też pracujesz... Giniesz chłopie od własnej broni, żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Anonimowy: nie znasz mnie i nie wiesz, co robię. W ciagu ostatniego roku zaangażowałem co najmniej 100 godzin w nieodpłatną, merytoryczną i zgodną z moimi umiejętnościami zawodowymi pracę dotyczącą spraw LGBT. Były to i dni powszednie, i weekendy. Oznacza to (uwzględniająca stawki godzinowe wynagrodzenia), że zangażowałem z własnych środków kilkadziesiąt tysięcy złotych na ten cel. A Ty?

    OdpowiedzUsuń
  8. 2Anonimowy: Dzięki za wsparcie, Metka bardzo lubi mieć rację... nawet gdy jej nie ma, dlatego tak ostro się żremy. W każdym razie nie obrażamy się na siebie, bo nie ma o co. Ważniejsza jest wymiana opinii.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Metka: jesteś dla mnie tak samo anonimowy, jak ja dla Ciebie. 100 godzin na rok... owocuje pracą średnio 2 godzin dziennie. A czym te, przeliczone na godziny pracy, pieniądze zaowocowały? Wiesz, nie sztuką jest chwalić się poświęceniem dla sprawy. Sztuką jest pochwalić się efektami.
    A ja poświęciłem nie mniej, a może i więcej godzin pracy nie tak sowicie opłaconej, która przyniosła efekty w sferze uświadamiania. Przeprowadziłem kilkadziesiat 5-godzinnych warsztatów (poziom szkół średnich i wyższych) poświęconych relacjom (współżycia społecznego) środowiska gejowskiego ze środowiskiem antygejowskim. Kilkadziesiąt godzin zajęło mi pisanie rozmaitych na ten temat tekstów, kilkadziesiąt (nieopłaconych) godzin spędziłem na różnego rodzaju terapiach, spotkaniach z psychologmi i uczestnikami terapii. Ot, tak jakoś, zajmowałem się ludźmi bezpośrednio i ich problemami.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Anonimowy: w ramach działalności dydaktycznej również bardzo dużo uwagi poświęcam zagadnieniom dyskryminacji. Tych godzin nie liczę, podobnie jak godzin przeznaczonych na pisanie tekstów odnoszących się do tematyki LGBT. Policzyłem czas spędzony w ramach mojego podstawowego zawodu i to oceniam na ok. 100 godzin (BTW - nie jest to niestety 2 godziny dziennie przez rok, ale jakieś 20 minut dziennie przez rok). Efekty mam - można je sprawdzić, ale - wybacz - nie bardzo mogę ujawniać, gdzie je można obejrzeć i jakie to efekty. Zapewniam Cię jednak, że są, o czym może zaświadczyć Teresa (zaświadcz pindo ;)). Czy te efekty przełożą się na zmiany w poziomie życia osób LGBT w Polsce, to już niestety nie ode mnie zależy, ale ja swoją pracę wykonałem należycie.
    Tak więc - chyba trochę mnie skrzywdziłeś szydząc z mojej weekendowej pracy, która pozwala mi się "wymigiwać" od "służby Sprawie". Zapewniam Cię, że robię dużo dla praw ludzi LGBT w Polsce, m.in. również pracując w weekendy. Niestety, przez to nie mogę na ogół uczestniczyć w wydarzeniach LGBT. Coś za coś.

    OdpowiedzUsuń
  11. I wyszła bitwa na zaangażowanie. Potwierdzam zaangażowanie Metki, bo je znam. Anonimowemu też wierzę. Natomiast nie widzę sensu w licytowaniu się. Ważne, że są tacy ludzie jak Wy i byłoby cudownie, gdyby każdy z naszych znajomych poświęcił trochę czasu na działalność wyższą niż jedzenie i kopulacja.

    Ja się obijam, wiem, ale mam nadzieję też coś zdziałać, choćby w najskromniejszym zakresie. Do czego wszystkich zachęcam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Metka Wspominająca20 kwi 2012, 15:01:00

    Kuffana, protestuję. Deprecjonujesz swoje osiągnięcia na polu kopulacji (jak również w zakresie kopulacji na polu), a są one legendarne. Myślę, że bardziej warte pomnika niż np. błogosławiona Karolina Kózka albo wręcz święta Faustyna.

    Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że w czasach dawniejszych Teresa była potworną wprost ogierzycą. Niestety, umarła pod tym względem i dzisiaj realizuje się w zakresie kopulacji na mniejszą skalę (kameralnie i w wąskim gronie), chociaż zainteresowani na pewno i to sobie chwalą. Moja droga cooleżanka była na przykład wynalazczynią zupełnie nowych zastosowań ubijaczki do cappuccino (auć!)...

    Tereso, chociaż spoczywasz na śmietniku historii - jak się właśnie dowiedziałem - to jednak pamięć o Twoich dokonaniach na polu kopulacji będzie wiecznie żywa. Natomiast jeść, to Ty nigdy jakoś szczególnie nie jadłaś... Ot, przekąsiła i zaraz rwała się do kopulacji...

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)