niedziela, 7 listopada 2010

„Chrzest” reżyseria: Marcin Wrona

„Przyjaciele”

Zapowiedziałem na blogu Xella i u siebie, że w miniony wtorek idę na film „Chrzest” w Cinema City o 22:15. Rozesłałem też kilkanaście esów w rzeczonym dniu. Miał iść ze mną Metka, ale wykpił się pracą zawodową. Gejowski jest zajęty sobą i unika polskich filmów. Z zaproszonych esem odezwała się tylko jedna (!) osoba, że… musi się wcześniej położyć. Moje szczęście, że dopisali Raand z Ego. Ale co sądzić o pozostałych? Wychodzi na to, że inni mają dla mnie czas tylko pod warunkiem, że jestem dyspozycyjny i zgłaszam się na każde wezwanie. Niniejszym oświadczam, że tamte czasy się skończyły. Nie masz czasu dla mnie, to nie oczekuj, że znajdę czas dla Ciebie. I proszę bez obgadywania mnie, że się nie udzielam. Proszę bardzo, udzielam się i to nie ja mam problem.

P.S. Zacytuję Krowę Morską „uprzejmie informuję szanowną autorkę, że media owe [w tym telefon] posiadają tę cudowną właściwość, iż działają w obydwie strony” – właśnie się przekonałem, że jednak nie i dotyczy to również Ciebie, kisses sweety.

Xellowi i Radixowi film się bardzo podobał. Jakiś powiedział mi, że film jest bardzo dobry. Po takich rekomendacjach nie sposób było nie wyrobić sobie własnej opinii. Pisząc o „Naszej klasie” zacytowałem Jakisia, który uznał dramat za antyantyczny. Film Marcina Wrony jest dla odmiany antyczny do bólu.

Marcin Wrona jest dużym facetem, o niskim, męskim głosie i ewidentnie pochłaniają go relacje męsko-męskie. Z szowinistycznym zacięciem traktuje kobiety jak rekwizyty istotne dla akcji, ale pozbawione głębszych emocji, przemyśleń i znaczenia. Blaskiem biją twardzi mężczyźni o wytatuowanych, pokrytych bliznami ciałach. Nie są to faceci o głębszym pofałdowaniu kory mózgowej. Potrafią zaspokajać tylko najniższe z potrzeb. Życie stawia ich przed trudnymi wyborami i radzą sobie z nimi najlepiej jak potrafią. W ich brutalnym świecie istnieją jednak zjawiska wspólne dla ludzi cywilizowanych. Jest tam na przykład miejsce na przyjaźń. Przyjaźń bardzo głęboką.

Michał (Wojciech Zieliński) prosi swojego przyjaciela Janka (Tomasz Schuchardt) o zastąpienie go w roli męża i ojca. Ma ku temu powody.

Nie chrzest syna Michała, lecz chrzest Janka właśnie jest zakończeniem filmu. W całym swoim zezwierzęceniu Janek postępuje wzniośle. Jego „gest” wobec przyjaciela pieczętuje jego relację z Michałem. Zdobyć się na to, co zrobił Janek chciałoby się oczekiwać od każdego przyjaciela… mimo przewrotności jego działań. Na ile zmieniło to Janka życie może dowiemy się w kolejnym filmie Marcina Wrony.

Film oceniam jako dobry.

4 komentarze:

  1. W Warszawie też chodzisz do kina?

    Joli Bord

    OdpowiedzUsuń
  2. 2Joli: Tak, ostatnio byłem na też tu wspomnianym "Essential Killing". W Wawie do kina chodzę do Cinema City w Promenadzie na Pradze Południe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh. Chciałem się polecić jako kompan, ale Gocław to dla mnie za daleko ;)
    Joli

    OdpowiedzUsuń
  4. Tereso Droga - to teraz łatwiejszą metoda sprobuje wytłumaczyć o co mi chodziło.

    masowe esemesy traktuje jako reklamy i nie widze powodu, zeby na nie odpisywac, jesli nie chce w czyms uczestniczyc.

    tak samo jak nie uwazam ze sensowne jest - na pytanie "kto ma BMW ?" - odpowiadac "ja nie mam".

    to w kwestii proby Teresy bycia uszczypliwą ;p


    a dlaczego nie chciałem uczestniczyc - ano tak, jak i kol. Gejowski unikam polskich produkcji. zwlaszcza w kinach.

    mam jednak nadzieje na jakies mile spotkanie w dogodnym terminie i wciaz zapraszam na oglądanie kol. E.

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)