czwartek, 16 grudnia 2010

Opera Nova "Napój milosny" Gaetano Donizetti Krzysztof Nazar

Pogwizdałoby się

Rafał Songan fot. Opera Śląska 

Zaczęliśmy od budowanej przez 25 lat Opera Nova w Bydgoszczy. Zupełnie nie wiem czemu, ale ani budynek, ani wnętrza Jakisia nie zachwyciły. Szału może nie ma, ale sala ma dobrą akustykę (jeszcze lepszą ma bydgoska filharmonia, gdzie nagrywa płyty Deutsche Grammophon), widownia jest fajnie usytuowana, kuluary są ładne i wszystko nadal tchnie świeżością.

Repertuar opery skąpy, około trzech spektakli miesięcznie, w tym okropny balet dla dzieci Bogdana Pawłowskiego "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków".

Niestety "Napój miłosny" Gaetano Donizettiego w reżyserii Krzysztofa Nazara mnie nie zachwycił. Scenę wyłożono deskami, po których wszyscy śpiewacy truchtali w tę i nazad z sobie i reżyserowi tylko znanych powodów. Ten turkot niejednokrotnie zagłuszał i muzykę i śpiew.
Śpiewacy popisówy też nie dali. Katarzyna Oleś-Blacha w roli Adiny nie raczyła wyciągać dźwięków. Lepiej śpiewała Aleksandra Pliszka w roli Gianetty.

Przejmująco śpiewał Pavlo Tolstoy w tenorowej roli Nemorina. Jakiś aż rozklaskał salę po arii łez (Una furtiva lagrami - tłumacz Google nie chce mi tego przetłumaczyć ;( O dziwo podziałało to na Oleś-Blachę i się zaczęła starać. Ale sucz wyczuła sytuację i na koniec wyszła do publiczności z Tolstoyem, słusznie sądząc, że to on był bohaterem wieczoru.
Na całej linii zawiódł baryton - absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej w Łodzi Rafał Songan, jako Belcore. Chyba jakaś niedyspozycja mu się trafiła, bo ledwo go było słychać. Także można było tylko podziwiać figurę tego atrakcyjnego faceta - fajnie by było zobaczyć go na scenie z nagim torsem.

Opera została wystawiona tak, że tylko z nazwy można się domyślić, że jest komiczna. Tradycyjnie na scenę coś musiało wjechać - tym razem był to furgon, ale pchany. W czasie poprzedniej mojej wizyty w tej operze, na "Hrabinie Maricy", wjechał powóz zaprzężony w dwa konie - dało to wtedy asumpt do niekończących się dyskusji, co by się stało, gdyby konie się zesrały.

Publiczność bydgoska chłodna i mało zaangażowana. Przy okazji, czy jest ktoś, kto mnie i Jakisia nauczy gwizdać na palcach?

7 komentarzy:

  1. ...bo do Bydgoszczy jeździ się na Kleczewską (Płatonow, Babel), a nie do Opery (chyba że na Festiwal Operowy)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Kleczewską? Nie demonizujmy.
    Una furtiva lagrima = łza, która popłynęła ukradkiem. Po polsku może powiedzielibyśmy nie "ukradkowa łza" a raczej wstydliwa
    Tolsty - the best
    Rafał - fakt, nie był w dobrej dyspozycji wokalnej. A bez kostiumu prezentuje się, owszem, atrakcyjnie, sam widziałem. Osobiście jednak preferuję widok kota. I nic nie szkodzi, że nikt nie wie, o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na palcach ??? to tak nie bardzo, nie elegancko, może wystarczy zakupić jakieś gustowne gwizdeczki ?

    OdpowiedzUsuń
  4. 2Fufin: Chyba nie wyobrażasz sobie, że do opery będę chodził z gwizdkiem! To dopiero byłoby nieeleganckie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tolstoy the best, jak już to wyżej zostało zauważone,aczkolwiek trzeba było iść na przedstawienie z Victorią Vatutina w roli Adiny- wtedy byłoby dwoje bohaterów wieczoru. I nie dość, że doznań muzycznych co niemiara, to w dodatku byłoby na co popatrzeć. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. 2KOT: No proszę, jeszcze jeden miłośnik opery ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja rozpływam się nad głosem Dariusza Pietrzykowskiego ! Słyszałam Go wczoraj (14 grudnia) i jednogłośnie przyznaję Mu tytuł Nemorina wspaniałego. Te dźwięki, wrażliwość - aria zaśpiewana była tak, że łzy to ja miałam w oczach ze wzruszenia właśnie. Partnerowała Mu po raz pierwszy Marta Ustyniak - przebiła swoim ciepełkiem i wdziękiem zimną Victorię Vatutinę w roli Adiny!

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)