sobota, 9 stycznia 2010

Urokliwy piątek

17 stycznia 2010 Kropa no more
Obecność obowiązkowa. Obwody głosowania Chuj w czapce nie wywiesił obwieszczeń i ludzie nie wiedzą, gdzie głosować.

W poniedziałek chyba, umówiłem się z Wiedźmą na rozmowy tajemne na jakiś dzień tygodnia po 20. Wolny miałem tylko piątek, to się wybrałem, ToyToyem zresztą (wspominałem już, że zakupiłem nowy akumulator?). Jak się Gejowski zwiedział, to on też chce jechać - no dobra. Wiedźma z przyczyn niezależnych od niej nie dotarła. Za to Gejowski korzystając z okazji przede mną i Homofobem, tudzież jego bratem roztoczył swoje wizje przyszłości, oczywiście własnej. Naszych skromnych osób potrzebuje tylko do sfinansowania swoich pomnikowych marzeń. A potem dumny i blady będzie patrzył w dół i z trudem poznawał.
Koszmar.
Ale Metka prosił - to chyba właściwe słowo - żebym o 21 był na spotkaniu z jakimś jego "coolegą". Gejowskiego nie szło zamknąć, więc do Łodzi Kaliskiej dotarłem z nim dopiero o 22, po to tylko, żeby się dowiedzieć, że Metka dopiero wychodzi z domu. Dobra, wściekły piję piwo o zawartości alkoholu 1,1%, które jako żywo, jak piwo nie smakuje. Ale, EUREKA!!! Na wprost mnie siedzi ANIOŁ - nie, nie o Gejowskim piszę, powaliło Was?! Przy sąsiednim stoliku siedział Cud natury, i lico, i uśmiech, i ząbki, i oczęta wielkie, i mięśnie pulsujące - no umarłam. Ale szybko zmartwychwstawszy patrzyłem, och!, jak ja patrzyyyyyłem. Gejowski coś tam ględził o swoim pomniku, a ja ócz oderwać nie mogłem od Cuda. Cudo siedziało z całkowicie nieodpowiednim dla siebie facetem i ocznie usiłowałem mu to uzmysłowić. Niestety Metka zadzwonił, że to spotkanie jest na Piotrkowskiej 97, a nie w Kaliskiej. Wychodziłem ze łzami w oczach, własnych, Cudo jakoś nie załkało za mną.
Koszmar
Szliśmy z Gejowskim na Pirotrkowską 97, on dalej o pomniku, ja o Cudzie. Wchodzimy, jest 23:15, Metki nie ma. Ta suka ma w dupie to, co sama mówi! Furia we mnie wstąpiła, bo mogłem jeszcze choćby kilka minut więcej patrzeć na Cudo. W końcu larwa się wtoczyła i idziemy się dosiadać do "coolegi". "Coolega" siedział w wianuszku cycków plus niecycatych trzech. Zaprezentowaliśmy się wokalnie i palpatacyjnie, po czym usiedliśmy z boczku, czekając aż rozwinie się jakaś konwersacja. Nie rozwinęła się. Metka usiłował jakoś wejść w to kółko graniaste. A Gejowski, Gwiazda i ja zajęliśmy lożę szyderców. Otóż "coolega" Metki przedstawiał sobą zjawisko nadprzyrodzone. Jego radosne piszczenie, machanie wszystkimi kończynami naraz, przewracanie oczami i gadanie od rzeczy robiły wrażenie. Zdaniem Metki szeptem nadnaturalnie scenicznym spytałem, czy takie coś, to się ma wrodzone, czy też nabywa drogą ćwiczeń. Urzeczenie nie trwało długo, ustaliliśmy, że Gwiazda ma atak wyrostka, Gejowski umiera z głodu (jak zwykle), a ja wpadam w delirkę z braku alkoholu i NATENTYCHMIAST musimy już iść. Metka został przegłosowany; każdy z nas z braku umiejętności pomachał "cooledze" Metki tylko jedną kończyną na pożegnanie i oddaliliśmy się, jak najbardziej pośpiesznie.
Koszmar.
No ale cooleżeństwu mało było jeszcze atrakcji na wieczór i poszliśmy do FouFou. Najmilsze memu sercu było powitanie. Na widok Gejowskiego właścicielka obwieściła na całą salę "Ooooo, pączuszek przyszedł!!!!", i od razu zrobiło się swojsko. Ja wypiłem kolejne wiadro herbaty. Cooleżeństwo piło, co popadło. Gejowski biegał po lokalu i każdemu, kto chciał słuchać i nie chciał, opowiadał o swoim pomniku. Dosiadł się Młody Gej (choć wyglądał, jak zaprzeczenie mojego wyobrażenia o Młodym Geju) i z młodzieńczą dezynwolturą zakomunikował, że Gejowski vel Pączuszek wygląda w naszym gronie na najstarszego. Nawet jakoś przyjaźniej spojrzałem na tę antytezę Młodego Geja.
Koszmar umiarkowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)