czwartek, 26 listopada 2009

Co randka, to porażka

Wczoraj miałem dwie randki i dwie porażki.

Pierwszy był Nieudacznik. Głupi byłem, że nie poprosiłem go o zdjęcie przed spotkaniem. Jednak staram się nie prosić o zdjęcia, bo sam tego nie lubię, ocenianie po wyglądzie może być mylące. Facet twierdzi, że ma 42 lata. Przyciskałem go do muru i twardo trzymał się tej wersji. Przede mną siedział facet, który wyglądał na 52 lata. Niemożliwe, żeby miał 42, faceci w tym wieku wyglądają dużo lepiej. Niezależnie od wieku intelektualnie też mnie nie porwał. Strata czasu. Przy pożegnaniu chyba to wyczuł.

Później był Niemiec. Autentyczny Niemiec. Ten z kolei twierdził, że ma 44 lata. Już nawet go nie pytałem o to, bo wyglądał na 60. Załamka. Uprzejmie pokazałem mu Łódź i opowiedziałem trochę o mieście. Podyskutowaliśmy o obyczajach w różnych krajach, a następnie poszliśmy do sauny Ganimedes, na tym Niemcowi najbardziej zależało. Nie byłem tam z 5 lat, to stwierdziłem, czemu nie. Cooleżanki mam tak świętojebliwe, że bez dewocjonaliów nie przekroczyłyby progu tego przybytku bezeceństw wszelakich.

W środku miło i sympatycznie, o dziwo. Grono spragnionych uciech cielesnych nieliczne i nieatrakcyjne. Mnie miło było, bo dowiedziałem się, że mam zgrabną figurę i boskie nogi. Wszyscy słyszeli moje rozmowy z Niemcem, co spowodowało, że uznano mnie za wyższą pierdolencję i większość czuła się za szara dla mnie. I chyba słusznie ;)

Wszedłem do Garnka jeszcze, a tam Hiszpan cały w umizgach do Blondie, a Blondie zimny jak królowa śniegu. Powinienem się od niego uczyć. Na razie tylko zazdroszczę.

Do tego jeszcze zadzwonił jakiś gość i chce się ze mną umówić. Mój telefon nie wie, kto to jest, a ja tym bardziej. Gość rozmawia ze mna tak, jakbym go ze 100 lat znał! Kto mnie dziś uratuje i pójdzie ze mną na 22 do Garnka?!

3 komentarze:

  1. Najważniejsze, że jest ruch w interesie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Darling, jeśli przez "świętojebliwe" masz na myśli Twoją siostrę najlepszą, czyli mnie, to... wal się suko na ten krzywy ryj :))).

    Koleżanka Gejowska nie chodzi natomiast po saunach, bo nie mieści się w drzwiach, a ponadto ona nie lubi się pocić i nie lubi, jak nie może poszpanować metkami (na czym miałaby sobie w saunie umieścić tę metkę? na jajach, pardon - na cyckach?). Poza tym - Ona ma zasady, z których wynika, że daje się pocałować w pucołowaty policzek dopiero na III randce, a poza tym facet musi Jej dorównywać intelektualnie i interesować się filmem i literaturą. Czy wyobrażasz Ją sobie w saunie, spoconą i potarganą, ale rozprawiającą z przejęciem np. o Dogmie?

    Ja zaś po prostu nie widzę sensu chodzenia do sauny z 2 powodów:
    1) nie jadam na mieście, jak mam lepszy obiad w domu,
    2) sauna oferuje uroki takie, jak Twój importowany Niemiec, z całą sympatią do Niego, oczywiście.

    Wyobrażam sobie saunę, w której najlepszymi sztukami jesteście Ty z Fagocicą. Co ja miałbym tam robić - z koleżankami się miziać? Nie jestem lesbijką i nie uprawiam kazirodztwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. 2Metka:
    No żeś koffana pojechała sobie po Gejowskim. Paradoksalne, że Ty, Metka przecież, wytykasz Gejowskiemu metki. Jakbym nie pamiętał Twojego niekłamanego zachwytu nad dresem z idiotycznym napisem PRADA.
    Potwierdzam powód nr 2. Jednak co do nr 1, to kto mówi o obiedzie? Chodzi o deser ;)

    OdpowiedzUsuń

W polu "Komentarz jako" wybierz "Nazwa/adres URL" i podaj swój pseudonim w polu "Nazwa".

Nie wybieraj "Anonimowy", żeby nie być anonimowym właśnie ;)